poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział 8


Po zobaczeniu całego domu byłam w szoku. Był ogromny. Wielka kuchnia, kilka łazienek, sypialnia, pokoje gościnne, jadalnia, salon oraz siłownię ... Byłam pod ogromnym wrażaniem. Wszystko było już umeblowane, jak powiedział loczek trzeba przewieźć nasze rzeczy tam. Czyli jutro możemy już się tam wprowadzić. Nie powiem, był to bardzo miły gest. Nie spodziewałam się po nim tego, że kupił dom po to żeby mieszkać tam ze mną. Zaskoczył mnie, i to miłe uczucie. Powoli się do niego przekonuję. Może tak na prawdę nie jest on taki zły, a ma jakieś uczucia które dusi w sobie... Psycholog się ze mnie robi. Jechaliśmy do domu Louisa, mężczyzna mówił, że po kolacji się po prostu spakujemy a rano wyjedziemy.
-I nie jestem taki zły?- zapytał nagle
-W jakim sensie?- zaśmiałam się nerwowo
-W takim, że nie jestem taki zły jak mówią inni. Na przykład Lucy i telewizja.- wytłumaczył
-No nie jesteś.- podrapałam się po karku- Ale i tak masz swoje wybuchy.- mruknęłam
-Kiedyś przejdzie.- uśmiechnął się do mnie i położył swoją rękę na moje udo i zaczął je masować
Teraz był miły a potrafi być potworem.
Kiedy dojechaliśmy pod dom w którym obecnie mieszkaliśmy weszliśmy do środka. Od razu na korytarz wbiegła Lucy patrząc na mnie, widziałam na jej twarzy... Ulgę? Tak, to ona mnie przed nim ostrzegała. Zdjęłam buty i kurtkę wiosenną, a brunetka pociągnęła mnie za sobą. Po chwili byłyśmy w dużym pomieszczeniu na samej górze domu. Stała tam kanapa, i tylko ona.
-Co on ci pokazał?!- zapytała brunetka
-Po zakupach pojechaliśmy do takiej dzielnicy...- zaczęłam drapiąc się po karku
-No i co tam było?- pytała zdenerwowana
-Dom, on kupił dom. Jutro mamy się tam przeprowadzić.- dokończyłam
Tak na prawdę nie wiem co powiedzieć na pomysł Harry'ego. Mężczyzna mnie zaskoczył. Jedno ciekawiło mnie najbardziej, skąd on ma tyle pieniędzy ? Czyżby ma je z różnego rodzaju rabunków czy zarobił je uczciwie, a może ma je od rodziny ? Rodzina. Nawet nie wiem czy on ją ma, to również może być powodem jego wybuchów, a może problemy w domu ? Chciałam na wszystko znać odpowiedź, ale nie wiem nic.
-Słuchasz mnie?- zapytała Lucy
-Tak, tak.- wybudziłam się z transu myślenia, ona spojrzała na mnie podejrzanie- Dobra, nie. Myślałam o Harry'm. Wiesz coś o jego rodzinie, albo coś?- zapytałam
-Jedyne co wiem to, to, że ma matkę w Holmes Chapel i dwójkę rodzeństwa. Starszą siostrę o cztery lata i młodszego brata który ma dziewięć lat.- odpowiedziała
-Nic więcej nie wiesz, a ojciec?- pytałam
-Nic więcej nie wiem, Louis czasem o nim wspominał. Harry jest zamknięty w sobie i tego z niego nie wydusisz. Chyba, że zapytasz Louis'a, on jest jego przyjacielem.- uśmiechnęła się
-Dzięki.- odpowiedziałam jej ty samym
Zeszłyśmy na dół gdzie był Harry i Louis, Lucy spojrzała na niego wymownie, a on na mnie. Chrząknął.
-No to co Rosie, cieszysz się z przeprowadzki?- zapytał z udawanym uśmiechem, dlaczego on to robi?
-Tak, bardzo.- odpowiedziałam zmieszana siadając przy mężczyźnie z burzą loków na głowie
-Jakby mogła się nie cieszyć, będzie miała większą przestrzeń.- powiedział Harry, obejmując mnie ramieniem i przyciągając bliżej siebie
-No to co, może się napijemy.- zaproponował wyciągając z szafki czerwone wino
-Dobry pomysł.- powiedział Harry- Chcesz trochę, maleńka?
-Tak, z miłą chęcią.- uśmiechnęłam się
Kto zabroni mi się rozluźnić? Cały czas czuję się spięta, a wino to najlepsza okazja to zapomnienia o wszystkim. Louis podał mi kieliszek z cieczą, a ja od razu go opróżniłam...
Harry
Zadziwiało mnie to jak Rosie pochłaniała czerwone wino, wypiła już cztery kieliszki i nie ma dosyć. Ja ledwo wypiłem dwa. Z jej ust nie schodził szeroki uśmiech, wiedziałem, że to o trzy kieliszki za dużo. Jeden kieliszek jej nie zaszkodzi, ale cztery to przesada.
-Chcesz jeszcze Rose?- zapytał Louis
-Ta...- chciała potwierdzić ale ja jej przerwałem
-Nie, jej już starczy.- zabrałem jej kieliszek i odstawiłem na stolik do kawy
-Ej, nie będziesz mi życia układać.- wydęła wargę, co nie wyglądało jakby była zła a bardziej słodko
-Rosie, powiedziałem dosyć- ostrzegłem ją
Ona tylko westchnęła i usiadła zakładając ręce na klatkę piersiową, pokazując mi tym, że jest zła na mnie. Ale ja nie chcę jej upijać. Spojrzałem na zegarek, grubo po północy.
-Dobra, my spadamy na górę.- powiedziałem łapiąc Rosie za rękę
-No, przydałby się iść spać.- mruknęła Lucy wstając z kanapy- Dobranoc Rose.- przytuliła blondynkę
-Dobranoc Lucy.- uśmiechnęła się do niej
Rosie poszła za mną posłusznie, nie robiąc żadnych scen. Weszliśmy do pokoju, a blondynka usiadła na łóżku i patrzyła na mnie wyczekująco.
-Co jest?- zapytałem
-Musimy pogadać.- powiedziała poważnie
-Niby o czym?- byłem zdezorientowany
-Skoro mam ci pomóc, muszę wiedzieć coś o tobie.- podrapała się po karku
-No to pytaj, jestem na wszystko otwarty.- padłem na łóżko a ona usiadła obok mnie
-Opowiesz mi o swojej rodzinie?- zapytała
Jest to dla mnie drażliwy temat, nigdy nie lubię wspominać o jednym z członków swojej rodziny, mianowicie ojcu. Ale wiem, że Rosie chce to wiedzieć bo ma mi pomóc. Więc nie mam innego wyjścia.
-A co chcesz wiedzieć?- spojrzałem w jej oczy
-To na co mi pozwolisz.- odparła
- W wieku dziewięciu la mój ojciec pijak nas zostawił, więc zostałem z mamą i straszą siostrą. Nie chciałem widzieć tego pijaka na oczy. Moja mama miała kilka prac, żeby nas utrzymać. Gemma, moja siostra jak skończyła piętnaście lat również zaczęła pracę u kosmetyczki i tam pomagała. Jak ja skończyłem szesnaście lat zacząłem pracować w piekarni.- wziąłem głęboki wdech- W między czasie moja mama znalazła sobie nowego faceta z dzieckiem. Nikt nie wiedział, że on ma raka. Dopiero jak umarł i sekcja zwłok pokazała co mu się stało. Mały Tony czyli jego syn został z nami, jest dla mnie jak rodzony brat. Moja mama nie mogła się pozbierać ale z naszą pomocą było jej lepiej. I do tej pory mieszka z Tony'm w Holmes Chapel, a ja i Gemma ich odwiedzamy.- powiedziałem większość, uniknąłem drastycznych szczegółów
Blondynka patrzyła na mnie zamglonymi oczami, zastanawiała się nad czymś. Widać było to nawet po jej twarzy.
-Twój ojciec was bił ?
Rose
Widziałam jak Harry w jakiś sposób walczy ze sobą w środku, nie wiedział czy mi to powiedzieć czy nie... Martwiłam się w tej chwili o niego. Właśnie powodem jego wybuchów mogła być agresja w domu.
-Mi możesz zaufać...- wyszeptałam przybliżając się do niego
-Nie powinno cię to obchodzić.- gwałtowne wstał z łóżka- Nie powiem ci tego przynajmniej teraz.
Poszedł do łazienki. Mogłam się tego spodziewać. Choć jestem pijana wiem co robię, i myślę jeszcze w jakiś sposób racjonalnie. Nie miałam ochoty iść pod prysznic. Więc po prostu rozebrałam się do bielizny. Nałożyłam na siebie bluzkę z rękawkiem, i krótkie szorty. Kiedy jeszcze nikt nie wchodził do pokoju, dyskretnie zdjęłam z spod bluzki stanik i włożyłam go do szafy.
***
Jak widać Harry musi mieć bolącą przeszłość. Do kolejnego, który będzie jutro. Wasza Katy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz