wtorek, 6 października 2015

Rozdział 161



Karolina
 
Kiedy otworzyłam drzwi, znieruchomiałam… Moim oczom ukazała się Dominika, Zayn, Niall, Liam, Louis, Ania i jakiś facet. Nie wiedziałam co zrobić… Czy ich przytulić, czy wydrzeć się, że dopiero teraz nas szukali i trzasnąć drzwiami przed ich nosami. Jednak Ania szybko zniszczyła mój drugi plan i mnie przytuliła. Tęskniłam za nimi, ale dlaczego tak późno nas znaleźli? Jeżeli nas w ogóle szukali…
Wpuściliśmy ich do domu. Avril zabrała dzieciaki na górę. Usiadłam na kolanach mojego męża, i czekałam co oni nam powiedzą.
-No i co macie do powiedzenia?- zapytał Colin
-A mamy coś do powiedzenia? Szukaliśmy was trzy lata, a was nigdzie nie było.- prychnął Malik
-Szukaliście, no i co jeszcze? Hm? Trzy lata się nigdzie stąd nie ruszaliśmy, i tyle wam to zajęło?- zaśmiał się Harry
-Myślicie, że tak łatwo pozbyć się ludzi Bibera z pięt?- warknął Louis
-My daliśmy radę uciec.- prychnął Colin
Było dziwnie. Między nami panowała nienawiść, niezręczność… Dlaczego oni tacy byli dla siebie? Przecież nas szukali, ale Zayn czy Louis nie są nam równi. Są jeszcze gorsi.
-Od razu ze ślubu, a my mieliśmy ich ciągle na ogonie.- mruknął Niall
-Bo chcę aby moja rodzina była bezpieczna.- warknął Harry
-Rodzina? Mówisz tylko o swojej żoneczce, jednym biologicznym dzieciaku, dziewiętnastoletniej morderczyni i trzyletniej córce Payne? – prychnął Malik
-Przestańcie! Zachowujecie się jak dzieci, które zabrały sobie zabawki i teraz chcą je odzyskać! Myślałam, że normalnie porozmawiamy. Ale nie, między wami jest tylko nienawiść. Jak tak dalej ma być, to lepiej stąd idźcie.- prychnęłam
Zeszłam z kolan mojego męża i poszłam na górę, mam dosyć Malika i tego wszystkiego.
Harry
-Wyjdźcie.- warknąłem
-A co jeśli nie?- zaśmiał się Malik
-Rozstrzelamy wam łby.- prychnął Colin sięgając do paska od spodni, trzyma jeszcze broń przy sobie? Ja mam w szafce…
-Jak sobie chcecie.- warknął
Wszyscy wyszli, a ja wziąłem do ręki jakąś figurkę i rzuciłem o ścianę. Usłyszałem pisk, a po chwili zobaczyłem moją żonę, a za nią małą Clarie. Wystraszyła się. I co Styles, coś ty zrobił?! Clarie szybko uciekała, a moja żona pokręciła głową i poszła za nią. Znowu wszystko się wali…
-Idź do nich.- powiedział Colin
Westchnąłem i wolnym krokiem wszedłem po schodach, drzwi do pokoju mojej najmłodszej córki były zamknięte. Przystawiłem ucho do białych drzwi i przysłuchałem się trwającej tam rozmowie.
-Clarie, nie płacz…- mówiła moja żona
-Tata jest stlasny…- szlochała Clar
-Tatuś się tylko zdenerwował.
-Stlasny.
-Zdenerwowany nie oznacza, że straszny.
Nie chciałem dalej tego słuchać. Nie chcę słuchać, tego jaki ja jestem straszny. To jednak bolało, usłyszeć to od córki, choć nie mówiła mi tego w twarz, tylko mojej żonie. Wziąłem butelkę piwa z lodówki i poszedłem na balkon, gdzie usiadłem na ławeczce i zacząłem popijać zimny alkohol. Własne dziecko się mnie boi. Czuję się teraz jakbym był najgorszym człowiekiem na świecie. Gdyby nie ten Malik, Clarie by się mnie nie bała. Zayn wyprowadził mnie z równowagi, jest naprawdę nieznośnym facetem. Mam nadzieję, że moja żona wytłumaczy małej, że to było tylko zdenerwowanie a nie agresja. Naprawdę zależy mi na tym, abyśmy żyli jak wcześniej, żeby Clarie się mnie nie bała. Nagle poczułem ręce wokoło mojego brzucha, Karolina…
-Będziesz musiał z nią porozmawiać jak się obudzi.- szepnęła mi do ucha
-Jestem potworem.- westchnąłem
-Nie jesteś. Jesteś wspaniałym mężem i kochającym tatą. To tylko zdenerwowanie.- powiedziała
-Wmawiaj sobie- warknąłem wstając – Byłem potworem i jestem.
-To ty sobie wmawiasz , Harry. Nie jesteś potworem. I wiedz jedno… Mimo wszystko dalej cię kocham.
Westchnęła i wyszła z balkonu. Jej słowa wiele dla mnie znaczyły Mimo wszystko dalej cię kocham.
Mój skarb dalej mnie kocha, przynajmniej to dobrze wiedzieć. Sam westchnąłem i udałem się tam gdzie spodziewałem się ją znaleźć, do naszej sypialni. Tak jak myślałem, tak było. Moja żona siedziała na końcu łóżka, odwrócona do mnie plecami. Po cichu do niej podszedłem i wtuliłem się w jej plecy. Jej ciało momentalnie się spięło. Spojrzałem na jej dłonie, które trzymały telefon…
Od: Zastrzeżony
Do: Ja
Pamiętasz słowa Luke? A dokładniej
wszyscy, których kochasz wkrótce
będą martwi? Połowa już
wypełniona jeszcze reszta ….
                       XxxB

Zabiję ich. Zabiję za to, że nie dadzą nam normalnie żyć, za straszenie mojej żony…
-Będzie dobrze.- szepnąłem całując ją w czoło
-Nigdy nie było dobrze, i nigdy nie będzie dobrze.- mówiła załamanym głosem- Nigdy nas nie zostawią, a my nie będziemy mieli normalnego życia.
-Będziemy mieli normalne życie, dożyjemy razem spokojnej starości. Będziemy mieli dużo wnuków, mieszkali sami gdzieś na skraju lasku. – całowałem każdy skrawek jej twarzy, po każdym wypowiedzianym słowie
-Jeżeli w ogóle dożyjemy kolejnego dnia.
-Dożyjemy razem do końca, obiecuję ci to.- musnąłem jej usta
Jej telefon ponownie dał o sobie znaki. Poczułem jak jej ciało zaczyna drgać, boi się. Wyrwałem jej telefon z dłoni i odebrałem.
-Czego?!- warknąłem
-Harry, daj mi Karolinę.- usłyszałem głos Ani?
-Ania, co jest?- zapytałem
-Nie mogę długo rozmawiać bo się domyślą, jutro o dziesiątej w parku. Bądźcie tam oboje.- poprosiła i się rozłączyła
-Ania?- zapytała cicho moja żona patrząc na mnie
-Jutro o dziesiątej w parku.- powiedziałem
-Ciekawe po co…- westchnęła
-Nie wiem jutro się przekonamy. A teraz idziemy spać.- zarządziłem
-Muszę się umyć…- zaczęła ale ja przerwałem jej długim pocałunkiem
-Nie idziesz się myć, idziemy spać razem i koniec.- zarządziłem ponownie a ona przytaknęła głową
Zaśmiałem się cicho o pocałowałem czule jej czółko. Zdjąłem z siebie koszulkę i jej ją podałem. Zdjęła swoją niebieską bluzkę i odwróciła się do mnie plecami, co mnie rozśmieszyło. Nadal się mnie wstydzie, moja kruszynka. Nałożyła moją koszulkę i zdjęła swoje spodenki, włosy rozpuściła i usiadła na łóżku. Ja zdjąłem jeszcze moje dresy i usiadłem obok niej, aby po chwili powalić ją na łóżku i zacząć całować jej szyję. Usłyszałem jak chichocze, ma cudowny chichot, cała jest cudowna. Moje dłonie sunęły niżej, aż dotarły do jej tali i zaczęły badać każdy skrawek jej boskiego ciała.
-Kocham cię.- szepnąłem
-Kocham cię.- mruknęła ciągnąc za moje loki a ja cicho westchnąłem z przyjemności
Ona wie co dla mnie dobre, moja kochana. Spojrzałem w jej piwne oczy i pocałowałem w jej słodki nosek. Który moim zdaniem odziedziczyła po niej Darcy.
-Idźmy spać.- zarządziła
-Jak sobie życzysz, kochanie.- pocałowałem jej zaróżowione usta i położyłem się obok niej
Przykryłem nas kołdrą i wtuliłem się w jej ciało. 
***
Kolejny rozdział ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz