sobota, 26 września 2015

Epilog







Harry
Kilka miesięcy potem
Okazało się, że moja żona ma wadę serca. Nie jest to nic poważnego, jednak nie może się za bardzo denerwować, choć jest to trudne w naszej sytuacji. Bierze leki więc jest dobrze. Dzisiaj miał się odbyć uroczysty ślub Dominiki i Zayn’a. Bardzo długo nie byli razem, ale potem zdecydowali, że chcą być razem do końca życia. Zresztą jak ja i moja żona. Piękna, cudowna żona. Moje trzy córeczki również są wspaniałe, kochane i bardzo pomocne. Ubrany w garnitur siedziałem na kanapie i czekałem z Clarie na kolanach na moje trzy większe kobiety.
-Harry, kochanie, widziałeś moje czarne szpilki!?- pytała moja żona na co się cicho zaśmiałem
-Są na dole skarbie.- odkrzyknąłem
-Mamo, pomóż mi!- tym razem Darcy prosiła o pomoc moją żonę
-Lecę córuś!
-Karolina, widziałaś moje białe szpilki?!- Avril jak widać też się pogubiła
-W twojej szafie, ostatnio je tam wkładałam!- odkrzyknęła
-A dobra, dzięki.
-Moje panie szybciej, bo na ślub się spóźnimy!- śmiałem się
-Jeszcze pięć minut!- pisnęła Darcy
Clarie zaczęła ciągać mnie za włosy, a na jej buźce widniał mały uśmiech. Jest bardzo podobna do Amelii, bardzo nam jej brakuje. Ale to choroba ją zniszczyła. Usłyszałem stukot nóg po schodach zeszły moje dziewczyny.
-Dobra, możemy jechać.- powiedziały
Wstałem z kanapy i ruszyłem ku drzwiom. Moja żona zabrała ode mnie Clarie i szła tuż za mną. Otworzyłem samochód i wsiadłem na miejsce kierowcy, obejrzałem się od tyłu. Moja żona wsadziła najmłodszą członkinię naszej rodziny do fotelika i dała jej ulubionego misia. Po chwili siedziała na miejscu pasażera w lekko różowej sukience, włosy miała spięte w koka, lekki makijaż na twarzy , w uszach wiszące złote kolczyki, na szyi złoty naszyjnik z sercem, który dostała ode mnie i na nogach czarne szpilki.  
Po ceremonii ślubnej udaliśmy się do ogrodu gdzie odbyło się przyjęcie. Dojadałem tort, pokrojony przez młodą parę. Oczywiście pilnowałem mojej rodziny. Avril rozmawiała z jakimś chłopakiem w jej wieku, Darcy bawiła się z innymi dziećmi a moja żona stała z Clarie i rozmawiała z Anią oraz Dominiką. Były bardzo pochłonięte rozmową. Moi kumple podeszli do mnie i poklepali po plecach.
-Do Styles tak sam stoisz?- zapytali, a ja kiwnąłem głową w stronę mojej żony- A, żona ciebie zostawiła a ty zajadasz się ciastem.- zaśmiali się
-Bardzo śmieszne, niech rozmawia nie widziały się dwa miesiące kiedy wy gdzieś wyjechaliście a Ania tylko mieszkała z nami. Więc dla mnie może gadać cały wieczór.- powiedziałem
Nagle usłyszałem krzyk, a potem strzał. Spojrzałem w kierunku mojej żony, wpatrywała się w jakąś kobietę z nożem w brzuchu . Szybko wziąłem na ręce Darcy i podbiegłem do mojej żony.
-Uciekamy.- warknąłem a ona kiwnęła głową
Biegliśmy w kierunku samochodu, uciekając od strzelaniny która tam się zrobiła. Szybko całą rodziną wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy z piskiem opon.
-Kurwa, myślałem, że nas zostawili.- uderzyłem dłonią w kierownicę
-Ja też, ale jak widać nie.- westchnęła moja żona trzymając Clarie
-Kup bilety lotnicze, wylatujemy.- powiedziałem do żony
-Do kąt ?- zapytała wyjmując telefon z torebki
-Do Hiszpanii, nasz stary dom we Francji sprzedamy. Nie możemy tam wrócić.
Blondynka kiwnęła głową i zaczęła wstukiwać coś w telefonie. Spojrzałem w lusterko czy nikt za nami przypadkiem nie jedzie, na szczęście tak nie było. Na drodze nie było samochodów, co było dosyć dziwne ale nie zwracałem na to uwagi. Kiedy dojechaliśmy do domu szybko tam wbiegliśmy i zaczęliśmy się pakować. Córki już wiedziały co się dzieje, i wiedziały dokładnie co robić.
-Mamy lot za godzinę, to najszybszy jaki może być.- powiedziała moja żona zamykając ostatnią walizkę, jaką spakowała
Podszedłem do niej i przytuliłem chowając twarz w jej włosach. Znowu wszystko musiało się spieprzyć, nie może być normalnie!?
-Kiedy ten horror się skończy?- zapytała cicho
-Nie wiem skarbie, ale miejmy nadzieję, że w Hiszpanii nas nie znajdą i będziemy mieli normalne życie jak wcześniej.- pocałowałem ją w czoło
-Oby nic nie było naszej ekipie.
-Na pewno nie będzie, są silni i wiedzą co robić.
Zniosłem walizki i spakowałem je do bagażnika. Wszyscy domownicy się przebrali póki mieli czas i usiedli na kanapie.
-Jedźmy już.- powiedziałem
Wszyscy wstali i skierowali się do samochodu. Przygotowani ruszyliśmy w kierunku lotniska. Widziałem jak po policzkach mojej żony spływają łzy, delikatnie dłonią pozbyłem się ich i złapałem jej dłoń. Wargami dotknąłem wierchu jej dłoni.
-Będzie dobrze.- szepnąłem
-Miejmy nadzieję.- westchnęła
Kiedy dojechaliśmy do lotniska sprawnie przeszliśmy do samolotu. Dziewczynki siedziały przed nami . Pocałowałem moją żonę w skroń, na co się uśmiechnęła.
-Kocham cię.- szepnąłem do jej ucha
-Kocham cię.- musnęła moje usta i się uśmiechnęła
Samolot wystartował, a moja żona spojrzała przez okno.
-Żegnaj Londynie.- powiedziała cicho, ale słyszalnie
Słowa Luke na zawsze zostały mi w pamięci: Wszyscy których kochasz wkrótce będą martwi
Wiedziałem, że mówił prawdę. Ale tak się nie stanie z moją rodziną, poświęcę nawet za moje dziewczynki życie.
Wiem jedno, że rodzina jest najważniejsza.

Moje ramię będzie zawsze przy tobie
jeśli kiedykolwiek zechcesz płakać
wszystko będzie dobrze
bo zawsze będę cię kochać
aż do dnia w którym umrę

I takim cudem doszliśmy do końca drugiej części. Jeszcze dzisiaj wstawię prolog i zwiastun trzeciej a jutro spróbuję rozdział. Ale pisze, że spróbuję bo mam w czwartek sprawdzian z geografii a w poniedziałek kartkówkę z chemii. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz