wtorek, 29 września 2015

Rozdział 159



Karolina
Od wydarzenia na ślubie minęły trzy lata. Nie kontaktowaliśmy się z naszą ekipą, oni z nami też. Może uciekli, a może nie zdążyli… Avril ma dziewiętnaście lat ale dalej z nami mieszka, Darcy dziesięć, Clarie trzy, ja trzydzieści osiem a Harry czterdzieści chodź na takiego nie wygląda. Mieliśmy duży dom, każda z dziewczynek miała swój własny pokój i co tylko zachciała. Kiedy przyjechaliśmy do Hiszpanii Harry kupił psa dla dziewczynek. Suczkę rasy owczarka niemieckiego i nazwały ją wspólnie Holly. Mamy nowe życie i jest nam lepiej, przez trzy lata nikt nam nie groził, nikt nie ścigał. Zostawili nas w spokoju, oby na dobre. Siedziałam na kanapie i czytałam książkę, kiedy do domu wszedł mój mąż.
-Wreszcie w domu.- powiedział i podszedł do mnie całując mnie w czoło
Harry ma własną firmę, której dobrze się wiedzie. Jest tam tylko dwa razy w tygodniu, ponieważ woli spędzać czas z rodziną. Jego pracownikom to nie przeszkadza, i tak pilnuje ich tam nasz nowy przyjaciel Joe. Zdobyliśmy tu wiele nowych znajomości, ja mam kilka koleżanek a Harry kilka kolegów.
-Nie udawaj, że taki zmęczony jesteś.- zaśmiałam się- Ty i tak tylko grzebiesz w papierach i siedzisz za tym swoim biurkiem.
-Może i tak, ale ile na tych kartkach jest literek i to mi się w głowie po przewracało.- musnął moje usta i szybko wskoczył po schodach
Wstałam z wygodnej kanapy i udałam się do kuchni, trzeba odgrzać obiad dla męża. Wyjęłam z lodówki dzisiejszy obiad czyli surówkę, udko kurczaka i zmienki. Nic wytwornego ale obiad to obiad. Wstawiłam talerz do mikrofali i usiadłam na wyspie kuchennej. Usłyszałam cichy stukot nóżek, po chwili w kuchni stała trzyletnia Clara. Była blondynką, a oczy miała niebieskie.
-Mamo..- przeciągnęła literkę ,,o”
-Słucham córeczko?- zapytałam
-Polysujesz ze mną?- poprosiła
-Oczywiście, tylko odgrzeję tatusiowi obiadek- uśmiechnęłam się a ona skinęła głową
Po chwili wspięła się na krzesło i patrzyła na wejście, wyczekiwała Harry’ego. Zawsze tak robie, gdy czegoś chce, ale musi czekać. Chwilę potem do pomieszczenia wszedł mój mąż. Pocałował Clarie w czoło i podszedł do mnie i musnął mój policzek. Wziął talerz i usiadł do stołu.
-Jak by co będziemy na górze.- powiedziałam
-Jak zjem to tam przyjdę.- posłał nam uśmiech
Weszłyśmy po schodach i udałyśmy się do jej małego królestwa. Ściany były koloru pudrowego różu, meble białe, dużo misiów i zabawek , na środku pokoju biały stolik i naokoło niego poduszki aby było można usiąść. Usiadłyśmy na poduszkach i zaczęłyśmy rysować. Zadanie było takie aby narysować księżniczkę, bawiło mnie to trochę ale czego się nie robi dla własnej córki. Wzięłam ołówek i zaczęłam szkicować głowę, twarz, sukienkę i skończyłam. Clarie spojrzała na mój rysunek a potem na swój, szybkim ruchem podmieniła nasze kartki. Teraz ja miałam jej rysunek, a ona mój szkic. Do pokoju weszła Darcy i Avril.
-Co robicie?- zapytała blondynka
-Jak widać rysujemy.- odpowiedziałam
Darcy usiadła koło mnie i przytuliła się do mojego boku, Avril usiadła obok najmłodszej członkini naszej rodziny i potargała jej włosy jak to miała w zwyczaju. Harry ciągle mi mówił, że chce mieć syna. Że niedługo dzieci zawieziemy do naszych znajomych i spędzimy romantyczną noc, ale minus jest taki, że ja nie decyduję o płci dziecka. Ale zgodziłam się, bo czego się nie robi dla męża. Sama chciała bym mieć syna. Sama dobrze wspominam jak dobrze było kiedy jeszcze Logan żył. Dokładnie pamiętam, że miał sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, ważył trzy i pół kilo, pamiętam jak pierwszy raz zapłakał na Sali, kiedy zawieźli go do Sali i wsadzili do inkubatora aby żył. Pamiętam dzień kiedy przyjechaliśmy z nim do domu, pamiętam też narodziny Darcy, kiedy znaleźliśmy Avril, kiedy adoptowaliśmy Clarie… Nasz ślub, to było marzenie. Harry tak pięknie to wszystko zaprojektował, była to niespodzianka. Może i najpierw byłam wściekła, ale potem szczęśliwa. Ponieważ wychodziłam za człowieka którego naprawdę kochałam i kocham. Do pokoju wszedł mój mąż, a za nim Holly. Od razu mała blondynka rzuciła się w stronę suczki, cicho się zaśmiałam. Harry pocałował mnie w głowę i usiadł obok mnie.
-A może pooglądamy telewizję?- zapytał mój mąż
-Bajki?- zapytała Calrie robiąc maślane oczka
-Bajki.- wyszczerzył się
Mała blondynka szybko wybiegła ze swojego pokoju, zostawiając nas samych. Zaśmialiśmy się i całą czwórką zeszliśmy na dół aby oglądać ulubione bajki naszej córki. Usiadłam obok Harry’ego a ten objął mnie ramieniem i pocałował w skroń.
Nagle zadzwonił telefon mojego męża, wyjął go z tylniej kieszeni spodni. Spojrzałam na wyświetlacz i tam ujrzałam imię mojego brata. Spojrzałam  na niego podejrzliwie a on się zaśmiał i pocałował mnie w nos.
-Chcesz odebrać i zobaczyć czy to twój brat?- zaśmiał się
-A daj, chętnie sobie z nim porozmawiam.- wyszczerzyłam się
Brunet podał mi telefon a ja odebrałam:
-Halo?- odezwałam się
-Hej siostra.- usłyszałam głos brata
Podałam telefon mojemu mężowi.
-Nie zdradzam cię skarbie.- zaśmiał się i pocałował mnie w czoło – No co jest Colin? Czekaj zapytam.- odsunął telefon od ucha- Może przyjechać Colin z rodzinką?- zapytał a ja kiwnęłam głową- Możecie.
Zapomniałam wspomnieć o moim bracie. Znalazł sobie dziewczynę, która ma pięć lat. Znają się z dwa lata i od roku są małżeństwem. Dobrze mu się wiedzie, czasami spotykaliśmy się tu na wakacjach. Nigdzie się nie ruszamy, tu jesteśmy bezpieczni i tak ma zostać. Hiszpania to był najlepszy wybór, nikt nas nie gania, nie grozi. Jest tu nam dobrze.
Kiedy nadszedł wieczór po kolacji położyłam Clarie do spania, i rozeszliśmy się do swoich pokoi. Leżałam na łóżku i czytałam książkę a mój mąż brał prysznic. Może i dobrze, że tak się to potoczyło? Gdyby oni nie zapukali do moich drzwi, nie była bym żoną Harry’ego, nie miałam bym trzech wspaniałych córek i teraz wspaniałego życia. Może i nie było najlepiej kiedy do naszego życia wstąpił ten gang, ale teraz jest lepiej. Możemy żyć spokojnie, teraz liczy się tylko nasza rodzina. Jesteśmy silną rodziną, i tak zostanie. Do pokoju wszedł Harry, a nia biodrach miał tylko biały ręcznik, mój ręcznik…
-Nie masz swojego ręcznika?- zapytałam podnosząc brew
-Twój jest dłuższy i ładniej pachnie
-To wrzuć swój do pralki też będzie tak pięknie pachniał.- zaśmiałam się odkładając książkę
-Jutro- jęknął
Zdjął z siebie ręcznik i nałożył czarne bokserki, po chwili leżał już przy mnie.
-Kocham cię.- szepnął
-Ja ciebie też.- musnęłam jego usta
Brunet jęknął a ja się zaśmiałam, wiem o co mu chodzi…
-Kocham cię, Harry.- zachichotałam i pocałowałam go w noc
Przykryłam się kołdrą i odwróciłam do niego plecami. Zgasiłam światło, które dawała lampka stojąca na szafce nocnej. Po chwili poczułam ręce na mojej tali, zostałam przyciągnięta do torsu mojego męża.
-Dobranoc, skarbie.- szepnął mi do ucha, przygryzając jego płatke
-Dobranoc, kocie.- powiedziałam z uśmiechem na ustach
Mój mąż pocałował mnie w policzek i zatopił twarz w moje włosy, mrucząc przy okazji co mnie rozbawiło.


******
Pierwszy rozdział, trzeciej części jest za nami! To takie wprowadzenie do ich jak na razie spokojnego życia. Nie wiem jak wam się podoba, ale dla mnie jest całkiem całkiem tylko krótki. Ale to trochę wina szkoły i moja... Zbyt dużo zadanych lekcji i moja bo mam czasem okropnego lenia i nie chce mi się pisać. Ale dla was zrobię wszystko. Do piątku :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz