środa, 30 września 2015

Uwaga!

Nie chodzi o Unlimited Love. Chodzi o to, że założyłam nowego bloga na blogspocie Back off me... To historia nastoletniej Alex i najgorszego gangstera w całej Anglii naszego Harry'ego. Jest to coś lekko podobne do Unlimited Love, ale inne. Tu macie prolog:


Jeden wieczór, zwykłe drzwi, jeden uśmiech. Całe życie Alex  ulega zmianom kiedy do jej drzwi puka ktoś nietypowy, nieznany. Wiele tajemnic, jedna osoba. Ciągła walka o życie. Jeden wypadek, jeden strzał może zmienić wiele. A co dopiero jedna osoba, która może być jej deską ratunku ?

Serdecznie zapraszam tam, no i kolejny rozdział już w piąteczek.
Link do Back off me...:  http://back-off-me.blogspot.com/

wtorek, 29 września 2015

Rozdział 159



Karolina
Od wydarzenia na ślubie minęły trzy lata. Nie kontaktowaliśmy się z naszą ekipą, oni z nami też. Może uciekli, a może nie zdążyli… Avril ma dziewiętnaście lat ale dalej z nami mieszka, Darcy dziesięć, Clarie trzy, ja trzydzieści osiem a Harry czterdzieści chodź na takiego nie wygląda. Mieliśmy duży dom, każda z dziewczynek miała swój własny pokój i co tylko zachciała. Kiedy przyjechaliśmy do Hiszpanii Harry kupił psa dla dziewczynek. Suczkę rasy owczarka niemieckiego i nazwały ją wspólnie Holly. Mamy nowe życie i jest nam lepiej, przez trzy lata nikt nam nie groził, nikt nie ścigał. Zostawili nas w spokoju, oby na dobre. Siedziałam na kanapie i czytałam książkę, kiedy do domu wszedł mój mąż.
-Wreszcie w domu.- powiedział i podszedł do mnie całując mnie w czoło
Harry ma własną firmę, której dobrze się wiedzie. Jest tam tylko dwa razy w tygodniu, ponieważ woli spędzać czas z rodziną. Jego pracownikom to nie przeszkadza, i tak pilnuje ich tam nasz nowy przyjaciel Joe. Zdobyliśmy tu wiele nowych znajomości, ja mam kilka koleżanek a Harry kilka kolegów.
-Nie udawaj, że taki zmęczony jesteś.- zaśmiałam się- Ty i tak tylko grzebiesz w papierach i siedzisz za tym swoim biurkiem.
-Może i tak, ale ile na tych kartkach jest literek i to mi się w głowie po przewracało.- musnął moje usta i szybko wskoczył po schodach
Wstałam z wygodnej kanapy i udałam się do kuchni, trzeba odgrzać obiad dla męża. Wyjęłam z lodówki dzisiejszy obiad czyli surówkę, udko kurczaka i zmienki. Nic wytwornego ale obiad to obiad. Wstawiłam talerz do mikrofali i usiadłam na wyspie kuchennej. Usłyszałam cichy stukot nóżek, po chwili w kuchni stała trzyletnia Clara. Była blondynką, a oczy miała niebieskie.
-Mamo..- przeciągnęła literkę ,,o”
-Słucham córeczko?- zapytałam
-Polysujesz ze mną?- poprosiła
-Oczywiście, tylko odgrzeję tatusiowi obiadek- uśmiechnęłam się a ona skinęła głową
Po chwili wspięła się na krzesło i patrzyła na wejście, wyczekiwała Harry’ego. Zawsze tak robie, gdy czegoś chce, ale musi czekać. Chwilę potem do pomieszczenia wszedł mój mąż. Pocałował Clarie w czoło i podszedł do mnie i musnął mój policzek. Wziął talerz i usiadł do stołu.
-Jak by co będziemy na górze.- powiedziałam
-Jak zjem to tam przyjdę.- posłał nam uśmiech
Weszłyśmy po schodach i udałyśmy się do jej małego królestwa. Ściany były koloru pudrowego różu, meble białe, dużo misiów i zabawek , na środku pokoju biały stolik i naokoło niego poduszki aby było można usiąść. Usiadłyśmy na poduszkach i zaczęłyśmy rysować. Zadanie było takie aby narysować księżniczkę, bawiło mnie to trochę ale czego się nie robi dla własnej córki. Wzięłam ołówek i zaczęłam szkicować głowę, twarz, sukienkę i skończyłam. Clarie spojrzała na mój rysunek a potem na swój, szybkim ruchem podmieniła nasze kartki. Teraz ja miałam jej rysunek, a ona mój szkic. Do pokoju weszła Darcy i Avril.
-Co robicie?- zapytała blondynka
-Jak widać rysujemy.- odpowiedziałam
Darcy usiadła koło mnie i przytuliła się do mojego boku, Avril usiadła obok najmłodszej członkini naszej rodziny i potargała jej włosy jak to miała w zwyczaju. Harry ciągle mi mówił, że chce mieć syna. Że niedługo dzieci zawieziemy do naszych znajomych i spędzimy romantyczną noc, ale minus jest taki, że ja nie decyduję o płci dziecka. Ale zgodziłam się, bo czego się nie robi dla męża. Sama chciała bym mieć syna. Sama dobrze wspominam jak dobrze było kiedy jeszcze Logan żył. Dokładnie pamiętam, że miał sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, ważył trzy i pół kilo, pamiętam jak pierwszy raz zapłakał na Sali, kiedy zawieźli go do Sali i wsadzili do inkubatora aby żył. Pamiętam dzień kiedy przyjechaliśmy z nim do domu, pamiętam też narodziny Darcy, kiedy znaleźliśmy Avril, kiedy adoptowaliśmy Clarie… Nasz ślub, to było marzenie. Harry tak pięknie to wszystko zaprojektował, była to niespodzianka. Może i najpierw byłam wściekła, ale potem szczęśliwa. Ponieważ wychodziłam za człowieka którego naprawdę kochałam i kocham. Do pokoju wszedł mój mąż, a za nim Holly. Od razu mała blondynka rzuciła się w stronę suczki, cicho się zaśmiałam. Harry pocałował mnie w głowę i usiadł obok mnie.
-A może pooglądamy telewizję?- zapytał mój mąż
-Bajki?- zapytała Calrie robiąc maślane oczka
-Bajki.- wyszczerzył się
Mała blondynka szybko wybiegła ze swojego pokoju, zostawiając nas samych. Zaśmialiśmy się i całą czwórką zeszliśmy na dół aby oglądać ulubione bajki naszej córki. Usiadłam obok Harry’ego a ten objął mnie ramieniem i pocałował w skroń.
Nagle zadzwonił telefon mojego męża, wyjął go z tylniej kieszeni spodni. Spojrzałam na wyświetlacz i tam ujrzałam imię mojego brata. Spojrzałam  na niego podejrzliwie a on się zaśmiał i pocałował mnie w nos.
-Chcesz odebrać i zobaczyć czy to twój brat?- zaśmiał się
-A daj, chętnie sobie z nim porozmawiam.- wyszczerzyłam się
Brunet podał mi telefon a ja odebrałam:
-Halo?- odezwałam się
-Hej siostra.- usłyszałam głos brata
Podałam telefon mojemu mężowi.
-Nie zdradzam cię skarbie.- zaśmiał się i pocałował mnie w czoło – No co jest Colin? Czekaj zapytam.- odsunął telefon od ucha- Może przyjechać Colin z rodzinką?- zapytał a ja kiwnęłam głową- Możecie.
Zapomniałam wspomnieć o moim bracie. Znalazł sobie dziewczynę, która ma pięć lat. Znają się z dwa lata i od roku są małżeństwem. Dobrze mu się wiedzie, czasami spotykaliśmy się tu na wakacjach. Nigdzie się nie ruszamy, tu jesteśmy bezpieczni i tak ma zostać. Hiszpania to był najlepszy wybór, nikt nas nie gania, nie grozi. Jest tu nam dobrze.
Kiedy nadszedł wieczór po kolacji położyłam Clarie do spania, i rozeszliśmy się do swoich pokoi. Leżałam na łóżku i czytałam książkę a mój mąż brał prysznic. Może i dobrze, że tak się to potoczyło? Gdyby oni nie zapukali do moich drzwi, nie była bym żoną Harry’ego, nie miałam bym trzech wspaniałych córek i teraz wspaniałego życia. Może i nie było najlepiej kiedy do naszego życia wstąpił ten gang, ale teraz jest lepiej. Możemy żyć spokojnie, teraz liczy się tylko nasza rodzina. Jesteśmy silną rodziną, i tak zostanie. Do pokoju wszedł Harry, a nia biodrach miał tylko biały ręcznik, mój ręcznik…
-Nie masz swojego ręcznika?- zapytałam podnosząc brew
-Twój jest dłuższy i ładniej pachnie
-To wrzuć swój do pralki też będzie tak pięknie pachniał.- zaśmiałam się odkładając książkę
-Jutro- jęknął
Zdjął z siebie ręcznik i nałożył czarne bokserki, po chwili leżał już przy mnie.
-Kocham cię.- szepnął
-Ja ciebie też.- musnęłam jego usta
Brunet jęknął a ja się zaśmiałam, wiem o co mu chodzi…
-Kocham cię, Harry.- zachichotałam i pocałowałam go w noc
Przykryłam się kołdrą i odwróciłam do niego plecami. Zgasiłam światło, które dawała lampka stojąca na szafce nocnej. Po chwili poczułam ręce na mojej tali, zostałam przyciągnięta do torsu mojego męża.
-Dobranoc, skarbie.- szepnął mi do ucha, przygryzając jego płatke
-Dobranoc, kocie.- powiedziałam z uśmiechem na ustach
Mój mąż pocałował mnie w policzek i zatopił twarz w moje włosy, mrucząc przy okazji co mnie rozbawiło.


******
Pierwszy rozdział, trzeciej części jest za nami! To takie wprowadzenie do ich jak na razie spokojnego życia. Nie wiem jak wam się podoba, ale dla mnie jest całkiem całkiem tylko krótki. Ale to trochę wina szkoły i moja... Zbyt dużo zadanych lekcji i moja bo mam czasem okropnego lenia i nie chce mi się pisać. Ale dla was zrobię wszystko. Do piątku :*

sobota, 26 września 2015

Prolog Unlimited Love Prawo Zemsty



Śmierć jest straszna,
Ale nie dla tych,
Którzy odchodzą,
Tylko dla tych, którzy
Zostają…
/Valérie Tasso/

Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na jaki smak trafisz. Właśnie tak kierują się niektórzy ludzie i na dobre im to wychodzi, lecz w niektórych przypadkach to nie działa. Trzeba walczyć o każdy dzień, aby przeżyć. Trzeba bronić się nawzajem, bo rodzina jest najważniejsza. Każdy oddech jest wart tysiące, każdy ruch wart miliony. Rodzina wart jeszcze więcej. Dwoje kochających ludzi przetrwa więcej niż da się pomyśleć. W jednej sekundzie całe życie może się zawalić, i to przez jeden błąd człowieka. Przypadki nie chodzą po ludziach, one chodzą po ulicy i czekają żeby coś zepsuć. Co jest silniejsze broń czy miłość? Jedni powiedzą, że broń, bo przecież można się nią obronić. A inni, że miłość, bo to dzięki niej ludzie są szczęśliwi.
Miłość przetrwa wszystko

A o to prolog trzeciej części, wiem, że jest on może dziwny ale taki ma być. I teraz ważna sprawa. Będę się starała aby rozdziały pojawiały się regularnie we wtorki, piątki i niedziele. Trzy rozdziały tygodniowo to chyba dobrze. Akurat we wtorek mam sześć lekcji a w piątek jakimś cudem pięć więc będę się starać aby było regularnie :) 
Zwiastun :
 https://www.youtube.com/watch?edit=vd&v=ckRZJkPIuwA

Epilog







Harry
Kilka miesięcy potem
Okazało się, że moja żona ma wadę serca. Nie jest to nic poważnego, jednak nie może się za bardzo denerwować, choć jest to trudne w naszej sytuacji. Bierze leki więc jest dobrze. Dzisiaj miał się odbyć uroczysty ślub Dominiki i Zayn’a. Bardzo długo nie byli razem, ale potem zdecydowali, że chcą być razem do końca życia. Zresztą jak ja i moja żona. Piękna, cudowna żona. Moje trzy córeczki również są wspaniałe, kochane i bardzo pomocne. Ubrany w garnitur siedziałem na kanapie i czekałem z Clarie na kolanach na moje trzy większe kobiety.
-Harry, kochanie, widziałeś moje czarne szpilki!?- pytała moja żona na co się cicho zaśmiałem
-Są na dole skarbie.- odkrzyknąłem
-Mamo, pomóż mi!- tym razem Darcy prosiła o pomoc moją żonę
-Lecę córuś!
-Karolina, widziałaś moje białe szpilki?!- Avril jak widać też się pogubiła
-W twojej szafie, ostatnio je tam wkładałam!- odkrzyknęła
-A dobra, dzięki.
-Moje panie szybciej, bo na ślub się spóźnimy!- śmiałem się
-Jeszcze pięć minut!- pisnęła Darcy
Clarie zaczęła ciągać mnie za włosy, a na jej buźce widniał mały uśmiech. Jest bardzo podobna do Amelii, bardzo nam jej brakuje. Ale to choroba ją zniszczyła. Usłyszałem stukot nóg po schodach zeszły moje dziewczyny.
-Dobra, możemy jechać.- powiedziały
Wstałem z kanapy i ruszyłem ku drzwiom. Moja żona zabrała ode mnie Clarie i szła tuż za mną. Otworzyłem samochód i wsiadłem na miejsce kierowcy, obejrzałem się od tyłu. Moja żona wsadziła najmłodszą członkinię naszej rodziny do fotelika i dała jej ulubionego misia. Po chwili siedziała na miejscu pasażera w lekko różowej sukience, włosy miała spięte w koka, lekki makijaż na twarzy , w uszach wiszące złote kolczyki, na szyi złoty naszyjnik z sercem, który dostała ode mnie i na nogach czarne szpilki.  
Po ceremonii ślubnej udaliśmy się do ogrodu gdzie odbyło się przyjęcie. Dojadałem tort, pokrojony przez młodą parę. Oczywiście pilnowałem mojej rodziny. Avril rozmawiała z jakimś chłopakiem w jej wieku, Darcy bawiła się z innymi dziećmi a moja żona stała z Clarie i rozmawiała z Anią oraz Dominiką. Były bardzo pochłonięte rozmową. Moi kumple podeszli do mnie i poklepali po plecach.
-Do Styles tak sam stoisz?- zapytali, a ja kiwnąłem głową w stronę mojej żony- A, żona ciebie zostawiła a ty zajadasz się ciastem.- zaśmiali się
-Bardzo śmieszne, niech rozmawia nie widziały się dwa miesiące kiedy wy gdzieś wyjechaliście a Ania tylko mieszkała z nami. Więc dla mnie może gadać cały wieczór.- powiedziałem
Nagle usłyszałem krzyk, a potem strzał. Spojrzałem w kierunku mojej żony, wpatrywała się w jakąś kobietę z nożem w brzuchu . Szybko wziąłem na ręce Darcy i podbiegłem do mojej żony.
-Uciekamy.- warknąłem a ona kiwnęła głową
Biegliśmy w kierunku samochodu, uciekając od strzelaniny która tam się zrobiła. Szybko całą rodziną wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy z piskiem opon.
-Kurwa, myślałem, że nas zostawili.- uderzyłem dłonią w kierownicę
-Ja też, ale jak widać nie.- westchnęła moja żona trzymając Clarie
-Kup bilety lotnicze, wylatujemy.- powiedziałem do żony
-Do kąt ?- zapytała wyjmując telefon z torebki
-Do Hiszpanii, nasz stary dom we Francji sprzedamy. Nie możemy tam wrócić.
Blondynka kiwnęła głową i zaczęła wstukiwać coś w telefonie. Spojrzałem w lusterko czy nikt za nami przypadkiem nie jedzie, na szczęście tak nie było. Na drodze nie było samochodów, co było dosyć dziwne ale nie zwracałem na to uwagi. Kiedy dojechaliśmy do domu szybko tam wbiegliśmy i zaczęliśmy się pakować. Córki już wiedziały co się dzieje, i wiedziały dokładnie co robić.
-Mamy lot za godzinę, to najszybszy jaki może być.- powiedziała moja żona zamykając ostatnią walizkę, jaką spakowała
Podszedłem do niej i przytuliłem chowając twarz w jej włosach. Znowu wszystko musiało się spieprzyć, nie może być normalnie!?
-Kiedy ten horror się skończy?- zapytała cicho
-Nie wiem skarbie, ale miejmy nadzieję, że w Hiszpanii nas nie znajdą i będziemy mieli normalne życie jak wcześniej.- pocałowałem ją w czoło
-Oby nic nie było naszej ekipie.
-Na pewno nie będzie, są silni i wiedzą co robić.
Zniosłem walizki i spakowałem je do bagażnika. Wszyscy domownicy się przebrali póki mieli czas i usiedli na kanapie.
-Jedźmy już.- powiedziałem
Wszyscy wstali i skierowali się do samochodu. Przygotowani ruszyliśmy w kierunku lotniska. Widziałem jak po policzkach mojej żony spływają łzy, delikatnie dłonią pozbyłem się ich i złapałem jej dłoń. Wargami dotknąłem wierchu jej dłoni.
-Będzie dobrze.- szepnąłem
-Miejmy nadzieję.- westchnęła
Kiedy dojechaliśmy do lotniska sprawnie przeszliśmy do samolotu. Dziewczynki siedziały przed nami . Pocałowałem moją żonę w skroń, na co się uśmiechnęła.
-Kocham cię.- szepnąłem do jej ucha
-Kocham cię.- musnęła moje usta i się uśmiechnęła
Samolot wystartował, a moja żona spojrzała przez okno.
-Żegnaj Londynie.- powiedziała cicho, ale słyszalnie
Słowa Luke na zawsze zostały mi w pamięci: Wszyscy których kochasz wkrótce będą martwi
Wiedziałem, że mówił prawdę. Ale tak się nie stanie z moją rodziną, poświęcę nawet za moje dziewczynki życie.
Wiem jedno, że rodzina jest najważniejsza.

Moje ramię będzie zawsze przy tobie
jeśli kiedykolwiek zechcesz płakać
wszystko będzie dobrze
bo zawsze będę cię kochać
aż do dnia w którym umrę

I takim cudem doszliśmy do końca drugiej części. Jeszcze dzisiaj wstawię prolog i zwiastun trzeciej a jutro spróbuję rozdział. Ale pisze, że spróbuję bo mam w czwartek sprawdzian z geografii a w poniedziałek kartkówkę z chemii. 

Wiadomość

Słuchajcie z powodu iż nie mam już pomysłów na drugą część, zakończę ją. Ale będzie trzecia. Po prostu druga część się szybciej skończy, a wynagrodzę wam trzecią większą obecnością. Jeżeli ktoś tu jest. Wiem, że długo mnie nie było. Ale to wina gimnazjum, początek roku, prace domowe, wymagający nauczyciele, kartkówki, sprawdziany a czasem weekendy spędzam w stajni aby odpocząć. Lecz teraz przysięgłam sobie, że wam wynagrodzę tą nieobecność trzecią częścią. Zwiastun jest gotowy. Napiszę Epilog drugiej części i jeszcze dzisiaj albo jutro rozpocznie się trzecia. Czyli dalsze historie Harry'ego, Karoliny, Avril, Darcy i Clarie. Miejmy nadzieję, że się wam spodoba i ktoś tu jest i , że nie macie mi tego za złe, że zaniedbałam bloga i robię taki zawrót spraw. Jeżeli tak, piszcie śmiało. Ale musicie zrozumieć, że nie potrafiłam dalej pisać tej części. Robiło to się zbyt nudne, była tam rutyna. Wstają, śmierć czy szpital. Nie miałam w tedy pomysłów, ale teraz będę je miała. Czekam na wasze opinie na wasz temat. Do Epilogu i kolejnego rozdziału. Kocham was, autorka :*

czwartek, 10 września 2015

uwaga!

Przepraszam ale rozdział się dzisiaj nie
pojawi, ale jutro tak. Muszę jechać z
moim psem do weterynarza, i mam konie
i nie mam czasu. A jutro mam 5 lekcji i
dam radę. jeszcze raz przepraszam i do jutra :*

wtorek, 8 września 2015

Rozdział 158



 
Rano obudziłem się sam w łóżku, czego bardzo nie chciałem. Chciałem się obudzić obok mojej pięknej żony, którą kocham ponad życie. Podniosłem się i spojrzałem na zegarek, dziesiąta. Wstałem z łóżka i ubrałem szare dresy i białą koszulkę. Zszedłem po schodach , a w kuchni ujrzałem moją żonę opierającą się o blat i karmiącą Clarie po przez butelkę, Avril i Darcy jadły śniadanie z uśmiechami na twarzach.
-Śniadanie masz na blacie.- powiedziała moja żona
Posłałem jej uśmiech i wziąłem talerz po drodze całując ją w czoło, usiadłem przy blacie i zacząłem jeść.
-Trzeba kupić nowy samochód co nie ?- zapytała Avril
-Ta, ale najpierw pojadę do kogoś w odwiedziny.- powiedziałem szybko zjadając jajecznicę
-Nie jedziesz do Malika!- warknęłam moja żona patrząc na mnie wrogo
-Skąd wiesz, że chcę jechać do Malika ?- zdziwiłem się
-Znam cię zbyt długo, nie pojedziesz do niego i koniec.
-A jak pojadę ?
-To chcę rozwodu.- powiedziała a ja zakrztusiłem się jedzeniem
-Co?!- wstałem od stołu
-To co słyszałeś, ostrzegam. – wyszłam z pomieszczenia a ja usiadłem na krześle i oparłem głowę o stół
-Co kłopoty w małżeństw?- zapytała Avril
-Cicho już bądź.- warknąłem
Jak to weźmie rozwód ?! Przecież jesteśmy razem tyle lat, a ona mówi mi od tak, że jeżeli pojadę do Malika to weźmie ze mną rozwód . Muszę z nią porozmawiać, nie mogę dopuścić do rozpadu tego co tyle lat razem tworzyliśmy . Szybko skończyłem posiłek i poszedłem do salonu gdzie siedziała moja żona z Clarie na rękach.
-Nie mówiłaś tego naprawdę.- powiedziałem siadając naprzeciwko niej
-Mówiłam.- odpowiedziała
-Chcesz zniszczyć to, co tworzymy razem przez te wszystkie lata ?!
-To nie ja to niszczę tylko ty. Wychodzisz kiedy najbardziej ciebie potrzebuje, kiedy dzieci ciebie potrzebują. Ale ty masz to gdzieś ! – wstała
Po chwili do pokoju weszła Avril i wzięła od mojej żony Clarie, i szybko weszła po schodach.
-Kochanie, robie to…- zacząłem
-Robisz to dla naszego bezpieczeństwa, może i tak . Ale pomyśl o tym co czujemy my z dziewczynkami. Ile razy Darcy chciała abyś był przy niej a ciebie nie było, ile razy ja potrzebowałam ciebie. – uderzyła pięścią w stół
Szybko do niej podszedłem i wpiłem się w jej usta, przypierając jej ciało do najbliższej ściany. Chciała mnie odepchnąć ale byłem zbyt silny, ale to zrobiła. W końcu musiała odwzajemnić pocałunek, położyłem dłonie na jej delikatnie zaróżowionych policzkach. Całowałem ją zachłannie, tak jakby był to już nasz ostatni pocałunek ale tak nie było. Kiedy się od niej oderwałem z powodu braku tlenu . Chciałem ponownie ją pocałować ale usłyszałem wybijanie szyb a po chwili strzelanie. Szybko pobiegłem w tamtym kierunku, a za mną moja żona.
-Idź na górę do dziewczyn.- nakazałem a blondynka szybo wypełniła moje polecenie
Stałem w kuchni, okna miały dziury po strzałach z broni- Malik. Szybko podbiegłem do okna, ale nikogo tam nie było. Zemszczę się, ale tak aby nikt się nie dowiedział. Wszedłem po schodach do pokoju dziewczynek, otworzyłem drzwi i ujrzałem moją żonę siedzącą obok małej Darcy, która jest wtulona w jej ramie, Calrie na rękach Avril a szesnastolatka siedzi u drugiego boku mojej żony.
-Co się stało?- zapytała moja żona
-Przestrzelili nam szyby.- mruknąłem siadając obok Darcy
                          P.O.V. Ania
Sama siedziałam w swoim salonie. Czułam się samotna z powodu braku mojego chłopaka czy Amelii. Josh, stracił życie za pomoc nam. Kochałam go, i choć miał mnie zabić wybaczałam mu to wszystko. Amelka, przyjaciółka którą znałam od piątej klasy podstawówki . Nasza piątka bardzo się zżyła. Teraz jest nas tylko trójka, ja, Domi ,Karolina plus jeszcze Cassidy. Dziewczyna która również ryzykuje swoje życie dla nas. Jest mi brak naszych przyjaciół, których nie ma na tym świecie. Teraz mam ochotę tulić się do misia i płakać, może i jest to dziwne ale to moje upodobania. Ale jestem wytrzymała, przez to wszystko co dzieje się muszę być dzielna. Wszyscy się zmieniliśmy, ale nie wiem czy na lepsze czy na gorsze… Czasem czuję się jakbym nie miała serca, kiedy widziałam jak Biber zabijał ludzi miałam to  gdzieś, ale gdy tracę osobę bliską czuję się jakby z mojego serca odpadał kolejny kawałek. Domi radzi mi aby sobie kogoś znalazła, ale nie mogę. Zbyt kochałam Josha, i choć nie ma go na tym świecie czuję, że jest obok mnie i pomaga mi przeżywać każdy dzień, pilnuje mnie abym nie zrobiła nic głupiego, nie zrobiła tego co nasza Karolina, która popełniła samobójstwo. Długo nie mogłam sobie tego wybaczyć, że tamtego dnia nie zostałam z nią w domu, a poszłam z paczką do klubu. W tedy może mogłabym ją uratować, ale zachowałam się jak suka. Brakuje mi tych osób, których nie ma. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi , wstałam i podeszłam patrząc przez wizjer czy ktoś tam jest, ale nikogo nie było. Kiedy otworzyłam drzwi ujrzałam paczkę, z Tokio . Zadzwonił również mój telefon, zastrzeżony. Wystraszona odebrałam.
-White, wiem, że jeszcze mnie nie znasz , ale poznasz i to nie długo.- sprawdziłam skąd dzwoni ta osoba, Tokio
Rozmówca rozłączył się. A ja szybko wybiegłam z domu, paczka wybuchła razem z moim domem a ja poleciałam na chodnik . Mój dom był jedną wielką ruiną, nie wiedziałam kto to. Ale wiem jedno, ta osoba mi za to zapłaci. Nie był to Biber, był to ktoś kogo z moimi przyjaciółmi poznam. I to niedługo.  Wstałam z ziemi i w samych skarpetach udałam się do Karoliny, do której miałam najbliżej. Harry i Karolina, zgodna para. Żadnych kłótni, wyprowadzek czy innych takich. Są dla siebie stworzeni, ich miłość rośnie każdego dnia. Mają trzy wspaniałe córki, choć tylko jedna jest biologiczna . Ale kochają je tak samo mocno, traktują tak samo. Karolina przebaczyła Avril i żyją jak matka z córką. Mała Clarie, Liam jej nie chce, biologiczna matka nie żyje więc Am tylko przybranych rodziców, którzy ją kochają. Kiedy doszłam do domu zapukałam, a drzwi momentalnie otworzyła mi moja przyjaciółka.
-Ania.- przytuliła mnie, a ja odwzajemniłam uścisk- Czemu nie masz butów?
-Wejdźmy do domu wszystko ci wytłumaczę.- poprosiłam
Kiedy weszłyśmy do środka usiadłyśmy w salonie.
-Co się stało?- zamartwiała się
-Dostałam paczkę z Tokio co mnie bardzo zdziwiło, a potem dzwoni ktoś z zastrzeżonego i mówi, cytuję ,, White, wiem, że jeszcze mnie nie znasz , ale poznasz i to nie długo” ta osoba też dzwoniła z Tokio. Mamy kolejnego wroga. I mam pytanie … Mogę u was nocowaćkilka nocy? Ktoś wysadził mi dom w powietrze. – mówiłam
-Zostań na ile chcesz, cichu też ci pożyczę.- uśmiechała się
Po chwili na dół zszedł Harry.
-Co jest?- zapytał stając za kanapą i opierając się o jej oparcie
-Wysadzili dom Ani w powietrze i ktoś do niej dzwonił z Tokio i groził i nie ma domu i może nocować u nas ?- spojrzała na niego maślanymi oczkami
-Może.- zaśmiał się i pocałował ją w czoło , skierował się w stronę kuchni- A rano chciałaś jeszcze rozwodu.- usłyszałam
-Zrób mi herbatę.- poprosiła, a zachowywała się jakby nie usłyszała tego co on powiedział
-Oczywiście.- zaśmiał się
                                            P.O.V. Karolina
Wieczorem kiedy dałam Aniu ubrania do spania, sama położyłam do łóżka czytając książkę Wypowiedz jej imię . Ciekawa książka o Krwawej Mery. Czytania nie przerwał mi nawet mój mąż wchodzący do pomieszczenia , i rzucający się na łóżko.
-Misiu.- jęknął przeciągle
-Słucham?- zapytałam odrywając wzrok od książki, kładąc ją na szafkę obok
-Bolą mnie plecy, pomasujesz mnie?- zrobił maślane oczka, jak ja dzisiaj
Po chwili siedziałam na dole jego pleców i rozmasowywałam jego plecy.
-Niżej.- jęknął z bólu?
-Sam se masuj jak się nie podoba.- prychnęłam ponownie siadając na swoim miejscu, zabierając się za dalsze rozdziały książki
-Misiu!- jęczał – No proszę, misiu !
Po chwili mój mąż wyrwał mi z dłoni książkę, rzucając ja na podłogę.
-Ej! Harry co ty robisz?!- oburzyłam się wstając i podnosząc przedmiot otrzepując go z niewidzialnego kurzu
-Nie interesujesz się mną, to trzeba coś zrobić.- jęczał
-Znowu zaczynasz? Mam ci przypomnieć co mówiłam rano, ja dbam o dzieci a ich ojciec jakoś nie za bardzo. – fuknęłam
Wzięłam poduszkę i kołdrę i wyszłam z pokoju.
-Gdzie idziesz?- zapytał wychodząc za mną
-Do gościnnego, nie mam zamiaru spać z tobą.- warknęłam zamykając drzwi na klucz
Rzuciłam pościel na łóżko a sama usiadłam przy oknie wyglądając za nie. Słyszałam jak Harry pukał do drzwi, chciał abym otworzyła. Ale nie chciałam z nim rozmawiać na ten temat, choć to sama ja go stworzyłam. Ale to jest prawda. Ja siedzę z dziećmi najwięcej, a on ciągle gdzieś jeździ, jest to bardzo męczące. Więc powiedziałam mu albo rozwód albo jest super tatą.
-Dobranoc misiu.- usłyszałam jego szept z pod drzwi
Sama chciałam mu powiedzieć dobranoc ale się powstrzymałam. Może powinniśmy zrobić sobie przerwę, niektórzy tak robią i podobno związki się wzmacniają. Nie wiem co jest właściwe, to wszystko już mnie wykańcza. Kiedy urodziła się Darcy , Harry był wzorowym ojcem, obchodził się z naszą córką jakby była za szkła, dbał o nią, tulił, kochał ponad wszystko jak mnie. A teraz ważniejsze są wyjścia niż rodzina. Jego oczkiem w głowie była nasza córeczka, a teraz ? Nie wiem, nie wiem co on myśli, choć bym chciała. Poczułam uścisk w podbrzuszu, a po chwili chęć wymiotowania. Szybko wstałam i pobiegłam do toalety, która była w pokoju. Ukucnęłam przy ubikacji i czekałam aż zwymiotuję , choć nic takiego nie miało zajścia. Po prostu klęczałam tam, dalej czując odruchy wymiotne. Ale nic więcej. Usiadłam pod ścianą, łapiąc się za bolące miejsce. Chciałam bym teraz zawołać mojego męża, ale obawiałam się tego, że mnie nie usłyszy. Że nie usłyszy tego, że potrzebuję go teraz, potrzebuję obok mnie. On pomógł by mi jakoś, ale jestem suką i chcę radzić sobie sama. Ból podbrzusza nie ustawał, a ja czułam się coraz gorzej. Chciałam wstać, ale ból który mi towarzyszył nie pozwalał na żaden ruch. Siedziałam tak pod ścianą, czekając aż straszliwy ból ustąpi. Przymknęłam oczy chcąc aby to się skończyło, aby nawet moje życie się skończyło. Moje życie to jedna wielka ruina, gdyby nie moja rodzina to załamałabym się. Ja nie mam przyjaciół, ja ma rodzinę. Rodzinę którą kocham ponad życie, osoby z którymi jestem związana, Ania, Domi, Lou, Liam, Niall, Harry, Avril, Darcy, Clarie itd. Wszyscy bliscy to moja rodzina. Nie chcę ich tracić, a tracę . Dzieje się to tak szybko, wszyscy tak szybko odchodzą, że czasem nie da się z nimi pożegnać bo ich serca przestają funkcjonować, ciała stają się zimne, nieruchome, mózg również przestaje funkcjonować a powieki zamykają się na zawsze. Oglądanie czegoś takiego to dla człowieka horror, widzi jak osoba bliska znika z jego życia na zawsze a zostaje tylko w sercu . Kiedy otworzyłam powieki znowu poczułam ból, ból klatki piersiowej. Podbrzusze również bolało, ale bardziej martwiłam się o klatkę piersiową. Czułam się jakby ktoś mnie ściskał tak mocno, jakby ktoś chciał skurczyć mi płuca. Złapałam się za serce, które jakby przestało na moment bić a po chwili waliło jak oszalałe. Nie wiedziałam co dzieje się w tej chwili, nie mogłam nic zrobić. Czułam jakbym umierała. Zaczęłam dławić się powietrzem, nie mogłam złapać tchu. Czułam się jak w podstawówce kiedy było trzeba przebiec ileś tam kilometrów i jest się bardzo zmęczonym, tak, że nie można złapać powietrza. Chciałam zawołać Harry’ego, ale nie miałam jak. Kiedy ból klatki piersiowej, oraz bark powietrza ustał wstałam opierając się o zlew. Spojrzałam na swoja twarz. Odeszły z niej wszystkie kolory, byłam cała blada a moje oczy zamglone . Podeszłam do łóżka, kładąc się na nie chcąc jak najszybciej zasnąć.
Rano obudziłam się po ósmej. Wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę naszej sypialni. Harry’ego tam nie było, czyżby gdzieś wyszedł ? Przebrałam się w czarne legginsy i białą koszulę. Zeszłam na dół gdzie poczułam zapach naleśników, zaczęłam się rozmarzać, ze to mój mąż stoi tam i robi naleśniki całej rodzinie. Ale czy jest to możliwe ? Kiedy po kryjomu zajrzałam do kuchni ujrzałam dziewczynki siedzące przy stole , zajadające się naleśnikami a mój mąż miał na rękach małą Clarie, którą karmił różową buteleczką. Szybko schowałam głowę za ścianę i złapał się za serce, czując … szczęście? Tak to właściwe określ, mój mąż zaczął dbać o rodzinę. On cały czas o nią dbał… Idiotko. Powiedziała moja podświadomość. Miała rację, on dbał o nas. Ale dla nas to było za mało? Sama nie wiem… Wzięłam głęboki wdech i weszłam do kuchni, przywitałam wszystkich delikatnym uśmiechem. Mój mąż podszedł do mnie i przytulił całując w głowę.
-Przeszło ci ?- zapytał cicho
-Chyba tak.- mruknęłam w jego ramię na co on zachichotał
Nagle znowu poczułam ten ból co w tedy . Nie mogłam złapać powietrza, klatka piersiowa, serce, głowa, ciemność, strach … Jedyne co usłyszałam to moje imię wykrzyknięte po przez Harry’ego, a potem nie widziałam nic… Tylko nicość w której się cierpi. Czy ja umieram? Czy to koniec mojej historii? Nicość, idę w jej stronę… 

No to się porobiło... Oni są słodcy ! Kochają się. Ciekawi was co się dzieje Karolinie? Mogę was zapewnić, że nie jest to ciąża. To do czwartku . Mam nadzieję, że rozdział się podoba :) 

czwartek, 3 września 2015

Przepraszam !

Jak mówi tytuł przepraszam , za moją długą nieobecnosć
ale wiecie wakacje i teraz jeszcze rok szkolny ...
Ale teraz zmieni się dodawanie postów tutaj .
Rozdziały będę starała się dodawać reguralnie
we wtorki, czwartki i soboty i może nawet niedziele.
Ale niedzieli nie gwarantuję . Teraz jestem w 1 klasie
gimnazjum i mam dużo do roboty . Mam nadzieję, że
ktoś tu jeszcze jest i czyta opowiadania , które
są ważną cząstką w moim życiu . I tak jak by co to
Harry ma 38 lat
Karolina 35 lat
Avril 16 lat
Darcy 7 lat 
Jakby co możecie pytać mnie śmiało o wszystko,
odpowiem na każde pytanie . A jeśli nikt nie chce
pytać to nie . Do soboty :)

Rozdział 157



 
Harry i dziewczynki pojechali do domu, na moją prośbę. Ja zostałam z małą Clarie. Bardzo przypominała mi Amelie, której bardzo mi brakowało . Patrzyłam jak mała śpi w szpitalnym łóżeczku, ja natomiast siedziałam na szpitalnym krześle . Chciałam aby ktoś bliski mnie przytulił, ale nie było tu nikogo bliskiego. Chciałam być koło mojego męża, które teraz siedzi z naszymi córeczkami . Usłyszałam ciche pukanie a po chwili do Sali wszedł Liam, kucnął przy łóżeczku gdzie była jego córka której nie chciał.
-Dlaczego jej nie chciałeś ?- zapytałam cicho
-Za bardzo przypomina mi Amelie, nie chcę mieć nikogo takiego w pobliżu.- powiedział
-A pomyślałeś co by było gdyby ja i Harry nie zgodzili się nad opiekę nad Clarie ani nikt inny !? Co byś zrobił , oddał ją do domu dziecka , wychowywała by się jako sierota ?!- warknęłam a w tym momencie obudziła się mała
Szybko podeszłam do łóżeczka i wzięłam ją na ręce .
-Teraz będziesz mi całe życie mówić, że to moje dziecko i powinienem się nim zająć ?!- uderzył ręką w szafkę szpitalną
-Nie, bo wiem , że nie zrobił byś tego . Zapomnij o tym ,że jesteś jej ojcem. Po porostu żyj.- mruknęłam dając kruszynce mleko z butelki
-To była wpadka, i więcej nie powtórzę tego błędu .
-Nic mi do tego, wpadka to wpadka. A teraz wyjdź .- warknęła widząc jak lekarz kieruje się w stronę Sali w której byłam z Calrie
On wyszedł a lekarz wszedł patrząc złowrogim spojrzeniem na Payne . Kiedy spojrzał na mnie szeroko się uśmiechnął .
-Widzę, że wczuła się już pani w rolę ,matki Clarie. – powiedział – Wyniki dziecka są dobre, więc sądzę, że może ona dzisiaj wyjść.
-No to dobrze- delikatnie się uśmiechnęłam
-Zaraz pójdę po wypis dla małej Clarie i wyjdziecie stąd szybciej .
Wyszedł a ja zadzwoniłam do mojego męża informując go o tym aby on przyjechał po mnie i swoją przyrodnią córkę . Siedziałam na krześle, znowu . Z małą blondynką na rękach i wpatrywałam się za okno. Padał deszcz, było zimno ale to jesień czego można się spodziewać … Kiedy tak się wpatrywałam ujrzałam jak idzie mój mąż i nasze dwie córeczki . Kocham moje trzy dziewczynki tak samo, Avril chociaż chciała mnie zabić , zniszczyć . Dary którą urodziłam siedem lat temu kiedy byłam z Harry’m . I teraz malutką Clarie , której matką była Amelia i jej ojciec nie chce jej znać . Harry chce mieć bardzo synka a ma trzy córki które kocha również mocno jak ja . Uśmiechnęłam się kiedy cała trójka weszła do szpitala. Harry postanowił, że to on ubierze Clarie na wyjście ze szpitala . Ja przytuliłam moje dwie córki i pocałowałam w czoła. Dacry ciągle trzymała mnie w pasie i tuliła się do mojego boku . Była mieszanką nas dwojga, włosy kasztanowe jak jego , oczy brązowe jak moje , nosek jak Harry uśmiech również jego. Cieszyłam się, że mam całą moją czwórkę . Kiedy Harry ubrał Clarie posadził ją w nosidełko i podszedł do mnie i pocałował w usta . Odwzajemniłam pocałunek, ale czy Harry był by sobą gdyby nie uszczypnął mnie w pupę ? Nie. Widziałam jak Avril zaczęła się śmiać, razem z Darcy .  Mój mąż wziął nosidełko do rąk i wyszliśmy z tego okropnego miejsca zwanego szpitalem. Wyszliśmy na dwór Harry wsadził nosidełko na miejsce fotelika i pomógł zapiąć pasy Darcy . Usiadłam z przodu , a Harry ruszył. Podczas jazdy złapał moją dłoń na co się uśmiechnęłam.
-Kiedy Clarie będzie większa wracamy do Francji.- powiedział- Tam będzie dla was bezpieczniej.
-Chciałeś chyba powiedzieć dla nas wszystkich.- poprawiłam go z lekkim uśmiechem mając nadzieje , że to pomyłka w wymowie
-Nie chodzi tu o moje bezpieczeństwo tylko o wasze. – zaprzeczył
-A mi chodzi też o twoje bezpieczeństwo.- szybko zabrałam dłoń z jego a na twarzy loczka widziałam niepewność
Resztę drogi nie odzywaliśmy się do siebie, kiedy dojechaliśmy do domu rozebrałam Clarie do piżamki i usiadłam z nią na kanapie . Bardzo chcę aby ten koszmar się już skończył , abyśmy tworzyli cudowną rodzinę . Na kanapie usiadł Harry , patrzył na mnie z powagą.
-Masz rację …- zaczął- Chodzi tu o naszą całą rodzinę i przyjaciół , których mamy w około . Ale wiesz dobrze, że martwię się o was . Jesteście jedyne co mam i nie chcę was stracić.- mówił
-A myślisz, że ja chcę stracić ciebie ? Nie , nie chcę . Wiesz, że każdemu z nas jest ciężko ze stratami osób bliskich które odchodzą w szybkim tempie. A ja nie chcę stracić ciebie. – pocałowałam go w policzek
On się uśmiechnął i pocałował mnie w głowę.
                                 P.O.V. Dominika
Siedziałam na kanapie u Ani z Cassidy . Ania patrzyła wszędzie aby nie rozmyślać o tym co dzieje się na około. Z Liam’em i Zayn’em straciłyśmy kontakt kilka dni temu , od tej pory przychodzi do nas Niall czy Louis . Próbują poprawić nam humory co im nie wychodzi. Śmierć Amelii nas tylko dobiła, nikt nie chciał widzieć jej córeczki ponieważ załamał by się jeszcze gorzej . Siedziałam tak samo jak Ania do chwili kiedy zadzwonił mój telefon , spojrzałam na wyświetlacz- Karolina …
-Halo?- odebrałam
-Hej, może chcieli…- zaczęła
-Nie, nikt nie chce widzieć was ani Clarie, jasne ?!- wykrzyczałam do telefonu a w zamian usłyszałam ciszę
-Nie chodziło mi o to, ale dzięki za szczerość.- powiedziała i się rozłączyła, w jej głosie usłyszałam żal, smutek i niepewność
Zachowałam się nie za dobrze w stosunku do niej. Ale jestem po prostu rozdrażniona tym wszystkim co dzieje się dookoła.
-Kto dzwonił ?- zapytała Ania patrząc na mnie zaszklonymi oczami
-Karolina.- odpowiedziałam
-Co chciała?- dopytywała
-Nie wiem, nie dałam jej powiedzieć.- odpowiedziałam a ona kiwnęła tylko głową i powróciła do rozglądania się po mieszkaniu
Zadzwonił mój telefon po raz drugi… Colin. Czego teraz on chce ?!
-Czego ?!- warknęłam do słuchawki
-Smith nie żyje.- powiedział
-Jak to ?!- zdziwiłam się
-Biber go zabił, pokłócili się i go zastrzelił. Tyle wiemy, dzięki za miłe powitanie.- mruknął i się rozłączył
Wzięłam głęboki wdech i poszłam do kuchni, usiadłam przy blacie i przyłożyłam głowę do blatu kuchennego . Nie rozumiem tego pierdolonego świata, nie rozumiem dlaczego mści on się tak na mnie. Może zabiłam kilka osób ale byłam pod wpływem jakiejś trucizny Bibera . Smith, Amelka, Karolina i Josh nie żyją. W końcu zabiją każdego z nas albo sami zrobimy to za nich. Usłyszałam trzask drzwi a po chwili poczułam broń przy skroni.
-Cześć skarbie, tęskniłaś ?-usłyszałam głos Malika
-Spierdalaj.- mruknęłam
-Mhm, nie po to tu przyszedłem.- schował broń do kieszeni- Chcesz patrzeć na to dziecko Ameli ?- zapytał
-No nie, ale o czym ty mówisz ?- zdziwiłam się
-Mam plan aby je zabić, nikt nie będzie musiał oglądać tego bachora .- mówił
-Nie, nie możesz tego zrobić !- krzyknęłam- Nie możesz zabic kolejnej osoby z tej rodziny !- uderzyłam go w twarz
Może nie chciałam oglądać Clarie, ale nie mogli jej zabić. Przecież ta mała istotka to podobizna Amelii, jej córka. Nie dam mu tego zrobić, nie zabije mojej siostrzenicy !
-Niby dlaczego ?- wybuchł nie do opanowania śmiechem
-Bo to moja siostrzenica i nie zrobisz tego.
On się tylko chytrze uśmiechnął i wyszedł , a ja w głowie przetwarzałam to co właśnie się stało.
                              P.O.V. Harry
Siedziałem spokojnie w salonie i czekałem aż przyjedzie moja żona, która usypiała małą Clarie. Dziewczynki dobrze przyjęły wieść, że będzie ona z nami mieszkała. Może i nie jest ona moją biologiczną córką ale ją kocham . Mimo , że znam ją jeden dzień , to kocham tą kruszynkę . Usłyszałem skrzyp schodów, a po chwili ujrzałem moją żonę w czarnych rurkach i niebieskiej bluzce . Jaka on jest piękna. Posłała mi jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów i usidła obok mnie kładąc swoją głowę na moim ramieniu .
-I co myślisz o tym, aby pokój gościnny tam we Francji przerobić na pokój dla Clarie ?- zapytałem moją żonę
-Dobry pomysł.- odpowiedziała a jej dłoń splotła palce z moimi
-Wszystko dobrze?- zapytałem
-Tak, w jak najlepszym porządku .- położyła głowę na moich kolanach i patrzyła w moje oczy
Pokręciłem z uśmiechem głową i musnąłem jej usta, szybko zmieniliśmy naszą pozycję na taką, że moja żona leżała pode mną a ja całowałem jej szyję .
-Mamy trójkę dziewczynek, nie przeszkadza ci to?- zapytała cicho chichocząc
-Nie, tworzymy wspaniałą rodzinę a o synka możemy strać się w każdej chwili, nawet teraz.- szeptałem jej do ucha
-Zawsze.- zaśmiała się trochę głośniej
Moje ręce zaczęły błądzić pod jej koszulką, co jej wcale nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, podobało się to jej . Tą piękną chwilę przerwał nam wybuch. Szybko się podniosłem z kanapy i podbiegłem do drzwi.
-Czekaj tu.- powiedziałem i szybko wyszedłem z domu
Moim oczom ukazały się resztki mojego samochodu, który został brutalnie zniszczony . Ktoś go wysadził. Zacząłem przeklinać w myślach. Nagle dostrzegłem małą kartkę przyczepioną do słupa obok. A na niej było napisane
Uważaj na swoją rodzinkę bo
następnym razem możecie być to wy .
                    Xxx.Z.M.
Zayn , pierdolony Zayn . Poznaję jego inicjały, robi to specjalnie aby nas nastraszyć ale mu to nie wyjdzie .
-Co tu się stało , kto to zrobił !? – usłyszałem przerażony głos swojej żony
-Mówiłem żebyś nie wychodziła z domu .- powiedziałem obracając się w jej stronę
-Martwię się , czy to źle !?- zdenerwowała się , oj nie skończy się to dobrze
-Nie, ale prosiłem cię o coś a ty tego nie zrobiłaś .- mówiłem dosyć spokojnie
-A kiedy ja cię o coś proszę to czy ty to robisz ?
-Tak.- odpowiedziałem szybko
-Gówno prawda !- krzyknęła i odwróciła się na pięcie i szybko poszła do domu trzaskając drzwiami
No to mam zdenerwowaną żonę . Kiedy przyjechała policja powiedziałem im wszystko i powiedziałem kogo podejrzewam. Potem szybko poszedłem do naszej sypialni gdzie leżała moja żona czytając książkę.
-Misiu przepraszam . –powiedziałem siadając na łóżku
Ona jak gdyby nigdy nic odłożyła książkę i nie wiadomo skąd wyciągnęła poduszki i wyznaczyła między nami granicę .
-Kotku nie rób mi tego. – błagałem a ona spojrzała na mnie przelotnie i schowała się pod kołdrę
Zgasiła światło w swojej lampce nocnej stojącej na szafce obok łóżka , i poszła spać. Nie mogłem tego tak zostawić. Szybko poduszki wywaliłem z łóżka i odwróciłem ją w swoją stronę . Moja żona patrzyła na mnie ze wściekłością .
-Misiu mój ty, kwiatuszku, słoneczko, promyczku, kotku , kochanie, różyczko , moje szczęście nie gniewaj się na mnie za moje zachowanie . Przez to co się dzieje jestem taki drażliwy . Proszę skarbie . – mówiłem i widziałem na jej twarzy delikatny uśmiech
-Jesteś dupkiem Styles.- mruknęła moja żona- Ale i tak cię kocham.
Po chwili musnęła moje usta i odwróciła się do mnie plecami .
-Ale i tak mam ci to za złe. – zaśmiała się i spoczęła w skrzydłach Morfeusza
Rozebrałem się i zrobiłem to samo .