poniedziałek, 18 stycznia 2016

Rozdział 11

-Tylko już więcej nie rób sobie tatuaży.- poprosił
-Dlaczego?- spojrzałam na nadgarstek z tatuażem, a potem na niego
-To oszpeca.- odparł
-Sam masz ich o wiele więcej, więc sam jesteś oszpecony.- powiedziałam przejeżdżając opuszkiem palca po jego tatuażu kotwicy na ręce
-U facetów to działa na dziewczyny, ale my nie lubimy jak wy sobie je robicie.- westchnął
-A co jeśli ja nie lubię tatuaży u facetów?- spojrzałam w jego oczy
-To mnie nie obchodzi, i tak ze mną będziesz. Czy ci się podoba czy też nie.- wstał
Ah, czyli to co dobre się skończyło. Nie można się jemu stawiać, bo zaraz wybuchnie wojna. Wstawałam z fotela i udałam się do sypialni. Wchodząc do pomieszczenia trzasnęłam drzwiami. Otworzyłam drzwi balkonowe i usiadłam na zimnych kafelkach. Zaczęłam wpatrywać się w gwiazdy... One są wolne, świecąc co noc. A ja jestem z tym mężczyzną zamknięta, jest to porwanie. Ale boje się cokolwiek zrobić, on może zrobić wszystko. Zaczynając od zamknięcia w piwnicy do zabicia. Niestety ten mężczyzna ma wiele twarzy których nie znam, jak na razie widziałam dwie. Wrzeszczącego dupka i uczuciowego Romea. Moje ciało drżało z zimna, wiatr wiał w moją stronę. Przez cienki materiał koszuli oraz podartych jeansów wiatr sprawiał, że drżałam coraz bardziej. Ale nie chciałam tam wracać, wolałam mu pokazać, że jestem silna i dam sobie radę bez niego.
Nagle poczułam jak ktoś kładzie ciepły materiał na moje ramiona. Spojrzałam na tą osobą myśląc, że to Harry. Jednak był to blondyn, Niall.
-Powinnaś wejść do środka.- powiedział
-Kolejny się znalazł. Nie jesteście moją matką, żeby mi kazać co mam robić. Moje życie, moje wybory.- prychnęłam, ale w sercu robiło mi się ciepło na myśl, że ktoś się o mnie martwi
-Nie o to chodzi, ale ty drżysz z zimna, jeszcze się rozchorujesz.- potarł dłonią kark
-No i co mnie to, przynajmniej nikt mi nic nie zrobi.- wzruszyłam ramionami
-Nie wiem co Harry w tobie widzi, jesteś strasznie pyskata i uparta.- westchnął głośno
-Też tego nie wiem, ale dalej mnie tu trzyma więc to jego problem.- wciągnęłam zapach bluzy, była to bluza Harry'ego, od razu poznałam to w jakiś sposób po perfumach
-Albo on ci to powie, albo sama się tego domyślisz.- poklepał mnie po plecach
-Wykorzysta?- mruknęłam
-Nie ma takiego zamiaru, albo po prostu mi tego nie powiedział.- zaśmiał się
-To do czego?- trochę mnie już denerwował, ale można z nim przynajmniej porozmawiać
-Zobaczysz, jak na razie musisz być cierpliwa. Co sądzisz o tym domu?- zmienił temat
-Ładny, duży, bogato urządzony.- odparłam z lekkim uśmiechem
-To ja wiem. Chłopak starał się więc lepiej może to uszanuj.- uśmiechnął się lekko
-Kazał ci to powiedzieć? To mu przekaż, że skoro jest facetem to niech pokaże, że nim jest i sam ze mną pogada.- prychnęłam- Mam mu pomóc ale on nie daje mi do siebie dojść.
-Chciał tylko żebym z tobą pogadał, ale nic więcej. Jemu ciężko jest komukolwiek zaufać, on nie chce aby blizny z przeszłości wyszły na świat dzienny.- mówił- Chłopak stara się z tobą pogadać, walczy aby ci to powiedzieć, ale nie daje rady.
-Ale czy to jest powód aby się na mnie wydzierać i bić jak jakąś sukę?- oparłam brodę o kolana i zamknęłam oczy
-Nie, on nie panuje nad sobą, dlatego chce żebyś mu pomogła. Słuchaj, Rose. Harry to dobry chłopak, potrafi czuć ale to ukrywa. Gdzieś w głębi niego jest ten dobry Harry, ale nie za często daje go komuś poznać.- wziął głęboki wdech- Tobie dał go poznać choć na chwilę. A inne laski wykorzystał i zabił w rowie. Doceń to.- wyszedł z balkonu
Harry
Robiłem sobie i Rose kolacje, pewnie była głodna. Trochę żałowałem, że tak ją potraktowałem ale niech wie, że mi się stawiać nie wolno. Usłyszałem skrzyp schodów, spojrzałem w tamtym kierunku z nadzieją, że to Rosie... Ale nie, to był Niall. Westchnąłem zmęczony i dalej robiłem nam naleśniki.
-Pogadałem z nią, jedno jest pewne stary. U niej za dużo punktów nie masz.- zaśmiał się
-Zamknij się, wiem, że jestem dla niej wredny.- prychnąłem- Jak masz zamiar gadać mi o tym jaki to ja jestem zły to lepiej wyjdź.
-Dobra uspokój się. Powiedziała, że skoro jesteś facetem to, to pokaż i z nią pogadaj a nie mnie wysyłasz.- poklepał mnie po plecach
-Nie kazałem i z nią rozmawiać, tylko zobaczyć co robi. To są dwie różne rzeczy.- mruknąłem
-Wiem.- westchnął- Siedziała na balkonie, marzła. Wziąłem twoją bluzę i ją okryłem ona tam drżała. No i zacząłem z nią gadać. Nie myślisz, że to pora jej powiedzieć o wszystkim co robisz?- zapytał
-Ja wiem kiedy jest pora, i na pewno nie jest ona teraz. Więc lepiej siedź cicho.- odparłem
-Dobra, ale lepiej z nią pogadaj. Tak wiesz w cztery oczy.- radził a ja przeklinałem go pod nosem
-Po co ty się mieszasz w moje i Rosie problemy!?- uderzyłem dłoniami w blat
-Bo nie chcę aby skończyła jak Amica.- odparł
-Nie wspominaj o niej. Wynoś się!- wydarłem się
-Dobra, zadzwoń jak się ogarniesz.- prychnął
Wyszedł z mojego domu trzaskając drzwiami. Oparłem się o blat i spuściłem głowę do dołu aby choć chwilę spokojnie pomyśleć.
-Kim była Amica?- usłyszałem słaby głos Rose, ona też?
-Powiem ci kiedy indziej, nie mam siły, Rosie.- westchnąłem odwracając się do niej przodem
Jej cera była bledsza niż zazwyczaj, ciało drżało z zimna, a włosy miała rozpuszczone jak zawsze.
W mojej bluzie wygląda ślicznie.
-Powiedz mi.- jej niebieskie oczy wpatrywały się w moje
-Amica to moja była, wkurzyła mnie, wywaliłem ją z domu, wpadła pod samochód.- westchnąłem- Nie żyje od trzech lat.
Od razu zaczęła unikać mojego wzroku, ręce zacisnęła na rękawach bluzy. Słyszałem jak formuje sobie oddech.
-Wiedziałem, że robisz wiele głupot. Ale zabijanie dziewczyn bo cię zdenerwowały, jesteś ostro pieprznięty. Jeszcze jak było ci mało to zabiłeś mojego ojca, a za nim poszła moje matka. I po co ci to było!? No po co?! No powiedz, przecież wszystko wiesz to teraz mi to powiesz!- krzyczała, w jej oczach pojawiały się łzy
-To był przypadek!- uderzyłem dłonią w blat
-Nic nie dzieje się przypadkiem!- po jej polikach spływały już łzy
-Dobra, chcesz znać prawdę?! Od pieprzonych dwóch lat cię śledzę, znam twój każdy krok, twojego ojca zabiłem przypadkiem i też nie...- mówiłem
-Jak to przypadkiem i nie...- patrzyła na mnie z furią, jej klatka szybko się unosiła i opadała
-Ja nie chciałem żeby ktoś nam przeszkadzał, naszej miłości...- wyszeptałem wiedząc jak głupio musi to brzmieć
Zakryła dłonią usta i oparła się o ścianę, po jej polikach spływało coraz więcej łez. Dlaczego dzisiaj, dlaczego nie za tydzień?! Chciałem żeby było miło, ale nie mój kuzyn musiał wszystko zniszczyć...
-Naszej miłości?- mówiła cicho, ledwo słyszalnie- Jakiej miłości!? Ja ciebie nawet nie znam a ty mi z miłością wyskakujesz?!- wykrzyknęła
Nie wytrzymując napięcia po prostu przyssałem się do jej warg. Nie obchodziło mnie to, że ona tego nie chce. Biła mnie, kopała ale nie dawała rady mnie odepchnąć. Złapałem jej nadgarstki i przyparłem je do ściany. Rosie zrozumiała, że nie ma się po co mi sprzeciwiać. Nie chętnie ale jednak zaczęła odwzajemniać pocałunek.
-Po prostu bądź.- westchnąłem w jej wargi
 

niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 10


Dojechaliśmy do NASZEGO nowego domu, jak dziwnie to brzmi a jest jednak tak prawdziwe. Wysiadłam z czarnego auta przekładając sobie przy okazji włosy na lewe ramię. Harry wyjął nasze walizki z bagażnika oraz tylnych siedzeń i podszedł do mnie.
-Wreszcie sami.- westchnął głęboko po czym się uśmiechnął szeroko
-Ta.- mruknęłam cicho bawiąc się skrawkiem mojej białej koszuli.
-Widzę twoją wielką radość, Rose.- ponownie westchnął i ruszył ku drzwiom
-Źle się czuję.- skłamałam  spoglądając na niego za blond grzywki
-Zaraz coś na to zaradzimy.- odparł
Otworzył mi drzwi i wpuścił do środka. Walizki zostawił na korytarzu, a mnie poprowadził do kuchni. Usadowił mnie na krześle przy kuchennym blacie i kazał czekać. Położyłam głowę na blacie i zamknęłam oczy.
-O której przyjeżdża twój kuzyn?- zapytałam
-Wieczorem, a czemu pytasz?- odpowiedział pytaniem na pytanie
-Tak się pytał.- odparłam- Mamy tu jakieś książki, albo coś podobnego?
-Książki… Znajdą się. Jak będziemy szli w tym tygodniu na zakupy to coś sobie kupisz, na razie będziesz oglądać telewizję albo robić coś innego.- mówił
-Dobra.- podniosłam głowę
Podał mi jakieś tabletki i szklankę soku.
-To nie są żadne tabletki odurzające ani nic?- spojrzałam na niego podejrzliwie
-Nie jestem tak pieprznięty, Rosalie.- zwrócił się tak do mnie pierwszy raz od kiedy nie opuszcza mnie na krok
-Pełnym imieniem, zaczynam się obawiać, Styles.- powiedziałam
-Po nazwisku tylko w sądzie.- odparł z uśmieszkiem
-Do sądu się nie wybieram, jeszcze.- palnęłam
-Masz jakieś plany?- spojrzał na mnie szczerząc się
-Nie, ale jak będzie taka potrzeba to pójdę.- odparłam
Wybuchł śmiechem. Nie potrzebnie palnęłam o tym sądzie. W tym momencie Harry Styles był osobą z którą można się pośmiać i porozmawiać, teraz ale co będzie potem? Może nie znam go zbyt długo ale wiem jedno, muszę uważać na to co mówię, co robię oraz na niego. 
-Zaniosę nasze waliki na górę, rozpakujemy się i mamy spokój do wieczora.- uśmiechnął się cwano
Tak jak mówił, tak zrobiliśmy. Rozpakowałam swoje ubrania do szafek, kosmetyki zaniosłam do dużej łazienki. Cała sypialnia była duża, a wygląd był olśniewający. Duże łóżko stało na samym środku ściany, posłane białą kołdrą oraz beżowym kocem, leżały też tam poduszki w tych samych kolorach. Ściany były koloru mlecznej czekolady i ciemnej czekolady. Obok łóżka stały dwie etażerki a na nich lampy, tuż przed łóżkiem był ogromny, puszysty dywan. Po prawej stronie były drzwi balkonowe i duży balkon na którym były dwa leżaki. Po lewej stronie od łóżka było duże okno, a przed nim czarna szafka na drobiazgi a na niej wazon z bukietem różowych tulipanów, moich ulubionych kwiatów.  Róże są tak samo piękne, ale tulipany bardziej. Na ścianie od brązowych drzwi była szafa na ubrania. W prawym rogu stała rzecz dla mnie nie pojęta…. Był to kącik dla mnie. Dosłownie. Stałam tam toaletka. Duże białe lustro, biały stolik, białe krzesełko które jest pewnie wygodne, na kółkach. Były też tam dwie świeczki na stojakach z napisem Chanel. W rogu stolika stało pudełko z kosmetykami oraz perfumy, takie najdroższe. Mówiłam, że było mi to nie potrzebne ale on i tak się uparł, że jest potrzebne.
-W każde poniedziałki i czwartki będzie tu sprzątaczka. Umiesz gotować?- zapytał kiedy siedzieliśmy w salonie oglądając jakiś film
-Umiem.- odparłam
-No to będziesz nam gotować.- uśmiechnął się
-Mam pytanie..- zaczęłam
-Jakie słonko?- spojrzał na mnie
-Skąd ty masz tyle pieniędzy, na to wszystko?- pytałam
-Z pracy.- odparł jakby nie było to oczywiste
-Ale ty cały czas jesteś w domu…- mówiłam
-Chcesz wiedzieć skąd tyle mam?- zaśmiał się- Wyścigi, zawsze wygrywam więc pieniędzy nam nie zabraknie. Nigdy księżniczko. – po chwili mnie obejmował
-Nie jestem księżniczką.- odepchnęłam go od siebie
-Nie?- uśmiechnął się do mnie- To może królową?
Zaśmiał się. Zadzwonił dzwonek do drzwi, a chłopak poszedł otworzyć. Wzdrygnęłam się. Wyścigi… Przecież to jest niebezpieczne… Tak samo jak on, mówiła moja podświadomość . Do pokoju wszedł Styles i farbowany blondyn o niebieskich oczach. Różnił się od Harry’ego, nie miał na sobie ani jednego tatuażu. Rozmawiali ze sobą kiedy blondyn spojrzał na mnie.
-To musi być ta Rose o której ciągle gadasz.- zaśmiał się podchodząc do mnie- Niall, kuzyn tego debila.- zaśmiał się podając mi rękę
-Ta, miło poznać.- uścisk jego dłoni był jednak silny
Kiedy ją puścił, złapałam się za bolącą rękę i zaczęłam ją masować.
-To co stary, co tym razem?- zapytał Niall
-Coś na klatce piersiowej, powiem ci jak zaczniemy.- odparł brunet
-Co zaczniecie?- zainteresowałam się
-Zobaczysz, malutka.- odparł loczek podchodząc do mnie i całując mnie w czoło
Opadłam plecami na kanapę i patrzyłam jak przygotowywali duży fotel na środku salonu. Blondyn wystawił rzeczy do robienia tatuażu… Czyli Styles chce kolejny tatuaż. Przytuliłam do siebie poduszkę obserwując jak blondyn starannie robi jego tatuaż na klatce piersiowej. Oczy bruneta skanowały moje ciało, czułam to zbyt wyraźnie.
-Co ciekawi cię to Rosie?- brunet zapytał z uśmiechem
Schowałam twarz w poduszkę. Usłyszałam jego śmiech. Przyglądałam się mu z zaciekawieniem a jemu się to podobało.
-Skończone.- powiedział blondyn po godzinie
Brunet wstał z fotela, a moim oczom ukazał się tatuaż. Dwie jaskółki, jedna była większa a druga trochę mniejsza. Mój wzrok sam tam wędrował.
-Podoba ci się Rose?- zapytał
-Ładny, a co oznacza?- zapytałam
-Ta duża jaskółka to ja.- wskazał- A ta mała to ty.
To mnie zdziwiło. Zrobił on sobie tatuaż oznaczający związanie ze mną.
-Ładny.- uśmiechnęłam się
-Mówiłaś.- zaśmiał się cicho
-Też chcę.- powiedziałam
-Co, tatuaż?- spojrzał na mnie zdziwiony
-Tak.- odparłam
-To boli…- mówił
-No to co, proszę Harry.- zrobiłam oczy małego szczeniaczka
-Ja jej mogę zrobić.- odezwał się blondyn
-Nie, ja jej zrobię.- odpowiedział patrząc na Niall’a- Umiem.
-Dobra.- odparł unosząc ręce ku górze idąc do kuchni
-Siadaj.- wskazał na fotel uśmiechając się do mnie lekko, na co wykonałam jego polecenie- To gdzie go chcesz i co ?
-Coś na nadgarstku.- odparłam
-Co takiego?- patrzył w moje oczy
-Puls serca.
-Dobrze, słoneczko.- uśmiechnął się
Czułam ból, ale nie był on jakoś strasznie mocny ale jednak był. Patrzyłam jak chłopak robił to w skupieniu. Kiedy skończył uśmiechnęłam się lekko co on odwzajemnił. Pochylił się i musnął moje usta.
***
Wiem, że rozdział miał być wcześniej ale w czwartek wieczorem zaczęłam się źle czuć i dopiero dzisiaj wstałam z łóżka. Kolejny rozdział będzie w tym tygodniu, jakoś jutro/ pojutrze. Do zobaczenia, Wasza Katy.

czwartek, 14 stycznia 2016

Rozdział 9

Usłyszałam dzwonek mojego telefonu... Leżał pod poduszką Styles'a. Szybko go wzięłam, North. Wyszłam z pokoju i odebrałam go na korytarzu.
-North.- powiedziałam z ulgą
-Co ty sobie wyobrażasz?! Nie odbierasz, zabawiasz się z jakimś kolesiem, w twoim domu nie ma twoich rzeczy, mieszkanie wystawione na aukcję!- krzyczała do słuchawki, tak, że musiałam ją odstawić od ucha
-North, po prostu...- nie mogłam jej powiedzieć prawdy, Harry mnie zabije albo coś gorszego- Przeprowadziłam się dalej, nie chciałam tam być. Przepraszam, że ci nie powiedziałam. Nie zdążyłam...- mówiłam
-Nie zdążyłaś nic powiedzieć własnej przyjaciółce?! Śmieszna jesteś! A ten facet to kto to?
-Mój chłopak, mieszkam z nim.- oparłam się o ścianę i zjechałam na podłogę
-Tego też mi nie zdążyłaś powiedzieć?- śmiała się
-North ja teraz mam na prawdę dużo problemów, mogłybyśmy spokojnie porozmawiać?- zapytałam cicho
-Jesteś śmieszna. Nie odzywasz się do mnie, masz mnie gdzieś. A teraz chcesz ze mną rozmawiać?! Jesteś niewiarygodna, ale...- przerwała na chwilę- Jesteśmy przyjaciółkami od ośmiu lat a nie chcę jakoś tego niszczyć.
-Gdzie jesteś?- zapytała
-W Seattle.

-Jak się czujesz?- pytała
-Może być, a ty?- usłyszałam skrzyp drzwi, a po chwili ciało bruneta wyłoniło się z ,, naszego" pokoju
-Z kim rozmawiasz.- warknął
-Poczekaj chwilę.- powiedziałam do telefonu i odsunęłam go od siebie- Z North, mogę z nią chwilę porozmawiać. Błagam Harry.- poprosiłam go
Westchnął głośno i oparł się ramieniem o ścianę. Spojrzał w moje oczy, jego zawsze zielone oczy robiły się ciemne.
-Masz pięć minut, a potem widzę cię w sypialni.- mruknął i schował się za powłoką
-Już jestem.- powiedziałam do słuchawki
-Martwiłam się, ciągle się nie odzywasz...- mówiła
-Wiem przepraszam, ogólnie zgubiłam telefon ale się znalazł więc możemy teraz spokojnie rozmawiać.- kłamałam
-Dobra, fajnie znowu ciebie słyszeć.- uśmiechnęłam się na te słowa
-Idę spać, pogadamy jutro.- powiedziałam
-Dobra, pa.- rozłączyła się
Schowałam telefon do tylnej kieszeni spodenek i weszłam do sypialni. Mężczyzna stał oparty o komodę w samych dresach, dzięki czemu widoczne były jego liczne tatuaże. Najbardziej moją uwagę przyciągnął wielki motyl . Wyciągnął swoją dłoń ku mnie, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Oddawaj telefon.- mruknął
-Dlaczego?- zdziwiłam się jeszcze bardziej
-Po prostu, oddaj mi go po dobroci. - przybliżył się do mnie
-Ale to moja własność.- pokręcił głową- W taki razie ty daj mi swój.
-Rosie, przestań ze mną pogrywać.
W mgnieniu oka przekręcił mnie plecami do swojego torsu i wyjął telefon z kieszonki. Spojrzałam na niego oburzona, na co on uśmiechnął się głupio. Czy moja nienawiść go bawi?! Podszedł do mnie i musnął moje usta, pchając mnie tym ruchem w stronę łóżka.
-Jesteś dupkiem.- mruknęłam
-Bywa skarbie.- dotknął mojego policzka i uśmiechnął się- Jutro przyjedzie do nas mój kuzyn, pomoże mi w czymś.
-W czym?- tym mnie zainteresował
-Zobaczysz, to może być ważne.
-Um, dobra.- odparłam i położyłam się na łóżku
On również to zrobił. Zgasił światło które dawała nam lampka przy łóżku, i ułożył się wygodnie. Moje oczy sam się zamykały, jestem zbyt zmęczona.... Prawie usypiałam kiedy poczułam jak mężczyzna który leży obok mnie wtula się w moje plecy. Pewnie myśli, że śpię...
-Harry, co ty robisz?- ziewnęłam
-Śpij Rosie...- wyszeptał mi do ucha
Nie miałam siły się sprzeciwiać, więc ułożyłam się wygodnie i usnęłam...
Rano obudziło mnie krzątanie się po pokoju przez bruneta. Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek stojący obok łóżka... Szósta trzydzieści, czy tego człowieka do reszty już powaliło? Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na niego.
-Nie śpisz już?- zapytał
-Obudziłeś mnie.- przetarłam prawe oko
-Przepraszam.- podrapał się po karku
Na środku pokoju leżała moja walizka, dwie inne i jedna torba leżały już pod ścianą a szafka była już prawie pusta. Czyżby specjalnie wstał wcześniej aby nas spakować?
-Jak chcesz to możesz iść jeszcze spać.- powiedział
-Nie usnę.- odparłam śmiejąc się cicho z jego bezradności kiedy nie mógł dopiąć walizki
Wstałam z łóżka i usiadłam na walizce. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony, ale spróbował dopiąć walizkę jeszcze raz. Udało mu się. Podniósł się z ziemi podając mi dłoń aby mi pomóc, złapałam ją i podciągnęłam się do góry.
-Skoro wstałaś wcześniej to może zjemy teraz śniadanie i pojedziemy do domu?- zaproponował
-Dobrze.- odpowiedziałam
Zeszłam z chłopakiem na dół gdzie w jadalni zjedliśmy jajecznicę z bekonem, była smaczna. Dobrze zrobiona jak na chłopaka. Chociaż moja mama potrafiła spalić wodę albo puścić z dymem naszą kuchnię. Już dwa razu u nas w domu kiedyś był straż pożarna, albo zaraz obok lodówki stała gaśnica.
-Ty jeszcze spokojnie zjedz a ja zaniosę walizki do auta.- powiedział na co skinęłam głową
-Em, Harry...- podrapałam się po karku
-Co jest skarbie?- spojrzał na mnie przed wejściem na schody
-Oddasz mi mój telefon? Chcę mieć jeszcze jakiś kontakt ze światem.- mówiłam
-Dobra, ale jeden fałszywy ruch i brak telefonu oraz zamknięcie w piwnicy  o suchym chlebie i wodzie.- ostrzegł i oddał mi mój telefon kładąc go na stole
Uśmiechnęłam się do niego. Może to początki jakiś pozytywnych zmian? Choć nawet nie zaczęłam, ale przynajmniej teraz bez krzyku oddał mi telefon, a wczoraj dał dokończyć rozmowę z North.
***
Krótki ale jak dam radę to wstawię dzisiaj jeszcze jeden. Ale teraz będzie lepiej, czas poprawek się skończył. Mam jeszcze tydzień i zaczną mi się ferie, w tedy rozdziały będą ciężej. Nigdzie nie jadę, więc mogę cały czas w tedy pisać rozdziały. Rozdział zacznę pisać dzisiaj, ale nie wiem jak wyjdzie mi jeszcze z czasie. Więc do 10 rozdziału kochani, Wasza Katy