Harry i dziewczynki pojechali do domu, na moją prośbę. Ja
zostałam z małą Clarie. Bardzo przypominała mi Amelie, której bardzo mi
brakowało . Patrzyłam jak mała śpi w szpitalnym łóżeczku, ja natomiast
siedziałam na szpitalnym krześle . Chciałam aby ktoś bliski mnie przytulił, ale
nie było tu nikogo bliskiego. Chciałam być koło mojego męża, które teraz siedzi
z naszymi córeczkami . Usłyszałam ciche pukanie a po chwili do Sali wszedł
Liam, kucnął przy łóżeczku gdzie była jego córka której nie chciał.
-Dlaczego jej nie chciałeś ?- zapytałam cicho
-Za bardzo przypomina mi Amelie, nie chcę mieć nikogo
takiego w pobliżu.- powiedział
-A pomyślałeś co by było gdyby ja i Harry nie zgodzili się
nad opiekę nad Clarie ani nikt inny !? Co byś zrobił , oddał ją do domu dziecka
, wychowywała by się jako sierota ?!- warknęłam a w tym momencie obudziła się
mała
Szybko podeszłam do łóżeczka i wzięłam ją na ręce .
-Teraz będziesz mi całe życie mówić, że to moje dziecko i
powinienem się nim zająć ?!- uderzył ręką w szafkę szpitalną
-Nie, bo wiem , że nie zrobił byś tego . Zapomnij o tym ,że
jesteś jej ojcem. Po porostu żyj.- mruknęłam dając kruszynce mleko z butelki
-To była wpadka, i więcej nie powtórzę tego błędu .
-Nic mi do tego, wpadka to wpadka. A teraz wyjdź .- warknęła
widząc jak lekarz kieruje się w stronę Sali w której byłam z Calrie
On wyszedł a lekarz wszedł patrząc złowrogim spojrzeniem na
Payne . Kiedy spojrzał na mnie szeroko się uśmiechnął .
-Widzę, że wczuła się już pani w rolę ,matki Clarie. –
powiedział – Wyniki dziecka są dobre, więc sądzę, że może ona dzisiaj wyjść.
-No to dobrze- delikatnie się uśmiechnęłam
-Zaraz pójdę po wypis dla małej Clarie i wyjdziecie stąd
szybciej .
Wyszedł a ja zadzwoniłam do mojego męża informując go o tym
aby on przyjechał po mnie i swoją przyrodnią córkę . Siedziałam na krześle,
znowu . Z małą blondynką na rękach i wpatrywałam się za okno. Padał deszcz,
było zimno ale to jesień czego można się spodziewać … Kiedy tak się wpatrywałam
ujrzałam jak idzie mój mąż i nasze dwie córeczki . Kocham moje trzy dziewczynki
tak samo, Avril chociaż chciała mnie zabić , zniszczyć . Dary którą urodziłam
siedem lat temu kiedy byłam z Harry’m . I teraz malutką Clarie , której matką
była Amelia i jej ojciec nie chce jej znać . Harry chce mieć bardzo synka a ma
trzy córki które kocha również mocno jak ja . Uśmiechnęłam się kiedy cała
trójka weszła do szpitala. Harry postanowił, że to on ubierze Clarie na wyjście
ze szpitala . Ja przytuliłam moje dwie córki i pocałowałam w czoła. Dacry
ciągle trzymała mnie w pasie i tuliła się do mojego boku . Była mieszanką nas
dwojga, włosy kasztanowe jak jego , oczy brązowe jak moje , nosek jak Harry
uśmiech również jego. Cieszyłam się, że mam całą moją czwórkę . Kiedy Harry
ubrał Clarie posadził ją w nosidełko i podszedł do mnie i pocałował w usta .
Odwzajemniłam pocałunek, ale czy Harry był by sobą gdyby nie uszczypnął mnie w
pupę ? Nie. Widziałam jak Avril zaczęła się śmiać, razem z Darcy . Mój mąż wziął nosidełko do rąk i wyszliśmy z
tego okropnego miejsca zwanego szpitalem. Wyszliśmy na dwór Harry wsadził
nosidełko na miejsce fotelika i pomógł zapiąć pasy Darcy . Usiadłam z przodu ,
a Harry ruszył. Podczas jazdy złapał moją dłoń na co się uśmiechnęłam.
-Kiedy Clarie będzie większa wracamy do Francji.-
powiedział- Tam będzie dla was bezpieczniej.
-Chciałeś chyba powiedzieć dla nas wszystkich.- poprawiłam
go z lekkim uśmiechem mając nadzieje , że to pomyłka w wymowie
-Nie chodzi tu o moje bezpieczeństwo tylko o wasze. –
zaprzeczył
-A mi chodzi też o twoje bezpieczeństwo.- szybko zabrałam
dłoń z jego a na twarzy loczka widziałam niepewność
Resztę drogi nie odzywaliśmy się do siebie, kiedy
dojechaliśmy do domu rozebrałam Clarie do piżamki i usiadłam z nią na kanapie .
Bardzo chcę aby ten koszmar się już skończył , abyśmy tworzyli cudowną rodzinę
. Na kanapie usiadł Harry , patrzył na mnie z powagą.
-Masz rację …- zaczął- Chodzi tu o naszą całą rodzinę i
przyjaciół , których mamy w około . Ale wiesz dobrze, że martwię się o was .
Jesteście jedyne co mam i nie chcę was stracić.- mówił
-A myślisz, że ja chcę stracić ciebie ? Nie , nie chcę . Wiesz,
że każdemu z nas jest ciężko ze stratami osób bliskich które odchodzą w szybkim
tempie. A ja nie chcę stracić ciebie. – pocałowałam go w policzek
On się uśmiechnął i pocałował mnie w głowę.
P.O.V.
Dominika
Siedziałam na kanapie u Ani z Cassidy . Ania patrzyła
wszędzie aby nie rozmyślać o tym co dzieje się na około. Z Liam’em i Zayn’em straciłyśmy
kontakt kilka dni temu , od tej pory przychodzi do nas Niall czy Louis .
Próbują poprawić nam humory co im nie wychodzi. Śmierć Amelii nas tylko dobiła,
nikt nie chciał widzieć jej córeczki ponieważ załamał by się jeszcze gorzej .
Siedziałam tak samo jak Ania do chwili kiedy zadzwonił mój telefon , spojrzałam
na wyświetlacz- Karolina …
-Halo?- odebrałam
-Hej, może chcieli…- zaczęła
-Nie, nikt nie chce widzieć was ani Clarie, jasne ?!-
wykrzyczałam do telefonu a w zamian usłyszałam ciszę
-Nie chodziło mi o to, ale dzięki za szczerość.- powiedziała
i się rozłączyła, w jej głosie usłyszałam żal, smutek i niepewność
Zachowałam się nie za dobrze w stosunku do niej. Ale jestem
po prostu rozdrażniona tym wszystkim co dzieje się dookoła.
-Kto dzwonił ?- zapytała Ania patrząc na mnie zaszklonymi
oczami
-Karolina.- odpowiedziałam
-Co chciała?- dopytywała
-Nie wiem, nie dałam jej powiedzieć.- odpowiedziałam a ona
kiwnęła tylko głową i powróciła do rozglądania się po mieszkaniu
Zadzwonił mój telefon po raz drugi… Colin. Czego teraz on
chce ?!
-Czego ?!- warknęłam do słuchawki
-Smith nie żyje.- powiedział
-Jak to ?!- zdziwiłam się
-Biber go zabił, pokłócili się i go zastrzelił. Tyle wiemy,
dzięki za miłe powitanie.- mruknął i się rozłączył
Wzięłam głęboki wdech i poszłam do kuchni, usiadłam przy
blacie i przyłożyłam głowę do blatu kuchennego . Nie rozumiem tego pierdolonego
świata, nie rozumiem dlaczego mści on się tak na mnie. Może zabiłam kilka osób
ale byłam pod wpływem jakiejś trucizny Bibera . Smith, Amelka, Karolina i Josh
nie żyją. W końcu zabiją każdego z nas albo sami zrobimy to za nich. Usłyszałam
trzask drzwi a po chwili poczułam broń przy skroni.
-Cześć skarbie, tęskniłaś ?-usłyszałam głos Malika
-Spierdalaj.- mruknęłam
-Mhm, nie po to tu przyszedłem.- schował broń do kieszeni-
Chcesz patrzeć na to dziecko Ameli ?- zapytał
-No nie, ale o czym ty mówisz ?- zdziwiłam się
-Mam plan aby je zabić, nikt nie będzie musiał oglądać tego
bachora .- mówił
-Nie, nie możesz tego zrobić !- krzyknęłam- Nie możesz zabic
kolejnej osoby z tej rodziny !- uderzyłam go w twarz
Może nie chciałam oglądać Clarie, ale nie mogli jej zabić.
Przecież ta mała istotka to podobizna Amelii, jej córka. Nie dam mu tego
zrobić, nie zabije mojej siostrzenicy !
-Niby dlaczego ?- wybuchł nie do opanowania śmiechem
-Bo to moja siostrzenica i nie zrobisz tego.
On się tylko chytrze uśmiechnął i wyszedł , a ja w głowie
przetwarzałam to co właśnie się stało.
P.O.V. Harry
Siedziałem spokojnie w salonie i czekałem aż przyjedzie moja
żona, która usypiała małą Clarie. Dziewczynki dobrze przyjęły wieść, że będzie
ona z nami mieszkała. Może i nie jest ona moją biologiczną córką ale ją kocham
. Mimo , że znam ją jeden dzień , to kocham tą kruszynkę . Usłyszałem skrzyp
schodów, a po chwili ujrzałem moją żonę w czarnych rurkach i niebieskiej bluzce
. Jaka on jest piękna. Posłała mi jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów i
usidła obok mnie kładąc swoją głowę na moim ramieniu .
-I co myślisz o tym, aby pokój gościnny tam we Francji
przerobić na pokój dla Clarie ?- zapytałem moją żonę
-Dobry pomysł.- odpowiedziała a jej dłoń splotła palce z
moimi
-Wszystko dobrze?- zapytałem
-Tak, w jak najlepszym porządku .- położyła głowę na moich
kolanach i patrzyła w moje oczy
Pokręciłem z uśmiechem głową i musnąłem jej usta, szybko
zmieniliśmy naszą pozycję na taką, że moja żona leżała pode mną a ja całowałem
jej szyję .
-Mamy trójkę dziewczynek, nie przeszkadza ci to?- zapytała
cicho chichocząc
-Nie, tworzymy wspaniałą rodzinę a o synka możemy strać się
w każdej chwili, nawet teraz.- szeptałem jej do ucha
-Zawsze.- zaśmiała się trochę głośniej
Moje ręce zaczęły błądzić pod jej koszulką, co jej wcale nie
przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, podobało się to jej . Tą piękną chwilę
przerwał nam wybuch. Szybko się podniosłem z kanapy i podbiegłem do drzwi.
-Czekaj tu.- powiedziałem i szybko wyszedłem z domu
Moim oczom ukazały się resztki mojego samochodu, który
został brutalnie zniszczony . Ktoś go wysadził. Zacząłem przeklinać w myślach.
Nagle dostrzegłem małą kartkę przyczepioną do słupa obok. A na niej było
napisane
Uważaj na swoją rodzinkę bo
następnym razem możecie być to wy .
Xxx.Z.M.
Zayn , pierdolony Zayn . Poznaję jego inicjały, robi to
specjalnie aby nas nastraszyć ale mu to nie wyjdzie .
-Co tu się stało , kto to zrobił !? – usłyszałem przerażony
głos swojej żony
-Mówiłem żebyś nie wychodziła z domu .- powiedziałem
obracając się w jej stronę
-Martwię się , czy to źle !?- zdenerwowała się , oj nie
skończy się to dobrze
-Nie, ale prosiłem cię o coś a ty tego nie zrobiłaś .-
mówiłem dosyć spokojnie
-A kiedy ja cię o coś proszę to czy ty to robisz ?
-Tak.- odpowiedziałem szybko
-Gówno prawda !- krzyknęła i odwróciła się na pięcie i
szybko poszła do domu trzaskając drzwiami
No to mam zdenerwowaną żonę . Kiedy przyjechała policja
powiedziałem im wszystko i powiedziałem kogo podejrzewam. Potem szybko
poszedłem do naszej sypialni gdzie leżała moja żona czytając książkę.
-Misiu przepraszam . –powiedziałem siadając na łóżku
Ona jak gdyby nigdy nic odłożyła książkę i nie wiadomo skąd
wyciągnęła poduszki i wyznaczyła między nami granicę .
-Kotku nie rób mi tego. – błagałem a ona spojrzała na mnie
przelotnie i schowała się pod kołdrę
Zgasiła światło w swojej lampce nocnej stojącej na szafce
obok łóżka , i poszła spać. Nie mogłem tego tak zostawić. Szybko poduszki
wywaliłem z łóżka i odwróciłem ją w swoją stronę . Moja żona patrzyła na mnie
ze wściekłością .
-Misiu mój ty, kwiatuszku, słoneczko, promyczku, kotku ,
kochanie, różyczko , moje szczęście nie gniewaj się na mnie za moje zachowanie
. Przez to co się dzieje jestem taki drażliwy . Proszę skarbie . – mówiłem i
widziałem na jej twarzy delikatny uśmiech
-Jesteś dupkiem Styles.- mruknęła moja żona- Ale i tak cię
kocham.
Po chwili musnęła moje usta i odwróciła się do mnie plecami
.
-Ale i tak mam ci to za złe. – zaśmiała się i spoczęła w
skrzydłach Morfeusza
Rozebrałem się i zrobiłem to samo .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz