poniedziałek, 18 stycznia 2016

Rozdział 11

-Tylko już więcej nie rób sobie tatuaży.- poprosił
-Dlaczego?- spojrzałam na nadgarstek z tatuażem, a potem na niego
-To oszpeca.- odparł
-Sam masz ich o wiele więcej, więc sam jesteś oszpecony.- powiedziałam przejeżdżając opuszkiem palca po jego tatuażu kotwicy na ręce
-U facetów to działa na dziewczyny, ale my nie lubimy jak wy sobie je robicie.- westchnął
-A co jeśli ja nie lubię tatuaży u facetów?- spojrzałam w jego oczy
-To mnie nie obchodzi, i tak ze mną będziesz. Czy ci się podoba czy też nie.- wstał
Ah, czyli to co dobre się skończyło. Nie można się jemu stawiać, bo zaraz wybuchnie wojna. Wstawałam z fotela i udałam się do sypialni. Wchodząc do pomieszczenia trzasnęłam drzwiami. Otworzyłam drzwi balkonowe i usiadłam na zimnych kafelkach. Zaczęłam wpatrywać się w gwiazdy... One są wolne, świecąc co noc. A ja jestem z tym mężczyzną zamknięta, jest to porwanie. Ale boje się cokolwiek zrobić, on może zrobić wszystko. Zaczynając od zamknięcia w piwnicy do zabicia. Niestety ten mężczyzna ma wiele twarzy których nie znam, jak na razie widziałam dwie. Wrzeszczącego dupka i uczuciowego Romea. Moje ciało drżało z zimna, wiatr wiał w moją stronę. Przez cienki materiał koszuli oraz podartych jeansów wiatr sprawiał, że drżałam coraz bardziej. Ale nie chciałam tam wracać, wolałam mu pokazać, że jestem silna i dam sobie radę bez niego.
Nagle poczułam jak ktoś kładzie ciepły materiał na moje ramiona. Spojrzałam na tą osobą myśląc, że to Harry. Jednak był to blondyn, Niall.
-Powinnaś wejść do środka.- powiedział
-Kolejny się znalazł. Nie jesteście moją matką, żeby mi kazać co mam robić. Moje życie, moje wybory.- prychnęłam, ale w sercu robiło mi się ciepło na myśl, że ktoś się o mnie martwi
-Nie o to chodzi, ale ty drżysz z zimna, jeszcze się rozchorujesz.- potarł dłonią kark
-No i co mnie to, przynajmniej nikt mi nic nie zrobi.- wzruszyłam ramionami
-Nie wiem co Harry w tobie widzi, jesteś strasznie pyskata i uparta.- westchnął głośno
-Też tego nie wiem, ale dalej mnie tu trzyma więc to jego problem.- wciągnęłam zapach bluzy, była to bluza Harry'ego, od razu poznałam to w jakiś sposób po perfumach
-Albo on ci to powie, albo sama się tego domyślisz.- poklepał mnie po plecach
-Wykorzysta?- mruknęłam
-Nie ma takiego zamiaru, albo po prostu mi tego nie powiedział.- zaśmiał się
-To do czego?- trochę mnie już denerwował, ale można z nim przynajmniej porozmawiać
-Zobaczysz, jak na razie musisz być cierpliwa. Co sądzisz o tym domu?- zmienił temat
-Ładny, duży, bogato urządzony.- odparłam z lekkim uśmiechem
-To ja wiem. Chłopak starał się więc lepiej może to uszanuj.- uśmiechnął się lekko
-Kazał ci to powiedzieć? To mu przekaż, że skoro jest facetem to niech pokaże, że nim jest i sam ze mną pogada.- prychnęłam- Mam mu pomóc ale on nie daje mi do siebie dojść.
-Chciał tylko żebym z tobą pogadał, ale nic więcej. Jemu ciężko jest komukolwiek zaufać, on nie chce aby blizny z przeszłości wyszły na świat dzienny.- mówił- Chłopak stara się z tobą pogadać, walczy aby ci to powiedzieć, ale nie daje rady.
-Ale czy to jest powód aby się na mnie wydzierać i bić jak jakąś sukę?- oparłam brodę o kolana i zamknęłam oczy
-Nie, on nie panuje nad sobą, dlatego chce żebyś mu pomogła. Słuchaj, Rose. Harry to dobry chłopak, potrafi czuć ale to ukrywa. Gdzieś w głębi niego jest ten dobry Harry, ale nie za często daje go komuś poznać.- wziął głęboki wdech- Tobie dał go poznać choć na chwilę. A inne laski wykorzystał i zabił w rowie. Doceń to.- wyszedł z balkonu
Harry
Robiłem sobie i Rose kolacje, pewnie była głodna. Trochę żałowałem, że tak ją potraktowałem ale niech wie, że mi się stawiać nie wolno. Usłyszałem skrzyp schodów, spojrzałem w tamtym kierunku z nadzieją, że to Rosie... Ale nie, to był Niall. Westchnąłem zmęczony i dalej robiłem nam naleśniki.
-Pogadałem z nią, jedno jest pewne stary. U niej za dużo punktów nie masz.- zaśmiał się
-Zamknij się, wiem, że jestem dla niej wredny.- prychnąłem- Jak masz zamiar gadać mi o tym jaki to ja jestem zły to lepiej wyjdź.
-Dobra uspokój się. Powiedziała, że skoro jesteś facetem to, to pokaż i z nią pogadaj a nie mnie wysyłasz.- poklepał mnie po plecach
-Nie kazałem i z nią rozmawiać, tylko zobaczyć co robi. To są dwie różne rzeczy.- mruknąłem
-Wiem.- westchnął- Siedziała na balkonie, marzła. Wziąłem twoją bluzę i ją okryłem ona tam drżała. No i zacząłem z nią gadać. Nie myślisz, że to pora jej powiedzieć o wszystkim co robisz?- zapytał
-Ja wiem kiedy jest pora, i na pewno nie jest ona teraz. Więc lepiej siedź cicho.- odparłem
-Dobra, ale lepiej z nią pogadaj. Tak wiesz w cztery oczy.- radził a ja przeklinałem go pod nosem
-Po co ty się mieszasz w moje i Rosie problemy!?- uderzyłem dłoniami w blat
-Bo nie chcę aby skończyła jak Amica.- odparł
-Nie wspominaj o niej. Wynoś się!- wydarłem się
-Dobra, zadzwoń jak się ogarniesz.- prychnął
Wyszedł z mojego domu trzaskając drzwiami. Oparłem się o blat i spuściłem głowę do dołu aby choć chwilę spokojnie pomyśleć.
-Kim była Amica?- usłyszałem słaby głos Rose, ona też?
-Powiem ci kiedy indziej, nie mam siły, Rosie.- westchnąłem odwracając się do niej przodem
Jej cera była bledsza niż zazwyczaj, ciało drżało z zimna, a włosy miała rozpuszczone jak zawsze.
W mojej bluzie wygląda ślicznie.
-Powiedz mi.- jej niebieskie oczy wpatrywały się w moje
-Amica to moja była, wkurzyła mnie, wywaliłem ją z domu, wpadła pod samochód.- westchnąłem- Nie żyje od trzech lat.
Od razu zaczęła unikać mojego wzroku, ręce zacisnęła na rękawach bluzy. Słyszałem jak formuje sobie oddech.
-Wiedziałem, że robisz wiele głupot. Ale zabijanie dziewczyn bo cię zdenerwowały, jesteś ostro pieprznięty. Jeszcze jak było ci mało to zabiłeś mojego ojca, a za nim poszła moje matka. I po co ci to było!? No po co?! No powiedz, przecież wszystko wiesz to teraz mi to powiesz!- krzyczała, w jej oczach pojawiały się łzy
-To był przypadek!- uderzyłem dłonią w blat
-Nic nie dzieje się przypadkiem!- po jej polikach spływały już łzy
-Dobra, chcesz znać prawdę?! Od pieprzonych dwóch lat cię śledzę, znam twój każdy krok, twojego ojca zabiłem przypadkiem i też nie...- mówiłem
-Jak to przypadkiem i nie...- patrzyła na mnie z furią, jej klatka szybko się unosiła i opadała
-Ja nie chciałem żeby ktoś nam przeszkadzał, naszej miłości...- wyszeptałem wiedząc jak głupio musi to brzmieć
Zakryła dłonią usta i oparła się o ścianę, po jej polikach spływało coraz więcej łez. Dlaczego dzisiaj, dlaczego nie za tydzień?! Chciałem żeby było miło, ale nie mój kuzyn musiał wszystko zniszczyć...
-Naszej miłości?- mówiła cicho, ledwo słyszalnie- Jakiej miłości!? Ja ciebie nawet nie znam a ty mi z miłością wyskakujesz?!- wykrzyknęła
Nie wytrzymując napięcia po prostu przyssałem się do jej warg. Nie obchodziło mnie to, że ona tego nie chce. Biła mnie, kopała ale nie dawała rady mnie odepchnąć. Złapałem jej nadgarstki i przyparłem je do ściany. Rosie zrozumiała, że nie ma się po co mi sprzeciwiać. Nie chętnie ale jednak zaczęła odwzajemniać pocałunek.
-Po prostu bądź.- westchnąłem w jej wargi
 

niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 10


Dojechaliśmy do NASZEGO nowego domu, jak dziwnie to brzmi a jest jednak tak prawdziwe. Wysiadłam z czarnego auta przekładając sobie przy okazji włosy na lewe ramię. Harry wyjął nasze walizki z bagażnika oraz tylnych siedzeń i podszedł do mnie.
-Wreszcie sami.- westchnął głęboko po czym się uśmiechnął szeroko
-Ta.- mruknęłam cicho bawiąc się skrawkiem mojej białej koszuli.
-Widzę twoją wielką radość, Rose.- ponownie westchnął i ruszył ku drzwiom
-Źle się czuję.- skłamałam  spoglądając na niego za blond grzywki
-Zaraz coś na to zaradzimy.- odparł
Otworzył mi drzwi i wpuścił do środka. Walizki zostawił na korytarzu, a mnie poprowadził do kuchni. Usadowił mnie na krześle przy kuchennym blacie i kazał czekać. Położyłam głowę na blacie i zamknęłam oczy.
-O której przyjeżdża twój kuzyn?- zapytałam
-Wieczorem, a czemu pytasz?- odpowiedział pytaniem na pytanie
-Tak się pytał.- odparłam- Mamy tu jakieś książki, albo coś podobnego?
-Książki… Znajdą się. Jak będziemy szli w tym tygodniu na zakupy to coś sobie kupisz, na razie będziesz oglądać telewizję albo robić coś innego.- mówił
-Dobra.- podniosłam głowę
Podał mi jakieś tabletki i szklankę soku.
-To nie są żadne tabletki odurzające ani nic?- spojrzałam na niego podejrzliwie
-Nie jestem tak pieprznięty, Rosalie.- zwrócił się tak do mnie pierwszy raz od kiedy nie opuszcza mnie na krok
-Pełnym imieniem, zaczynam się obawiać, Styles.- powiedziałam
-Po nazwisku tylko w sądzie.- odparł z uśmieszkiem
-Do sądu się nie wybieram, jeszcze.- palnęłam
-Masz jakieś plany?- spojrzał na mnie szczerząc się
-Nie, ale jak będzie taka potrzeba to pójdę.- odparłam
Wybuchł śmiechem. Nie potrzebnie palnęłam o tym sądzie. W tym momencie Harry Styles był osobą z którą można się pośmiać i porozmawiać, teraz ale co będzie potem? Może nie znam go zbyt długo ale wiem jedno, muszę uważać na to co mówię, co robię oraz na niego. 
-Zaniosę nasze waliki na górę, rozpakujemy się i mamy spokój do wieczora.- uśmiechnął się cwano
Tak jak mówił, tak zrobiliśmy. Rozpakowałam swoje ubrania do szafek, kosmetyki zaniosłam do dużej łazienki. Cała sypialnia była duża, a wygląd był olśniewający. Duże łóżko stało na samym środku ściany, posłane białą kołdrą oraz beżowym kocem, leżały też tam poduszki w tych samych kolorach. Ściany były koloru mlecznej czekolady i ciemnej czekolady. Obok łóżka stały dwie etażerki a na nich lampy, tuż przed łóżkiem był ogromny, puszysty dywan. Po prawej stronie były drzwi balkonowe i duży balkon na którym były dwa leżaki. Po lewej stronie od łóżka było duże okno, a przed nim czarna szafka na drobiazgi a na niej wazon z bukietem różowych tulipanów, moich ulubionych kwiatów.  Róże są tak samo piękne, ale tulipany bardziej. Na ścianie od brązowych drzwi była szafa na ubrania. W prawym rogu stała rzecz dla mnie nie pojęta…. Był to kącik dla mnie. Dosłownie. Stałam tam toaletka. Duże białe lustro, biały stolik, białe krzesełko które jest pewnie wygodne, na kółkach. Były też tam dwie świeczki na stojakach z napisem Chanel. W rogu stolika stało pudełko z kosmetykami oraz perfumy, takie najdroższe. Mówiłam, że było mi to nie potrzebne ale on i tak się uparł, że jest potrzebne.
-W każde poniedziałki i czwartki będzie tu sprzątaczka. Umiesz gotować?- zapytał kiedy siedzieliśmy w salonie oglądając jakiś film
-Umiem.- odparłam
-No to będziesz nam gotować.- uśmiechnął się
-Mam pytanie..- zaczęłam
-Jakie słonko?- spojrzał na mnie
-Skąd ty masz tyle pieniędzy, na to wszystko?- pytałam
-Z pracy.- odparł jakby nie było to oczywiste
-Ale ty cały czas jesteś w domu…- mówiłam
-Chcesz wiedzieć skąd tyle mam?- zaśmiał się- Wyścigi, zawsze wygrywam więc pieniędzy nam nie zabraknie. Nigdy księżniczko. – po chwili mnie obejmował
-Nie jestem księżniczką.- odepchnęłam go od siebie
-Nie?- uśmiechnął się do mnie- To może królową?
Zaśmiał się. Zadzwonił dzwonek do drzwi, a chłopak poszedł otworzyć. Wzdrygnęłam się. Wyścigi… Przecież to jest niebezpieczne… Tak samo jak on, mówiła moja podświadomość . Do pokoju wszedł Styles i farbowany blondyn o niebieskich oczach. Różnił się od Harry’ego, nie miał na sobie ani jednego tatuażu. Rozmawiali ze sobą kiedy blondyn spojrzał na mnie.
-To musi być ta Rose o której ciągle gadasz.- zaśmiał się podchodząc do mnie- Niall, kuzyn tego debila.- zaśmiał się podając mi rękę
-Ta, miło poznać.- uścisk jego dłoni był jednak silny
Kiedy ją puścił, złapałam się za bolącą rękę i zaczęłam ją masować.
-To co stary, co tym razem?- zapytał Niall
-Coś na klatce piersiowej, powiem ci jak zaczniemy.- odparł brunet
-Co zaczniecie?- zainteresowałam się
-Zobaczysz, malutka.- odparł loczek podchodząc do mnie i całując mnie w czoło
Opadłam plecami na kanapę i patrzyłam jak przygotowywali duży fotel na środku salonu. Blondyn wystawił rzeczy do robienia tatuażu… Czyli Styles chce kolejny tatuaż. Przytuliłam do siebie poduszkę obserwując jak blondyn starannie robi jego tatuaż na klatce piersiowej. Oczy bruneta skanowały moje ciało, czułam to zbyt wyraźnie.
-Co ciekawi cię to Rosie?- brunet zapytał z uśmiechem
Schowałam twarz w poduszkę. Usłyszałam jego śmiech. Przyglądałam się mu z zaciekawieniem a jemu się to podobało.
-Skończone.- powiedział blondyn po godzinie
Brunet wstał z fotela, a moim oczom ukazał się tatuaż. Dwie jaskółki, jedna była większa a druga trochę mniejsza. Mój wzrok sam tam wędrował.
-Podoba ci się Rose?- zapytał
-Ładny, a co oznacza?- zapytałam
-Ta duża jaskółka to ja.- wskazał- A ta mała to ty.
To mnie zdziwiło. Zrobił on sobie tatuaż oznaczający związanie ze mną.
-Ładny.- uśmiechnęłam się
-Mówiłaś.- zaśmiał się cicho
-Też chcę.- powiedziałam
-Co, tatuaż?- spojrzał na mnie zdziwiony
-Tak.- odparłam
-To boli…- mówił
-No to co, proszę Harry.- zrobiłam oczy małego szczeniaczka
-Ja jej mogę zrobić.- odezwał się blondyn
-Nie, ja jej zrobię.- odpowiedział patrząc na Niall’a- Umiem.
-Dobra.- odparł unosząc ręce ku górze idąc do kuchni
-Siadaj.- wskazał na fotel uśmiechając się do mnie lekko, na co wykonałam jego polecenie- To gdzie go chcesz i co ?
-Coś na nadgarstku.- odparłam
-Co takiego?- patrzył w moje oczy
-Puls serca.
-Dobrze, słoneczko.- uśmiechnął się
Czułam ból, ale nie był on jakoś strasznie mocny ale jednak był. Patrzyłam jak chłopak robił to w skupieniu. Kiedy skończył uśmiechnęłam się lekko co on odwzajemnił. Pochylił się i musnął moje usta.
***
Wiem, że rozdział miał być wcześniej ale w czwartek wieczorem zaczęłam się źle czuć i dopiero dzisiaj wstałam z łóżka. Kolejny rozdział będzie w tym tygodniu, jakoś jutro/ pojutrze. Do zobaczenia, Wasza Katy.

czwartek, 14 stycznia 2016

Rozdział 9

Usłyszałam dzwonek mojego telefonu... Leżał pod poduszką Styles'a. Szybko go wzięłam, North. Wyszłam z pokoju i odebrałam go na korytarzu.
-North.- powiedziałam z ulgą
-Co ty sobie wyobrażasz?! Nie odbierasz, zabawiasz się z jakimś kolesiem, w twoim domu nie ma twoich rzeczy, mieszkanie wystawione na aukcję!- krzyczała do słuchawki, tak, że musiałam ją odstawić od ucha
-North, po prostu...- nie mogłam jej powiedzieć prawdy, Harry mnie zabije albo coś gorszego- Przeprowadziłam się dalej, nie chciałam tam być. Przepraszam, że ci nie powiedziałam. Nie zdążyłam...- mówiłam
-Nie zdążyłaś nic powiedzieć własnej przyjaciółce?! Śmieszna jesteś! A ten facet to kto to?
-Mój chłopak, mieszkam z nim.- oparłam się o ścianę i zjechałam na podłogę
-Tego też mi nie zdążyłaś powiedzieć?- śmiała się
-North ja teraz mam na prawdę dużo problemów, mogłybyśmy spokojnie porozmawiać?- zapytałam cicho
-Jesteś śmieszna. Nie odzywasz się do mnie, masz mnie gdzieś. A teraz chcesz ze mną rozmawiać?! Jesteś niewiarygodna, ale...- przerwała na chwilę- Jesteśmy przyjaciółkami od ośmiu lat a nie chcę jakoś tego niszczyć.
-Gdzie jesteś?- zapytała
-W Seattle.

-Jak się czujesz?- pytała
-Może być, a ty?- usłyszałam skrzyp drzwi, a po chwili ciało bruneta wyłoniło się z ,, naszego" pokoju
-Z kim rozmawiasz.- warknął
-Poczekaj chwilę.- powiedziałam do telefonu i odsunęłam go od siebie- Z North, mogę z nią chwilę porozmawiać. Błagam Harry.- poprosiłam go
Westchnął głośno i oparł się ramieniem o ścianę. Spojrzał w moje oczy, jego zawsze zielone oczy robiły się ciemne.
-Masz pięć minut, a potem widzę cię w sypialni.- mruknął i schował się za powłoką
-Już jestem.- powiedziałam do słuchawki
-Martwiłam się, ciągle się nie odzywasz...- mówiła
-Wiem przepraszam, ogólnie zgubiłam telefon ale się znalazł więc możemy teraz spokojnie rozmawiać.- kłamałam
-Dobra, fajnie znowu ciebie słyszeć.- uśmiechnęłam się na te słowa
-Idę spać, pogadamy jutro.- powiedziałam
-Dobra, pa.- rozłączyła się
Schowałam telefon do tylnej kieszeni spodenek i weszłam do sypialni. Mężczyzna stał oparty o komodę w samych dresach, dzięki czemu widoczne były jego liczne tatuaże. Najbardziej moją uwagę przyciągnął wielki motyl . Wyciągnął swoją dłoń ku mnie, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Oddawaj telefon.- mruknął
-Dlaczego?- zdziwiłam się jeszcze bardziej
-Po prostu, oddaj mi go po dobroci. - przybliżył się do mnie
-Ale to moja własność.- pokręcił głową- W taki razie ty daj mi swój.
-Rosie, przestań ze mną pogrywać.
W mgnieniu oka przekręcił mnie plecami do swojego torsu i wyjął telefon z kieszonki. Spojrzałam na niego oburzona, na co on uśmiechnął się głupio. Czy moja nienawiść go bawi?! Podszedł do mnie i musnął moje usta, pchając mnie tym ruchem w stronę łóżka.
-Jesteś dupkiem.- mruknęłam
-Bywa skarbie.- dotknął mojego policzka i uśmiechnął się- Jutro przyjedzie do nas mój kuzyn, pomoże mi w czymś.
-W czym?- tym mnie zainteresował
-Zobaczysz, to może być ważne.
-Um, dobra.- odparłam i położyłam się na łóżku
On również to zrobił. Zgasił światło które dawała nam lampka przy łóżku, i ułożył się wygodnie. Moje oczy sam się zamykały, jestem zbyt zmęczona.... Prawie usypiałam kiedy poczułam jak mężczyzna który leży obok mnie wtula się w moje plecy. Pewnie myśli, że śpię...
-Harry, co ty robisz?- ziewnęłam
-Śpij Rosie...- wyszeptał mi do ucha
Nie miałam siły się sprzeciwiać, więc ułożyłam się wygodnie i usnęłam...
Rano obudziło mnie krzątanie się po pokoju przez bruneta. Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek stojący obok łóżka... Szósta trzydzieści, czy tego człowieka do reszty już powaliło? Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na niego.
-Nie śpisz już?- zapytał
-Obudziłeś mnie.- przetarłam prawe oko
-Przepraszam.- podrapał się po karku
Na środku pokoju leżała moja walizka, dwie inne i jedna torba leżały już pod ścianą a szafka była już prawie pusta. Czyżby specjalnie wstał wcześniej aby nas spakować?
-Jak chcesz to możesz iść jeszcze spać.- powiedział
-Nie usnę.- odparłam śmiejąc się cicho z jego bezradności kiedy nie mógł dopiąć walizki
Wstałam z łóżka i usiadłam na walizce. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony, ale spróbował dopiąć walizkę jeszcze raz. Udało mu się. Podniósł się z ziemi podając mi dłoń aby mi pomóc, złapałam ją i podciągnęłam się do góry.
-Skoro wstałaś wcześniej to może zjemy teraz śniadanie i pojedziemy do domu?- zaproponował
-Dobrze.- odpowiedziałam
Zeszłam z chłopakiem na dół gdzie w jadalni zjedliśmy jajecznicę z bekonem, była smaczna. Dobrze zrobiona jak na chłopaka. Chociaż moja mama potrafiła spalić wodę albo puścić z dymem naszą kuchnię. Już dwa razu u nas w domu kiedyś był straż pożarna, albo zaraz obok lodówki stała gaśnica.
-Ty jeszcze spokojnie zjedz a ja zaniosę walizki do auta.- powiedział na co skinęłam głową
-Em, Harry...- podrapałam się po karku
-Co jest skarbie?- spojrzał na mnie przed wejściem na schody
-Oddasz mi mój telefon? Chcę mieć jeszcze jakiś kontakt ze światem.- mówiłam
-Dobra, ale jeden fałszywy ruch i brak telefonu oraz zamknięcie w piwnicy  o suchym chlebie i wodzie.- ostrzegł i oddał mi mój telefon kładąc go na stole
Uśmiechnęłam się do niego. Może to początki jakiś pozytywnych zmian? Choć nawet nie zaczęłam, ale przynajmniej teraz bez krzyku oddał mi telefon, a wczoraj dał dokończyć rozmowę z North.
***
Krótki ale jak dam radę to wstawię dzisiaj jeszcze jeden. Ale teraz będzie lepiej, czas poprawek się skończył. Mam jeszcze tydzień i zaczną mi się ferie, w tedy rozdziały będą ciężej. Nigdzie nie jadę, więc mogę cały czas w tedy pisać rozdziały. Rozdział zacznę pisać dzisiaj, ale nie wiem jak wyjdzie mi jeszcze z czasie. Więc do 10 rozdziału kochani, Wasza Katy

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział 8


Po zobaczeniu całego domu byłam w szoku. Był ogromny. Wielka kuchnia, kilka łazienek, sypialnia, pokoje gościnne, jadalnia, salon oraz siłownię ... Byłam pod ogromnym wrażaniem. Wszystko było już umeblowane, jak powiedział loczek trzeba przewieźć nasze rzeczy tam. Czyli jutro możemy już się tam wprowadzić. Nie powiem, był to bardzo miły gest. Nie spodziewałam się po nim tego, że kupił dom po to żeby mieszkać tam ze mną. Zaskoczył mnie, i to miłe uczucie. Powoli się do niego przekonuję. Może tak na prawdę nie jest on taki zły, a ma jakieś uczucia które dusi w sobie... Psycholog się ze mnie robi. Jechaliśmy do domu Louisa, mężczyzna mówił, że po kolacji się po prostu spakujemy a rano wyjedziemy.
-I nie jestem taki zły?- zapytał nagle
-W jakim sensie?- zaśmiałam się nerwowo
-W takim, że nie jestem taki zły jak mówią inni. Na przykład Lucy i telewizja.- wytłumaczył
-No nie jesteś.- podrapałam się po karku- Ale i tak masz swoje wybuchy.- mruknęłam
-Kiedyś przejdzie.- uśmiechnął się do mnie i położył swoją rękę na moje udo i zaczął je masować
Teraz był miły a potrafi być potworem.
Kiedy dojechaliśmy pod dom w którym obecnie mieszkaliśmy weszliśmy do środka. Od razu na korytarz wbiegła Lucy patrząc na mnie, widziałam na jej twarzy... Ulgę? Tak, to ona mnie przed nim ostrzegała. Zdjęłam buty i kurtkę wiosenną, a brunetka pociągnęła mnie za sobą. Po chwili byłyśmy w dużym pomieszczeniu na samej górze domu. Stała tam kanapa, i tylko ona.
-Co on ci pokazał?!- zapytała brunetka
-Po zakupach pojechaliśmy do takiej dzielnicy...- zaczęłam drapiąc się po karku
-No i co tam było?- pytała zdenerwowana
-Dom, on kupił dom. Jutro mamy się tam przeprowadzić.- dokończyłam
Tak na prawdę nie wiem co powiedzieć na pomysł Harry'ego. Mężczyzna mnie zaskoczył. Jedno ciekawiło mnie najbardziej, skąd on ma tyle pieniędzy ? Czyżby ma je z różnego rodzaju rabunków czy zarobił je uczciwie, a może ma je od rodziny ? Rodzina. Nawet nie wiem czy on ją ma, to również może być powodem jego wybuchów, a może problemy w domu ? Chciałam na wszystko znać odpowiedź, ale nie wiem nic.
-Słuchasz mnie?- zapytała Lucy
-Tak, tak.- wybudziłam się z transu myślenia, ona spojrzała na mnie podejrzanie- Dobra, nie. Myślałam o Harry'm. Wiesz coś o jego rodzinie, albo coś?- zapytałam
-Jedyne co wiem to, to, że ma matkę w Holmes Chapel i dwójkę rodzeństwa. Starszą siostrę o cztery lata i młodszego brata który ma dziewięć lat.- odpowiedziała
-Nic więcej nie wiesz, a ojciec?- pytałam
-Nic więcej nie wiem, Louis czasem o nim wspominał. Harry jest zamknięty w sobie i tego z niego nie wydusisz. Chyba, że zapytasz Louis'a, on jest jego przyjacielem.- uśmiechnęła się
-Dzięki.- odpowiedziałam jej ty samym
Zeszłyśmy na dół gdzie był Harry i Louis, Lucy spojrzała na niego wymownie, a on na mnie. Chrząknął.
-No to co Rosie, cieszysz się z przeprowadzki?- zapytał z udawanym uśmiechem, dlaczego on to robi?
-Tak, bardzo.- odpowiedziałam zmieszana siadając przy mężczyźnie z burzą loków na głowie
-Jakby mogła się nie cieszyć, będzie miała większą przestrzeń.- powiedział Harry, obejmując mnie ramieniem i przyciągając bliżej siebie
-No to co, może się napijemy.- zaproponował wyciągając z szafki czerwone wino
-Dobry pomysł.- powiedział Harry- Chcesz trochę, maleńka?
-Tak, z miłą chęcią.- uśmiechnęłam się
Kto zabroni mi się rozluźnić? Cały czas czuję się spięta, a wino to najlepsza okazja to zapomnienia o wszystkim. Louis podał mi kieliszek z cieczą, a ja od razu go opróżniłam...
Harry
Zadziwiało mnie to jak Rosie pochłaniała czerwone wino, wypiła już cztery kieliszki i nie ma dosyć. Ja ledwo wypiłem dwa. Z jej ust nie schodził szeroki uśmiech, wiedziałem, że to o trzy kieliszki za dużo. Jeden kieliszek jej nie zaszkodzi, ale cztery to przesada.
-Chcesz jeszcze Rose?- zapytał Louis
-Ta...- chciała potwierdzić ale ja jej przerwałem
-Nie, jej już starczy.- zabrałem jej kieliszek i odstawiłem na stolik do kawy
-Ej, nie będziesz mi życia układać.- wydęła wargę, co nie wyglądało jakby była zła a bardziej słodko
-Rosie, powiedziałem dosyć- ostrzegłem ją
Ona tylko westchnęła i usiadła zakładając ręce na klatkę piersiową, pokazując mi tym, że jest zła na mnie. Ale ja nie chcę jej upijać. Spojrzałem na zegarek, grubo po północy.
-Dobra, my spadamy na górę.- powiedziałem łapiąc Rosie za rękę
-No, przydałby się iść spać.- mruknęła Lucy wstając z kanapy- Dobranoc Rose.- przytuliła blondynkę
-Dobranoc Lucy.- uśmiechnęła się do niej
Rosie poszła za mną posłusznie, nie robiąc żadnych scen. Weszliśmy do pokoju, a blondynka usiadła na łóżku i patrzyła na mnie wyczekująco.
-Co jest?- zapytałem
-Musimy pogadać.- powiedziała poważnie
-Niby o czym?- byłem zdezorientowany
-Skoro mam ci pomóc, muszę wiedzieć coś o tobie.- podrapała się po karku
-No to pytaj, jestem na wszystko otwarty.- padłem na łóżko a ona usiadła obok mnie
-Opowiesz mi o swojej rodzinie?- zapytała
Jest to dla mnie drażliwy temat, nigdy nie lubię wspominać o jednym z członków swojej rodziny, mianowicie ojcu. Ale wiem, że Rosie chce to wiedzieć bo ma mi pomóc. Więc nie mam innego wyjścia.
-A co chcesz wiedzieć?- spojrzałem w jej oczy
-To na co mi pozwolisz.- odparła
- W wieku dziewięciu la mój ojciec pijak nas zostawił, więc zostałem z mamą i straszą siostrą. Nie chciałem widzieć tego pijaka na oczy. Moja mama miała kilka prac, żeby nas utrzymać. Gemma, moja siostra jak skończyła piętnaście lat również zaczęła pracę u kosmetyczki i tam pomagała. Jak ja skończyłem szesnaście lat zacząłem pracować w piekarni.- wziąłem głęboki wdech- W między czasie moja mama znalazła sobie nowego faceta z dzieckiem. Nikt nie wiedział, że on ma raka. Dopiero jak umarł i sekcja zwłok pokazała co mu się stało. Mały Tony czyli jego syn został z nami, jest dla mnie jak rodzony brat. Moja mama nie mogła się pozbierać ale z naszą pomocą było jej lepiej. I do tej pory mieszka z Tony'm w Holmes Chapel, a ja i Gemma ich odwiedzamy.- powiedziałem większość, uniknąłem drastycznych szczegółów
Blondynka patrzyła na mnie zamglonymi oczami, zastanawiała się nad czymś. Widać było to nawet po jej twarzy.
-Twój ojciec was bił ?
Rose
Widziałam jak Harry w jakiś sposób walczy ze sobą w środku, nie wiedział czy mi to powiedzieć czy nie... Martwiłam się w tej chwili o niego. Właśnie powodem jego wybuchów mogła być agresja w domu.
-Mi możesz zaufać...- wyszeptałam przybliżając się do niego
-Nie powinno cię to obchodzić.- gwałtowne wstał z łóżka- Nie powiem ci tego przynajmniej teraz.
Poszedł do łazienki. Mogłam się tego spodziewać. Choć jestem pijana wiem co robię, i myślę jeszcze w jakiś sposób racjonalnie. Nie miałam ochoty iść pod prysznic. Więc po prostu rozebrałam się do bielizny. Nałożyłam na siebie bluzkę z rękawkiem, i krótkie szorty. Kiedy jeszcze nikt nie wchodził do pokoju, dyskretnie zdjęłam z spod bluzki stanik i włożyłam go do szafy.
***
Jak widać Harry musi mieć bolącą przeszłość. Do kolejnego, który będzie jutro. Wasza Katy.

niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 7

Harry
Rose siedziała na łóżku spoglądając w balkon, wolała to niż rozmowa ze mną. Nie powiem, przeszkadza mi to trochę . Ale niech robi co chce.
-Jutro wyjeżdżamy.- upomniałem blondynkę
Spojrzała na mnie, jej oczy były szare, zero emocji. Wystraszyła się raz a porządnie i więcej nie wyskoczy ani mnie nie okłamie. Westchnęła i przytaknęła głową.
-Dzisiaj idziemy jeszcze na zakupy, trzeba kupić tobie jeszcze inne łachy.- mruknąłem- Za piętnaście minut bądź gotowa.
Skinęła głową i wstała, mijając mnie jej ramię otarło się o moje. Weszła do łazienki aby zapewne się ogarnąć, tym razem to ja położyłem się na łóżku i ponownie zacząłem przeglądać jej telefon.
Od: Noah
Ej czemu się nie odzywasz, stało się
coś? Odzwoń jak będziesz miała czas ;)

Ten chłopak nie dawał jej spokoju, a wkurzał mnie coraz bardziej.
Do: Noah
Wiesz, jakoś nie chcę z tobą gadać,
lepiej mnie zostaw...

Uśmiechnąłem się, już na sto procent powinien zostawić moją Rosie. Drzwi od łazienki się otworzyły, a Rosie wyszła z włosami związanymi w kucyka.
-No to idziemy.- schowałem jej telefon do swojej kieszeni
-Mhm.- mruknęła cicho
Kiedy szliśmy do drzwi, Louis i Lucy zatrzymali się i spojrzeli na nas.
-Gdzie idziecie?- zapytała szybko Lucy patrząc przerażona
-Do sklepu, trzeba kupić jej jakieś ubrania. A potem coś jej pokażę.- powiedziałem
 Oboje skinęli głowami, ale w oczach Lucy widziałem, że mi nie ufa. Objąłem w tali blondynkę i razem udaliśmy się do mojego auta. Otworzyłem jej drzwi i pomogłem wsiąść. Sam okrążyłem samochód i do niego wsiadłem. Włożyłem klucz do stacyjki i ruszyłem spod domu.
-Nie lubię zakupów.- odezwała się w końcu
-To polubisz.- odparłem kładąc rękę na jej kolano, wzdrygnęła się
-Nie sądzę. A gdzie potem jedziemy?- zapytała patrząc za okno
-Zobaczysz kochanie, zobaczysz.- uśmiechnąłem się- Na pewno nie skończysz jak tamte.
Widziała o tym co zrobiłem poprzednim, więc może się mnie bać i tak będzie dobrze. Jak jutro wyjedziemy od Louis'a będzie lepiej, nikt nie będzie mi gadał jak mam ją traktować. Jest moja i koniec.
W końcu dojechaliśmy pod galerię. Pomogłem jej wysiąść i udaliśmy się do jednego ze sklepów z odzieżą damską. Trzymałem ją kurczowo w tali, aby żaden facet nie pomyślał sobie, że jest wolna.
-Szukaj sobie czegoś, też ci coś znajdę.- powiedziałem dochodząc do wieszaków
Blondynka skinęła głową i zaczęła przeglądać ubrania między wieszakami. Nie chce ich, ale będą jej potrzebne. A pieniądze... Mam ich zbyt dużo, a na Rosie nie szkoda mi pieniędzy. Przeglądałem ubrania kiedy natrafiłem na niebieską sukienkę. Na górze niebieska przykryta białą koronką a dół był prosty niebieski. Zwilżyłem sobie wargi i wziąłem ją do ręki. Kiedy spojrzałem na Rosie miała kilka rzeczy w ręce.
-Widzę, że coś sobie znalazłaś.- wyszeptałem jej do ucha i pocałowałem tył głowy
-Coś na pewno.- odpowiedziała
-Na razie idź przymierz to wszystko i mi się pokaż a ja czegoś poszukam jeszcze.- powiedziałem
-Dobrze.- odpowiedziała i ze wszystkimi ubraniami poszła do przymierzalni.
Ja wzrokiem szukałem ubrań które mogłyby dobrze leżeć na blondynce. Moim zdaniem większość ubrań by na nią pasowało, ale nie wykupię całego sklepu. Wzrokiem wróciłem do przymierzalni gdzie głowa blondynki wysuwała się za zasłony a wzrokiem poszukiwała mnie. Uśmiechnąłem się i podszedłem tam. Odsłoniłem zasłonę a moim oczom ukazało się boskie ciało blondynki w sukience którą wybrałem. Oblizałem ponownie wargi i wszedłem do przymierzalni zasłaniając widok. Przyparłem ją do lustra i zacząłem zostawiać na jej szyi mokre pocałunki.
-Przestań.- poprosiła
Zaśmiałem się cicho. Jej błaganie zazwyczaj mnie bawi. Jednak dzisiaj z jej prośbą zaprzestałem.
-Ubieraj kolejne ciuchy, będę stał pod przymierzalnią.- powiedziałem a ona skinęła głową
Rosie
Zdjęłam z siebie sukienkę, którą wybrał mi Harry i powiesiłam ją ponownie na wieszak. Teraz sięgnęłam po jeansy i białą bluzkę z napisem Rolling Stones i ich logo. Bardzo lubię ich muzykę. Przejrzałam się w lustrze i poprawiłam sobie włosy.
-Już?- usłyszałam zachrypiały głos bruneta
-Tak.- odparłam
Odsłonił ponownie zasłonę i spojrzał na mnie uśmiechając się, jego wzrok był skierowany na logo bluzki.
-Myślałem, że tylko ja lubię Rolling Stones, więc jesteśmy razem maleńka.- uśmiechnął się
Tak minął mi czas w sklepie, za każdym razem chłopak patrzył na mnie wygłodniałym wzrokiem. Spakowaliśmy zakupy do auta i chłopak zaczął mnie gdzieś wieźć. Martwiłam się, ale jak powiedział Nie skończysz tak jak inne . Mam taką nadzieję, że nie. Wjechaliśmy na jakąś dzielnicy i wyglądała jak dla bogatych ludzi. Ale dla czego akurat tu mnie przywiózł. Zaparkował pod dużym domem którego ściany były białe a dach z czarnych płyt dachowych. Przy wejściu domu był słup ozdobiony kremowymi kaflami . Ma dwa piętra, parter i pierwsze. Były też drzwi garażowe. Przy oknach były doniczki z kwiatami.
-Po co mnie tu przywiozłeś?- zapytałam
-Od jutra tu zamieszkamy kochanie, tylko ja i ty.- wyszeptał mi do ucha przygryzając jego płatek
-Słucham?- spojrzałam na niego zdezorientowana
-Mówiłem ci Rosie, będziemy razem.- złapał moją rękę i splótł nasze pale u rąk
-Ale ,że dom ?- patrzyłam na niego cały czas
-Tak, nikt nam nie będzie przeszkadzał. A tak będzie nam lepiej, spokojnie będziemy mogli rozmawiać. Nauczysz mnie nad sobą panować i...- przerwał na chwilę
-I co ?- zapytałam zdenerwowana
-I kochać.- mruknął i musnął moje usta
Czy on powiedział, że mam go nauczyć kochać?! Przecież on nad sobą nie panuje, to co dopiero może czuć w środku.
No właśnie... Co może czuć ten mężczyzna w środku, może tego nie mówić a jest zły na siebie... Nie zapytałam go o to w przeciągu tych kilku dni, a może właśnie chodzi o uczucia a nie panowanie. Może to właśnie życie bez uczuć sprawiło brak panowania nad sobą, brak uczuć skierowanych do niego mógł sprawić to co z nim się teraz dzieje... Musiałabym z nim poważnie porozmawiać. Może znam go tylko kilka dni, ale czuję jakby było to dłużej, jakbym znała go od dawna.
-To chcesz go obejrzeć, czy wolisz jutro?- przerwał moje myślenie
-Możemy dzisiaj.- odpowiedziałam
Uśmiechnął się promiennie i trzymając moją dłoń skierował się w kierunku dużych, czarnych drzwi. Otworzył je i wpuścił najpierw mnie a potem sam wszedł.
***
Długo nie było rozdziału, ale na szczęście wszystko jest w porządku. Co sądzicie o słowach Harry'ego i myśleniu Rose? Może ona mieć rację, czy raczej nie ? Dzięki za 9157 wyświetleń. Jeśli mi się dzisiaj jeszcze uda to wstawię dodatkowy rozdział ósmy, a jeżeli nie to jutro. Teraz postaram się dodawać częściej rozdziały.