czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 119



Obudziły mnie promienie wchodzące do pokoju przez okna . Nie mogłam uwierzyć w to co stało się wczoraj , nie byłam panią Hills , byłam panią Styles . Karolina Andżelika Styles , to tak cudownie brzmi . Kiedy chciałam podnieść się do pozycji siedzącej , coś a raczej ktoś mnie zatrzymywało . Był to loczek , który trzymał mnie bardzo mocno w tali . Kiedy udało mi się wyślizgnąć ubrałam bieliznę i koszulę leżącą na krześle . Była ona mojego męża , to też tak pięknie brzmi ….. Po cichu zeszłam do kuchni , zaczęłam przygotowywać sobie kawę . Poranki przy kawie zawsze dobre – pomyślałam . Usłyszałam jak chody trzeszczą , p chwili ujrzałam Harrego stojącego w drzwiach w samych bokserkach . Był zaspany , więc się widocznie nie wyspał , a ja mu się nie dziwę . Nie spaliśmy pół nocy . Loczek podszedł do mnie z cwaniackim uśmiechem , posadził mnie na blat i wpił się w moje usta . Wtopiłam palce w jego loki lekko za nie ciągnąc .
-Czy pani Styles zrobiła i mi również kawy ? – zapytał całując mój obojczyk .
-Niee – przeciągałam ostatnią literę
-A czy pani Styles zrobi mi kawy ?- zapytał
-Nie wiem , nie wiem panie Styles – mruknęłam
-Oj no proszę – zamruczał w prost do mojego ucha
-Dobra , następnym razem y robisz mi kawę – westchnęłam
Loczkowi też zrobiłam kawy i usiadłam w salonie . Kiedy nagle poczułam jak mój telefon wibruje . Było to esemesa … Od Domi ?!
Od : Domi
Do ; Karolina
Piękny ślub , tylko szkoda że
Nie byłam zaproszona , albo
Nie byłam druhną .
Do zobaczenia Karo 

Harry wziął mój telefon .
-Kurwa – warknął
Piękny dzień zmienił się w wielkie gówno , a przynajmniej tak sądzę. Kiedy znowu miałam telefon w ręku przyszła kolejna wiadomość , również od Domi :
Od : Domi
Do : Karoliny
Tylko nie płacz , bo to niczemu
Nie pomoże , nie uciekniecie nam
I tak . 
 Rzuciłam telefonem o ścianę  , kiedy nagle do domu weszła cała nasza ekipa razem z armil .
-Domi pisała – powiedział spokojnie Harry
-Jak miewał do Karoliny – zaśmiał się Luke
Po chwili dostał po mordzie od Zayna za co dziękowałam mu , bo sama miałam to zrobić .
*************************************************************************
Wiem , że krótki za co was przepraszam . Ale jest pisany z tele na angolu więc wiecie ... przepraszam i do następnego misie :*


środa, 29 kwietnia 2015

Wiadomość !

W związku z tym , że niedługo będzie majówka jadę na wieś do przyjaciółki .
Nie wiem na ile dokładnie , może dwa / trzy dni . Mam nadzieję , że mi wybaczycie
to , że pewnie nie będzie rozdziałów w weekend ale też muszę trochę odpocząć od
złej ,, aury : - jak to mówi moja mama . Tam będzie więcej świeżego powietrza i wgl .
Rozdział w tedy pojawi się zapewne w niedziele . Starałam się aby rozdziały były codziennie .
Więc są , a to taka dwu dniowa tak jakby przerwa . Mam nadzieję , że się nie zdenerwujecie .
Do następnego :*

Rozdział 118

Od tamtego spotkania Domi , minął jeden dzień . Nagle do pokoju weszła ... Mama Harrego ?
-Mamo co tu robisz ?! - zapytał Harry
-Jak to co ? Przyleciałam na ślub swojego syna - powiedziała a mnie zatkało
-Mamo ! - warknął Harry
-A ty jej tego jeszcze nie powiedziałeś - mruknęła
Wstałam . Harry złapał mnie za rękę , ale ją wyrwałam . Szybko wybiegłam z pokoju . Na dole byli wszyscy.
-O , przyszła nasza dama - zaśmiał się mój ojciec
Chciałam pobiec na górę , ale na schodach stał Harry i jego mama . Szybko wybiegłam na taras , schowałam się za drzewem . On ... On zaplanował ślub , a ja o tym nic nie wiedziałam ? Co to ma być ?! Kocham go , ale powinien mi to powiedzieć . Nie byłam przygotowana ani nic .
-Karolina , proszę cię podejdź do mnie - usłyszałam głos Harrego - Wiem , że zrobiłem źle kryjąc to przed tobą . Ale ... Ale to miała być taka niespodzianka . Ale zrozum kocham cię , i nie chcę aby coś innego nas rozłączyło - mówił
Wstałam i podbiegłam do niego przytulając się do niego .
-Przepraszam - powiedział
-O której ? - zapytałam
-Za pięć godzin - odpowiedział
-Trzeba się szykować - powiedziałam
Pocałował mnie w sam czubek głowy , miał być to jeden z najważniejszych dni w moim życiu . Poszłam na górę gdzie czekały na mnie dziewczyny : Carmen , Ania , Amelia , Karolina , Monica , Arvil i Gemma . Darcy siedziała z Ane i Robinem  Założyłam na siebie wszystkie najważniejsze rzeczy, a po chwili już miałam na swoim ciele lekką białą suknię która pomogła mi wybrać Danielle,dziewczyny przyjrzały mi się dokładnie i prawie umarły z wrażenia.

                                                                     
-Boże Karolina ...wyglądasz niesamowicie-powiedziała do mnie Amelka ,która prawie się popłakała,przytuliłam ją do siebie jak potem resztę dziewczyn
-Jesteście wspaniałe,dziękuję wam-powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. Po chwili do pokoju weszła stylistka która zajęła się detalami...w sumie dla mnie bardzo ważnymi detalami,zajęła się moimi włosami, a potem makijażem,który delikatnie podkreślał moje rysy twarzy. Wszystko prezentowało się rewelacyjnie. Dziewczyny dopięły do swoich sukienek, w tym samym momencie kiedy ja przeglądałam się w lustrze weszły dwie mamy,Anne razem z moją rodzicielką uśmiechnęły się na mój widok
-Pięknie wyglądasz skarbie-powiedziała do mnie mama zbliżając się trochę
-Zabierzemy Darcy-dodała potem Anne i wzięła na ręce moją córkę
-Wszystko jest w waszym domu ...-zaczęłam jednak jedna z matek przerwała mi i uśmiechnęła się
-Już spokojnie,to nasza wnuczka damy sobie radę-zaśmiały się,życzyły mi powodzenia i wyszły na zewnątrz do reszty rodziny która już była w ogrodzie i czekała tylko na nas...

                                  P.O.V. Harry
Stałem w pokoju i przyglądałem się sam sobie w lustrze poprawiając detale w swoim wyglądzie.
-Harry wyglądasz spoko...nie musisz ciągle poprawiać muszki-powiedział do mnie Louis który był najwyraźniej rozbawiony tą całą sytuacją
-Nie jest dobrze,poczekaj chwilę zaraz przyjdę-powiedziałem spoglądając na niego ten tylko pokiwał głową i wyszedł z domu kierując się do grona chłopaków,którzy już tam stali.
 
Spojrzałem w dół i westchnąłem...
-Dasz radę Harry-mówiłem sam do siebie,za chwilę moje życie miało wywrócić się do góry nogami...miałem zostać mężem a nie tylko nic nie znaczącym chłopakiem,spełnię się w tej roli? Mam taką nadzieje,chcę,żeby nasze życie było piękne,takie jedyne w swoim rodzaju.
Wiedziałem,że nie będzie łatwo,ale byłem też pewien,że jako rodzina damy radę.
Rzuciłem okiem na całokształt
-Ok-znowu powiedziałem sam do siebie i powoli udałem się w stronę wyjścia
-No nareszcie pan modnisia postanowił się zjawić-powiedział do mnie Liam ,uśmiechnął się i poklepał mnie po plecach. Liam był świadkiem na tej uroczystości...to była nasza wspólna decyzja i cieszę się,że ją pojęliśmy. Byliśmy juz na miejscu,mój biologiczny ojciec też się pojawił co prawda nie może zostać na dłużej,ale będzie przynajmniej na samej uroczystości co dla mnie osobiście juz wiele znaczy. Uśmiechnąłem się na jego widok a potem przytuliłem,poklepał mnie po plecach
-Fajnie,że przyszedłeś-powiedziałem do niego
-W taki dzień jak dzisiaj? Najważniejszy zaraz po narodzinach córki mojego syna?-zaśmiał się na co zareagowałem tak samo-Powodzenia-powiedział mi tylko i ścisnął dłonie w geście,że trzyma za mnie kciuki. Zatrzymałem się przed pastorem który miał udzielić nam ślubu
-Niech pan się tak nie spina-powiedział do mnie,no tak wszyscy widzą,że jednak we wnętrzu trochę się stresuje...

                      P.O.V. Karolina

Wszystko miało się zaraz zacząć, a ja byłam pewna,że zrobiłam coś źle,że jednak czegoś zapomniałam i w ostatniej chwili będę się wracała
-Ej spokojnie,masz wszystko,Darcy jest z Anne i twoją mamą...jest dobrze-uspokajała mnie Ania ,może ona ma rację, za bardzo się wszystkim stresuje. Głęboko westchnęłam
-Twój tata już czeka na zewnątrz,Harry też już jest-powiedziała do mnie Gemma która wyglądała zza tarasowych drzwi
-Chyba czas już iść co nie?-zapytała Amelka ,spojrzała na mnie jeszcze raz i znowu się uśmiechnęła. Dziewczyny udały się jako pierwsze i poszły w stronę Harrego,Gemma szepnęła coś Harremu na ucha a potem poklepała po ramieniu,ustawiły się po jego prawej stronie zaś chłopaki stali po lewej.
-Chodź skarbie-powiedział do mnie tata i nastawił rękę. Razem poszliśmy w stronę białego dywanu i ustawiliśmy się na jego końcu.
Potem przeszliśmy razem ten kawałek a mój tata przekazał mnie Harremu obdarzając go czułym uśmiechem.
Taki magiczny moment który już nigdy w moim życiu się nie powtórzy. Jest on jedyny w swoim rodzaju,taki wyjątkowy.
Powtórzyliśmy przyrzeczenia a potem nałożyliśmy na swoje palce złote obrączki na których widniał wygrawerowany napis 'Forever Love'.
-Są państwo mężem i żoną,może pan pocałować pannę młodą-powiedział pastor na co tylko uśmiechnęliśmy się do siebie potem zbliżając swoje tarze coraz bliżej i bliżej i kończąc na namiętnym pocałunku,wszyscy zaczęli wiwatować,wstali z miejsc i po prostu popłakali się ze wzruszenia,przykładowo nasze mamy,które co chwilę wycierały oczy chusteczką.Goście byli juz  w środku restauracji my razem z chłopakami,Gemmą,Anią , Amelką i Karoliną  postanowiliśmy wejść ostatni
-No to czas na wejście-powiedział Harry i w tym samym momencie wziął mnie na ręce próbując przejść przez próg
-Idioto co ty robisz?-zaśmiałam się
-Tradycji musi stać się zadość-uśmiechnął się szeroko i weszliśmy na salę gdzie wszyscy już na nas czekali,Harry delikatnie odłożył mnie na podłogę,a po chwili stała przy nas kelnerka z kieliszkiem wina,które wzięliśmy do dłoni i razem z całą salą odśpiewaliśmy huczne 'sto lat' a potem zaczęły grać pierwsze nuty piosenki No name. Zaczęliśmy nasz pierwszy taniec,goście tylko przyglądali się z uśmiechami na twarzy. Wszystko było tak perfekcyjnie,razem bujaliśmy się w rytm melodii,Harry zbliżył się do mojego ucha i wyszeptał
-Wyglądasz przepięknie-powiedział do mnie na co na mojej twarzy pojawił się uśmiech,przymknęłam oczy i oparła się delikatnie o jego ramię wciągając woń jego perfum. Nigdy nie czułam się równie dobrze jak w tej chwili. Było tak inaczej. Tak wyjątkowo,jakby cały świat się zatrzymał i byliśmy tylko my,nikt więcej. Tylko ja i on.
-Kocham cię-wyszeptałam do niego-Tak strasznie cię kocham...-dodałam jeszcze raz patrząc w jego zielone oczy
Na samym początku oczywiście jak to na każdej imprezie było dość sztywno,ale po wypiciu parę napoi z procentami wszystko zrobiło się wiele bardziej kolorowe i goście zaczęli szaleć razem z nami. W końcu przyszedł moment na podziękowania dla przyjaciół,Harry zrobił  dla nich specjalny prezent,który ukazywał nasze wspólnie spędzony czas przez ostatnie kilka lat.
-Chcemy wam wszystkim podziękować za to co dla nas zrobiliście,robicie i robić będziecie,jesteście najlepszymi przyjaciółmi i chcemy,żebyście o tym wiedzieli-powiedział Harry do nich-Odradzaliście nam złego i doradzaliście dobrego,kochamy was,jesteście na prawdę idealni w każdym tego słowa znaczeniu,takich przyjaciół jak wy to ze świecą szukać i dziękujemy,że akurat wy nimi jesteście-powiedział ostatnie słowa. Przytuliliśmy ich. W końcu mikrofon wziął od Harrego Louis
-Wiem,ze jesteśmy dla was ważni,wy też tacy jesteście dla nas,cieszymy się,że możemy być tutaj z wami i jesteśmy z tego powodu dumni...jesteśmy dumni bo nasz przyjaciel jak i przyjaciółka zaczynają nowe życie...od samego początku,powodzenia-powiedział do nas po chwili dziewczyny wzięły do rąk dość sporą ramkę odsłoniły materiał a naszym oczom okazał się przepiękny kolaż,który ukazywał nasze zdjęcia,moje i Harrego jak i naszych kochanych przyjaciół. Niezapomniany prezent
-Dziękujemy-powiedzieli wspólnie a potem jeszcze raz wszyscy razem przytuliliśmy się
Cały wieczór minął wspaniale,welon złapała Amelka  zaś muszkę Harrego , Liam  co oznacza,że możemy się spodziewać kolejnego wesela już niedługo. Było późno...ok 3 nad ranem,więc goście powoli zaczęli się zbierać do domu. Sami też weszliśmy do naszego domku który był pusty,nie było w nim żywej duszy.
-Harry gdzie reszta ?-zapytałam go-I Darcy?-byłam powoli zaniepokojona
-Dzisiaj śpią w hotelu-powiedział do mnie-Powiedzieli,że wrócą jutro po południu-dodał potem zbliżając się do mnie
-Rozumiem...nie wiem jak ty,ale jestem padnięta-powiedziałam do niego
-Mam dala ciebie niespodziankę-dodał i uśmiechnął się na co ja zareagowałam tak samo,zakrył mi oczy i powoli zaczął kierować na piętro, w końcu odkrył moje oczy a im ukazał się pięknie przystrojony pokój
-Bo dla Pani Styles zrobię wszystko-powiedział i zaczął delikatnie muskać moją szyję
-Yhymm -odpowiedziałam mu i uniosłam jedna brew ku górze a potem uśmiechając się,nawet nie wiem kiedy moja sukienka znalazła się na ziemi, a ja i Harry wylądowaliśmy w samej bieliźnie na łóżku...


***********************************************************************
Harry zaplanował ślub ! Jej ! I jak wam się podoba ? W końcu po tylu rozdziałach Karolina jest Panią Styles . Oczywiście ciąża tamu nie szkodzi . Mam nadzieję , że wam się podoba i do następnego . Dzisiaj pojawi się notatka w sprawie mojego krótkiego wyjazdu :* 

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 117

 
Obudziły mnie pocałunki składane na moim ramieniu . Lekko przetarłam swoje oczy , i spojrzałam na uśmiechniętego od ucha do ucha loczka .
-Witam piękna - pocałował mnie
-Witam piękny - uśmiechnęłam się
-Podano śniadanie na tacy . - powiedział podając mi tacę z jedzeniem
-Dzięki , jesz ze mną ?- zapytałam
-Nie ...- mówił ale nie dałam mu dokończyć
-Jesz ze mną, nie ma żadnego nie - nakazałam
-Ah , dobrze - przewrócił teatralnie oczami
Usiadł obok mnie, przykrywając się kołdrą . Wziął jednego tosta , przygotował dużo do jedzenia tosty , sok oraz sałatkę . Patrzyłam na Harrego który konsumował swojego tosta .
-Czemu tak mi się przyglądasz ? - zaśmiał się cicho patrząc w moje oczy
-Nie wiem- uśmiechnęłam się - Nie wolno mi się patrzeć , przytulać albo całować ?!-powiedziałam oburzona
-Możesz , a teraz jedz - zaśmiał się i podsunął mi talerz
Upiłam łyk soku , potem zaczęłam jeść posiłek przygotowany przez Harrego . Kiedy do pokoju wszedł Colin .
-Śniadanie do łóżka ? Harry a dlaczego mi nie zrobiłeś ? - udawał obrażonego
-Bo ty nie jesteś moją narzeczoną - zaśmiał się
-Ale będę szwagrem - śmiał się
Nastała krępująca cisza , Harry i Colin patrzyli na siebie znacząco .
-Dzisiaj idę na wizytę kontrolną - przerwałam ciszę , a chłopacy spojrzeli na mnie
-Podwieźć cię ? - zapytał Harry
-Nie , sama pójdę- uśmiechnęłam się
*****************************
Siedziałam pod gabinetem lekarza , pobrali mi krew na badaniach . I czekam na to co powie lekarz , i na to co będzie dalej . Z gabinetu wyszła kobieta w ciąży , a obok niej zapewne jej mąż . Trzymali się za ręce i patrzyli przed siebie , szli dumnym krokiem . Usłyszałam wołanie lekarza :
-Pani Hills , do gabinetu ! - na te słowa wstałam i weszłam do gabinetu , usiadłam na krzesełku obok biurka i czekałam - Wygląda pani dobrze , wyniki również .
-Czyli nie mam białaczki ? - zapytałam z nadzieją
-Nie , nie ma pani . Wszystko jest dobrze , a wczorajsze wyniki zostały nie wiadomo kiedy i jak sfałszowane.
-Och , to i tak dobrze - odetchnęłam z ulgą
-Tak , a teraz żegnam panią do widzenia - uśmiechnął się
-Do widzenia . - odpowiedział lekarz
Kiedy stałam pod budynkiem zaczęłam skakać z radości , przeżyję to ! Ja i dziecko przeżyjemy ! Nagle zobaczyłam czarny samochód Hazzy . Wysiadł i podszedł do mnie . Objął mnie w tali , swoje czoło oparł o moje . Musnął delikatnie moje usta .
-Jedziemy się przejść - uśmiechnął się
Pomógł wsiąść mi do auta , okrążył samochód i sam wsiadł . Harry trzymał swoją dłoń na moim udzie . Ja natomiast patrzyłam za okno . Pogoda tu była piękna , same słońce . Zero deszczu .
-Jesteśmy - wyrwał mnie z zamyślenia Hazz
Byliśmy na mieście , Harry pomógł wysiąść z auta . Za ręce poszliśmy w tłum . Dożo ludzi spoglądało na nas , a raczej na nasze dłonie . Wszyscy uśmiechali się na ten widok , nawet zatrzymała nas jakaś starsza pani . Gratulowała nam szczęścia , życzyła dużo miłości i szczęścia . Była miłą staruszką dała nam nawet jedną czerwoną różę, a sama nie wyglądała za dobrze , była blada , podkrążone oczy . Bardzo było mi jej szkoda m jednak co mogłam zrobić ? Szliśmy dalej , kiedy nagle zobaczyłam ... Domi ?! Patrzyłam na blondynkę , która spoglądała co jakiś czas w naszą stronę . Przetarłam oczy , kiedy spojrzałam w tamtą stronę jej już nie było . Miałam chyba jakieś zwidy .
-Harry chodźmy na jakąś ławkę .- poprosiłam
-Dobrze - odpowiedział
Poszliśmy do parku i tam usiedliśmy na ławce .
-Cz...Czy ty ... widziałeś ? - jąkałam się
-Jeśli chodzi o Domi , tak - powiedział głaszcząc mnie po plecach
-To nie możliwe , przecież ona ma nas zabić .
-Wiem , i to było dziwne .
Nagle koło naszej ławki przeszła Dominika ?! Spojrzała na nas i się uśmiechnęła . Potem stała pod drzewem. Zobaczyłam jak wyciąga broń z paska , chucha na nią i uśmiecha się . Chce was zabić - mówiła moja podświadomość . Wycelowała w nas , i ten cholerny huk . Bałam się , spojrzałam w stronę Harrego . Siedział przy mnie i patrzył w stronę gdzie powinna stać Domi . Siedzi na ziemi i trzyma swoje ramię . Podchodzę do niej powoli .
-Domi - szepczę
-Wal się suko ! - warknęła
-Ty wiesz co mówisz ? - zapytałam z łzami
-Tak mówię co naszego wroga - zaśmiała się
-To ty jesteś po stronie wroga Domi , wstrzyknęli ci truciznę i stałaś się maszyną do zabijania . Wcześniej byłyśmy przyjaciółkami , a dla mnie wciąż nią jesteś .
-Ha ha , nie kłam ździro . Oni by mnie nie oszukali .
-Tak , to zobacz - odblokowałam wyświetlacz telefonu i weszłam w galerię zdjęć . Wyszukałam zdjęcie moje i Domi i pokazałam je , jej . - No to zobacz , na pewno cię nie oszukali ?
Patrzyłam w telefon , jej oczy nabrały dawnej barwy , zamiast być ciemne stały się znowu jasne . 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział 116

     
                                  P.O.V. Harry
Karolina ciągle się trzęsła , szybko zadzwoniłem po karetkę . Zjawiła się po piętnastu minutach , bardzo się martwiłem . Przecież nie mogłem jej teraz stracić . Nie mogłem jechać z moją ukochaną , razem z Colinem szybko wsiedliśmy do samochodu . Ruszyliśmy z piskiem opon , nie zwracałem uwagi na to co działo się wokół mnie . Obchodziła mnie tylko moja Karolina . Kiedy byliśmy pod szpitalem Karolinę wieźli na salę na badania . Podali jej leki przeciwbólowe i antydepresyjne .

                                 P.O.V. Karolina
Minęły dwie godziny , czułam się o wiele lepiej . Lekarze dali mi leki , teraz chciałam tylko jednej rzeczy , przytulić mojego Harrego . Nagle do sali wszedł lekarz .
-Mam dla pani dobrą i złą wiadomość - powiedział
-Może niech zacznie pan od dobrej - zaproponowałam
- Może dzisiaj pani wyjść ze szpitala , a zła to taka że ... Ma pani zagrożenie białaczki , ale nie jest to pewne.
Moje oczy momentalnie się zaszkliły . Lekarz wyszedł a ja wybuchłam płaczem . Teraz , akurat w takim momencie ? Jestem w ciąży , moje życie się wali . Płakałam ponad dwadzieścia minut , potem doprowadziłam się do porządku . Wyszłam na korytarz , Harry siedział  na krześle z twarzą w dłoniach . Colina nie było . Przytuliłam mojego narzeczonego od tyłu . Mięśnie Harrego momentalnie się napięły .
-Harry , to ja - szepnęłam
-Karolina - przyciągnął mnie do siebie , zatonęliśmy w namiętnym pocałunku .

                             P.O.V. Ania
Czułam , że jest coś nie tak . Postanowiłam zadzwonić do Karoliny .
-Halo ? - usłyszałam jej głos
-Hej , co tam u was ? - zapytałam
-A nic , a u was ? - usłyszałam pociągnięcie nosem
- Karolina , co się stało ? - zapytałam zmartwiona
-Nic , nie ważne - odpowiedziała
-Karolina . proszę powiedz mi to - poprosiłam
-Dobrze , ale nie mów tego Harremu ani nikomu innemu - powiedziała
-Oczywiście , obiecuję ci to - odpowiedziałam
-No ... No bo mam podejrzenia białaczki - zaszlochała , a mnie zatkało
-Dasz radę ! Wyjdziesz z tego , jesteś silna ! - odpowiedziałam ze smutkiem
Rozmawiałyśmy jeszcze kilka godzin , potem poszłam do swojej sypialni . Położyłam się na łóżku i zasnęłam.

                                  P.O.V. Karolina
Ubrana w piżamę weszłam do naszej sypialni . Harry siedział na łóżku . Cicho podeszłam do niego i przytuliłam się do niego .
-Już drugi raz się do mnie dzisiaj przytulasz - zaśmiał się
-A co nie wolno mi ? - oburzyłam się - Kocham cię
-Ja ciebie też kocham - powiedział i pocałował mnie
Razem położyliśmy się spać .

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 115

 
-Idziemy dzisiaj na plażę ? - zapytał Harry
-Dobra , a ty Colin ? - zapytałam brata
-Dobra - odpowiedział
-Idę się przebrać - uśmiechnęłam się i poszłam na górę
Wybrałam niebieski komplet , poszłam do łazienki . Nałożyłam komplet , włosy związałam w kitkę . Na strój nałożyłam niebieską sukienkę , nałożyłam też okulary przeciw słoneczne .Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół , chłopacy rozmawiali o czymś . usiadłam na blacie .
-O czym tak gadacie ? - zapytałam
-O niczym ważnym - powiedział Colin - Idziemy ?
-Tak - mruknęłam
Razem wyszliśmy z domu i poszliśmy w kierunku plaży , wszystkie lafiryndy patrzyły na mojego brata i Harrego . Zazdrość zżerała mnie od środka . Kiedy nagle jakiś facet podszedł do nas , i powiedział :
-To twoi ochroniarze ? Bo ja mogę nim być - uśmiechnął się cwaniacko
-Sorry koleś , ale ja jestem jej bratem a to jej narzyczony - wskazał na Harrego - Więc lepiej nawet nie próbuj
-Aha w razie czego pracuję tam - wskazał na bar - Do zobaczenia śliczna - mrugnął
Harry złapał mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć w kierunku plaży . Wyrwałam mu rękę a ten spojrzał na mnie zdziwiony , tak samo Colin .
-Co ty robisz ? - zapytał Colin
-Czyli wszystkie laski mogą się na was patrzeć , a na mnie żaden facet  nawet spojrzeć się nie może  a co dopiero porozmawiać . -fuknęłam - Wiem o co mu chodziło , a ja nie jestem dziwką jak te lalunie - warknęłam
Harry podszedł do mnie i złapał moją rękę , splótł nasze palce . Pocałował mnie w usta i powiedział :
-Mnie te laski nie kręcą , tylko ty - mruknął
Razem poszliśmy na plażę .Gdy byliśmy na miejscu rozłożyłam koc , zdjęłam swoją sukienkę i zaczęłam się opalać. Chłopaki zdjęli koszule i poszli sprawdzić wodę czy nie jest zimna . Po chwili przyszedł do mnie Colin .
-Siostra , pływasz ? – zapytał
-Nie wiem , nie chce mi się – odpowiedziałam
-To są wakacje Karolina , nie marnuj ich – powiedział
Wstałam i poszłam do Harrego , woda była idealna do kąpieli . Chłopak patrzył w niebo , spojrzałam tam ale po chwili tego pożałowałam . Colin trzymał mnie za nogi a Harry trzymał moje ręce .
-Raz – huśtali mną – Dwa , i trzy – rzucili mną do wody
Byłam mokra do suchej nitki , moje włosy lekko lepiły się do mojej twarzy . Chłopacy zaczęli się śmiać . Wyszłam z wody i usiadłam na kocu . Słońce zasłoniły chmury , lekki wiatr powiał w naszą stronę . Zamknęłam oczy , lubiłam wiatr .

                                                  P.O.V. Josh
-Czarna Wdowa , zostaw Smitha – warknąłem
-Jeszcze raz nazwie mnie suką to zabije tego gnojka – warknęła
-Smith , przestań – westchnąłem
Do pomieszczenia wszedł Biber , ten lamus co kazał mi porwać Anię .
-Szef chce widzieć wdowę – powiedział z uśmiechem na ustach
-Wdowa , chodź – pociągnąłem ją za nadgarstek
Po chwili byliśmy na strzelnicy gdzie nasz szaf strzelał z broni w sam środek tarczy .
-Wdowa , przyszłaś . Mam propozycję – zaprzestał strzelanie
-Jaką szafie ? – zapytała
-Może chcesz wrócić do dom ? – zapytał jej
-Nie  - mruknęła
-Nie chcesz ich zabić ? – oburzył się
-Chcę , ale poczekajmy . Aż nie będą się tego spodziewać- powiedziała z bananem na twarzy
-Uwielbiam twoje myślenie – powiedział
-Wiem – odpowiedział

                                   P.O.V. Harry
Byliśmy już w domu , kiedy zadzwonił mój telefon . Odebrałem :
-Halo ?
-Harry , czy wszystko już gotowe ? – zapytał
-Tak , zapięte na ostatni guzik – powiedziałem
-Ale ona o tym wie ?
-Nie , to taka niespodzianka .
-A nie myślisz , że się tym speszy ?
-Nie , rozmawialiśmy o tym .
-Dobrze do zobaczenia – powiedziała i telefon się rozłączył
Usiadłem na kanapie i zamknąłem drzwi . Poczułem jak ktoś na mnie siada okrakiem .
-Z kim rozmawiałeś ? – zapytał cichy głosik Karoliny
-Z moją mamą – odpowiedziałem z uśmiechem , ale nadal miałem zamknięte oczy
-Co chciała ? – zapytała po raz kolejny
-Dowiedzieć się kilku rzeczy , nadal są w hotelu i wiesz …- mruknąłem
-Aha …- powiedziała
Położyła swoją głowę na moim ramieniu , jej oddech był nie równy . Raz był szybszy a raz wolniejszy . Na dodatek cała się trzęsła
-Dobrze się czujesz ? – zapytałem z troską
-T..Tak – jąkała się
Otworzyłem oczy i spojrzałem na nią , dopiero teraz zobaczyłem jaka jest blada . Jej oczy były inne , przepełnione bólem .
-Colin , dzwoń po lekarza – nakazałem
Położyłem ją na kanapie i czekałem na lekarza  . Dziesięć minut później siedzieliśmy z Colinem w kuchni , a lekarz badał moją narzeczoną . Kiedy wszedł do kuchni wstałem na równe nogi .
-Co się z nią stało ? – zapytałem
-Zwykłe przeziębienie dlatego się trzęsła , niech dużo odpoczywa – uśmiechnął się – W razie czego proszę podawać jej te leki – powiedział podając mi receptę
-Dobrze dziękuję – mruknąłem
-Do widzenia panom – powiedział lekarz
-Do widzenia – kiedy zamknął za lekarzem drzwi dodał – Chyba raczej do nie widzenia
-Colin , ale ty miły – zaśmiałem się – Tak jak twoja siostra kiedy wychodziła kiedyś ze szpitala , powiedziała tak do pielęgniarki
-Mamy to w genach , że nie lubimy szpitali – zaśmiał się

Weszliśmy do saloniku , spała ale była cała spocona . Ciągle przewracała się na bok , zaczęła krzyczeć . Razem z Colinem podbiegliśmy do niej i zaczęliśmy ją budzić . Karolina zaczęła nas bić i kopać . 

*****************************************************************************
I to jest rozdział 115 . Jak myślcie , co planuje Harry . A czy u Karoliny to tylko zwykłe przeziębienie ? Okaże się w dalszych rozdziałach Opowadania . bardzo wam dziękuję za ilość tych wyświetleń . W razie czego piszcie w komentarzach pytania a ja na nie odpowiem , ale wiem że nie będzie żadnych komentarzy .
Do kolejnego miśki ;* 

sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział 114

 
A tam zobaczyłem ... Karolinę siedzącą w koncie , po jej policzkach spływały łzy . W ręce trzymała telefon . Usiadłem przy niej , objąłem ramieniem i zobaczyłem że szybka telefonu jest rozbita .
-Będzie trzeba kupić nowy telefon - zaśmiałem się
-Mogę mieć ten i tak wszytko rozwalę - mruknęła
-Ej no nie bądź taka , ja ci nic nie zrobiłem - powiedziałem i pocałowałem ją w skroń
-Ty nie , ale ja tak - powiedziała
-Nic nie mów - mruknąłem i pocałowałem ją zachłannie w usta

                                         P.O.V. Zayn
Straciłem ją , straciłem jedyną miłość swojego życia . Jaki ja byłem głupi dając jej odejść ! Teraz jest maszyną do zabijania , nic jej nie zatrzyma . Uderzenie Luke dało mi trochę radości , nie lubiłem tego gnoja . Sprawia , że Karolina przez niego płacze , że wszyscy przez niego płaczą . Karolina nie wiedziała , że może stać się właśnie to .
-Ciocia Dominika nie żyje ? - zapytała ... Darcy ?
Spojrzałem na schody , stała tam w piżamie trzymając pluszowego misia . Jej oczka się momentalnie się zaszkliły .
-Nie kochanie , nic jej nie jest . Tylko teraz ... Będzie inna - powiedziałem
-A dlaczego mamusia płakała przez komputer ? - pytała dalej
-Dowiedziała się czegoś strasznego kotku - powiedziała Ania
-A dlaczego wujek Zayn uderzyły Luke w twarz ? - pytaniami strzelała jak z armaty
-Bo bardzo nas wszystkich zdenerwował , idź spać - powiedziałem
-A mamusia się denerwował ? - pytała dalej
-Tak , a dlaczego pytasz niuniu ? - zapytała Amelia
-Bo przecież mamusia nie może się denerwować , bo dzidzi w brzuszku może się coś stać . I wtedy będzie jeszcze bardziej smutna - powiedziała - Jak wtedy kiedy Logan umarł ...
-Nie , napewno dziecku nic się nie stanie  , idź spać - powiedział Liam
-Ale ja chcę do mamy ! Była nie miła dla niej , a ja nie chce aby się coś jej stało ! Chce ją jeszcze zobaczyć i przytulić ! Powiedzieć mamusi jak bardzo ją kocham ! A tamci ludzie ...- krzyczała
-Jacy ludzie ?! - zapytał Ed
-Co porwali mnie i Sarę , mówili że coś wam zrobią . Ja nie chce tracić rodziców ! - krzyknęła
Po chwili zobaczyliśmy tak że Arvil , stała i patrzyła na całą akcję .
-Co się stało ? - zapytała
-Nie twoja sprawa - powiedziałem
-To coś związanego z moimi rodzicami ? - nie dawała za wygraną
-Nie ważne - powiedział Niall
-Oni są moimi rodzicami , i powinnam to wiedzieć . Nie mam siedmiu lat i nie  możecie mnie oszukiwać jak Biber ! - powiedziała
-Jesteś tylko adoptowana i nic więcej , to była tylko akcja . Skąd wiesz że oni traktują cię jak Darcy ? - zaśmiał się Luke
-Zamknij się !- waknąłem
-Wiece co ? Może macie rację , nikt mnie nie kocha i jest mi z tym dobrze . A wy jesteście dupkami ! Nie rozumiem was , w jedenj chwili przyjaciele dla Karoliny i Harrego , a w drugiej dupki chcący zabić mnie . Zróbice to i tak nie chcę żyć ! - krzyczała
I poszła do swojego tymczasowego pokoju . Darcy również .
-Jesteście zadwololeni ? Teraz nas obie nienawidzą - mruknąłem i poszłem do swojego pokoju
Walnąłem się na łóżko i zasnąłem

                                   P.O.V. Karolina
Obudziło mnie światło śłońca wdzirające sie do okien pokoju . Obok mnie leżał Harry .Wstałam i podeszłam do szafy , wybrałam komplet ubrań . Krótkie spodenki , bluzkę w paski i japonki . Poszłam do łazienki a tam umyłam swoja twarz i przebrałam się . Zeszłam do kuchni , zaczęłam robić śniadanie . Kiedy poczułam jakby w moim gardle rosła wielka gula , ktoś trzymał rękę na moich ustach . Myślałam , że to Harry . Ale kiedy mnie do siebie odwrócił miałam ochotę krzyczeć . Przede mną stał jakiś chłopak , lekko rude kręcone włosy .
 
-Cicho , nie rób nic głupiego tylko słuchaj – pokiwałam twierdząco głową – Jestem Colin , jestem z tego gangu . Wiem co zrobili z Dominiką i przepraszam . Ale słuchaj musisz mnie wysłuchać
-Czemu mam ci ufać ? – zapytałam szeptem
-Bo przysłał mnie tu Josh , i …- przerwał
-I co ? – zapytałam
-Jestem Colin … Hills – powiedział a mnie zatkało
-Jak to ? – zapytałam
-Twój ojciec ma wiele tajemnic przed tobą – powiedział i wyjął z kieszeni jakąś kartkę zgiętą , podał mi ją – Zobacz – Po chwili ujrzałam zdjęcie jego i moje – moje oczy momentalnie się zaszkliły .
Nagle zobaczyłam jak Harry stał oparty o framugę drzwi .
-Hej Colin – powiedział
-Hej Harry . – odpowiedział
-Chwila , to wy się znacie ? – zapytałam
-Tak Colin miał ci powiedzieć prawdę – powiedział Harry
-O tym , że jest moim bratem ?
-Tak – powiedział Colin
-Aha , to co teraz ? – zapytałam
-Harry a kiedy …- Colin zaczął ale Harry mu przerwał
-Za dwa dni – mruknął
-Co za dwa dni ? – zapytałam
-Zobaczysz – powiedział i pocałował mnie w policzek
-Ciągle tajemnice , mam dosyć – mruknęłam
-Nie obrażaj się siostra – powiedział Colin
-Czemu kazałeś mi być cicho , skoro Harry o wszystkim wie ? – zapytałam
-Nie wiem , przyzwyczajenie – odpowiedział
-Kto jest głodny ?- zapytał Harry
-Ja – powiedziałam z Colinem w tym samym czasie
-Ja nic od wczoraj nie jadłem , jechałem bez przerwy . – powiedział mój brat
-Dobra siadajcie , a ja wam coś zrobię do jedzenia – powiedział Harry , pocałował mnie w czubek głowy i podszedł do kuchenki
Usiadłam przy blacie . Rozmawiałam z moim bratem o wszystkim . Przechodzi na naszą stronę , powiedział że był w gangu i miał na mnie oko aby nic mi się nie stało . Kiedy Smith mnie złapał , on stał i celował broń w niego . Tak aby w razie czego mnie uratować . Mój brat , mam brata . Myślałam ,że mam tylko siostry Martinę , Zoe i Amandę . A mam Colina . nie  spodziewałam się tego .
-Macie – powiedział Harry i podał nam jajka na bekonie
-Ciekawe jaki z ciebie kucharz – zaśmiałam się , spróbowałam i udawałam poważną – No , no Styles kucharz z ciebie nie marny , będziesz musiał mi gotować częściej .
-Tobie zawsze gotować mogę – powiedział i sam zaczął jeść


**************************************************************************
I oto rozdział 114 , jak widać pojawił się nowy bohater Colin . Brat Karoliny , mam nadzieję że się wam rozdział spodobał . Więc czekajcie na następny , do następnego moje Misie :* 

piątek, 24 kwietnia 2015

Drugi zwiastun

Ostatnio myślałam nad zwiastunem , i zrobiłam drugi
bardziej mi się podoba i jest dłuższy . Jest też
więcej napisów i ogólnie bardziej mi się on
podoba niż ten poprzedni , mam nadzieję że i
wam się on również spodoba . A podoba mi się
dlatego , że ta historia jest bardziej opisana
niż tam . I do jutra misie na kolejnym
rozdziale
Link: https://www.youtube.com/watch?v=4TXb0uHmjQE

Rozdział 113



 
Dotyk Harrego to jedyna rzecz , która mnie uspokaja .Gdyby Anie teraz była bym w kostnicy albo psychiatryku . Co by było gdyby akurat te sześć lat temu nie było mnie w domu albo bym ich nie otworzyła ? Nie miała bym takiego życia , było by ono normalne ? Miała bym teraz męża i dzieci ? Chociaż  niby takie myśli są wspaniałe , wole te życie . Bo jest w nim Harry , a mi niczego więcej nie potrzeba . Moje córki są wspaniałe , kolejne szczęście w drodze , czego więcej chcieć ? Wspaniały ojciec , opiekuńczy , romantyczny i troskliwy . Leżałam w tulona w tors Harrego , nie wiedząc co dzieje się naokoło mnie . Po chwili usłyszałam :
-Hej , słuchasz mnie ? – zapytał mój narzeczony
-Co ? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-Czyli mnie nie słuchasz – zaczął się śmiać
-Długo się będziesz śmiał ? Nie masz niczego innego do roboty ? – warknęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej
-Oj kochanie ….- przyciągnął mnie do siebie – Nie denerwuj się , bo złość piękności szkodzi a po drugie nie mam nic do roboty- mówił – I mam nadzieję , że myślałaś tak o mnie – mruknął do mojego ucha
-Wiesz Styles , poważyć zawsze można – zaczęłam się śmiać
-Wredna jesteś – powiedział
-Ciekawe przez kogo – mruknęłam
-Słyszałem – zaśmiał się
-Bo miałeś słyszeć , debil – odpowiedziałam
-Diablica – powiedział
-Curly .
-Baby .
-Dziecko .
-Wiedźma.
-Głupek .
-Ja już nic nie mówię – uniósł ręce w geście obrończym
-I dobrze , Styles . – zaśmiałam się cicho
-Ty jesteś panią Styles .- mruknął
-Ja jestem pani Hills , dla twojej wiadomości
-Ja mogę wziąć ślub tu i teraz .
-Marzenia , marzeniami pozostaną .
-Nie chcesz brać ze mną ślubu ? –oburzył się
-Chcę , ale teraz w takim gównie ? – zapytałam
-Ja mogę zawsze , aby być z tobą wieczność – mruknął a po chwili leżałam pod nim
-Kto by Nie chciał być ze mną wieczność ? – zaśmiałam się
-Bardzo śmieszne – przekręcił teatralnie oczami
-Wiem .
-Ale skromność . – pocałował mnie w nos
-Możliwe , że już jej Anie mam tak jak radości i co z tego ? – zapytałam udając poważną
-Masz tą radość i ja to wiem -  mruczał całując moją szyję
-Nie mam , skończyła mi się .
Zaczął całować linię mojej szczęki a potem obniżył się z pocałunkami do mojego brzucha . Tam zaczął mnie łaskotać . Śmiałam się w niebo głosy .
-D…D…Dobraaa ! M…M..Masz mnie ! – krzyczałam
-Widzisz ? Ja wiem wszystko – zaśmiał się i pocałował mnie w czubek głowy , na co jęknęłam nie zadowolona . Zaśmiał się cicho i wpił w moje usta

                              P.O.V. Domi
-Z kim w tedy gadałaś ?! – krzyczał mój ,, szef „
-Ze sobą , z kim miałam w tedy rozmawiać ? – zapytałam
Do pokoju wszedł Smith .
-Gadała z Black – warknął
-Ty suko ! – krzyknął i uderzył mnie w twarz
-Nie zabranialiście mi się z nimi kontaktować ! – warknęłam
-To jest zakazane , Malik o tym wiedział . A ty jesteś taka głupia , mogli cię normalnie namierzyć ! – krzyknął i dostałam w drugi policzek – Zabierz ją do gabinetu , przywiąż do krzesła i wiesz co dalej , ja dołączę tam zaraz – powiedział i wyszedł z pokoju
Smith złapał mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć do gabinetu naszego szafa .Nie wiedziałam o co chodzi ,co oni chcieli mi zrobić ? Zastrzelić , bić , albo coś gorszego ? Chciałam aby ten korytarz nigdy się nie kończył , aby nie wiedzieć co mnie czeka . Ale na moje nieszczęście byliśmy pod wielkimi drzwiami gabinetu . Drzwi zostały otworzone , po chwili Smith wiązał moje ręce i nogi do krzesła . Rozstawił kamerę , tak aby była skierowana na mnie . Po chwili z szafeczki wyjął jakieś pudełko . Szef wszedł do gabinetu , włączył kamerę i piekło się rozpoczęło .

                             P.O.V. Harry
Siedzieliśmy w salonie , i czekaliśmy . Mieliśmy rozmawiać z naszymi przyjaciółmi , kiedy  nagle dodzwaniała się do nas nasza grupa ale i ktoś jeszcze . Nasze kamerki były wyłączone , oprócz tej obcej . Po chwili pojawił się ich szef i zaczął :
-Witam grupko Malika , jak widzę wszyscy czekacie na Domi . Ale jej nigdy nie zobaczycie , no chyba że przy swojej śmierci – śmiał się – Smith podaj mi to – wskazał ręką na pudełko , które nie wydawało mi się że to jest dobry znak . Wyjął z niego strzykawkę , z czarną cieczą , nagle wstrzyknął ją jej do szyi , momentalnie włosy Domi stały się białe , a jej oczy pomarańczowe – Poznajcie nową Domi , a raczej Czarną Wdowę .- śmiał się – Maszyna do zabijania , już nigdy więcej z nią nie porozmawiacie – śmiał się – Żegnajcie i do zobaczenia .
Rozłączył się , w oczach Karoliny momentalnie pojawiły się łzy .
-To moja wina – zaczęła szlochać
-Nie , to nie twoja wina – mówiłem przytulając ją
-Zadzwoniła do mnie a wy kazaliście mi nie odbierać , odebrałam i stało się – zaczęła gorzej płakać
-Co zrobiłaś kurwa !!!- darł się Luke
-Przestań Luke , nie wiedziała że może się to stać – powiedział Ed
-Gdyby nie ona wszystko było by dobrze , ale zawsze wszystko psuje – warknął Luke
Płakała coraz gorzej , już miałem mokrą koszulkę od jej łez , ale nie przeszkadzało mi to . Nie wiedziała , że może stać się coś takiego . Luke jest dla niej okropny , najgorszy . Ona jest dla niego jak zabawka , do zabawy uczuciami .
-Widzicie taka jest Black , nie można jej ufać – warknął Luke
Widziałem jak Zayn uderzył go z pięści w twarz .
-Dzięki Malik , sam miałem ochotę to zrobić – zaśmiałem się
-Do usług Styles- równie się śmiał
-O…O..On ma rację – zaczęła Karolina – To moja wina , mogłam nie odbierać tak jak mi kazaliście , ale odebrałam ! – zaszlochała i pobiegła na górę
-Wielkie dzięki Luke – powiedzieliśmy wszyscy
-Zadzwonię później – powiedziałem i przerwałem połączenie
Poszedłem na górę , nasza sypialnia była pusta . Ale doskonale słyszałem , że jest ona w łazience . Teraz przewidywałem najgorsze . Otworzyłem drzwi a tam zastałem ….

czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 112





                                  P.O.V. Domi
-Strzelaj Dominika ! - krzyknął James , albo jak woli Josh
Nacisnęłam na spust , trafiłam w sam środek
-Dobra , masz przerwę - powiedział i wyszedł ze strzelnicy
Usiadłam na skórzanej kanapie i wpatrywałam się w białą ścianę . Jestem ciekawa co teraz robią , czy pamiętają jeszcze o mnie . Zostawiłam ich , to prawda . Ale był jeden powód , chcieli nas po swojej stornie . Więc mają mnie , obiecali , że nic im nie zrobią . Albo jak by zareagował Zayn na to że jestem w ciąży ? Tak , jestem z nim w ciąży . Jestem kolejną ciężarną . Tęsknię za nimi , ale co mam zadzwonić i powiedzieć ,, No hej , wiecie strzelam sobie do tarczy i jestem trenowana na zabójczynię a mam być mamą ..." Nie , nie mogę tak . A gdybym odeszła , zabili by mnie . A tak zostawili ich na razie w spokoju . Mój przydomek tu to Dominika albo Czarna Wdowa , tak po prostu mnie nazywają a dla mnie to nawet dobrze . Tęsknię za nimi jak cholera , zostawiłam ich w takim momencie . Obwiniam się o wszystko , nawet ten tydzień bardzo mnie zamienił . Zabijam z zimną krwią , nie ma mowy abym kogoś oszczędziła . A wieczorami mam ochotę płakać , ale powstrzymuję się . Nie mogę tu okazywać słabości . Nie wiedzą nic o mojej ciąży , ale jak się dowiedzą nie wiem co mi grozi . Ale chyba mogła bym zadzwonić do moich przyjaciół , jeżeli jeszcze nimi jesteśmy . Dzwoniłam do każdego po kolei , ale nie odbierał . Została mi jeszcze Karo . Zadzwoniłam na jej numer , bez nadziei . Nikt nie odebrał , to po co ona ma odbierać ? Jeden sygnał , drugi , trzeci . Kiedy miałam się rozłączyć usłyszałam :
-Halo ? -Zapytała
-Hej , Karo - powiedziałam
-Dominika ?! - usłyszałam jej zdziwienie
-Tak , boże jak dobrze że odbierasz . - mówiłam
-I jak się czujesz tam ? Nic ci nie zrobili , jakieś nowości i dlaczego - zadawała mnóstwo pytań
-Tu jest dobrze , nic mi nie jest i chciałam was chronić , a z nowości ...- urwałam
-Co z nowości ? - zapytała
-A po co ci to wiedzieć ? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-Bo chcę , i mnie to obchodzi , więc ? - była uparta , jak Harry . Jest z nim od dawna i są dopasowani charakterami
-Ale to jest nie ważne - byłam uparta jak ona
-Jestem twoją przyjaciółką i chcę wiedzieć , ale skoro mi nie ufasz to po co do mnie dzwonisz ? - zapytała a ja się zdziwiłam , nigdy by czegoś takiego nie powiedziała . Co się stało z tą pełną życia Karo ?
-Ufam ci , więc ... Jestem w ciąży - wydusiłam z siebie
-O naprawdę ? No to gratulacje , kolejna mamuśka - śmiała się
-Jak to kolejna ? - zapytałam
-No ja , ty i ...- przerwała
-I ? - dopytywałam
-No i Amelka z Liamem się dziecka spodziewają .
-O no to trzy panie ciążowe , nieźle . - usłyszałam kroki na korytarzu - Wiesz co , muszę kończyć . Pa - rozłączyłam się
Schowałam telefon do kieszeni , do strzelnicy wszedł James .
-zaczynamy inny i nowy dla ciebie trening - powiedział z uśmieszkiem

                                             P.O.V. Karolina
Jestem na wyjeździe z Harrym , jesteśmy w Hiszpanii . Siedziałam w salonie i patrzyłam przed siebie . Domi nas zostawiła , to prawda . Ale wiem dlaczego nikt od niej nie odbiera . Nienawidzą jej , za to co zrobiła . Wiem ale zrobiła to po to by nas chronić . Z kuchni wyszedł Harry i patrzył na mnie tymi swoimi kocimi oczami .
- Z kim rozmawiałaś ? - zapytał , no oczywiście zawsze o to pytał , nie ufa mi ...
-Z Domi - powiedziałam
-Aha - mruknął
-Co jesteś zły , że rozmawiam ze swoją przyjaciółką ?! To że wy ją ignorujecie nie znaczy , że ja muszę ! - warknęłam
-No nie , czy ja coś mówię ? - wzruszył ramionami
Wstałam i poszłam do naszej tymczasowej sypialni . Ciągle jestem zdenerwowana a Harry to znosi , że aż się dziwię . Jestem nie do zniesienia , ciągle warczę albo krzyczę . Usiadłam w oknie i podziwiałam widoki 


Byłam wredna , nieznośna . A w środku czułam totalną pustkę . Po moich policzkach spływały łzy . Nie byłam taka jak na początku ... Do sypialni wszedł Harry , po chwili czułam jak materac się ugina . Harry przyciągnął mnie do siebie .
                                                            CDN

środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 111

 
-Więc ... Aril jest nasza - powiedział patrząc prosto w moje oczy a mnie totalnie zatkało , być mamą trójką dzieci . Moje serce biło szybko , lubię ją ale że mam być jej mamą ?
-Aha ...- tylko tyle rade dałam powiedzieć
-Chyba , że ty się nie zgadzasz i wtedy ktoś inny ją przejmuje - odpowiedział
-Traktujemy ją jak rzecz - mruknęłam
-Możliwe - mruknął i pocałował mnie w czoło
********
Minął tydzień od tamtych wydarzeń , nadal mieszkaliśmy w domu mamy Harrego . Ale Harry zabierał gdzieś mnie i moje córki . Boże , jak to dziwnie brzmi moje ,, córki " jeszcze tydzień miałam córkę a teraz dwie . Przebrałam się w czarne getry i białą bluzkę a na to luźny sweter . Poszłam do tymczasowego pokoiku Darcy , mała siedziała na swoim łóżku i czytała książkę . Podeszłam bliżej , nie była to zwykła książka , był to album z naszymi wspólnymi zdjęciami .
-Hej , musimy jechać - powiedział , Harry . Obróciłam się w jego stronę - Co jest ? - zapytał
Usiadłam przy swojej córce , ona przeglądała dalej album .
-Drogie panie , wiem jak piękne i piękne jesteście ale czy teraz musicie to wspominać ? - zapytał mój narzyczony 
-Dobrze tatusiu , jedziemy mamo ?- zapytała mnie córka 
-Tak , córciu . - lekko się uśmiechnęłam 
Przebrałam moją córkę , i poszłam do Arvil która stała przed lustrem . 
-Hej m Arl , jedziemy ? - zapytałam , lubiła jak mówiliśmy na nią Arl 
-Tak jasne  - lekko się uśmiechnęła 
Wszyscy zeszliśmy na dół , reszta wyjechała już godzinę temu . Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy spod domu . Podczas drogi Harry trzymał swoją dłoń na moim kolanie , wpatrywał się w drogę z uśmiechem . 
-Długo będziesz się we mnie wpatrywać ? - zapytał 
-A co , nie wolno mi ? - zapytałam 
-Wolno , ale lepiej patrz na drogę żeby zapamiętać tę drogę - zaśmiał się 
Patrzyłam w drogę i nie odzywałam się , ale słyszałam cichy śmiech Harrego . Kiedy dojechaliśmy byliśmy pod dużym białym domem . Wysiadłam z samochodu i wzięłam na ręce moją córkę . 
-Gdzie my jesteśmy ? - zapytałam byliśmy w lesie , był to duży biały dom w środku lasu 
-Chodźcie zobaczycie - uśmiechnął się 
Szłam za Harrym , jego uśmiech nie schodził z twarzy . Wyciągnął klucze z kieszeni i włożył do spustu , wpuścił nas przodem .  Było cudownie. Wszystko pięknie zaprojektowane. Ale brakowało mojej ręki. Spojrzałam na Darcey. Była niezadowolona.
- Co się stało księżniczko ? - kucnęłam przed nią.
- Nasz domek podobał mi się bardziej.
- To też jest nasz domek. Tatuś bardzo się dla nas postarał.. jeżeli chodzi o to, to tatuś będzie mieszkał z nami. - wzięłam ją za rączki.
Patrzyła na mnie. Jak Harry, gdy jest zły - Lubiłam swój pokój. Nie chcę tu - zabrała rączki i pobiegła gdzieś. Spojrzałam na mojego narzyczonego  szukając wsparcia. Było mi smutno.
- Pójdę z nią porozmawiać - Harry westchnął i zostawił naszą dwójkę samą. Usiadłyśmy z Arvil na białej skórzanej kanapie.
- Fajny dom  - powiedział.
- To dobrze , Harry bardzo się postarał .
Czekałam na mojego narzyczonego . Bardzo dobrze czuje się w tym domu. To nie jest pusta willa, tylko ciepły, rodzinny, duży dom.
- Tato chodź! - Przyszedł z Darcey na rekach. Nadal była zła. Jego mina mówiła sama za siebie. Zaraz uduszę to dziecko.
- Darcy jesteś głupia. Zawsze musisz marudzić. - powiedziała Arvil
- A ty się podlizujesz.
-Nie prawda , ty nic nie wiesz . - Spojrzała na nią z taką nienawiścią, a potem nie zaczęła płakać. Zaczęła krzyczeć tak głośno jakby ją zarzynali.
- DOŚĆ ! - warknął Harry. - Jedno i drugie do swoich pokoi. Natychmiast. Arvil  poszła  posłusznie. Darcy  zła i cały czas krzycząc. Nie odezwała się do nas przez...tydzień. To psuło atmosferę w domu i mój humor. W końcu coś ode mnie potrzebowała. Czaiła się przez cały dzień. Odezwać się, czy nie? Bała się.
- Co jest Darcy ? - spytałam w końcu.
- Napiszesz mi wierszyk dla taty?
- A dlaczego ? Ty dla mnie nie jesteś miła.
- Bo wolicie Arvil .
- Kto Ci naopowiadał takich rzeczy ? Kochamy Was tak samo mocno.
- Nie prawda.
- A skąd wiesz Darcy ? Czego Ci brakuje z naszej strony ? - zobaczyłam mojego męża stojącego za jej plecami.
- Wolicie Arvil . Tata mnie nie lubi. - uparta była. Pokręciłam głową i usiadłam przy stole na wprost niej 
- A myślisz, że tacie byłoby miło jakby to usłyszał ? - Harry kucnął łącząc dłonie. 
- Darcy z całym szacunkiem, ale z Arvil już  nie zrobię księżniczki.
- Tatuś... - szepnęła i rzuciła się mu na szyję. Dosłownie. Objął ją i podniósł. Przytuliła się do niego.
Bez słowa wróciłam do robienia obiadu. Trochę się zdenerwowałam. Ze mną nie mogła porozmawiać normalnie. Byłam obca czy jak? Oparłam się o blat głęboko oddychając. Uspokój się Karolina .
- Widzisz, mama się źle czuje - Harry posadził ją na krześle i podszedł do mnie. Objął mnie w talii i przytulił do swojego torsu. Oparłam głowę o jego ramię i zamknęłam oczy
- Uspokój się - prosił.
- Już jest lepiej. - zapewniłam go myśląc o czymś przyjemnym
- Obiad ci się pali - powiedział mi do ucha. Szybko się od niego odsunęłam i jeszcze udało się to uratować.
- Jemy? - spytała.
- Zawołaj swoją siostrę i siadajcie do stołu. - Spojrzała na mnie. Już chciała powiedzieć nie, ale Harry ruszył w jej stronę.
- Idę tatuś. - powiedziała i wręcz uciekła.
- No co za grzeczne dziecko. - Zaśmiałam się cicho podchodząc do niego. Szybko złączyłam nasze usta. Harry oddał pocałunek i pomógł mi nakryć do stołu. Dzieci zeszły na dół.  Darcy o dziwo Przytuliła się do mnie. 
Pogłaskałam ją po włosach. Usiedliśmy do stołu. 
- Zamierzam kupić nowy samochód. - powiedział mój narzyczony
- Po co ci samolot?
- Ten co mam jest stary, a wiesz, że nienawidzę latać publicznymi.
- Rozumiem.
- I zamierzam zabrać Cię na wakacje, a musisz być najbezpieczniejsza na świecie. I zmień minę.
- We czwórkę, prawda?
- Nie. We dwoje.
- Harry.
- Słucham ? - spojrzał na mnie dobrze znanym mi wzrokiem. On już zdecydował.
- Jeśli rozmawiamy o tym, to może nie teraz? Sprawiasz im przykrość.
- Nie sądzę. Jadą z wujkami i ciociami  do Disneylandu. 
- Czy ja kiedyś mogę o czymś wiedzieć? - Miałam coś dodać, ale uciszył mnie spojrzeniem. Powoli zajęłam się jedzeniem. Dzieci czekały już aż my skończymy. Tak ich wychowaliśmy. Jemy wszyscy razem i nikt nie odchodzi od stołu. Kiedy skończyłam, posprzątałam po nas. Poszliśmy do ogrodu. Harry grał z nimi w piłkę a ja szukałam w internecie odpowiednich dekoracji do domu.
**************************************************************************
Dobra , słuchajcie ... Teraz mam dziwny humor ciągle jestem zła , potrafię nawet się drzeć na wszystkich i nawet płakać . Mam teraz ciężko i rozdziały mogą być nudne i w ogóle przepraszam za to co się stanie i stało . Jeśli wam się coś tu nie podoba to piszcie w komentarzach , na facebooku albo coś . Bo to jest ważne , nie wiem czy wam to się podoba czy nie . Kolejny rozdział za pewne pojawi się jutro albo w piątek . Ostatnio miałam problem w szkole i to mnie jakoś zmieniło , i nie żebym wam się wyżalała albo coś . Ale piszę wam że teraz może być tu inaczej , za co bardzo przepraszam . Dziękuję wam , że jesteście i do następnego rozdziału :* 

wtorek, 21 kwietnia 2015

Rozdział 110

 




Wyszli . A ja zostałam siedząc na kanapie , przykryta kocem i trzymając telefon w ręku . Anne ciągle głaskała mnie po plecach , Gemma pocieszała a Robin patrzył za okno  , jak by kogoś wyczekiwał . Moja córeczka oglądała jakieś bajki dostosowane dla jej wieku .
-Mamusiu , a gdzie poszedł tatuś , ciocie i wujkowie ? - zapytała moja mała córeczka
-Musieli wyjść , ale nie długo wszyscy wrócą - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam
Wrócą i wszystko będzie normalne . Bo będzie , powinno . Kogo ja oszukuję ? Nasze życie nigdy nie będzie normalne , życie w ciągłym strachu i śmierć . Nagle ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi . Wzięłam broń , trzymając pistolet w dłoni otworzyłam drzwi . Stała tam Zoe i Amanda . Przytuliłam je i weszłyśmy do domu . Usiadłam na kanapie .
-Siostra nie martw się , dadzą radę - pocieszała mnie Zo
-Tak , na pewno - odpowiedziałam
-Przecież miało być bez broni - powiedziała Amanda przytulając mnie
-Tak , ale w razie czego mają przygotowaną broń .
-A jeśli dojdzie do adopcji ? - zapytała Anne
-Nie wiem , jeśli dojdzie do adopcji od naszej strony dowiem się dopiero jak tu przyjadą .
-A na pewno możecie jej ufać ? - zapytał Robin
-Tak gdybyś widział ją w tedy w tej piwnicy . - odpowiedziałam - To jest szansa , w razie czego zabiją ich .
-Arvil może tylko udaje . - powiedziała Zoe
-Jeżeli tak to wie co ją czeka - mruknęłam- Zabijemy ją . Macie w razie czego broń ? - zapytałam
-Mamy - odpowiedziała Amanda
-To dobrze - uśmiechnęłam się
*********
Minęło kilka godziny , a Harry , chłopaki , dziewczyny i Arvil nie wrócili . Ciągle się martwiłam , chodziłam nerwowo po salonie .
-Karolina , chodź tu - powiedział Robin
Podeszłam do okna , zobaczyłam jak dwa samochodu stoją przy domu . To nawet nie były samochody , to były istne czarne tarany .
-To nie są nasze samochody - powiedział
-Nie - pomachałam przecząco głową - Wychodzimy przez ogród .
Nałożyliśmy kurtki , wzięliśmy bronie . Otworzyłam drzwi od strony tarasu , usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi od domu . Wszyscy szybko wybiegliśmy z domu . Pobiegliśmy w stronę lasu , ustałam za drzewem tak aby mieć widok na nasz dom . Po chwili na taras wybiegł jakiś facet w kominiarce .
-Gdzie się podziewasz Black !?
Nagle ktoś przyłożył do moich ust rękę , chciałam krzyczeć ale osoba z tyłu mi to nie umożliwiała . Zaczęłam ją kopać . Osoba z tyłu przywarła mnie do drzewa , przy skroni miałam broń . Przede mną stał Josh .
-Cicho - mówił - Nie krzycz , a przeżyjesz ! - nakazał
Kopnęłam go w krocze .
-Kurwa ! Ja chcę cię ochronić a ty mnie kopiesz ? - zapytał
-Ty chcesz mnie prędzej zabić - warknęłam
-Nie , nie chcę was skrzywdzić ale Biber tak . Chodź pójdziemy do twojej rodziny - mruknął
Szybko poszliśmy w głąb lasu , był tam dom z cegieł . Weszłam tam , Anne , Robin , Zoe , Amanda i Darcy siedzieli na kanapie . Szybko przytuliłam moją córkę .
-Teraz słuchajcie Biber nie może wiedzieć , że wam pomagam więc nic mu nie mówcie . - powiedział Josh
-Mamy ci ufać  !? Po tym wszystkim ! Chyba żartujesz ! - warknęłam i wstałam , podeszłam do okna
-Musisz , inaczej was zabiją - mówił spokojnie
-I tak nas zabiją , jaki tego sens ? - zapytałam
-Nie wiem , ale nie długo przywiozą resztę waszych . - mruknął
-Skąd wiesz ? - zapytałam ponownie
-Bo wiem , nie pytaj bo to jest skomplikowane , chcecie coś do jedzenia albo picia ? - zapytał
-Nie - odpowiedzieliśmy jednogłośnie
-Dobrze , zaraz wracam - mruknął
Chciałam otworzyć okno , ale było ono zaklinowane .
-Będą nas tu więzić - warknęłam
-Może chce nam pomóc , może kocha Anie ale chce żyć . - powiedziała Anne
-On jest gangsterem , a ja przez nich wszystkich nie mam siły i ..- przerwałam swoją wypowiedź
-Iii ? - zapytała Zoe
-I nic więcej  - mruknęłam
Do pokoju wszedł Josh .
-Ubierajcie się , jedziemy - nakazał
-Dokąd ? - zapytałam
-Zobaczycie - mruknął
Nałożyliśmy kurtki i buty , wyszliśmy z domu a potem wsiedliśmy do samochodu . Josh prowadził , a ja siedziałam obok niego .
-Czego wy od nas chcecie ? - zapytałam
-Nie od was , a chcą czegoś od Zayna - westchnął
-Wiem , że odszedł z gangu ale nas też musicie zabić ? - zapytałam ponownie
-Nie wiem - wzruszył ramionami
-Czemu byłeś z Anią , skoro jej nie kochasz ? - zapytałam
-Skąd ta pewność że jej nie kocham , musiałem poznać was bliżej i powiedzieć im wszystko . I porwać kogoś z was - przyznał
-A Arvil ? Jest po to by nas po cichu zabić ? - zapytałam
-Nie , miała cię zabić i skończyć swoją robotę - mruknął
-Aha , czemu mam ci wierzyć ?
-No jestem tam jednym który nie chce was zabić . Jesteśmy , wysiadajcie .
Wysiadłam z samochodu , wzięłam Darcy na ręce . Josh nas gdzieś prowadził , a ja myślałam o jednym . Prowadzi nas na śmierć , przecież nie może być po naszej stornie . Po chwili wyszliśmy na plażę , a tam zauważyłam te loki ... Harry ! Szliśmy powoli w tamtym kierunku , nie widziałam tam Dominiki . W głowie miałam najgorsze scenariusze . Byliśmy przy nich , podeszłam do Harrego i przytuliłam się do niego . Chłopak pocałował mnie w głowę , spojrzałam w jego oczach a tam widziałam nie pokój .
-Co się stało , i gdzie domi ? - zapytałam
-Jest w gangu , tym waszym ! - warknął i spojrzał na Josha
-Ja nie mam tam nic do gadania , pamiętaj Malik - warknął
-Tylko czemu ona ? Mogli mnie zabić a tego nie zrobiliście - warczał dalej
-Nie wiem , ciągle ci to tłumaczę . 
-Przestańcie , musimy stąd wyjechać - warknęła Ania , tym samym przerywając kłótnie - Kłótnie nie działają dobrze na ciąże Karoliny !
-Ona jest w ciąży ?! - Josh wpatrywał się we mnie jak obrazek
-Tak , a co ? - zapytałam
-Nie , nic tak pytam . Wow - powiedział
-Styles , powiedz jej to - powiedziała Amelka
-O co chodzi ? - zapytałam
-Chodź - pociągnął mnie za rękę
 Szliśmy w ciszy , przytuleni do siebie
 

 -Więc powiesz ? - zapytałam cicho
-Tylko się nie denerwuj - poprosił
-Dobrze , więc ?
-Więc ...- obrócił mnie tak że patrzyłam w jego oczy ...

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział 109


 

 Michael sprawdził papiery Arvil , to co mówiła okazało się prawdą . Postanowili wziąść na próbę , jeśli zrobi coś złego na przykład nas skrzywdzi to oni zabiją ją . Jej rodzice nie żyją , zastrzelono ich dwanaście lat temu . Zgaduję , że w tedy kiedy ją porwali . Często ze sobą rozmawiamy , ale ona nie ufa mi chyba na tyle aby powiedzieć coś więcej . Może boi się , że jak coś powie to ja zabiję ją . Ale nie mam serca aby to zrobić . Dzisiaj jest moja wizyta u ginekologa , na którą się denerwuję .Obym była w ciąży , bo tego chcę jak i Harry . Właśnie wychodziłam z domu , a mój narzyczony za mną . Zamknął drzwi , i pomógł wsiąść mi do samochodu . Okrążył samochód i sam wsiadł . Harry cały czas trzymał mnie za rękę ,on sam się martwił . A co dopiero ja ? Chociaż ja byłam w ciąży dwa razy , nadal się boję . Kiedy byliśmy pod gabinetem Harry trzymał ciągle moją dłoń , ale w poczekalni nas rozłączyli . Musiał tam zostać , a ja iść na USG . Weszłam do gabinetu .
-Dzień dobry - powiedziałam do lekarza
-Witam panią Hills - uśmiechnął się - A może jednak Styles ? - zaśmiał się
-Posiadam jeszcze panieńskie nazwisko . - lekko się uśmiechnęła
-Planujecie dziecko bez ślubu ? - zapytał
-Nie wiemy jeszcze tego .
-Ah , dobrze proszę się tam położyć - wskazał miejsce gdzie miałam się położyć
Lekarz przybliżył się , brzuch posmarował jakąś mazią . Nie pamiętam jej nazwy . Później badanie przebiegło tak jak powinno .
-Zawołać pani narzyczonego ? - zapytał
-Tak - odpowiedziałam
Po chwili w pomieszczeniu był Harry . Stał obok doktora i patrzył w monitor . Ciągle się uśmiechał .
-Gratulacje , mają państwo dziecko ale jest jedno ale ...- powiedział lekarz
-Jakie ale ? - zapytał zdenerwowany Harry
-Niech pan się nie denerwuje , te ale może być dobre . Ale to znaczy , że może ciąża się zmienić . Na przykład z jednego dziecka w dwójkę albo trójkę . Rozumieją państwo ? - zapytał
Kiwnęłam głową , tak jak Harry . Wyszliśmy z gabinetu dziękując lekarzowi . Czy przez to co zrozumiałam , za jednym dzieckiem może być drugie . I w tedy będą bliźniaki albo trójka ? Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy z tamtąd . Harry się nie odzywał . Czyżby się nie cieszył tak jak na początku ? Chciałam się teraz rozpłakać . Spuściłam głowę , aby w razie czego nie zobaczył . Poczułam rękę na kolanie . Spojrzałam w jego stronę . Uśmiechał się do mnie ukazując swoje dołeczki . Również się uśmiechnęłam . Kiedy byliśmy pod domem , Harry zaparkował i wysiadł . Okrążył samochód , otworzył drzwi od mojej strony i pomógł wysiąść .
-Jak bym sama nie mogła - mruknęłam
-Możesz , ale ja wole na ciebie uważać - zaśmiał się i pocałował w głowę - Przygotuj się w domu na horror - powiedział
-Przyjęcie , że wiedzieli że się uda ? - zaśmiałam się
-A jak że by inaczej - również się zaśmiał
Weszliśmy do domu , gdzie za kanapy wyskoczyły dziewczyny i chłopaki krzycząc :
-Wiedzieliśmy , że się wam uda !!
Po chwili każdy przytulał mnie i Harrego . Nawet Arvil i Darcy . Usiadłam na kanapie podciągając nogi pod brodę , każdy miał oczy jak kot ze Shreka .
-Co ? - zapytałam
-Nie , nic - mruknęli i spojrzeli gdzie indziej
Nagle mój telefon zaczął wibrować .
Od : Nieznajomy 
Do : Karolina 
Przesłano nagranie 

Nagranie się otworzyło , była tam Esme . I głos jakiegoś faceta :
-Ostatnie życzenie ? - śmiał się
-Obyś smażył się w piekle ty sukinsynie - warknęła
Po chwili był huk a ona ... nie żyła . Na środku głowy była dziura . Po moich policzkach zaczęły ciec łzy . Telefon wypadł mi z rąk . Ed szybko wziął telefon do ręki a ja wstałam i oparłam się o ścianę .
-Nie , kurwa nie ! Zabili ją ! - krzyknął - Mam nadzieję , że to nie twoja wina jebana smarkulo ! - ryknął na Arvil
-N....N....Nie proszę pana - zaczęła płakać
Podeszła do mnie i przytuliła . Czułam się jak jej mama , a było to całkiem przyjemne uczucie . Taka czternastoletnia córka . Darcy również podeszła do mnie i przytuliła . Zjechałam na podłogę . Przykryłam dłonią usta . Przypomniał mi się ten list , mieliśmy ją uratować . A nie zrobiliśmy tego . Ona obroniła Sarę i moją córkę , a my gówno zrobiliśmy . Widziałam w jej oczach , że to nie jej wina ani nie udawała .



Nie wierzyłam w to co się dzieje . Już straciliśmy Esme , kto jeszcze ... Nasze rodziny .- pomyślałam . Makijaż Arvil spłynął razem ze łzami , ciągała nosem a oczy był jak w tedy kiedy ją poznałam . Czerwone od płaczu . Również zjechała na podłogę i oparła głowę o moje ramie .
-Zabiję ich - warknął Ed
-Nie możesz - powiedziałam
-Niby dla czego ? - zapytał zdziwiony
-Nie możemy ciebie stracić Ed - załkałam
-My nie możemy nic zrobić , a oni nas wszystkich pozabijają ?- zaśmiał się Luke
-Nie , musimy coś wymyślić na zemstę . Mam ...- powiedziałam
-Jaki pomysł ? - zapytał Michael
-Wiedzą , że mamy Arvil ale nie wiedzą czy jest martwa czy żywa . - uśmiechnęłam się złowieszczo
-Ale im na mnie nie zależy , zrobili to żeby się mnie pozbyć . Wiedzieli że jeżeli tam pójdę i coś ci zrobię to wy wy wszyscy mnie zabijecie - szlochała Arvil
-A gdyby tak ...- pomyślałam o adopcji , ale kto by to zrobił
-A gdyby tak co ? - zapytał Harry
-Nie to głupie - pomachałam przecząco głową
-Gadaj - warknął Luke
-Pomyślałam o adopcji , ale co z tego ? Dla nich to nic nie znaczy , to głupie - mówiłam
-Chyba , że będą chcieli ją odzyskać a my ich zabijemy - powiedział złowieszczo Ed
-Możemy spróbować ale ...- zaczął Michael
-Ale ? - zapytał Harry
-Karolina nie bierze w tym udziału - spojrzał na mnie
-Wiem - mruknęła
-Nie obrażaj się ! Nie możemy narażać ciebie i dziecka - powiedział Ed
-Wiem , więc nie idę i koniec kropka - po
*************************************
I oto rozdział 109 , mam nadzieję że wam się podoba . Rozdział są na razie codziennie ale mam też dużo nauki więc będą wstawiane różnie codziennie albo co kilka dni . Dziękuję wam za 4036 wyświetleń i za 25 miłych komentarzy od was . Do następnego miśki :*

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 108

         P.O.V. Karolina
Minęło kilka dni od tamtego wydarzenia . Ja ciągle siędzę zamknęta w czterach ścianach , nie schodzę na dół . Nie mam ochoty nikogo widzieć . Ciągle prze oczami mam pewną wizję  , facet stoi przede mną i mówi ,, Ostatnie życzenie przed śmiercią ? " i koniec . Postanowiłam zobaczyć co z tą dziewczyną i dać jej coś do jedzenia , przecież trzeba się przełamać . Wstałam i po cichu zeszłam na dół . Wszyscy siedzieli w salonie i oglądali jakiś film . Poszłam do kuchni i zrobiłam kilka kanapek , a do szklanik nalałam soku . Po cichu zeszłam do piwnicy . Zapaliłam światło u ujrzałam blondynkę siedzącą na krześle .
-Hej może jesteś głodna ? - zapytałam dziewczyny
Uniosła głowę i spojrzała na mnie , w jej oczac był stach , ból i cierpienie . Po jej policzkach spływały łzy .
-Czemu to robisz ?- zapytał łapiąc ze mną kontakt wzrokowy
-Ale co ?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-Pomagasz mi , dajesz jedzenie i picie . A ja cie miałam zabić .- zaczęła gorzej płakać , a dla mnie nie wyglądało to na grę aktorską
-Bo nie chcę abyś cierpiała , może i musiałaś mnie zabić , ale jak widać żyję . Biber kazał ci to zrobić ?- zapytałam nastolatki
-Tak , powiedział że jeżeli stracą ciebie to będzie im gorzej . A Biber on ...- przerwała swoją wypowiedź
-Co zrobił ?- zapytałam
-On ... On porwał mnie gdy byłam mała , i wyszkolił na taką dziwkę . Ale ja nie chcę zabijać ludzi - zaczeła jeszcze gorzej płakać
-A jak się nazywasz ?- ciągle o coś ją pytałam , ale chciałam ją lepiej poznać
-Arvil Heard , mam czternaście lat .- wyznała
-Jesteś trochę za młoda jak na zabójczynię - przyznałam , dziecko ma czternaście lat i miało mnie zabić przy innych gangsterach - Masz kanapki i sok - powiedziałam odwiązując ją od krzesła
-Dziękuję - szepnęła
Jadła kanapki z taką szybką prędkością , była głodna i spragniona . A mi było jej szkoda nawet jeśli miała zadanie mnie zabić . Przecież to dziecko ma tylko czternaście lat . Nie wie co jeszcze robic, ale Biber ją trenował . W tym iweku powinna być w gimnazjum , a jest małą gangsterką .
-Boję się - wyznała
-Czego ?- zapytałam
-Tych ludzi , taki blondyn z kolczykiem wardze mnie bił po twarzy . A reszta patrzyła . - odpowiedziała pocierając podkrążone i czerwone od płaczu oczy
-Luke - warknęłam - Nie bój się ich , nic tobie nie zrobią . Nie pozwolę na to - obiecałam
-Dziękuję - szepnęła
-Dobra , przywiążę cię do krzesła ale poluźnę węzły , dobrze ?- zapytałam dziewczyny
-Dobrze .
Przywiązałam nastolatkę i wyszłam z piwnicy . Naczynia położyłam w zlewie i poszłam na górę . Chyba nikt mnie nie zauważył , ale to dobrze częściej będę odwiedzać Arvil . Położyłam się na łóżku i sprawdziłam wiadomości . Więkoszość była od mojej biologicznej mamy , trochę od taty i Martinny . Było mi tej dziewczyny żal , mogła by mieć piękne życie ale nie .. Porwali ją i trenowali . Teraz jest zabójczynią . Usłyszałam jak do pokoju ktoś wchodzi . Myślałam , że to Harry ... Ale się myliłam , ktoś przywarł mnie do łóżka . Był to Luke .
-Czego chcesz ?!- warknęłam
-Byłaś u tej smarkuli - syczał przez zaciśnięte zęby
-Byłam i co mi zrobisz ?!- warczałam , a po chwili poczułam na policzku piękoce miejsce
-Nie masz prawa tam wchodzić !
-Bo co ?! Nie będziecie głodzić tego dziecka , gdybyście coś o nim wiedzieli !- mówiłam a ja czułam jak łzy napływają mi do oczu
-Myślisz że ci powie prawdę ?!- śmiał się - Ona jest wyszkolona , kłamie jak z nut .
-A ty ! Czemu ją bijesz ?! - krzyknęłam
-Bo ta smarkula mogła cię zabić - syknął
-Ale nie zabiła , żyję !
Do pokoju weszli chłoapcy i dziewczyny .
-Co się tutaj dzieje ?- zapytał Harry
-Nic , nie ważne - powiedział Luke
-Nie kłam dupku ! Uderzył mnie w twarz ! Byłam na dole i dałam jej jeść i pić , nie możeciej jej głodzićni bić ! Ona ma tylko czternaście lat !- mówiłam a ja czułam , że Luke zaraz wybuchnie i mnie zabije
-Byłaś u niej ?- zapytał mnie Ed
-Tak , możecie mnie zabić , zamknąć w pokoju i głodować . Ale nie macie prawa jej bić i głodzić , to tylko dziecko !- mówiłam ze łzami w oczach -Powiedziała mi trochę o sobie , a was się boi . I wiecie co?! Powiem szczerze , że sama was się wszystkich boję ! A co dopiero takie dziecko ?!-  zapytałam a po moich policzkach spływały łzy
-To powiedz czego się dowiedziałaś .- śmiał się Luke
-To jest Arvil Herad , ma czternaście lat i została porwana gdy była mała przez Bibera !- warknęłam
-To może być możliwe - myślał Miachael -Sprawdźcie jej papier - nakazał
Luke patrzył na mnie z nienaiwścią
-Co zrobicie gdy okaże się to wszystko prawdą ?- zapytałam
-I tak ją zabijemy - powiedział Ed
-Nie , nie możecie tego zrobić - załkałam
-Niby czemu ?- zapytał Louis
 -Bo , bo nie . To jest dziecko szkolone przez Bibera . Może nam się od czegoś przydać .- powiedziałam spuszczając wzrok , bo bałam się ich rekacji . Bo mogą równie dobrze powiedzieć że to ich plan , ale czy płakała by w tedy ?
-Zabaczymy - mruknął Ed
Spojrzałam na Harrego , który był nas wyraz wściekły . Ale nie wiedziałam czy na mnie za to że tam poszłam , czy na Luke za to że mnie uderzył . Wszyscy wyszli z pokoju oprócz mojego narzyczonego . Stał na drugim końcu pokoju , a ja się go bałam . Zaczął powoli iść w moją stronę , ja natomiast cofałam się do tyłu . Ale kiedy na moje nie szczęście na swojej drodze napotkałam ścianę , wtułam się w nią jeszcze bardziej , aby zmniejszyć odległość między nami . Kiedy był bardzo blisko jedną ręką dotknął mojego policzka i lekko się uśmiechnął patrząc w moje oczy . Nachylił się , opierając swoje czoło o moje . Opuszkami palców przejechał po mojej wardze , lekko się uśmiechałam . Złożył lekki pocałunek na moich wargach , brakowało mi tego Harrego . Tego delkiatnego , kochanego , miłego Harrego . Przez te kilka dni był nerwowy , wściekły . Wiedziałam że się o mnie martwił , ale nie lubiłam gdy był strasznie wredny . Pocałunek zaczął się pogłębiać , tym samy robiąc się bardziej nachalnijeszy . Z pocałunakmi zszedł na moją szyję , obojczyk oraz ramię .
-I kiedy się okaże , czy będzie Stylesiątko ?- zapytał z uśmiechem opierając ponownie swoje czoło o moje
-Za tydzień - powiedziałam patrząc w jego cudowne szmaragdowe oczy
-Czemu nie można szybciej - jęczał
-A co chcesz to przyśpieszyć ?- zaśmiałam się cicho
-Trochę , bo będzie trzeba imię wybrać - mruknął
-A tu bliźniaki !- śmiałam się
-Nawet czworaki by mi się podobały - mruczał
-Nie za dużo Styles ?- zapytałam ze śmiechem w głosie
-Nie , nawet mogę mieć sto dzieci. Ale tylko z tobą - powiedział przygryzając płatek mojego ucha
-Nie przesadzaj - śmiałam się
-Taka prawda , ale jak będzie córka to ja chcę Summer .
-Dominant , wybierałeś imie dla Darcy .
-A ty dl....- przerwał swoją wypowiedź , wiedziałam że chodziło mu o Logana . Naszego zmarłego synka .
-Jak będzie dziewczyna , bedzie Summer - powiedziałam z lekkim uśmiechem
-Chyba że ty chcesz wybierać - odpowiedział chowając twarz moje włosy
-Nie , Summer to piękne imię - przyznałam
-Jak ty .- mruknął

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 107

                                 P.O.V. Karolina
Dom Ed'a się palił .
-Nie , to przegięcie - warknął Ed biorąc na ręce swoją córkę
-Musimy wyjechać - powiedział Luke
-Jak najszybciej - powiedzieli chłopacy
-Najpierw twoja ręka - powiedział Harry patrząc na moją rękę
Poszliśmy do naszego samochodu , Harry wyjął apteczkę i opatrzył mi rany . Był delikatny . Po opatrzeniu ran pocałował moją dłoń . Wsiedliśmy do samochodów i z piskiem opon wyjechaliśmy , jechaliśmy do domu mamy Harrego . Mieliśmy zostać tam kilka dni , a potem wyjechać do siostry Ed'a .
**********************
Byliśmy u mamy Harrego . Nie mieliśmy żadnych swoich rzeczy . Wszystkie spaliły się razem z domem . 
-Czyli zostajecie na kilka dni ? - zapytała nas Anne
-Tak - powiedział Harry
-Dobrze ty i Karolina śpicie w twoim dawnym pokoju , Dominika i Zayn pokój po lewej , Niall i Monica w pokoju po prawej , Zayn i Domi pokój przy łazience , Ania pokój obok schodów , Luke , Michael i reszta śpią w pokoju gościnnym na samej górze . A Darcy śpi w pokoiku na przeciw waszego - powiedziała jego mama
-Dobrze - powiedział Harry
Wszyscy poszliśmy do naszych pokoi . Harry przebierał się . A ja siedziałam na skraju łóżka w twarzą w dłoniach . Nie dawałam już rady , mam całe życie żyć w strachu ? Mieliśmy plany na ślub, na życie , na wszystko . Ale to się zawaliło . Poczułam ręce na moich ramionach . Harry przyciągnął mnie do siebie przytulając .
-O czym myślałaś dzisiaj ? - zapytał tuż nas moim uchem
-O niczym , nie ważne - westchnęłam
-Proszę powiedz mi . -prosił
-Ale nie wkurzaj się bo jak tak tylko sobie myślałam - powiedziałam
-Dobrze - odpowiedział
-Myślałam  sobie jak by było mieć drugie dziecko . taką starszą od Darcy . Żeby w razie czego się nią opiekowała ale to jest głupie - powiedziałam patrząc na swoje nogi
-Powiedzieć ci coś ? - zapytał jak by bał się czegoś
-Mhm ? - mruknęłam
-Sam o tym myślałem , i chciałem ci o tym powiedzieć ale się bałem . - spojrzałam na niego zdziwiona , myśleliśmy o tym samym ? - Bo wszyscy powiedzieli by że to nie bezpieczne
Przytuliłam się do niego , trzymając jego koszulę .
-Czyli myśleliśmy o tym samym . - podsumowałam
-Prawda - szepnął i pocałował mnie w policzek
Po chwili leżałam pod jego ciężarem , uśmiechał się cwaniacko .
-Albo to Darcy może być starsza - poruszał zabawnie brwiami
-Może ..- zaśmiałam się cicho
-I tak mówiłem ci , że pozbędziemy się tych twoich ubrań -powiedział rozpinając zamek od mojej bluzy
-Pamiętam , ja też ci mówiłam że pozbędziemy się twoich spodni i koszuli - mówiłam
Zdjął ze mnie ubrania , a ja z niego . Potem wiadomo co się działo ...
**********************
Obudziłam się naga , wtulona w tors Harrego . Loki opadały na jego czoło . Usiadłam na skraju łóżka nakładając na siebie bieliznę , jego biała koszulę i moje czarne leginsy . Zeszłam na dół , gdzie nie było żywej duszy . Zaczęłam robić śniadanie dla całej zgrai . Czyli naleśniki , dobrze mi wychodziły i wszyscy je lubili . Zaczęłam widzieć znowu te zmroczki , kręciło mi się w głowie . Nie mogłam oddychać . Oparta o blat , zjechałam na podłogę .
-Proszę - szeptałam

                                P.O.V. Anne
Zeszłam na dół słysząc dziwny dźwięk . Poszłam do kuchni . Tam ujrzałam Karolinę leżącą na ziemi . Ledwo oddychała . Dusiła się , szeptała coś ale nie słyszałam .
-Dzwońcie po karetkę - krzyknęłam
Próbowałam jej pomóc ale to nic nie dawało . Na dół zbiegli wszyscy , usłyszałam płacz i krzyki Darcy . Sara stała przytulona do Ed'a . Harry trzymał ją na rękach . Wsiadł do samochodu z nią i odjechali z piskiem opon .

                              P.O.V. Harry
Nie , ona nie może mnie zostawić ! Prze nigdy . Kiedy dojechałem do szpitala wysiadłem z samochodu , biorąc ją na ręce . Szybko wbiegłem do szpitala krzycząc :
-Pomocy , ona umiera !
Podbiegły do mnie pielęgniarki i lekarze, i zabrali ją . Nagle zobaczyłem jak idą chłopaki i trzymają jakąś smarkulę za ręce .
 
 Podeszli do mnie .
-Chciała zabić Karolinę ,miała jakąś trutkę - warknął Zayn
-Kto cię przysłał ?! - warknąłem
-No zgadnij Styles ! Ty i twoja rodzina umrzecie ! - krzyknęła
-Biber - warknąłem
-No gratulacje - zaśmiała się , ale w zamian dostała od Luke w twarz
-Weźcie ją do domu do piwnicy , zamknijcie i nie karmcie . Niech się nauczy , że takim dzieciom tak nie wolno - nakazałem
-Dobra - powiedzieli chłopacy
Ze mną został tylko Zayn i Ed . Siedzieliśmy w poczekalni czekając na lekarzy . Kiedy z sali wyszedł lekarz Ed zapytał :
-I jak z nią ?!
-Był to wynik trucizny , powinna się dobrze czuć , dużo odpoczywać i brać wskazane leki - powiedział podając mi receptę
-A kiedy będzie mogła wyjść ? - zapytałem z nadzieją
-Dzisiaj . - powiedział - Możecie wejść do sali - powiedział i odszedł
Weszliśmy do sali . Siedziała na łóżku , patrząc w okno . W ręce miała notes i długopis . Zaczęła coś mazać tam . Podszedłem do niej przyciągając ją do siebie . Miałem zamiar jej nie puszczać , spojrzałem na kartkę . Był tam napis ,, Śmierć " i namalowany tam ktoś w kapturze i z bronią .