-Dlaczego?- spojrzałam na nadgarstek z tatuażem, a potem na niego
-To oszpeca.- odparł
-Sam masz ich o wiele więcej, więc sam jesteś oszpecony.- powiedziałam przejeżdżając opuszkiem palca po jego tatuażu kotwicy na ręce
-U facetów to działa na dziewczyny, ale my nie lubimy jak wy sobie je robicie.- westchnął
-A co jeśli ja nie lubię tatuaży u facetów?- spojrzałam w jego oczy
-To mnie nie obchodzi, i tak ze mną będziesz. Czy ci się podoba czy też nie.- wstał
Ah, czyli to co dobre się skończyło. Nie można się jemu stawiać, bo zaraz wybuchnie wojna. Wstawałam z fotela i udałam się do sypialni. Wchodząc do pomieszczenia trzasnęłam drzwiami. Otworzyłam drzwi balkonowe i usiadłam na zimnych kafelkach. Zaczęłam wpatrywać się w gwiazdy... One są wolne, świecąc co noc. A ja jestem z tym mężczyzną zamknięta, jest to porwanie. Ale boje się cokolwiek zrobić, on może zrobić wszystko. Zaczynając od zamknięcia w piwnicy do zabicia. Niestety ten mężczyzna ma wiele twarzy których nie znam, jak na razie widziałam dwie. Wrzeszczącego dupka i uczuciowego Romea. Moje ciało drżało z zimna, wiatr wiał w moją stronę. Przez cienki materiał koszuli oraz podartych jeansów wiatr sprawiał, że drżałam coraz bardziej. Ale nie chciałam tam wracać, wolałam mu pokazać, że jestem silna i dam sobie radę bez niego.
Nagle poczułam jak ktoś kładzie ciepły materiał na moje ramiona. Spojrzałam na tą osobą myśląc, że to Harry. Jednak był to blondyn, Niall.
-Powinnaś wejść do środka.- powiedział
-Kolejny się znalazł. Nie jesteście moją matką, żeby mi kazać co mam robić. Moje życie, moje wybory.- prychnęłam, ale w sercu robiło mi się ciepło na myśl, że ktoś się o mnie martwi
-Nie o to chodzi, ale ty drżysz z zimna, jeszcze się rozchorujesz.- potarł dłonią kark
-No i co mnie to, przynajmniej nikt mi nic nie zrobi.- wzruszyłam ramionami
-Nie wiem co Harry w tobie widzi, jesteś strasznie pyskata i uparta.- westchnął głośno
-Też tego nie wiem, ale dalej mnie tu trzyma więc to jego problem.- wciągnęłam zapach bluzy, była to bluza Harry'ego, od razu poznałam to w jakiś sposób po perfumach
-Albo on ci to powie, albo sama się tego domyślisz.- poklepał mnie po plecach
-Wykorzysta?- mruknęłam
-Nie ma takiego zamiaru, albo po prostu mi tego nie powiedział.- zaśmiał się
-To do czego?- trochę mnie już denerwował, ale można z nim przynajmniej porozmawiać
-Zobaczysz, jak na razie musisz być cierpliwa. Co sądzisz o tym domu?- zmienił temat
-Ładny, duży, bogato urządzony.- odparłam z lekkim uśmiechem
-To ja wiem. Chłopak starał się więc lepiej może to uszanuj.- uśmiechnął się lekko
-Kazał ci to powiedzieć? To mu przekaż, że skoro jest facetem to niech pokaże, że nim jest i sam ze mną pogada.- prychnęłam- Mam mu pomóc ale on nie daje mi do siebie dojść.
-Chciał tylko żebym z tobą pogadał, ale nic więcej. Jemu ciężko jest komukolwiek zaufać, on nie chce aby blizny z przeszłości wyszły na świat dzienny.- mówił- Chłopak stara się z tobą pogadać, walczy aby ci to powiedzieć, ale nie daje rady.
-Ale czy to jest powód aby się na mnie wydzierać i bić jak jakąś sukę?- oparłam brodę o kolana i zamknęłam oczy
-Nie, on nie panuje nad sobą, dlatego chce żebyś mu pomogła. Słuchaj, Rose. Harry to dobry chłopak, potrafi czuć ale to ukrywa. Gdzieś w głębi niego jest ten dobry Harry, ale nie za często daje go komuś poznać.- wziął głęboki wdech- Tobie dał go poznać choć na chwilę. A inne laski wykorzystał i zabił w rowie. Doceń to.- wyszedł z balkonu
Harry
Robiłem sobie i Rose kolacje, pewnie była głodna. Trochę żałowałem, że tak ją potraktowałem ale niech wie, że mi się stawiać nie wolno. Usłyszałem skrzyp schodów, spojrzałem w tamtym kierunku z nadzieją, że to Rosie... Ale nie, to był Niall. Westchnąłem zmęczony i dalej robiłem nam naleśniki.
-Pogadałem z nią, jedno jest pewne stary. U niej za dużo punktów nie masz.- zaśmiał się
-Zamknij się, wiem, że jestem dla niej wredny.- prychnąłem- Jak masz zamiar gadać mi o tym jaki to ja jestem zły to lepiej wyjdź.
-Dobra uspokój się. Powiedziała, że skoro jesteś facetem to, to pokaż i z nią pogadaj a nie mnie wysyłasz.- poklepał mnie po plecach
-Nie kazałem i z nią rozmawiać, tylko zobaczyć co robi. To są dwie różne rzeczy.- mruknąłem
-Wiem.- westchnął- Siedziała na balkonie, marzła. Wziąłem twoją bluzę i ją okryłem ona tam drżała. No i zacząłem z nią gadać. Nie myślisz, że to pora jej powiedzieć o wszystkim co robisz?- zapytał
-Ja wiem kiedy jest pora, i na pewno nie jest ona teraz. Więc lepiej siedź cicho.- odparłem
-Dobra, ale lepiej z nią pogadaj. Tak wiesz w cztery oczy.- radził a ja przeklinałem go pod nosem
-Po co ty się mieszasz w moje i Rosie problemy!?- uderzyłem dłoniami w blat
-Bo nie chcę aby skończyła jak Amica.- odparł
-Nie wspominaj o niej. Wynoś się!- wydarłem się
-Dobra, zadzwoń jak się ogarniesz.- prychnął
Wyszedł z mojego domu trzaskając drzwiami. Oparłem się o blat i spuściłem głowę do dołu aby choć chwilę spokojnie pomyśleć.
-Kim była Amica?- usłyszałem słaby głos Rose, ona też?
-Powiem ci kiedy indziej, nie mam siły, Rosie.- westchnąłem odwracając się do niej przodem
Jej cera była bledsza niż zazwyczaj, ciało drżało z zimna, a włosy miała rozpuszczone jak zawsze.
W mojej bluzie wygląda ślicznie.
-Powiedz mi.- jej niebieskie oczy wpatrywały się w moje
-Amica to moja była, wkurzyła mnie, wywaliłem ją z domu, wpadła pod samochód.- westchnąłem- Nie żyje od trzech lat.
Od razu zaczęła unikać mojego wzroku, ręce zacisnęła na rękawach bluzy. Słyszałem jak formuje sobie oddech.
-Wiedziałem, że robisz wiele głupot. Ale zabijanie dziewczyn bo cię zdenerwowały, jesteś ostro pieprznięty. Jeszcze jak było ci mało to zabiłeś mojego ojca, a za nim poszła moje matka. I po co ci to było!? No po co?! No powiedz, przecież wszystko wiesz to teraz mi to powiesz!- krzyczała, w jej oczach pojawiały się łzy
-To był przypadek!- uderzyłem dłonią w blat
-Nic nie dzieje się przypadkiem!- po jej polikach spływały już łzy
-Dobra, chcesz znać prawdę?! Od pieprzonych dwóch lat cię śledzę, znam twój każdy krok, twojego ojca zabiłem przypadkiem i też nie...- mówiłem
-Ja nie chciałem żeby ktoś nam przeszkadzał, naszej miłości...- wyszeptałem wiedząc jak głupio musi to brzmieć
Zakryła dłonią usta i oparła się o ścianę, po jej polikach spływało coraz więcej łez. Dlaczego dzisiaj, dlaczego nie za tydzień?! Chciałem żeby było miło, ale nie mój kuzyn musiał wszystko zniszczyć...
-Naszej miłości?- mówiła cicho, ledwo słyszalnie- Jakiej miłości!? Ja ciebie nawet nie znam a ty mi z miłością wyskakujesz?!- wykrzyknęła
Nie wytrzymując napięcia po prostu przyssałem się do jej warg. Nie obchodziło mnie to, że ona tego nie chce. Biła mnie, kopała ale nie dawała rady mnie odepchnąć. Złapałem jej nadgarstki i przyparłem je do ściany. Rosie zrozumiała, że nie ma się po co mi sprzeciwiać. Nie chętnie ale jednak zaczęła odwzajemniać pocałunek.
-Po prostu bądź.- westchnąłem w jej wargi