niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział 163



 
Miesiąc potem
Nasze życie nie uległo zmianie, no dobra może trochę… Jest ze mną jak wcześniej, boję się wszystkiego jak cholera. Boje się wyjść z domu, ale wychodzę- z bronią w pasku. Avril wyjechała na college, nie żałuje jej decyzji. Niech ma normalne życie, bez morderstw i innych rzeczy. Darcy i Clarie są grzeczne, ale martwią się o mnie… Widzą jak zmieniło się moje zachowanie, zbyt się boję aby racjonalnie myśleć. Wyglądałam za okno sprawdzając czy nikogo nie ma. Popadłam w ludzką paranoję i wiem to, powinnam iść do psychologa, ale nie chcę zostawiać Harry’ego ani dziewczynek.
-Mamo co tam patrzysz?- zapytała Darcy
-Nic, nic skarbie idź się bawić.- pogłaskałam ją po główce i pocałowałam w czółko
-Przecież widzę, mamo…- mówiła
-Powiedziałam coś Darcy i bez żadnego „ale”.- delikatnie podniosłam głos
Dziewczynka bez słowa odwróciła się i poszła wolnym korkiem do białych drzwi. Stanęła przy framudze drzwi i odwróciła się w moją stronę. Ze łzami w oczach powiedziała:
-Gdzie podziała się moja dawna mama….
Wyszła. A moje serce uległo zniszczeniu, rozsypało się na miliony kawałków. Usiadłam na ziemi i zaczęłam płakać, płakać jak dziecko. Już nawet moja własna córka mnie nie poznaje, jestem okropną i niepotrzebną matką. Najlepiej by było gdybym umarła…
Harry
Siedziałem w biurze i podpisywałem różne papiery kiedy zadzwonił mój telefon, Darcy.
-Co jest kwiatuszku?- zapytałem odbierając
-Mama płacze.- powiedziała, przygnębiona
-A dlaczego mamusia płacze?- zacząłem się coraz bardziej martwić
-No powiedziałam jej coś, co ją chyba zabolało… I płacze, ja naprawdę nie chciałam.
-Co powiedziałaś?
-No że nie jest jak dawna ona… Cały czas patrzy w okna, każe mi się bawić z Clarie….- mówiła a ja słyszałem jak jej głos się łamał
-Zaraz będę, tylko nic nie mów mamię.- wstałem od biurka zabierając ze sobą płaszcz
-Dobrze.- odpowiedziała rozłączając się
Cholera. Co się dzieje z moją żoną?!
-Lilianno, kiedy indziej uzupełnię te papiery, a spotkania odwołaj albo przełóż na inny termin.- przekazałem to swojej asystentce
-Panie Styles, to już drugi raz…- mówiła
-Nie obchodzi mnie to, masz je przełożyć i koniec.- warknąłem
Szybko wybiegłem z budynku wsiadając do mojego auta, włożyłem kluczyk do stacyjki i z piskiem opon ruszyłem ku domu. Dlaczego ona się tak zmieniła, jest taka jak w tedy. Przecież na razie przez ten miesiąc nic się nie działo, nawet nie widzieliśmy Malika i jego bandy.
Kiedy byłem pod domem, zaparkowałem na podjeździe i wyszedłem z auta kierując się ku drzwiom wejściowym. Otworzyłem je i wszedłem do środka. Zacząłem się rozglądać, ale nie było tu żadnej żywej duszy. Nagle usłyszałem jak ktoś krząta się po kuchni, szybko tam poszedłem a moim oczom ukazała się… Moja żona. Robiła coś przy blacie kuchennym. Cicho podszedłem do niej i odgarnąłem włosy z jej karku, a potem złożyłem na nim delikatnym pocałunek. Poczułem jak jej ciało drętwieje, ale po chwili głośno wypuszcza powietrze.
-Co tu robisz, myślałam, że wrócisz po osiemnastej.- powiedziała nadzwyczaj spokojnie
-Nie cieszysz się?- złożyłem kilka pocałunków na jej szyi
-Nie no cieszę, tylko tak pytam…
-A teraz tak na poważnie.- odwróciłem ją w swoją stronę- Co się z tobą dzieje…
-Ale o co ci chodzi?- zdziwiła się
-Nie mówi, że nie wiesz… Dzwoniła do mnie Darcy. Ciągle wyglądasz za okna, płaczesz… Co się dzieje.- mówiłem
-Nie prawda…- próbowała wybrnąć
-Nie kłam, powiedz mi prawdę…
-No, no bo mi się wydaje, że ktoś nas śledzi…- wyznała spuszczając głowę
-Czemu nic mi nie powiedziałaś?!- zdenerwowałem się
-No bo mi się wydaje Harry.- westchnęła
Wzięła do ręki kubek z wodą i jakąś tabletkę a potem ją zapiła. Szybko do niej podszedłem i wziąłem pudełko i zacząłem czytać co to jest.
-Po co ci to?!- warknąłem
-Na serce przecież.- odpowiedziała
-Oby.- mruknąłem
-Czy nasze małżeństwo się już nie kończy?- zapytała nagle
-O czym ty mówisz.- warknąłem zdenerwowany
-Ciągle jesteś na mnie wściekły, podejrzewasz mnie o wszystko, wysłuchasz wszystkich poza mną. Coraz rzadziej jesteś w domu, dzieci za tobą tęsknią…- mówiła
-Chcę was tylko obronić.- powiedziałem
-Nie musisz. Dzieci cię bardziej potrzebują….
-A ty?- spojrzałem w jej oczy, które dawne straciły swój blask
-Nie wiem, powoli tracę nadzieję w to, że mnie jeszcze kochasz.- powiedziała cicho
Chciałem do niej podejść ale mnie odepchnęła i szybko odeszła, a po chwili słyszałem trzask drzwi naszej sypialni… Dlaczego ona tak myśli? W domu nie ma mnie dlatego bo chcę je bronić, chcę aby były bezpieczne… Kocham ją i nigdy nie zdradziłem. Szybko wszedłem po schodach i zapukałem do drzwi naszej sypialni, zero reakcji.
-Karolina, otwórz.- prosiłem
-Zostaw mnie.- krzyknęła a po chwili słyszałem tłuczenie się tam czegoś
-Karolina wpuść mnie!- walnąłem w drzwi
-Odejdź, idź do kogoś innego. Jego kochaj, nie mnie…- gadała bzdury…
-O czym ty mówisz?- coraz bardziej się denerwowałem
-Idź do tej Lily czy kogoś innego, zostaw mnie w spokoju.- znowu tłuczenie się czegoś, cholera co tam się dzieje
-Otwieraj!- kopnąłem w drzwi
-Nie kochasz mnie, przyznaj się.- mówiła dalej
-Kocham, czy gdybym cię nie kochał stałbym tu i walił w te pieprzone drzwi martwiąc się o to co się tam dzieje.- mówiłem
-Możesz udawać. Zostaw mnie Harry, zostaw kogoś takiego jak mnie, nie chcesz mnie, nie chcesz dziewczyny z depresją.- płakała
Nie wytrzymałem. Nacisnąłem na klamkę, która uległa. Drzwi były otwarte. Wszedłem do pokoju, a na podłodze ujrzałem moją żonę siedzącą w odłamkach szkła.
-Kochanie…- westchnąłem cicho
-Nie podchodź.- wyszeptała, a po chwili w jej dłoniach była broń wycelowana we mnie
Stanąłem w miejscu i przypatrywałem się jej z lękiem, Jezu co ja jej zrobiłem… Zniszczyłem ją przychodząc do jej domu kilkanaście lat temu…
-Kochanie, odłóż to i ze mną porozmawiaj.- poprosiłem ją
-Nie.- odpowiedziała
Westchnąłem nie widząc co zrobić.
-Kochasz mnie?- zapytałem
-Kocham.- odpowiedziała cicho
-Ja ciebie też myszko, pamiętasz naszą przysięgę na ślubie. Nic się od tamtej pory nie zmieniło…- mówiłem podchodząc do niej po woli
Widziałem, że powoli się poddawała. W tamtym momencie miała atak paniki, rzadko go ma ale teraz, wyglądał on o wiele poważniej niż wcześniejsze. Kiedy byłem blisko niej chciałem sięgnąć po jej broń kiedy usłyszałem huk z broni…. Widziałem strach w jej oczach, to nie ona, to…. 
 
***
Przepraszam, że wcześniej nie było rozdziału ale się rozchorowałam, i w moim życiu dzieją się teraz przykre momenty... Postaram się napisać rozdział jeszcze w tym tygodniu. Mam nadzieję, że się wam spodoba.
Do kolejnego ;* 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz