Harry
Kilka miesięcy potem
Okazało się, że moja żona ma wadę serca. Nie jest to nic
poważnego, jednak nie może się za bardzo denerwować, choć jest to trudne w
naszej sytuacji. Bierze leki więc jest dobrze. Dzisiaj miał się odbyć uroczysty
ślub Dominiki i Zayn’a. Bardzo długo nie byli razem, ale potem zdecydowali, że
chcą być razem do końca życia. Zresztą jak ja i moja żona. Piękna, cudowna
żona. Moje trzy córeczki również są wspaniałe, kochane i bardzo pomocne. Ubrany
w garnitur siedziałem na kanapie i czekałem z Clarie na kolanach na moje trzy
większe kobiety.
-Harry, kochanie, widziałeś moje czarne szpilki!?- pytała
moja żona na co się cicho zaśmiałem
-Są na dole skarbie.- odkrzyknąłem
-Mamo, pomóż mi!- tym razem Darcy prosiła o pomoc moją żonę
-Lecę córuś!
-Karolina, widziałaś moje białe szpilki?!- Avril jak widać
też się pogubiła
-W twojej szafie, ostatnio je tam wkładałam!- odkrzyknęła
-A dobra, dzięki.
-Moje panie szybciej, bo na ślub się spóźnimy!- śmiałem się
-Jeszcze pięć minut!- pisnęła Darcy
Clarie zaczęła ciągać mnie za włosy, a na jej buźce widniał
mały uśmiech. Jest bardzo podobna do Amelii, bardzo nam jej brakuje. Ale to
choroba ją zniszczyła. Usłyszałem stukot nóg po schodach zeszły moje
dziewczyny.
-Dobra, możemy jechać.- powiedziały
Wstałem z kanapy i ruszyłem ku drzwiom. Moja żona zabrała
ode mnie Clarie i szła tuż za mną. Otworzyłem samochód i wsiadłem na miejsce
kierowcy, obejrzałem się od tyłu. Moja żona wsadziła najmłodszą członkinię
naszej rodziny do fotelika i dała jej ulubionego misia. Po chwili siedziała na
miejscu pasażera w lekko różowej sukience, włosy miała spięte w koka, lekki
makijaż na twarzy , w uszach wiszące złote kolczyki, na szyi złoty naszyjnik z
sercem, który dostała ode mnie i na nogach czarne szpilki.
Po ceremonii ślubnej udaliśmy się do ogrodu gdzie odbyło się
przyjęcie. Dojadałem tort, pokrojony przez młodą parę. Oczywiście pilnowałem
mojej rodziny. Avril rozmawiała z jakimś chłopakiem w jej wieku, Darcy bawiła
się z innymi dziećmi a moja żona stała z Clarie i rozmawiała z Anią oraz
Dominiką. Były bardzo pochłonięte rozmową. Moi kumple podeszli do mnie i
poklepali po plecach.
-Do Styles tak sam stoisz?- zapytali, a ja kiwnąłem głową w
stronę mojej żony- A, żona ciebie zostawiła a ty zajadasz się ciastem.-
zaśmiali się
-Bardzo śmieszne, niech rozmawia nie widziały się dwa
miesiące kiedy wy gdzieś wyjechaliście a Ania tylko mieszkała z nami. Więc dla
mnie może gadać cały wieczór.- powiedziałem
Nagle usłyszałem krzyk, a potem strzał. Spojrzałem w
kierunku mojej żony, wpatrywała się w jakąś kobietę z nożem w brzuchu . Szybko
wziąłem na ręce Darcy i podbiegłem do mojej żony.
-Uciekamy.- warknąłem a ona kiwnęła głową
Biegliśmy w kierunku samochodu, uciekając od strzelaniny
która tam się zrobiła. Szybko całą rodziną wsiedliśmy do samochodu i
odjechaliśmy z piskiem opon.
-Kurwa, myślałem, że nas zostawili.- uderzyłem dłonią w
kierownicę
-Ja też, ale jak widać nie.- westchnęła moja żona trzymając
Clarie
-Kup bilety lotnicze, wylatujemy.- powiedziałem do żony
-Do kąt ?- zapytała wyjmując telefon z torebki
-Do Hiszpanii, nasz stary dom we Francji sprzedamy. Nie
możemy tam wrócić.
Blondynka kiwnęła głową i zaczęła wstukiwać coś w telefonie.
Spojrzałem w lusterko czy nikt za nami przypadkiem nie jedzie, na szczęście tak
nie było. Na drodze nie było samochodów, co było dosyć dziwne ale nie zwracałem
na to uwagi. Kiedy dojechaliśmy do domu szybko tam wbiegliśmy i zaczęliśmy się
pakować. Córki już wiedziały co się dzieje, i wiedziały dokładnie co robić.
-Mamy lot za godzinę, to najszybszy jaki może być.-
powiedziała moja żona zamykając ostatnią walizkę, jaką spakowała
Podszedłem do niej i przytuliłem chowając twarz w jej
włosach. Znowu wszystko musiało się spieprzyć, nie może być normalnie!?
-Kiedy ten horror się skończy?- zapytała cicho
-Nie wiem skarbie, ale miejmy nadzieję, że w Hiszpanii nas
nie znajdą i będziemy mieli normalne życie jak wcześniej.- pocałowałem ją w
czoło
-Oby nic nie było naszej ekipie.
-Na pewno nie będzie, są silni i wiedzą co robić.
Zniosłem walizki i spakowałem je do bagażnika. Wszyscy
domownicy się przebrali póki mieli czas i usiedli na kanapie.
-Jedźmy już.- powiedziałem
Wszyscy wstali i skierowali się do samochodu. Przygotowani
ruszyliśmy w kierunku lotniska. Widziałem jak po policzkach mojej żony spływają
łzy, delikatnie dłonią pozbyłem się ich i złapałem jej dłoń. Wargami dotknąłem
wierchu jej dłoni.
-Będzie dobrze.- szepnąłem
-Miejmy nadzieję.- westchnęła
Kiedy dojechaliśmy do lotniska sprawnie przeszliśmy do
samolotu. Dziewczynki siedziały przed nami . Pocałowałem moją żonę w skroń, na
co się uśmiechnęła.
-Kocham cię.- szepnąłem do jej ucha
-Kocham cię.- musnęła moje usta i się uśmiechnęła
Samolot wystartował, a moja żona spojrzała przez okno.
-Żegnaj Londynie.- powiedziała cicho, ale słyszalnie
Słowa Luke na zawsze zostały mi w pamięci: Wszyscy których kochasz wkrótce będą martwi
Wiedziałem, że mówił prawdę. Ale tak się nie stanie z moją
rodziną, poświęcę nawet za moje dziewczynki życie.
Wiem jedno, że rodzina jest najważniejsza.
Moje ramię będzie zawsze przy tobie
jeśli kiedykolwiek zechcesz płakać
wszystko będzie dobrze
bo zawsze będę cię kochać
aż do dnia w którym umrę
jeśli kiedykolwiek zechcesz płakać
wszystko będzie dobrze
bo zawsze będę cię kochać
aż do dnia w którym umrę
I takim cudem doszliśmy do końca drugiej części. Jeszcze dzisiaj wstawię prolog i zwiastun trzeciej a jutro spróbuję rozdział. Ale pisze, że spróbuję bo mam w czwartek sprawdzian z geografii a w poniedziałek kartkówkę z chemii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz