Rano obudziłem się sam w łóżku, czego bardzo nie chciałem.
Chciałem się obudzić obok mojej pięknej żony, którą kocham ponad życie.
Podniosłem się i spojrzałem na zegarek, dziesiąta. Wstałem z łóżka i ubrałem
szare dresy i białą koszulkę. Zszedłem po schodach , a w kuchni ujrzałem moją
żonę opierającą się o blat i karmiącą Clarie po przez butelkę, Avril i Darcy
jadły śniadanie z uśmiechami na twarzach.
-Śniadanie masz na blacie.- powiedziała moja żona
Posłałem jej uśmiech i wziąłem talerz po drodze całując ją w
czoło, usiadłem przy blacie i zacząłem jeść.
-Trzeba kupić nowy samochód co nie ?- zapytała Avril
-Ta, ale najpierw pojadę do kogoś w odwiedziny.-
powiedziałem szybko zjadając jajecznicę
-Nie jedziesz do Malika!- warknęłam moja żona patrząc na
mnie wrogo
-Skąd wiesz, że chcę jechać do Malika ?- zdziwiłem się
-Znam cię zbyt długo, nie pojedziesz do niego i koniec.
-A jak pojadę ?
-To chcę rozwodu.- powiedziała a ja zakrztusiłem się
jedzeniem
-Co?!- wstałem od stołu
-To co słyszałeś, ostrzegam. – wyszłam z pomieszczenia a ja
usiadłem na krześle i oparłem głowę o stół
-Co kłopoty w małżeństw?- zapytała Avril
-Cicho już bądź.- warknąłem
Jak to weźmie rozwód ?! Przecież jesteśmy razem tyle lat, a
ona mówi mi od tak, że jeżeli pojadę do Malika to weźmie ze mną rozwód . Muszę
z nią porozmawiać, nie mogę dopuścić do rozpadu tego co tyle lat razem
tworzyliśmy . Szybko skończyłem posiłek i poszedłem do salonu gdzie siedziała
moja żona z Clarie na rękach.
-Nie mówiłaś tego naprawdę.- powiedziałem siadając naprzeciwko
niej
-Mówiłam.- odpowiedziała
-Chcesz zniszczyć to, co tworzymy razem przez te wszystkie
lata ?!
-To nie ja to niszczę tylko ty. Wychodzisz kiedy najbardziej
ciebie potrzebuje, kiedy dzieci ciebie potrzebują. Ale ty masz to gdzieś ! –
wstała
Po chwili do pokoju weszła Avril i wzięła od mojej żony
Clarie, i szybko weszła po schodach.
-Kochanie, robie to…- zacząłem
-Robisz to dla naszego bezpieczeństwa, może i tak . Ale
pomyśl o tym co czujemy my z dziewczynkami. Ile razy Darcy chciała abyś był przy
niej a ciebie nie było, ile razy ja potrzebowałam ciebie. – uderzyła pięścią w
stół
Szybko do niej podszedłem i wpiłem się w jej usta,
przypierając jej ciało do najbliższej ściany. Chciała mnie odepchnąć ale byłem
zbyt silny, ale to zrobiła. W końcu musiała odwzajemnić pocałunek, położyłem
dłonie na jej delikatnie zaróżowionych policzkach. Całowałem ją zachłannie, tak
jakby był to już nasz ostatni pocałunek ale tak nie było. Kiedy się od niej
oderwałem z powodu braku tlenu . Chciałem ponownie ją pocałować ale usłyszałem
wybijanie szyb a po chwili strzelanie. Szybko pobiegłem w tamtym kierunku, a za
mną moja żona.
-Idź na górę do dziewczyn.- nakazałem a blondynka szybo
wypełniła moje polecenie
Stałem w kuchni, okna miały dziury po strzałach z broni- Malik.
Szybko podbiegłem do okna, ale nikogo tam nie było. Zemszczę się, ale tak aby
nikt się nie dowiedział. Wszedłem po schodach do pokoju dziewczynek, otworzyłem
drzwi i ujrzałem moją żonę siedzącą obok małej Darcy, która jest wtulona w jej
ramie, Calrie na rękach Avril a szesnastolatka siedzi u drugiego boku mojej
żony.
-Co się stało?- zapytała moja żona
-Przestrzelili nam szyby.- mruknąłem siadając obok Darcy
P.O.V. Ania
Sama siedziałam w swoim salonie. Czułam się samotna z powodu
braku mojego chłopaka czy Amelii. Josh, stracił życie za pomoc nam. Kochałam
go, i choć miał mnie zabić wybaczałam mu to wszystko. Amelka, przyjaciółka
którą znałam od piątej klasy podstawówki . Nasza piątka bardzo się zżyła. Teraz
jest nas tylko trójka, ja, Domi ,Karolina plus jeszcze Cassidy. Dziewczyna
która również ryzykuje swoje życie dla nas. Jest mi brak naszych przyjaciół,
których nie ma na tym świecie. Teraz mam ochotę tulić się do misia i płakać,
może i jest to dziwne ale to moje upodobania. Ale jestem wytrzymała, przez to
wszystko co dzieje się muszę być dzielna. Wszyscy się zmieniliśmy, ale nie wiem
czy na lepsze czy na gorsze… Czasem czuję się jakbym nie miała serca, kiedy
widziałam jak Biber zabijał ludzi miałam to
gdzieś, ale gdy tracę osobę bliską czuję się jakby z mojego serca
odpadał kolejny kawałek. Domi radzi mi aby sobie kogoś znalazła, ale nie mogę.
Zbyt kochałam Josha, i choć nie ma go na tym świecie czuję, że jest obok mnie i
pomaga mi przeżywać każdy dzień, pilnuje mnie abym nie zrobiła nic głupiego,
nie zrobiła tego co nasza Karolina, która popełniła samobójstwo. Długo nie
mogłam sobie tego wybaczyć, że tamtego dnia nie zostałam z nią w domu, a
poszłam z paczką do klubu. W tedy może mogłabym ją uratować, ale zachowałam się
jak suka. Brakuje mi tych osób, których nie ma. Nagle usłyszałam pukanie do
drzwi , wstałam i podeszłam patrząc przez wizjer czy ktoś tam jest, ale nikogo
nie było. Kiedy otworzyłam drzwi ujrzałam paczkę, z Tokio . Zadzwonił również
mój telefon, zastrzeżony. Wystraszona odebrałam.
-White, wiem, że jeszcze mnie nie znasz , ale poznasz i to
nie długo.- sprawdziłam skąd dzwoni ta osoba, Tokio
Rozmówca rozłączył się. A ja szybko wybiegłam z domu, paczka
wybuchła razem z moim domem a ja poleciałam na chodnik . Mój dom był jedną
wielką ruiną, nie wiedziałam kto to. Ale wiem jedno, ta osoba mi za to zapłaci.
Nie był to Biber, był to ktoś kogo z moimi przyjaciółmi poznam. I to
niedługo. Wstałam z ziemi i w samych
skarpetach udałam się do Karoliny, do której miałam najbliżej. Harry i
Karolina, zgodna para. Żadnych kłótni, wyprowadzek czy innych takich. Są dla
siebie stworzeni, ich miłość rośnie każdego dnia. Mają trzy wspaniałe córki,
choć tylko jedna jest biologiczna . Ale kochają je tak samo mocno, traktują tak
samo. Karolina przebaczyła Avril i żyją jak matka z córką. Mała Clarie, Liam
jej nie chce, biologiczna matka nie żyje więc Am tylko przybranych rodziców,
którzy ją kochają. Kiedy doszłam do domu zapukałam, a drzwi momentalnie
otworzyła mi moja przyjaciółka.
-Ania.- przytuliła mnie, a ja odwzajemniłam uścisk- Czemu
nie masz butów?
-Wejdźmy do domu wszystko ci wytłumaczę.- poprosiłam
Kiedy weszłyśmy do środka usiadłyśmy w salonie.
-Co się stało?- zamartwiała się
-Dostałam paczkę z Tokio co mnie bardzo zdziwiło, a potem
dzwoni ktoś z zastrzeżonego i mówi, cytuję ,, White, wiem, że jeszcze mnie nie
znasz , ale poznasz i to nie długo” ta osoba też dzwoniła z Tokio. Mamy
kolejnego wroga. I mam pytanie … Mogę u was nocowaćkilka nocy? Ktoś wysadził mi
dom w powietrze. – mówiłam
-Zostań na ile chcesz, cichu też ci pożyczę.- uśmiechała się
Po chwili na dół zszedł Harry.
-Co jest?- zapytał stając za kanapą i opierając się o jej
oparcie
-Wysadzili dom Ani w powietrze i ktoś do niej dzwonił z Tokio
i groził i nie ma domu i może nocować u nas ?- spojrzała na niego maślanymi
oczkami
-Może.- zaśmiał się i pocałował ją w czoło , skierował się w
stronę kuchni- A rano chciałaś jeszcze rozwodu.- usłyszałam
-Zrób mi herbatę.- poprosiła, a zachowywała się jakby nie
usłyszała tego co on powiedział
-Oczywiście.- zaśmiał się
P.O.V. Karolina
Wieczorem kiedy dałam Aniu ubrania do spania, sama położyłam
do łóżka czytając książkę Wypowiedz jej imię . Ciekawa książka
o Krwawej Mery. Czytania nie przerwał mi nawet mój mąż wchodzący do
pomieszczenia , i rzucający się na łóżko.
-Misiu.- jęknął przeciągle
-Słucham?- zapytałam odrywając wzrok od książki, kładąc ją
na szafkę obok
-Bolą mnie plecy, pomasujesz mnie?- zrobił maślane oczka,
jak ja dzisiaj
Po chwili siedziałam na dole jego pleców i rozmasowywałam
jego plecy.
-Niżej.- jęknął z bólu?
-Sam se masuj jak się nie podoba.- prychnęłam ponownie
siadając na swoim miejscu, zabierając się za dalsze rozdziały książki
-Misiu!- jęczał – No proszę, misiu !
Po chwili mój mąż wyrwał mi z dłoni książkę, rzucając ja na
podłogę.
-Ej! Harry co ty robisz?!- oburzyłam się wstając i podnosząc
przedmiot otrzepując go z niewidzialnego kurzu
-Nie interesujesz się mną, to trzeba coś zrobić.- jęczał
-Znowu zaczynasz? Mam ci przypomnieć co mówiłam rano, ja
dbam o dzieci a ich ojciec jakoś nie za bardzo. – fuknęłam
Wzięłam poduszkę i kołdrę i wyszłam z pokoju.
-Gdzie idziesz?- zapytał wychodząc za mną
-Do gościnnego, nie mam zamiaru spać z tobą.- warknęłam
zamykając drzwi na klucz
Rzuciłam pościel na łóżko a sama usiadłam przy oknie
wyglądając za nie. Słyszałam jak Harry pukał do drzwi, chciał abym otworzyła.
Ale nie chciałam z nim rozmawiać na ten temat, choć to sama ja go stworzyłam.
Ale to jest prawda. Ja siedzę z dziećmi najwięcej, a on ciągle gdzieś jeździ,
jest to bardzo męczące. Więc powiedziałam mu albo rozwód albo jest super tatą.
-Dobranoc misiu.- usłyszałam jego szept z pod drzwi
Sama chciałam mu powiedzieć dobranoc ale się powstrzymałam.
Może powinniśmy zrobić sobie przerwę, niektórzy tak robią i podobno związki się
wzmacniają. Nie wiem co jest właściwe, to wszystko już mnie wykańcza. Kiedy
urodziła się Darcy , Harry był wzorowym ojcem, obchodził się z naszą córką
jakby była za szkła, dbał o nią, tulił, kochał ponad wszystko jak mnie. A teraz
ważniejsze są wyjścia niż rodzina. Jego oczkiem w głowie była nasza córeczka, a
teraz ? Nie wiem, nie wiem co on myśli, choć bym chciała. Poczułam uścisk w
podbrzuszu, a po chwili chęć wymiotowania. Szybko wstałam i pobiegłam do
toalety, która była w pokoju. Ukucnęłam przy ubikacji i czekałam aż zwymiotuję
, choć nic takiego nie miało zajścia. Po prostu klęczałam tam, dalej czując
odruchy wymiotne. Ale nic więcej. Usiadłam pod ścianą, łapiąc się za bolące
miejsce. Chciałam bym teraz zawołać mojego męża, ale obawiałam się tego, że
mnie nie usłyszy. Że nie usłyszy tego, że potrzebuję go teraz, potrzebuję obok
mnie. On pomógł by mi jakoś, ale jestem suką i chcę radzić sobie sama. Ból
podbrzusza nie ustawał, a ja czułam się coraz gorzej. Chciałam wstać, ale ból
który mi towarzyszył nie pozwalał na żaden ruch. Siedziałam tak pod ścianą,
czekając aż straszliwy ból ustąpi. Przymknęłam oczy chcąc aby to się skończyło,
aby nawet moje życie się skończyło. Moje życie to jedna wielka ruina, gdyby nie
moja rodzina to załamałabym się. Ja nie mam przyjaciół, ja ma rodzinę. Rodzinę
którą kocham ponad życie, osoby z którymi jestem związana, Ania, Domi, Lou,
Liam, Niall, Harry, Avril, Darcy, Clarie itd. Wszyscy bliscy to moja rodzina.
Nie chcę ich tracić, a tracę . Dzieje się to tak szybko, wszyscy tak szybko
odchodzą, że czasem nie da się z nimi pożegnać bo ich serca przestają
funkcjonować, ciała stają się zimne, nieruchome, mózg również przestaje
funkcjonować a powieki zamykają się na zawsze. Oglądanie czegoś takiego to dla
człowieka horror, widzi jak osoba bliska znika z jego życia na zawsze a zostaje
tylko w sercu . Kiedy otworzyłam powieki znowu poczułam ból, ból klatki
piersiowej. Podbrzusze również bolało, ale bardziej martwiłam się o klatkę
piersiową. Czułam się jakby ktoś mnie ściskał tak mocno, jakby ktoś chciał
skurczyć mi płuca. Złapałam się za serce, które jakby przestało na moment bić a
po chwili waliło jak oszalałe. Nie wiedziałam co dzieje się w tej chwili, nie
mogłam nic zrobić. Czułam jakbym umierała. Zaczęłam dławić się powietrzem, nie
mogłam złapać tchu. Czułam się jak w podstawówce kiedy było trzeba przebiec
ileś tam kilometrów i jest się bardzo zmęczonym, tak, że nie można złapać
powietrza. Chciałam zawołać Harry’ego, ale nie miałam jak. Kiedy ból klatki
piersiowej, oraz bark powietrza ustał wstałam opierając się o zlew. Spojrzałam
na swoja twarz. Odeszły z niej wszystkie kolory, byłam cała blada a moje oczy
zamglone . Podeszłam do łóżka, kładąc się na nie chcąc jak najszybciej zasnąć.
Rano obudziłam się po ósmej. Wstałam z łóżka i skierowałam
się w stronę naszej sypialni. Harry’ego tam nie było, czyżby gdzieś wyszedł ?
Przebrałam się w czarne legginsy i białą koszulę. Zeszłam na dół gdzie poczułam
zapach naleśników, zaczęłam się rozmarzać, ze to mój mąż stoi tam i robi
naleśniki całej rodzinie. Ale czy jest to możliwe ? Kiedy po kryjomu zajrzałam
do kuchni ujrzałam dziewczynki siedzące przy stole , zajadające się naleśnikami
a mój mąż miał na rękach małą Clarie, którą karmił różową buteleczką. Szybko
schowałam głowę za ścianę i złapał się za serce, czując … szczęście? Tak to
właściwe określ, mój mąż zaczął dbać o rodzinę. On cały czas o nią dbał… Idiotko.
Powiedziała moja podświadomość. Miała rację, on dbał o nas. Ale dla nas
to było za mało? Sama nie wiem… Wzięłam głęboki wdech i weszłam do kuchni,
przywitałam wszystkich delikatnym uśmiechem. Mój mąż podszedł do mnie i
przytulił całując w głowę.
-Przeszło ci ?- zapytał cicho
-Chyba tak.- mruknęłam w jego ramię na co on zachichotał
Nagle znowu poczułam ten ból co w tedy . Nie mogłam złapać
powietrza, klatka piersiowa, serce, głowa, ciemność, strach … Jedyne co
usłyszałam to moje imię wykrzyknięte po przez Harry’ego, a potem nie widziałam
nic… Tylko nicość w której się cierpi. Czy ja umieram? Czy to koniec mojej
historii? Nicość, idę w jej stronę…
No to się porobiło... Oni są słodcy ! Kochają się. Ciekawi was co się dzieje Karolinie? Mogę was zapewnić, że nie jest to ciąża. To do czwartku . Mam nadzieję, że rozdział się podoba :)