piątek, 23 października 2015

Długa Notatka



Kiedy zaczynałam pisać Opowiadania wiele w moim życiu się zmieniło. Nie powiem, że na gorsze bo przez zaczęcie pisania zaczęłam to kochać, to jest moja pasja. Kiedy zaczynałam pisać Opowiadania rozdziały były z wieloma błędami, krótki i działy się sceny nie po kolei. Dlaczego tak było? Otóż Głupie program gdzie mogłam pisać rozdziały usunął je, mogłam pisać tam tylko miesiąc a potem moje zapiski by się usnęły. Przeniosłam się na Blogera, tu zaczęła się moja prawdziwa przygoda. Na początku pisałam to dla siebie, myśląc, że nikt tego nawet nie czyta. Lecz po pewnym czasie zrozumiałam, zrozumiałam ,że piszę to dla osób które czytają moje wypociny. Zrozumiałam, że ktoś naprawdę chce to czytać a ja daję mu tą przyjemność. Opowiadania miały być spokojne, bez morderstw ani śmierci. Ale po pewnym czasie wiedziałam ,że jest tam potrzebna akcja, nie może być tam ciągłego miziania. Takim cudem powstała druga część pełna mordu, sekretów, problemów z przed laty, łez i nienawiści do drugiego człowieka. Nadeszły też zmiany, zamiast jakiś dziewczyn z Internetu wybrałam aktorkę, która dobrze potrafiła wczuć się w rolę Karoliny. Krok po kroku Opowiadania zmieniły się na lepsze. Potem przyszedł czas na zmiany, zmiana tytułu, tła, wszystkiego. Przez okres kiedy pisałam czułam się znakomicie, codziennie rozdziały. Lecz przyszedł czas gimnazjum, muszę się wziąć w garść, to czas kiedy nie mogę zbytnio pisać Unlimited Love, na każdej lekcji, przerwie czy kiedy mam czas w domu wyciągam kartkę czy wchodzę na laptopa i piszę rozdział ( przynajmniej się staram). Po pewnym czasie kiedy dodałam pierwszy rozdział Unlimited Love zrozumiałam, że to cząstka mnie, taka prawdziwa, taka której już się nie da pozbyć.
Dlaczego piszę coś takiego? Otóż jestem w gimnazjum. Chcę pisać rozdziały, piszę, ale widzę, że one zrobiły się rutyną, zdziecinniały, zmieniły… Zmieniły dlatego, że ja się zmieniłam? Może i nie jestem sobą, mam nowy okres życia ale dalej chcę pisać historię Karoliny i Harry’ego, chcę to zakończyć w odpowiednim momencie. Niestety szkoła żre, i choć się staram o te rozdziały nie mogę, nauka zbyt mnie pochłania. Rutyna to jeden powód przez który Unlimited Love wam się nie podoba- ciągłe strzelaniny, grożenie, szpital, śmierć.
Już tydzień temu zrozumiałam, że to jest rutyną, nudne… Przez prawie rok zalewałam was głupimi wpisami o miłości, śmieciach i tak dalej nie myśląc co wy o tym myślcie. I może ta notka jest głupie, bez sensu, idiotyczna ale chcę wam jakoś przekazać, że staram się napisać coś innego bez tej rutyny. Kiedy napisała do mnie jedna z czytelniczek, to zabolało… Wytknęła mi wszystko, co sądzi o Opowiadaniach o tym jakie dziecinne jest moje pisanie. Niestety kiedy zaczynałam miałam dwanaście lat, teraz mam prawie czternaście. I chcę wam napisać, że pisanie to jest jednak to co potrzebuję w życiu, chcę się z wami dzielić tym. Ale widzę, że dla was jest to nudne. Jeżeli ktokolwiek to czyta niech chociaż napisze co o nich sądzi. Największa krytyka jest dla mnie do przyjęcia. Rozumiem jestem jeszcze dzieciakiem z gimnazjum… Chcę znać wasze opinie na temat mnie, opowiadania, na temat wszystkiego.
I jeszcze jedno, jedna czytelniczka napisałam, że się ,, ZMIENIŁAM” może zmieniłam, zmieniłam pisanie ale to wina mojego otoczenia w jakim jestem, prze ludzi którzy mnie otaczają, przez ich krytyki, przez to, że jestem tam tylko do słuchania a nie do mówienia. Ja tam po prostu w tej grupce osób stoję i słucham.
To tyle z notatki, wiem głupia jest ona ale to jest to co miałam w głowie przez ostatni czas. Proszę napiszcie coś, zwykła kropka wystarczy. Martwię się, że Unlimited Love upada, dobiega czasu kiedy nikt nie chce czytać moich wypocin, choć robię to dla was.
                                         Kocham was, jeżeli ktokolwiek tu jest, Karolina <3    
Ps. Dziękuję za 8323 wyświetlenia ;) 
Ps2: rozdział pojawi się w przyszłym tygodniu, w tym weekendzie muszę nadrobić szkołę :* 
 

piątek, 9 października 2015

Rozdział 162



Karolina
Na ramieniu poczułam coś dużego i zimnego, ta rzeczy szybko mnie obudziła. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Spokojnie.- szepnął mi do ucha Harry
-Nie strasz mnie więcej.- westchnęłam przyciągając do swojej twarzy poduszkę
-Nie chciałem cie straszyć, chciałem tylko powiedzieć, że zrobiłem wszystkim śniadanie tak samo jak tobie.- pocałował mnie w skroń
-Zaspałam?!- zdziwiłam się
-Nie, ale Clarie i Darcy były głodne więc im coś zrobiłem. Ale potem obudziła się Avril i Melisa i tak jakoś wszyło, że zrobiłem dla wszystkich.- zaśmiał się na moją reakcję
-Która godzina?- zapytałam
-Ósma trzydzieści kochanie.- pocałował mnie w czoło
Westchnęłam ponownie. Już się przestraszyłam, że zaspałam…
-Masz.- mój mąż podał mi ubrania
-Dzięki.- ziewnęłam ponownie
Dobrze spałam, choć zło znowu powraca… Może to przez to, że mam obok osobę która mnie kocha najmocniej na świecie, tak samo jak ja tą osobę.
Przebrałam się w wybrane przez Harry’ego ubrania, czyli biały podkoszulek, czarne spodenki i szary sweter. Zagięłam rękawy swetra do łokcia i razem zeszliśmy na dół. Tak jak mówił mój mąż, na stole stało już śniadanie.  On był naprawdę nieprzewidywalny, za to go kocham.
Po zjedzonym śniadaniu udałam się z Harry’m do głównego parku tutaj, miałam się spotkać z Anią przy rzeczce gdzieś w środku. Wolnym krokiem, za ręce szliśmy w wyznaczonym przez Anię kierunku. Colin i Amber zostali z dziewczynkami. Kiedy byliśmy na miejscu ujrzałam tylko jedną osobą na ławce, z wielu miejsc. Ania…
-Ania?- zapytałam
Postać wstała. Tak jak podejrzewaliśmy to była moja przyjaciółka? Sama nie wiem.
-Hej- uśmiechnęła się
-Hej.- odpowiedzieliśmy
-Przepraszam za Malika i Tomlinson’a, oni zachowują się tak od jakiś dwóch lat.- podrapała się po karku
-Przejdź do rzeczy.- mruknął zniecierpliwiony Harry, za co uderzyłam go w ramię
-Chodzi o to, że szukali was, choć tak to nie wyglądało. Chodzi raczej o to, że znaleźliśmy twoją ciotkę we Francji. Ledwo przy życiu… Kazała nam przekazać wam to…- podała mi małą białą karteczkę
Otworzyłam ją i przeczytałam, była we krwi…
Raz, dwa, trzy nie żyje ciotka,
Cztery pięć, sześć nie żyje matka,
Siedem, osiem, dziewięć nie żyjesz ty.
Wyliczanek nam nie brak, tak jak
Ludzi do gangu. Szykuj się na śmierć.
                             Xxx. Biber

On jest chory. Matka nie żyje, chwila co?!
-O co tu chodzi?- zapytałam patrząc na brunetkę
-Przykro mi…- spuściła głowę
Nie, nie… To nie możliwe, zabili moją matkę ?! Nie znałam jej tyle lat, potem nie stąd ni z nikąd się pojawiła a potem ją zostawiłam. Za jakie grzechy ?!
-A Vivi?- zapytałam cicho
-Żyje, ale nie wiem gdzie ona jest. – odpowiedziała
Nagle zadzwonił jej telefon. Rozmawiała z kimś chwilę, a potem się rozłączyła
-Muszę iść, pa.- szybko odeszła
Harry przyciągnął mnie do siebie i zatopił swoje usta w moich włosach. Po moich policzkach spływały łzy. Ja się pytam za jakie grzechy, co ja takiego zrobiłam!? Może zabiłam jakiegoś tam człowieka, ale to on chciał zabić mnie. Moje życie ponownie staje się wielką ruiną, znowu będę musiała walczyć za moją rodzinę. Chciałabym aby było tak jak miałam szesnaście lat. Spokojne życie, bez stresu, planowanie co zrobię na osiemnaste urodziny… A teraz? Mam tylko plan jak uśmiercić siebie, skończyć te nędzne życie. Czasem chciałabym obudzić się, i powiedzieć, że to jeden, dziwny koszmar. Choć i też nie. Dzięki Harry’emu jeszcze żyję, to on trzyma mnie przy życiu. Jest dla mnie jak narkotyk. Uzależniłam się od jego osoby, nie mogę wytrwać kiedy nie ma go obok, nie mogę żyć bez jego dotyku, bez ego ruchów, bez słów które potrafią mnie uspokoić w nawet najgorszej chwili. Takiej jak teraz… Jego kojące ramiona są na sklejanie jednej połowy mojego serca, która została brutalnie zniszczona. Choć moją całą rodzinę mam w sercu, poły jej już nie ma. Tak jak mojego serca, rzeczy która daje mojemu ciału życie. Gdybym miała wybrać te życie a tamte wybrała bym te, bo chciała bym być obok Harry’ego. I jest to może głupia decyzja, ale gdyby nie Harry nie wiadomo co by się teraz ze mną działo. Czy miała bym tak wspaniałego męża jak jego, czy miałabym tak wspaniałe dzieci jak teraz? Nie. Ale w tedy miała bym normalne życie, bez żadnych zabójstw, bez Bibera.
-Wracajmy już.- powiedziałam po bolącej ciszy
-Dobrze.- szepnął całując mnie w czoło
Wolnym krokiem szliśmy do czarnego Range Rover. Mój mąż pomógł wsiąść mi do auta, i sam je okrążył i wsiadł. Nałożył na swój nos czarne okulary przeciw słoneczne, włożył klucze do stacyjki i ruszył auto. Między nami panowała cisza, Harry wiedział, że potrzebuję teraz chwili aby bić się ze swoimi myślami. Patrzyłam za okno, gdzie była piękna pogoda. Pamiętam, że gdy byłam mała chciałam tu przylecieć z babcią po śmierci jej męża, a mojego dziadka. Była załamana, zwiedziła cały świat licząc też Afrykę. A ja oglądałam tylko zdjęcia, a chciałam być obok niej i poznawać cały świat. Teraz mi się to udaje, ale to tylko przez ucieczkę przed gangiem Bibera. Jestem ciekawa co się dzieje z Cassidy, czy ona żyje, a może nie? To było jedno z wielu pytań, na które brakowało mi odpowiedzi. Victoria, moja kuzynka która uciekła z domu w wieku piętnastu lat. Niestety jaki los, takie i życie się jej trafiło. Trafiła do rodziny alkoholików. Musiała bronić swojej młodszej siostry, która miała zaledwie pięć lat. Razem uciekły, trafiły do mojej ciotki. A teraz? Ciotka nie żyje, i nie wiem gdzie jest Vivi i Mal. Ale gdyby tak się głęboko zastanowić, co by było gdyby oni w tedy nie zapukali do moich drzwi, Harry by mnie nie pocałował, nie poleciałabym z nimi do Londynu i nie poznała co to jest życie? Nie wiem, ale wiem jedno…. Kocham go ponad życie, i nic tego nie zmieni. 
***
Rozdział krótki i dziwny. Ale niestety szkoła niszczy moje plany na rozdziały. Dziękuję za 8075 wyświetleń. I już niedługo dokładnie dwudziestego piątego listopada będzie coś ważnego, może ktoś wie co. A jak na razie do kolejnego rozdzialiku ;*
 
 Ania i Karolina <3

środa, 7 października 2015

Słuchajcie!

Mam już problemy z trzech przedmiotów bo w każdym mam jedną jedynkę( tak no rzecz do chwalenia). Chodzi o to, że będę musiała chodzić na korki z tych przedmiotów i jest tak, że we wtorki kończę po ośmiu lekcjach, choć mam tylko sześć, ale mam korki z tych dwóch. I w czwartki też kończę po ośmiu lekcjach. I teraz przechodzę do rzeczy. Chodzi o to, że jak ja mam pisać rozdziały kiedy po tych ośmiu godzinach muszę jeszcze odrobić lekcje i tak dalej... Więc niestety nie wiem kiedy będę dodawała rozdziały ale obiecuję, że będą się one pojawiały minimum dwa razy w tygodniu a jak mi się uda to trzy razy. I to tyle a tak to do piątku ( postaram się) ;*

wtorek, 6 października 2015

Rozdział 161



Karolina
 
Kiedy otworzyłam drzwi, znieruchomiałam… Moim oczom ukazała się Dominika, Zayn, Niall, Liam, Louis, Ania i jakiś facet. Nie wiedziałam co zrobić… Czy ich przytulić, czy wydrzeć się, że dopiero teraz nas szukali i trzasnąć drzwiami przed ich nosami. Jednak Ania szybko zniszczyła mój drugi plan i mnie przytuliła. Tęskniłam za nimi, ale dlaczego tak późno nas znaleźli? Jeżeli nas w ogóle szukali…
Wpuściliśmy ich do domu. Avril zabrała dzieciaki na górę. Usiadłam na kolanach mojego męża, i czekałam co oni nam powiedzą.
-No i co macie do powiedzenia?- zapytał Colin
-A mamy coś do powiedzenia? Szukaliśmy was trzy lata, a was nigdzie nie było.- prychnął Malik
-Szukaliście, no i co jeszcze? Hm? Trzy lata się nigdzie stąd nie ruszaliśmy, i tyle wam to zajęło?- zaśmiał się Harry
-Myślicie, że tak łatwo pozbyć się ludzi Bibera z pięt?- warknął Louis
-My daliśmy radę uciec.- prychnął Colin
Było dziwnie. Między nami panowała nienawiść, niezręczność… Dlaczego oni tacy byli dla siebie? Przecież nas szukali, ale Zayn czy Louis nie są nam równi. Są jeszcze gorsi.
-Od razu ze ślubu, a my mieliśmy ich ciągle na ogonie.- mruknął Niall
-Bo chcę aby moja rodzina była bezpieczna.- warknął Harry
-Rodzina? Mówisz tylko o swojej żoneczce, jednym biologicznym dzieciaku, dziewiętnastoletniej morderczyni i trzyletniej córce Payne? – prychnął Malik
-Przestańcie! Zachowujecie się jak dzieci, które zabrały sobie zabawki i teraz chcą je odzyskać! Myślałam, że normalnie porozmawiamy. Ale nie, między wami jest tylko nienawiść. Jak tak dalej ma być, to lepiej stąd idźcie.- prychnęłam
Zeszłam z kolan mojego męża i poszłam na górę, mam dosyć Malika i tego wszystkiego.
Harry
-Wyjdźcie.- warknąłem
-A co jeśli nie?- zaśmiał się Malik
-Rozstrzelamy wam łby.- prychnął Colin sięgając do paska od spodni, trzyma jeszcze broń przy sobie? Ja mam w szafce…
-Jak sobie chcecie.- warknął
Wszyscy wyszli, a ja wziąłem do ręki jakąś figurkę i rzuciłem o ścianę. Usłyszałem pisk, a po chwili zobaczyłem moją żonę, a za nią małą Clarie. Wystraszyła się. I co Styles, coś ty zrobił?! Clarie szybko uciekała, a moja żona pokręciła głową i poszła za nią. Znowu wszystko się wali…
-Idź do nich.- powiedział Colin
Westchnąłem i wolnym krokiem wszedłem po schodach, drzwi do pokoju mojej najmłodszej córki były zamknięte. Przystawiłem ucho do białych drzwi i przysłuchałem się trwającej tam rozmowie.
-Clarie, nie płacz…- mówiła moja żona
-Tata jest stlasny…- szlochała Clar
-Tatuś się tylko zdenerwował.
-Stlasny.
-Zdenerwowany nie oznacza, że straszny.
Nie chciałem dalej tego słuchać. Nie chcę słuchać, tego jaki ja jestem straszny. To jednak bolało, usłyszeć to od córki, choć nie mówiła mi tego w twarz, tylko mojej żonie. Wziąłem butelkę piwa z lodówki i poszedłem na balkon, gdzie usiadłem na ławeczce i zacząłem popijać zimny alkohol. Własne dziecko się mnie boi. Czuję się teraz jakbym był najgorszym człowiekiem na świecie. Gdyby nie ten Malik, Clarie by się mnie nie bała. Zayn wyprowadził mnie z równowagi, jest naprawdę nieznośnym facetem. Mam nadzieję, że moja żona wytłumaczy małej, że to było tylko zdenerwowanie a nie agresja. Naprawdę zależy mi na tym, abyśmy żyli jak wcześniej, żeby Clarie się mnie nie bała. Nagle poczułem ręce wokoło mojego brzucha, Karolina…
-Będziesz musiał z nią porozmawiać jak się obudzi.- szepnęła mi do ucha
-Jestem potworem.- westchnąłem
-Nie jesteś. Jesteś wspaniałym mężem i kochającym tatą. To tylko zdenerwowanie.- powiedziała
-Wmawiaj sobie- warknąłem wstając – Byłem potworem i jestem.
-To ty sobie wmawiasz , Harry. Nie jesteś potworem. I wiedz jedno… Mimo wszystko dalej cię kocham.
Westchnęła i wyszła z balkonu. Jej słowa wiele dla mnie znaczyły Mimo wszystko dalej cię kocham.
Mój skarb dalej mnie kocha, przynajmniej to dobrze wiedzieć. Sam westchnąłem i udałem się tam gdzie spodziewałem się ją znaleźć, do naszej sypialni. Tak jak myślałem, tak było. Moja żona siedziała na końcu łóżka, odwrócona do mnie plecami. Po cichu do niej podszedłem i wtuliłem się w jej plecy. Jej ciało momentalnie się spięło. Spojrzałem na jej dłonie, które trzymały telefon…
Od: Zastrzeżony
Do: Ja
Pamiętasz słowa Luke? A dokładniej
wszyscy, których kochasz wkrótce
będą martwi? Połowa już
wypełniona jeszcze reszta ….
                       XxxB

Zabiję ich. Zabiję za to, że nie dadzą nam normalnie żyć, za straszenie mojej żony…
-Będzie dobrze.- szepnąłem całując ją w czoło
-Nigdy nie było dobrze, i nigdy nie będzie dobrze.- mówiła załamanym głosem- Nigdy nas nie zostawią, a my nie będziemy mieli normalnego życia.
-Będziemy mieli normalne życie, dożyjemy razem spokojnej starości. Będziemy mieli dużo wnuków, mieszkali sami gdzieś na skraju lasku. – całowałem każdy skrawek jej twarzy, po każdym wypowiedzianym słowie
-Jeżeli w ogóle dożyjemy kolejnego dnia.
-Dożyjemy razem do końca, obiecuję ci to.- musnąłem jej usta
Jej telefon ponownie dał o sobie znaki. Poczułem jak jej ciało zaczyna drgać, boi się. Wyrwałem jej telefon z dłoni i odebrałem.
-Czego?!- warknąłem
-Harry, daj mi Karolinę.- usłyszałem głos Ani?
-Ania, co jest?- zapytałem
-Nie mogę długo rozmawiać bo się domyślą, jutro o dziesiątej w parku. Bądźcie tam oboje.- poprosiła i się rozłączyła
-Ania?- zapytała cicho moja żona patrząc na mnie
-Jutro o dziesiątej w parku.- powiedziałem
-Ciekawe po co…- westchnęła
-Nie wiem jutro się przekonamy. A teraz idziemy spać.- zarządziłem
-Muszę się umyć…- zaczęła ale ja przerwałem jej długim pocałunkiem
-Nie idziesz się myć, idziemy spać razem i koniec.- zarządziłem ponownie a ona przytaknęła głową
Zaśmiałem się cicho o pocałowałem czule jej czółko. Zdjąłem z siebie koszulkę i jej ją podałem. Zdjęła swoją niebieską bluzkę i odwróciła się do mnie plecami, co mnie rozśmieszyło. Nadal się mnie wstydzie, moja kruszynka. Nałożyła moją koszulkę i zdjęła swoje spodenki, włosy rozpuściła i usiadła na łóżku. Ja zdjąłem jeszcze moje dresy i usiadłem obok niej, aby po chwili powalić ją na łóżku i zacząć całować jej szyję. Usłyszałem jak chichocze, ma cudowny chichot, cała jest cudowna. Moje dłonie sunęły niżej, aż dotarły do jej tali i zaczęły badać każdy skrawek jej boskiego ciała.
-Kocham cię.- szepnąłem
-Kocham cię.- mruknęła ciągnąc za moje loki a ja cicho westchnąłem z przyjemności
Ona wie co dla mnie dobre, moja kochana. Spojrzałem w jej piwne oczy i pocałowałem w jej słodki nosek. Który moim zdaniem odziedziczyła po niej Darcy.
-Idźmy spać.- zarządziła
-Jak sobie życzysz, kochanie.- pocałowałem jej zaróżowione usta i położyłem się obok niej
Przykryłem nas kołdrą i wtuliłem się w jej ciało. 
***
Kolejny rozdział ;*

niedziela, 4 października 2015

Zakładka

Jak można się domyśleć to tytule powstała nowa zakładka.
A mianowicie Bohaterowie. Będą tam zdjęcia i gify bohaterów
Są tylko wypisani niektórzy z nich, bo reszta będzie
dodawana kiedy dana postać wystąpi w rozdziale.
Przez to możecie poznawać ich wygląd i czasem
sobie coś wyobrazić. No to do wtorku ;*

Rozdział 160



Harry
Przeciągnąłem się i odwróciłem się w stronę mojej żony. Miała taki piękny wyraz twarzy gdy spała, miała lekko zmarszczony nosek, oczy zamknięta, usta delikatnie rozchylone i spokojny oddech. Od kiedy jesteśmy wolni od Bibera i jego gangu, wszyscy śpimy spokojnie. Dotknąłem jej policzka, a moja żona zaczęła coś mruczeć pod nosem. Zaśmiałem się cicho i pocałowałem ją czule w czoło.
-Wstajemy kochanie.- szepnąłem do jej ucha
Zaczęła się chwilę przewracać po łóżku ale po chwili otworzyła oczy, a ja ujrzałem jej piwne tęczówki. Westchnęła i wtuliła się w mój tors. Delikatnie głaskałem jej plecy, a twarz miałem w jej włosach.
-Nie chce mi się wstawać.- jęknęła od niechcenia
-Mi też nie, ale trzeba nakarmić dzieci.- zaśmiałem się całując jej głowę
-Nich Avril sobie i dziewczynkom coś zrobi, jest duża.- ziewnęła
-A potem będziesz narzekać, że jesteś wyrodną matką.
Westchnęła ale podniosła się z łóżka i podeszła do białej szafy, którą od razu otworzyła. Wyciągnęła z niej ubrania i udała się do łazienki. Po kilku minutach i ja wstałem, wziąłem z szafy biały podkoszulek i szare dresy. Ubrałem ubrania i przejrzałem się w lustrze. Tatuaże były nadal takie jak na początku, choć może skóra jest już trochę pomarszczona… Ale jak dla mojej żony nadal jestem seksowny, więc jej wierzę. Po chwili z łazienki wyszła moja żona w krótkich spodenkach, niebieskiej bluzce na krótki rękaw a jej włosy były związane w wysokiego kucyka.
-A ty się dalej tym wyglądem zajmujesz?- zapytała
-Nie.- odpowiedziałem
Ona tylko kiwnęła głową i wyszła przez brązowe drzwi, a ja jak pies poszedłem za nią. Tylko, że ja poszedłem do kuchni, a ona budzić dziewczynki. Nalałem sobie do szklanki wody i oparłem się o blat upijając łyk cieczy. Po kilku minutach do pomieszczenia weszła moja żona, podeszła do mnie i zabrała mi z rąk szklankę i sama upiła trochę cieczy. Wyszczerzyła się do mnie i podeszła do lodówki. Wyciągała z niej potrzebne składniki do zrobienia śniadania. Westchnąłem i poszedłem do salonu, usiadłem na kanapie i zacząłem się bawić obrączką. Tyle lat razem. W środku obrączki napisane było Karolina+ Harry= Forever Love
Tamten dzień był wyjątkowy , Karolina wyglądała pięknie w swojej białej sukni, zawsze wygląda pięknie. Ponownie włożyłem obrączkę na palec. Na moich kolanach usiadła Clarie i patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem, robiąc dziwną minę.
-Co jest Clar?- zapytałem
-Cio to?- odpowiedziała pytaniem na pytanie, unosząc mój palec do góry gdzie była obrączka, uśmiechnąłem się
-Obrączka skarbie.- odpowiedziałem cicho się śmiejąc
-Po cio? – nie ustępowała
-To taka przysięga wiecznej miłości.- mówiłem, śmiałem się
-Śmiej się dalej, a ci twarz wypali!- krzyknęła moja żona a ja się uspokoiłem
-Przepraszam.- odpowiedziałem
-No ja mam nadzieję.- prychnęła
Jak zawsze droczy się ze mną, moja kochana, drobniutka żona… Wstałem z kanapy i razem z Clarie udałem się do kuchni, gdzie na stole stały już gotowe naleśniki. Tylko ona tak dobrze gotuje. Nagle usłyszałem dźwięk przychodzącego esemesa, moja żona spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu i się uśmiechnęła.
-I to ty sprawdzasz czy cię zdradzam.- mruknąłem
-Nie sprawdzam, czy mnie zdradzasz tylko, czy nie ma tam żadnych pogróżek czy coś.- odpowiedziała
-Kto napisał?- zapytałem
-Colin, będą o dwunastej.- poinformowała mnie z uśmiechem
Stęskniła się za bratem, to pewne. Choć tu czasem przyjeżdża to ona i tak tęskni. Do pomieszczenia weszły też Avril i Darcy, bez słowa zasiadły do stołu i zaczęły jeść. Spojrzałem na moją żonę, a ona na mnie. Również usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy spożywać naleśniki przygotowane przez moją żonę.
Po posiłku usiedliśmy na kanapie i oglądaliśmy filmy w telewizji. No prawie wszyscy… Calrie bawiła się z Holly, a Avril przeglądała coś na telefonie. To norma u niej, pisze ze swoim chłopakiem- Matt’em. Porządny chłopak, często do nas przychodzi. Mieliśmy obiad z jego rodzicami, również porządni ludzie. Ojciec jeden z właścicieli wspaniałej firmy, matka adwokatka. Usłyszeliśmy pukanie, Moja żona wstała i wolnym krokiem się tam udała, otworzyła je i widziałem jak przytula swojego brata. Po chwili do salonu wchodzi cała rodzina Hills’ów. Amber, żona Colina i matka pięcioletniej Melisy i sam Colin. Jak facet z facetem podaliśmy sobie dłonie, Amber przytuliłem tak samo jak małą Melisę. Usiedliśmy wszyscy na kanapie, nie zmieściliśmy się razem więc wziąłem na kolana Darcy, a moja żona Clarie.
-I jak tam u was?- zapytała Amber
-Tak jak zwykle, a u was?- odpowiedziała pytaniem na pytanie Karolina
-Dobrze, myślimy o zmianie mieszkania.- mrugnęła a moja żona pisnęła
Razem wstały i udały się do kuchni, zostawiając nas z dzieciakami. Zaśmiałem się cicho, i spojrzałem na Colina.
-Co kolejne dziecko?- zapytałem
-A żebyś wiedział, już dziesiąty tydzień się zaczyna.- westchnął
-Żeś się Colin postarał.- klepnąłem go plecach
-Jeszcze jak bliźniaki będą, to się zastrzelę.
-Ja mam trójkę dzieci, każdy w innym wieku.
-Jedno rodzone, pamiętaj.
-Przecież wiem, ale traktujemy je jak rodzone, na tym samym poziomie są.
-A jak tam u dziewczynek?
-A dobrze, Avril dalej spotyka się z Matt’em, Darcy bawi się z dzieciakami Joe jak zawsze, a Clarie jak to na Clarie przystało tylko ,, Tato, a puścisz mi bajkę? ’’ „Tato a porysujemy razem?” „ Tato, a może pójdziemy na spacer ? ” Szykuj się na takie coś.- zaśmiałem się
-Już tak miałem z Melisą.- westchnął
-Będzie dobrze stary, będziesz się cieszył.- pocieszyłem go
-Miejmy nadzieję, że tak będzie.
-Bo będzie.
Nagle ktoś zapukał, zdziwiłem się. Przecież nikogo nie zapraszaliśmy… Wstałem i podszedłem do drzwi, otworzyłem je ale nikogo tam nie było. Kiedy chciałem zamknąć drzwi ujrzałem małe pudełeczko, o co chodzi? Wziąłem je do ręki i poszedłem do kuchni, a za mną Colin. Postawiłem je na blacie i patrzyłem na moją żonę.
-Co to?- zapytała
-Nie wiem, ktoś podstawił nam to pod drzwi.- odpowiedziałem
-Otwórzmy to.- powiedział Colin
Amber patrzyła na nas z zaciekawieniem, ta, ona o niczym nie wiedziała… Westchnąłem i otworzyłem pudełko. Naszym oczom ukazało się parę zdjęć? Wziąłem je do ręki. Na jednym była cała nasza dawna paczka, a na kolejnym postacie które już nie żyły? Potrząsnąłem głową. Kolejne było gdzie ja i moja żona siedzimy na plaży i obserwujemy nasze dzieci, a potem Dominikę i Zayna ze ślubu? Wrócili… Na końcu była kartka, pusta. Ale kiedy odwróciłem ją ujrzałem napis To jeszcze nie koniec
                                                To nie był jeszcze koszmar.
                                            Koszmar dopiero wam zrobimy.
                                                    Wiecie kto
                                                                   XxxB

-Wrócili…- szepnęła moja żona chowając twarz w dłoniach
Myśleliśmy, że uciekniemy. Myliliśmy się. Podszedłem do mojej żony i przytuliłem, mamy przerąbane. Głaskałem ją delikatnie po plecach, chcąc ją jak najszybciej uspokoić. Nie może się zdenerwować, tak jak było trzy lata potem, bo znowu trafi do szpitala i nie wiadomo jak to się skończy.
-Spokojnie.- szeptałem do jej ucha
Moja bieda, dlaczego to trafiło akurat na nas? Dlaczego nie możemy mieć normalnego życia jak inni? Usłyszałem dzwonek do drzwi. Chciałem tam podejść, ale moja żona mnie wyprzedziła i szybko tam podeszła. Otworzyła je. Kiedy ujrzałem to co ona, zamilkłem…

 



 ***
Tęsknił ktoś za Colinem? Huh, bo ja tak. Może domyślacie się kto zapukał do drzwi? Pewnie tak bo jestem bardzo przewidywalna, ha ha. No niestety ale koszmar rodziny Styles'ów nie dobiegł końca, wracają do początku przygody z Biberem i resztą jego ludzi :/ 
Przepraszam, że w piątek nie pojawił się rozdział, ale byłam zajęta. Wczoraj też więc streściłam się i napisałam dzisiaj, przepraszam was bardzo za to. Mam nadzieję, że nie jesteście źli i ktoś z was nie może się doczekać nexta :) Do  wtorku ;*