niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 153

 
Moja żona usiadła na moich kolanach ,a Cassidy na fotelu obok Dominiki .
-A więc byłam u jego matki - Dominika wskazała na Malika - I kiedy mówiłam jej co i jak , on chciał mnie zastrzelić !- warknęła
-Ty dupku!- krzyknęła Ania
-Ale sam ma postrzeloną nogę .- zaśmiała się Cassidy
-I dobrze jemu tak- mruknęła moja żona pod nosem , na co się cicho zaśmiałem i pocałowałem tył jej głowy
-Bardzo dobrze- mruknął Josh
-Zamknij się !- krzyknął Malik
Nagle ktoś zapukał do drzwi , o nie ... Karolina wstała z moich kolan i poszła ku drewnianej powłoce .
-Hej , przywiozłam dzieci -usłyszałem głos mojej mamy
-Mama !- usłyszałem głos mojej córeczki , Darcy
-Hej słonko- odpowiedziała
-Dobra ja lece .
-Dobra , do zobaczenia .
Po chwili w środku domu były dziewczynki , Darcy miała dziwny wyraz twarzy . Jej wzrok był skierowany na Zayna .  Jej oczka wskazywały , że jest zła . Obróciła się i przytuliła do Karoliny , Avril patrzyła na Malika z furią . Na jej policzku było można dostrzec uderzenie w policzek ... Jak ten gnojek ją uderzył to zajebię , Avril była dla mnie jak rodzona córka . Moja żona usiadła na moich kolanach , a dziewczynki razem z Sarą poszły na górę .
                                     *Kilka godzin potem *
Siedziałem w kuchni , nie mogłem ponownie zasnąć . Moja żona za pewne słodko spała ...
-Tatusiu , a dlaczego ty nie śpisz ?- zapytała Darcy? Stała w drzwiach z misiem
-Nie mogę zasnąć , a czemu ty nie śpisz kwiatuszku ? -Odpowiedziałem pytaniem na pytanie
-Paliło się światło i zeszłam - odpowiedziała
-Idź spać , jutro musisz mieć dużo siły ...
-Aby zobaczyć coś fajnego .- zobaczyłem a za nią stała moja żona
-Co zobaczę ?- zaciekawiła się
-Zobaczysz , a teraz zmykaj spać .
-Lece, dobranoc - powiedziała całując mnie w policzek jak i mojej żony
Blondynka usiadła na krzesełku na przeciwko mnie .
-Gdzie ty chcesz iść ?- zapytałem
-Do przyjaciółki . -odpowiedziała
-I do tego jest ci potrzebna Darcy ? - zachichotałem
-Nie , ale do tej koleżanki gdzie są zwierzaki , chce zobaczyć co z koniami , tęsknie za nimi . -zaśmiała się zakrywając twarz 
-A no chyba że . Ciekawe co z lwami i tak dalej .
-Gadałam z nią i wszystko jest w porządku , są grzeczne .
-No to dobrze .
-Bardzo dobrze .
-Świetnie .
-Wspaniale .
-Wyśmienicie .
-A wal się .- mruknęła
Zaśmiałem się i pociągnąłem ją na swoje kolana . Musnąłem jej wargi , uśmiechnęła się delikatnie .
-I tak mnie kochasz .- powiedziałem cicho
-Może tak ,a może nie- zachichotała
-Zołza .
-Caurl !
-Baby .
-Matoł !
-A cicho .- mruknąłem - Idziemy spać .
Jedną rękę włożyłem pod jej kolana a drugą pod plecy i zacząłem iść w kierunku naszej tymczasowej sypialni . Moja żona założyła dłonie na mój kark. Otworzyłem jakość sypialnie i wszedłem do środka zamykając drwi delikatnym pchnięciem nogą . Położyłem mój skarb na łóżko , zdjąłem wszystko oprócz bokserek i położyłem się obok niej przyciągając ją do siebie .
                                             P.O.V. Karolina
Kolejnego dnia wstałam przed Harrym . Przebrałam się w czarne spodnie i białą koszulę , a włosy związała w wysoki kucyk . Zeszłam na dół , a tam zastałam Dominikę .
-Hej - powiedziałam
-Haj - odpowiedziała mieszając kawę
-Wyspałaś się ?
-Nawet , a ty ?
-Tak , było całkiem ok .
-To dobrze.
Zrobiłam wszystkim domownikom śniadanie, czyli kanapki , nic wytwornego z mojej strony . Sama nie zjadłam nic a nic , nie miałam apetytu . Czułam jakbym miała zaraz upaść na podłogę i zwymiotować w tym samym czasie . Oparłam się o blat i patrzyłam jak Dominika je jedną kanapkę . Po chwili do kuchni wpadł Niall , i pochłonął prawie wszystkie kanapki . Gdybym go nie wygoniła miotłą , to zjadłby wszystkie . Do kuchni weszli zaspani domownicy , zapewne obudziły ich krzyki blondyna .
-A gdzie śniadanie ?- zapytał Liam
-Idź do blondaska , on ci powie . Albo je wysra - odpowiedziała za mnie Dominika , która jak Niall wybiegał z pomieszczenia podłożyła mu nogę a on się prawie wywalił
-Zrobi nam ktoś śniadanie ?-ziewnął Louis
-Sam se zrób Tomlinosn - mruknęłam i poszłam do salonu
************************************************************
Przepraszam , przepraszam , przepraszam ! Przepraszam , że rozdziału nie było 6 dni , przepraszam , że rozdział jest krótki i nudny ! Niby wakacje to czas wolny ale , też ma się jednak dużo obowiązków . Do kolejnego rozdziału , który będzie już nie długo .

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 152

 
-Kocham cię -uwielbiałam jak to mówi
-Ja ciebie też-przytuliłam się do jego klatki, czułam bicie jego serca, ale czy Harry byłby sobą gdyby nie uszczypał mnie w tyłek? Chyba nie. Odsunęłam się do niego, widziałam ten jego zboczony uśmiech. Poszłam się ubrać, tym razem zamknęłam drzwi
Umyłam dokładnie swoje ciało i ubrałam piżamę .  Kiedy weszłam do sypialni widziałam jak Harry stoi przy oknie i czegoś wypatruje .
-Co tam tak wypatrujesz ?- zapytałam przytulając się do niego od tyłu
-Dziwi mnie to , że nie ma reszty . Gdzie oni są ?- mówił
-A gdzie Avril i Darcy ?
-U mojej mamy , ale naszej ekipy tam nie ma ...
-Zaczynam się martwić - szepnęłam
-Ja też - odpowiedział przytulając mnie do siebie
A co jeśli stało się im coś złego ?! Bałam się jak cholera... Przegapiłam pogrzeb Karoliny ... Nie mogę sobie tego darować , była dla mnie jak siostra . Ale ona nadal jest w naszych sercach , na zawsze . Chciałam zabić Smitha za to co zrobił , a teraz ... Nie wiem czy powinnam . Nie chodzi o to , że mi go szkoda ale ... Prawda , zgwałcił moją przyjaciółkę , chciał mnie zabić i to przez niego mamy takie kłopoty ale czuję , że on nie robi tego z własnej woli ... Ale też czuję jak by to mnie zawodzi . W mojej głowie jest za dużo pytań i innych myśli a za mało odpowiedzi .
                                               P.O. V. Dominika
Siedziałam u mamy Malika , trzeba powiedzieć jej prawdę . Reszta była u mamy Louisa . Widziałam jak mama tego pojebańca patrzy na mnie i wyczekuje mojej wypowiedzi po co tu przyszłam . Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam :
-A więc przyszłam tu  jednej i bardzo ważnej sprawie ...
-Jakiej ?- zapytała
-Wiem , że mi nie ufasz bo byłam po ich stronie . Ale ja chciałam chronić moich przyjaciół. Ale przyszłam tu w innej sprawie , a mianowicie ... Twój syn ściągnął na wszystkich te kłopoty .
-Niby jak ?
-Popadł w długi i dołączył do gangu . Ta był z kilka miesięcy ale potem zakochał się w takie Cassidy , dziewczynie szefa gangu . Chciał z nią uciec i kiedy uciekał zastrzelili Cassidy ...Ale ona żyje , poznałam ją .
-Niby jak ?- zaśmiała się
-A tak - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem na twarzy a do pokoju weszła blondynka
-Dzień dobry - powiedziała i usiadła na kanapie obok mnie
-Dzień dobry , a ty to ...
-Cassidy - odpowiedziała spokojnie
-I niby jak przeżyłaś ten postrzał ?- zapytała
-Miałam kamizelkę kuloodporną , wiedziałam , że będą nas ścigać i wiedziałam , że będzie chciał zastrzelić Zayna . Więc udałam moją śmierć i zaczęłam nowe życie , ale to powróciło .
-Jakoś nie mogę wam uwierzyć ...- powiedziałam ale przerwał jej wchodzący do salonu Zayn z bronią , o cholera będzie się działo ...
-Co ona tutaj ro...- przerwał patrząc szeroko otwartymi oczyma na Cassidy - Cass ?
-Hej - warknęła
-Ty...ty żyjesz , ale jak ?
-Normanie ! Wyjdź- syknęła
-Naprawy to Cassidy .- prosił
-Nie ma mowy dupku , zostaw nas !
Wycelował we mnie , już wiadomo po co tu przyszedł .
-Zostaw ją chuju !- krzyknęła
-Bo co mi zrobisz skarbie ?- zaśmiał się
-A to - powiedziała i strzeliła w jego nogę
                                   P.O.V. Harry
Siedziałem na kuchennym blacie i popijałem mleko . Moja malutka , drobniutka blondyneczka spała smacznie w łóżku. Nie mogłem spać . Zastanawiałem się co dzieję się z naszą ekipą , czy Smith i reszta coś im zrobili ? Usłyszałem skrzyp schodów , a po chwili w pomieszczeniu widziałem sylwetkę mojego kwiatuszka .
-Czemu nie śpisz ?- zapytała z delikatną chrypką w głosie
-Nie mogę , a dlaczego ty nie śpisz ?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie
-Mam taki sam powód - odpowiedziała
-A jaki jest powód braku twojego snu ?- droczyłem się z nią
-A jak sądzisz ? - odpowiedziała beznamiętnie i poszła do lodówki
Widziałem jak wyciąga mleko i nalewa je do szklanki . Mleko chowa do lodówki a przedmiot z cieczą wkłada do mikrofalówki . Nacisnęła kilka przycisków i czekała na zagrzanie się cieczy . Między nami była denerwując cisza , nigdy tak między nami nie było . Ale to się chyba zmieniło. Postanowiłem to zmienić . Przyciągnąłem do siebie blondynkę i przytuliłem ją , swoją głowę schowałem w zagłębieniu jej szyi. Kocham moją drobną Karolinę , i nie pozwolę na to aby ktoś ją krzywdził . A tym bardziej ona samą siebie .
-I tak mnie kochasz - szepnąłem jej wprost do ucha
-Mhm...- mruknęła
Moja ręka znajdowała się na jej plecach i kreśliła małe kółeczka , czułem jak jej ciało się rozluźnia . A kiedy dotknąłem jej czułego miejsca jej ciało przeszedł dreszcz . Jej ręce wylądowały na moim karku .
-Potwierdź , że mnie kochasz bo mi smutno . - powiedziałem
-Kocham cię idioto - odpowiedziała
-Dla ciebie mogę być największym idiotom na świecie , ale abym był przy tobie .
Jej głowa opierała się o mój tors . A jej zwinne rączki przeniosły się na mój tors i przytuliła mnie do siebie .
-Nie możemy się tak martwić - szepnąłem - Bo wszystko będzie dobrze .
-Oby - powiedziała
Musnąłem jej usta swoimi , kocham smak jej ust . Kocham ją całą , każdą część jej ciała , kocham ją całą . Gdyby nie to , że przerwała nam nasza paczka wchodząca do domu to trwalibyśmy o wiele dłużej w tej pozycji . Ale zdziwiło mnie jedno ... Chłopacy oprócz tego gównianego Luke nieśli Zayna z zabandażowaną nogą .
-Co się stało ?- zapytała moja żona obejmując mnie
-Zaraz wam powiemy ... Czy coś się tu miało wydarzyć i my przeszkadzamy ?- powiedziała Ania z uśmieszkiem puszczając oczko mojej blondyneczce
-Nie - powiedziałem
-Ah, to dobrze- zaśmiała się
Wszyscy poszliśmy do salonu . Moje słonko usadowiłem na swoich kolanach , Malika przywiązali do krzesła . Ale widziałem jak pod ścianą stoi jakaś blondynka . Kiedy moja żona ją zauważyła wstała i podeszła do niej . Z tego co widziałem podały sobie ręce i obie oparte o ścianę prowadziły rozmowę .
-Ej popaplacie sobie potem , teraz chodźcie tu . Trzeba pogadać - powiedział Louis
**************************************************************
Wiem , że rozdział krótki ale jest ! Mam nadzieję , że jest dobry . Tak , wiem są trzy P.O.V. Ale tak musiało być . Oczywiście dziękuję za wszystkie komentarze , wyświetlenia i za to , że w ogóle jesteście . Do kolejnego :*

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 151

W pewnej chwili zobaczyłam jakąś postać. Czy ja już naprawdę zbzikowałam? To był Harry. Stał tam w czarnych jeansach i szarej koszulce. Zobaczyłam tylko jak podbiegł do mnie, zdążyłam jeszcze powiedzieć cicho "przepraszam" i ciemność zagościła w moich oczach.
                                   P.O.V. Harry
Co ona najlepszego zrobiła? Podbiegłam do niej i padłem na kolana, chwyciłem jej głowę
-Karolina? Karolina , proszę obudź się-pierwszy raz od bardzo dawna z moich oczu wyleciały łzy.

 Jeszcze nigdy się tak nie bałem. Chwyciłem telefon i zadzwoniłem na pogotowie. Wydawało mi się jakby jechali wieczność. Próbowałem uciskać jej rękę by krew już nie uchodziła.Zastanawiało mnie tylko jedna, czemu ona to zrobiła? Pogotowie w końcu przyjechało, powiedziałem, ze jestem jej narzeczonym, więc mogłem z nimi jechać. Całą drogę trzymałem jej rękę. W szpitalu gdy wieźli ją na oddział ocknęła się
-Proszę, zostań-powiedziała
-Zostanę, obiecuję. Teraz to ty obiecaj ze mnie nie zostawisz.
-Obiecuję -z moich oczu znów wylało się kilka łez

Zabrali ją. Siedziałem na korytarzu kilka godzin i zastanawiałem się co się stało gdy mnie nie było. Czemu Karolina do mnie nie przyszła, przecież Luke mówił ,że jej przekazał. Po długim oczekiwaniu wyszedł lekarz.
-Co z nią?
-Będzie dobrze-powiedział z uśmiechem i wskazał ręką ze mogę wejść do Karoliny
 Wszedłem do jasnego pokoju i ujrzałem moja ukochaną, leżała blada jak ściana z zawinięta bandażem ręką. Usiadłem koło niej, patrzyłem na jej czerwone oczy. Ani ja ani ona nic nie mówiliśmy. Dotknąłem jej twarzy i lekko pocałowałem
-Dlaczego to zrobiłaś ?
-luke...on powiedział, że nie żyjesz. Załamałam się, chciałam umrzeć.
-Co??? Rozmawiałem z nim, miał ci przekazać, żebyś przyszła.
-Nie powiedziała
Bylem wściekły, chciałem go zabić. Próbowałem się opanować przy Karolinie. Nie mogłem iść z nim "pogadać" dopóki ona była w szpitalu. Siedziałem z nią cały czas, nie opuszczałem jej ani na chwilę. Z dnia na dzień czuła się coraz lepiej. Niedługo sylwester. Opuściliśmy święta wiec chociaż na te kilka dni chciałem zabrać ją do Londynu . Mieliśmy jeszcze 4 dni a Karolina  miała wyjścia już jutro. Dzień w dzień patrzałem na gojące się na jej ręce blizny, obiecałem sobie, że nie daruję Lukowi .
Jedziemy własnie do domu. Karolina wygląda niesamowicie. Znów była radosna i zadowolona z życia.
                                   P.O.V. Karolina
A jednak wrócił, cały i zdrowy i jest tu ze mną. Moje życie znów nabrało kolorów. Cieszyłam się ze wszystkiego, nawet Angielski deszcz nie był w stanie zepsuć mojego humoru. Kiedy byliśmy już w domu, jedyne czego pragnęłam to położyć się z Harrym na kanapie i obejrzeć jakiś dobry film. Tak też się stało. Zaczęłam wierzyć, że po czymś takim nic już nie da rady zniszczyć naszego związku. Oglądaliśmy "trzy metry nad niebem" płakałam na niektórych scenach, ale wtedy Harry mocno owijał mnie ramieniem.
-Karolina? Za trzy dni sylwester. Pomyślałem ze jeśli opuściliśmy święta to może wtedy wrócimy do Paryża ?
-Świetny pomysł-zastanawiałam się dlaczego mu tak zależy -tęskniłam za tobą
-Ja za tobą też-nasze twarze były bardzo blisko siebie, w końcu złączyły się w namiętnym pocałunku.
-Mam coś dla ciebie, chciałam ci to dać na święta, no ale nie wyszło. Poczekaj tu -pobiegłam do pokoju i przyniosłam grubą książkę z naszymi wspólnymi zdjęciami. Wszędzie byliśmy tacy szczęśliwi
-Dziękuje, to jest piękne. Prezent ode mnie dostaniesz jak będziemy w Paryżu- przytuliłam go i powiedziałam ciche "dobrze". Było już dość późno a mi oczy same się zamykały. Harry zaniósł mnie do sypialni. Poszłam się przebrać, byłam jednak tak zmęczona, że zapomniałam o zamknięciu drzwi od łazienki na klucz. Styles oczywiście to zauważył i nie pukając wszedł do pomieszczenia. Czułam się trochę nieswojo bo stałam w samym staniku i majtkach.
-Wyjdź zboczeńcu- powiedziałam z wyraźnym rozbawieniem w głosie
 Na Harrym jednam nie zrobiło to wrażenia i chyba nie nigdzie iść. Chwyciłam jego czarny szlafrok . Na haczyku przy drzwiach. Założyłam go, na co Hazz wyszczerzył zęby. Chciałam go odepchnąć, ale od złapał mnie w tali i podniósł wysoko robiąc mały obrót. Śmialiśmy się jak dzieci.
-Harry daj mi się ubrać-powiedziałam wplątując ręce w jego włosy. Uspokoił się, ale nadał trzymał mnie nad ziemią. W jego oczach widziałam te dwa światełka, które ostatnio gdzieś znikły. Znów tu są i to mnie niezmiernie ucieszyło. Patrzyliśmy sobie w oczy, zieleń jego tęczówkę przyprawiał mnie o zawrót głowy. Były takie piękne. Zaczęłam machać nagami na znak żeby mnie puścił, zrobił to. Schylił się trochę i znów mnie pocałował.

****************************************************************************
Ahh... ten wredny Luke , dupek z niego , prawda ? Więc nie długo są wakacje i od 6 lipca do dwunastego mam kolonie sportowe . Więc w tedy mogą się pojawić rozdziały ale nie gwarantuję tego . Jak na razie mam dużo weny i rozdziały są codziennie . Do kolejnego

niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 150

Siedziałam na łóżku w jego pokoju, wyobrażając sobie, że jest w domu, że zaraz przyniesie mi pyszne śniadanie do łóżka, że położy się obok mnie i pocałuje w czubek nosa. Tak się jednak nie stało. Byłam tam sama z moim strachem przed utratą ukochanego. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jak bardzo go kocham. Nie potrafiłam pogodzić się z faktem, ze Harry leży w szpitalu a ja nie mogę go zobaczyć. Czym ja zawiniłam? Co złego zrobiłam W tamtej chwili byłam w stanie oddać wszystko by tylko przeżył, nawet własne życie.
Dni mijały a ja wciąż czekałam aż Harry stanie w drzwiach domu. Czekałam długo...bardzo długo ale nikt się nie pojawił. Wyglądałam jak chodzący trup... podkrążone oczy od płaczu i braku snu, zero chęci do życia i serce które cierpi jak nigdy wcześniej. Siedziałam w salonie otoczona całkowitą ciszą. Kiedy rozległo się pukanie do drzwi, pobiegłam otworzyć. To był Luke, przyszedł mnie pocieszyć.
-Jak się czujesz? -zapytał
-Jakbyś ktoś wyrwał mi kawał serca. Czemu on nie chcą mi nic powiedzieć? Zrób coś!-krzyknęłam ze łzami w oczach odpychając go od siebie.
-Wszystko będzie dobrze-powiedział i przytulił mnie, jego objęcie znacznie różniło się od Harry'ego. Gdy Hazz mnie przytulał czułam motylki w brzuchu i nie zważając jaki miałam humor uśmiechałam się, z nim było inaczej. Spojrzał na mnie, jego  oczy lśniły, przybliżył swoją twarz do mojej. Z całej siły go odepchnęłam. Czy on chciał mnie pocałować? W takim momencie? Jego przyjaciel leży w szpitalu a on dobiera się do jego dziewczyny.
-Co to miało być ?! -krzyknęłam drażniąc gardło
-No weź. Wiem ze ci się podobam..- powiedział z uśmiechem
Podszedł bliżej, przybita do ściany nie miałam gdzie uciec. Złapał mnie w tali, jedynie co wtedy przyszło mi do głowy to to, żeby uderzyć go w krocze. Gdy upadł na drewnianą podłogę. Uciekłam do pokoju  zamykając drzwi na klucz. Błagałam by mój mąż pojawił się i odciągnął tego psychola. Ale ja przecież marzyłam o niemożliwym. Usłyszałam rozchodzący się po mieszkaniu głos Luke
-Karolina nie wygłupiaj się. Nic ci nie zrobię, obiecuję. Pójdę do szpitala, dowiem się co Harry'm. Proszę otwórz.
Uległam i otworzyłam drzwi. Chciałam iść i z nim, ale kategorycznie mi zabronił. Czekałam na niego, siedząc na łóżku. Położyłam się. Długi brak snu dał się we znaki. Zasnęłam. Cały czas widziałam pędzące w moją stronę auto i Harry'ego całego we krwi.




Obudziłam się, wytracona ze snu przez Luke. Wydawał się być załamany. Stanęłam na równe nogi.
-I jak? Dowiedziałeś się czegoś ?
-Tak-powiedział spuszczając głowę.
-Luke! -krzyknęłam z bólem w glosie
-Podałem się za jego kuzyna. Karolina on...on nie żyje.
Nogi ugięły się pode mną. Moje cale życie w ciągu tak krótkiego czasu, całkowicie się zawaliło. Kazałam chłopakowi wyjść. Płakałam leżąc na łóżku. Czy to prawda? Czy Harry rzeczywiście mnie opuścił? Wtedy moje życia nie miało najmniejszego sensu. Chciałam umrzeć i znów zobaczyć Hazze. Wzięłam w rękę jego koszulkę, która leżała pod poduszką i wtuliłam w nią twarz
-Harry. Wróć do mnie. Dlaczego mnie zostawiłeś. Jak mogłeś? Obiecywałeś, że będziemy razem...zawsze, a teraz cię tu nie ma. HARRY!!!!!-krzyknęłam najgodniej jak tylko potrafiłam.
Postanowiłam napisać list, nie wiedziałam do kogo, chciałam się po prostu komuś wygadać.
"Do ***
Jeśli ktoś to czyta to znaczy, że albo nie żyje ale w strasznym stanie leże w szpitalu. Gdybym wtedy nie wyszła z tego samochodu, Harry by żył, i jechalibyśmy teraz do Paryża. Moje życie bez niego nie ma sensu. Czemu życie jest takie nie fair? Czemu odebrało mi Harry'ego? Mojego Harry'ego. Czemu to ja nie umarłam Czemu właśnie on? Czy to dlatego, że był zły On był taki tylko na wierzchu. W środku był kochany, nigdy nie podniósł na mnie ręki... NIGDY. Kochałam go i nadal będę, nieważne w którym świecie. Kiedyś na pewno się spotkamy. Obiecuje
Karolina
xxx"


Położyłam ten list na poduszce ukochanego, jakbym chciała zęby on przeczytał to jako pierwszy. Czułam jak z każdą chwilą moje serce pęka po raz kolejny. Wszędzie czułam jego obecność. Stanęłam przed lustrem, moje oczy były czerwone jak jeszcze nigdy wcześniej, łzy spływające po mojej twarzy kapały na dywan. Chwyciłam z kosmetyczne żyletkę i zrobiłam kilka porządnych cięć na nadgarstku.

Znów upadlam na ziemię, chciałam się zabić. Wyciągnęłam z szafki jakieś tabletki, wzięłam garść i połknęłam, popijając wodą. Widziałam jak białe kafle na podłodze szybko stają się czerwone. Oczy powoli zaczęły mi się zamykać.

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 149

Zrobiłam się senna. Poszłam się przebrać w piżamę i położyłam się na łóżku. Kiedy mecz się skończył on również przyszedł. Ja jednak już dawno spalam. Czułam tylko jego rękę, otulająca moją talię.
***
Obudziłam się rano. O dziwo Hazzy już nie było w łóżku. Zaspana zeszłam do salonu. Zobaczyłam jak chłopak siedzi w fotelu i rozmawia przez telefon. Stałam czekając aż skończy.
-Jasne, jak wstanie to zapytam. -Wtedy jego wzrok zwrócił się na mnie-o poczekaj
Odsunął telefon od ucha
-Chcesz iść dzisiaj na małą imprezę do Luke ?
Przytaknęłam głową z uśmiechem
-Zgodziła się...ok będziemy o 18
No i kolejny wypad na imprezę. Szczerze nie chciało mi się tam iść, ale nie chciałam wyjść na jędzę. Poszłam na strych. Wiele się tam zmieniło, nie było już fortepianu, a ściany nadal wydawały mi się być szare...najwidoczniej wspomnienia związane z tym miejscem nie minęły. Usiadłam na parapecie i patrzyłam na krople deszczu spływające po szybie. Nie wiem czemu, ale z moich łez też wypłynęło kilka słonych kropel, zupełnie tak jakbym czuła, że coś złego się wydarzy. Miałam nadzieję, że to tylko mój głupi umysł znów płata mi figle. Postanowiłam doprowadzić się do porządku. Wzięłam prysznic i ubrałam się. Chciałam iść dzisiaj na zakupy, ale sama,bez Harry'ego. Jednak jego nadopiekuńczość na to nie pozwalała. Zgodziłam się by szedł ze mną. Chyba nie wiedział na co się pisze, łażenie 5 godzin po galerii i noszenie moich pełnych po same brzegi toreb, chyba nie było jego ulubionym zajęciem. Gdy byliśmy już w domu, zorientowałam się, że zostało nam tylko pół godziny do wyjścia. Szybko wyskoczyłam z samochodu trzymając w ręku torbę z ciuchami które chciałam nałożyć. Harry zaniósł resztę moich rzeczy do naszego pokoju. Postanowiłam nałożyć czarną sukienkę z dłuższym tyłem. Wybiegłam z łazienki z rozpiętą do polowy kiecką i z jednym butem na nodze, nie mogąc znaleźć drugiego. Myślałam, ze gdzieś wypadł, na szczęście Harry go miał. Uspokoiłam się. Chłopak pomógł mi zapiąć zamek i włożył mi buta na nogę. Czułam się jak Kopciuszek, któremu królewicz oddawał pantofelek. Chwila euforii trwała tylko chwilę, znów wleciałam do łazienki, łapiąc na kosmetyczkę i wyciągając z niej kosmetyki. Szybko pomalowałam usta błyszczykiem, narysowałam kreskę, dodałam trochę tuszu i cieni i już byłam gotowa. Harry wyszykował się o wiele szybciej niż ja. Gdy weszłam w pełni gotowa do jego pokoju siedział na łóżku zerkając na zegarek
-Już jestem gotowa
-Już? To trwało wieczność -powiedział udając złego. Myślał, że mu to wyszło.
-Oj Harry- chyba zabrzmiało to słodko, bo podszedł do mnie i cmoknął mnie w czubek głowy. Chwyciłam jego rękę i wyszliśmy.
Pod domem Luke były tylko dwa auta, nie licząc naszego. Podążając kamienną ścieżka doszliśmy do drzwi. Harry uderzył kilka razy w drewnianą powłokę. Po chwili ukazał nam się Luke. Chłopcy przywitali się i weszliśmy do środka. Zdjęłam płaszcz. Muzyka cicho roznosiła się po mieszkaniu. Spodziewałam się raczej, rozsadzając głowę hałasu. Poszliśmy do salonu, na stoliku stało już kilka piw i wódka. To miała być impreza? Jak dla mnie impreza polegała na tańczeniu a nie tylko na chlaniu. Nie pozwalałam Harry'emu pić. Nie chciałam zostać u Luke na noc, ani iść z buta do domu. Impreza zaczęła się rozkręcać, zaczęliśmy tańczyć. Zauważyłam, że Luke często za wszelką cenę przebywał przy mnie. Gdy byłam już zmęczona siadłam na kanapie, on dołączył do mnie. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Chyba te piwo trochę uderzyło mi do głowy, bo będąc trzeźwa w życiu nie śmiałabym się z jego idiotycznych tekstów. Kiedy Harry to zobaczył wściekł się. Złapał mnie za rękę i wyprowadził z mieszkania
-Właź do samochodu -powiedział idąc na miejsce kierowcy.
Widziałam jego złość, więc nie próbowałam się nawet sprzeciwiać. Ruszyliśmy. Chłopak jechał z dużą prędkością.
-Zwolnij -powiedziałam spokojnie
-Czy Luke ci się podoba?
-Co?! Jest fajny ale nic więcej
-Jasne!!!-zaczął krzyczeć
-Ty chyba oszalałeś!!-z moich ust tez wydobył się wysoki ton
-Ja oszalałem? To ty kurwa przyklejasz się do pierwszego lepszego
Jego słowa strasznie mnie zabolały. Równie dobrze mógł powiedzieć, że jestem dziwką
-Zatrzymaj się, wysiadam.
-Karolina, ja...
-Nie przepraszaj. Po co będziesz przepraszał taką kurwę jak ja -powiedziałam ze łzami w oczach.
Harry wiedział, że jego przeprosimy nic nie zmienią. Zacisnął ręce na kierownicy i zatrzymał się
-Przepraszam-powiedział i zniknął odmierzając.
Odwróciłam się, chcąc iść w przeciwnym kierunku. Nie uszłam nawet metra, gdy rozległ się potworny pisk opon. Odwróciłam się. Zobaczyłam jak auto Harry'ego zostało staranowane przez dwa inne.


Zawyłam z bólu, na myśl, że Harry'emu mogło się coś stać. Bez chwili namysłu podbiegłam tam. Słyszałam jak ludzie krzyczą bym się odsunęła, nie rozumieli chyba co czuję. Roztrzaskany samochód Hazzy. Tamci dwaj byli przytomni, ale Harry... leżał z głową na kierownicy. Widziałam jak strumieniem leje się krew. To był najgorszy widok jaki widziałam kiedykolwiek. Moje oczy zalały się łzami. Chciałam wtedy cofnąć czas i nie wysiąść stamtąd. Po chwili nadjechała straż i pogotowie. Odsunęli mnie i rozłączyli szczepione samochody. Krzyczałam, żeby mnie puścili, widziałam współczucie w oczach innych ludzi. Błagałam, żeby mu pomogli. Gdy wyciągnęli chłopaka z samochodu, zobaczyłam jego rozwaloną głowę, krwawiąca rękę i zamknięte oczy. Nie wytrzymałam użyłam całej siły jaką w sobie miałam i odepchnęłam od siebie ludzi, którzy mnie trzymali. Podbiegam z płaczem do nieprzypornego Harry'ego, zabieranego przez ratowników. Nie pozwolił mi z nimi jechać. Odjechali zostawiając mnie tam...samą. Upadlam na ulice i otoczona zupełnie obcymi mi ludźmi, zanosiłam się płaczem. Czułam jak wraz z moim ciałem upada cale moje życie. Nagle na ramieniu poczułam czyjąś dłoń. Niczego tak bardzo nie chciałam by po odwróceniu ujrzeć Harry'ego. Niestety była to jakaś starsza pani
-To był twój mąż ?
-Tak-powiedziałam przez łzy
-Chodź zawiozę cie do szpitala.
-Naprawdę ? Dziękuję
Kobieta pomogła mi wstać i nadal załamana poszłam do jej samochodu. Jechaliśmy 5 minut, dla mnie jednak to była wieczność. Kiedy byliśmy już pod szpitalem, wybiegałam w auta mówiąc tylko szybkie "dziękuje". Zdjęłam buty i boso biegłam przez szpital w poszukiwaniu jakiegoś lekarza. Białe ściany przyprawiały mnie o zawrót głowy. W końcu znalazłam pielęgniarkę
-Przepraszam, niedawno przywieziono tu chłopaka z wypadu. Co z nim? -powiedziałam niesamowicie płacząc
-Jest pani jego rodziną ?
-Tak jestem jego żoną
-Jak na razie nie mogę pani nic powiedzieć ...
 -Błagam -zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
Oparłam się o ścianę i zjechałam po niej na ziemie.Zasłoniłam oczy rękoma. Jak ja mogłam wtedy wysiąść? Jeśli on zginie ja sobie tego nie wybaczę.



Siedziałam tam kilka godzin. Wiele razy lekarze kazali mi już iść do domu. Ja jednak byłam jak z kamienia, nie do ruszenia. Jakiś czas później do szpitala wezwany przez znajomą przyjechał Luke . Nawet on nie był w stanie poprawić mi humoru. Zabrał mnie do domu, mówiąc, że wszystkim się zajmie. Chciałam wtedy zostać sama więc chłopak nawet nie odprowadził mnie do drzwi. Gdy weszłam do mieszkania pełna bólu i rozpaczy zsunęłam się na ziemię.Przeklęczanym drzwi. Siedziałam żałośnie płacząc jakiś czas, lecz potem wstałam i poszłam do pokoju. . Czułam jego zapach, czułam jego obecność. Wzięłam do reki album ze zdjęciami i zaczęłam przeglądać pamiątki. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie dzieje i się z moim życiem. Mimo późnej pory i deszczu na oknem wyszłam do ogrodu, stanęłam w miejscu gdzie wtedy błagał mnie o wybaczenie i upadlam. Deszcz maskował coraz większą ilość łez wydostająca się z moich oczu.
****************************************************************************
A o to i kolejny rozdział . Mam nadzieję , że się spodoba . Do kolejnego :* 

wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 148

Od tamtego wydarzenia minęły dokładnie dwa miesiące , żyjemy gdyby nigdy nic się podobnego nie wydarzyło . W tedy Harry się napił i był ... chamski . Nawet nie było śladu po uderzeniu . Siedziałam na tarasie i przypatrywałam się mojej córce i jej koleżankom : Dianą , Lisą , Lucy Roxy czyli siostra Lucy . Avril też ma przyjaciółki Amber , Lunę , Clarę i Daisy . Chodziły razem na zakupy po mieście albo na zwykłe spacery . Darcy i jej przyjaciółki bawiły się w księżniczki , sama podsunęłam im ten pomysł . Poczułam ręce na moich ramionach , a po chwili siedziałam na kolanach właściciela dłoni .
-Ale mamy tu dzieciarnię - zaśmiał mi się do ucha
-Bywa - odpowiedziałam opierając się o klatkę piersiową mojego męża
-Mhm.-pocałował mnie tuż przy moim uchu-Dzisiaj przyjeżdża Ed i Sara - przypomniał mi
-Wiem - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy -Sara śpi z Darcy w pokoju , Ed w sypialni gościnnej i jeszcze Daisy u nas nocuje - powiedziałam na jednym tchu
-No to wszystko wiemy- odpowiedział kładąc brodę na moje ramie , nagle zadzwonił mój telefon , Ed- Włącz na głośnik- poprosił , a ja zrobiłam to o co prosił
-Hej , Ed co tam ?- zapytałam
-Nie przyjeżdżam do was z Sarą, wym musicie przyjechać tutaj , do Londynu- powiedział
-Co , dlaczego ?- zapytał Harry
-Powiemy wam jak będziecie w Londynie macie lot zarezerwowany na dziewiętnastą - uprzedził nas
-No dobra ..- mruknęłam
-Do zobaczenia - powiedział i się rozłączył
-Co tam się stało ?- myślałam na głos
-Nie wiem , ale sprawdzimy to jak tam dolecimy .
Kiedy spakowaliśmy się wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy ku lotnisku . Wracamy na kilka dni do starego Londynu , ale boję się . Co się stało , że Ed nie może razem z Sarą przyjechać ? Przecież Smith i Biber się nie odzywają więc jest dobrze ... Chyba , że czegoś nam nie powiedzieli .... Wsiedliśmy na pokład samolotu i czekaliśmy na start . Kiedy samolot uniósł się ku górze , moje oczy zaczęły się kleić , aż w końcu zasnęłam ...
-Ej , wstawaj śpiochu- usłyszałam szept tuż nad moim uchem
-Co się dzieje ?- przetarłam oczy
-Jesteśmy w Londynie - szepnął całując moje ramie
-Już , tak szybko ?
-Ty sobie spałaś i ci to szybko minęło , a ja siedziałem . - mruknął i pomógł mi wstać
Wyszliśmy z samolotu i przeszliśmy przez te wszystkie odprawy . Kiedy już wyszliśmy z lotniska Avril powiedziała :
-Jak dobrze znowu być w Londynie ...
-Dokładnie - uśmiechnęłam się delikatnie
Już w oddali zobaczyłam czuprynę Ed'a a przy nim Sarę . Dziewczynki od razu się przytuliły i zaczęły rozmowę .
-To co , jedziemy ?- uśmiechnął się sztucznie Ed
-Tak jasne - odpowiedziałam
Wsadziliśmy walizki do bagażnika i odjechaliśmy w kierunku domu Ani , tam chyba były ich wszystkie spotkania .
-Pomieszkacie trochę u Anki , ok ?- zapytał
-Ok - odpowiedzieliśmy wszyscy
-Dziewczyny będą spały razem w pokoju gościnnym , Sara też bo muszę się z kimś zobaczyć . A wy w innym pokoju - powiedział
-Dobra- powiedzieliśmy chórem
Kiedy dojechaliśmy pod dobrze znane mi miejsce , uśmiechnęłam się lekko . Wypakowaliśmy walizki z bagażnika i weszliśmy do domu . To co tam zobaczyliśmy nie spodziewałam się tego ... Dziewczyny były zapłakane , ale nie było Karoliny ...
-Hej , co jest ?- zapytałam siadając przy Ani
-Usiądźcie wszyscy - powiedział James spokojnie ale w jego oczach widziałam ból !/ O co tutaj chodzi !?
-Powiecie nam w końcu , czy nie ?- lekko się oburzyłam
-Spokojnie , to jest smutne i ...- powiedział Niall
-Karolina nie żyje - powiedział Louis schodzący po schodach z kartką papieru
-Co ?! - zadławiłam się powietrzem
-Zobacz- podał mi kartkę
A to co przeczytałam doprowadziło mnie do płaczu :
                                                             Drodzy przyjaciele ! 
         Zapewne kiedy to czytacie mnie już nie ma na tym świecie . Zapytacie się za pewne dlaczego ? Otóż nasze życie nie jest kolorowe , to prawda . Ale to nie jest powód , on jest mianowicie taki ...
       Pamiętacie kiedy mnie i dziewczyny porwali oprócz naszej Black ? Otóż Biber mnie zgwałcił . Przez co czułam się brudna , upokorzona . Dziewczynom nic się nie stało , to tylko ja tak ucierpiałam . Wiecie , że was kocham i zawsze będę pilnowałam . I mam wam coś jeszcze do przekazania , a mianowicie : Louis , kochanie ... Kocham cię najmocniej na świecie . Wiem , będziesz cierpiał , a może i nie , ale kto chce mieć kogoś takiego jak ja , czuję się jak dziwka . Zapewne znajdziesz sobie kogoś kto będzie zasługiwał na ciebie i nie będzie taką szmatą ... Karolina ... Wiem , że nie ma ciebie tutaj w Londynie .Ale za pewne ktoś cię tu wezwie ... A więc Biber coś planuje , musicie uważać . Nie dajcie się im zwieźć , oni zabiją was przy najbliższej okazji . Nigdy się no poddawaj , nie załamuj , nie patrz wstecz ani do tyłu , nie upadaj na ziemię, wszytsko jest możliwe jeśli tylko w to wierzysz . 
     Przepraszam was bardzo , mam nadzieję , że ułożycie sobie życie beze mnie . Musicie pokonać tych debili ! Jeszcze raz was bardzo przepraszam , kocham was . A teraz żegnajcie . 
                                                                                       Kochająca Karolina 

Po moich policzkach spływały łzy , jak ona mogła to zrobić . Zabiła się . To przez te jebane problemy Malika ! To jego wina ! Ale Karolina , jak starsza siostra nie żyje ...  W sercu czułam  pustkę ...



****************************************************************************
Witam po przerwie . Jak widać Karolina nie żyje , smutne . Mam nadzieję , że się on wam spodoba . Miałam teraz dużo popraw i musiałam się uczyć . Więc do kolejnego rozdziału :* 

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Informacja i podziękowania

Po pierwsze to , przepraszam , że nie było tak długo rozdziałów !
Ale mam poprawy i musiałam się uczyć . Jeszcze dzisiaj baba z
matmy wyskakuje mi z czymś takim , że umawiałam się z nią na
 poprawę dzisiaj a ona , że nie ma popraw bo jest rada , a ta
 rada jest 19 , ale mniejsza z tym . Rozdział pojawi się jutro ,
postaram się aby był długi . Wiem , długo byłam nie obecna , ale
 miałam też mały problem . I dziękuję za 6006 wyświetleń i wszystkie
 motywujące komentarze . Jesteście kochani . Blog istnieje już prawie
 osiem miesięcy ! Już tak długo piszę historię Karoliny , Harr'ego i  ich
przyjaciół ! Również bardzo dziękuję osobom które mnie wspierały
 kiedy było źle i nie miałam już siły do pisania . Dziękuję mojej
kochanej Mrs.Malik ! Dziękuję wam wszystkim czytającym Opowiadania ,
 kiedy widzę ile osób przeczytało rozdział to zawsze jest takie WOW !
Dziękuję jeszcze raz i do jutra :*

środa, 10 czerwca 2015

Rozdział 147

                   
                                                  P.O.V. Karolina
Wróciliśmy do domu , nie mogłam się przemęczać . Praktycznie nic . Siedziałam na kanapie i patrzyłam na włączony telewizor , leciał tam jakiś głupi serial . Do salonu wszedł Harry , z dwoma kubkami . Usiadł przy mnie , podając mi naczynie z gorącą czekoladą. Specjalnością  mojego męża jest ręcznie robiona czekolada z bitą śmietaną i karmelem .


Objął mnie ramieniem , przyciągając do siebie .
-Przyjemnie – powiedział całując mnie w czubek głowy
-Mhm …- mruknęłam , upijając łyk gorącego napoju
-Co jest ?- zapytał przyglądając mi się uważnie
-Nie mogę nic robić , nawet wstać . W końcu zabronią mi żyć …
-Nie mów tak – poprosił
-Harry , taka prawda … Nasze życie to istotna ruina , musimy bać się wszystkiego , każdego dnia …
-Ale ja jestem z tobą – odparł całując moje czółko
Nachylił się nade mną i musnął moje wargi , ale przerwał nam wchodzący do pokoju … Zayn !?
-Co ty tutaj robisz ?- zapytał zdziwiony loczek
-Cassidy żyje – powiedział zdyszany
-To nie możliwe – zaśmiałam się
-Powiedziałeś jej ?!- oburzył się
-Tak , nie mamy przed sobą żadnych tajemnic . – odpowiedział wstając
-Zabiję cię !- ryknął
Kiedy miał uderzyć Harry’ego w twarz , Colin w ostatniej chwili przyparł Malika do ściany .
-Zostaw go w spokoju , Malik – wysyczał przez zaciśnięte zęby
-On nie miał prawa jej powiedzieć !- krzyczał i próbował się wyrwać
-Wszyscy do wiedzą , Zayn – powiedziałam cicho wstając , ale zachwiałam się , więc Harry trzymał mnie w tali abym nie straciła równowagi
-Wszyscy jesteście nie normalni – krzyczał
-Mamo , tato , co się tutaj dzieje ?- zapytała Darcy , stojąca na schodach
Avril stała obok niej i przyglądała się co się tutaj dzieje .
-Nic skarbie , idźcie na górę – powiedziałam ze sztucznym uśmiechem
-Nawet ich nie dotykaj – warknęła Avril do Malika
-Ty zdradziecka suko , ty o wszystkim wiedziałaś !?- krzyczał
-Nie ! Nie wiedziałam o żadnej Cassidy , nie wiedziałam o żadnym Colinie , takie miałam zadanie ! Ale to się zmieniło , już nie jestem taka !- również krzyczała
Widziałam jak Darcy patrzy na nas z zaszklonymi oczkami .
-Darcy , to tylko kłótnia …- powiedziałam powoli do niej podchodząc
-To wszystko psuje naszą rodzinę !- krzyknęła i pobiegła na górę
A ja poczułam jak moje serce rozrywa się na miliony kawałków . Ona to powiedziała , ona płakała . Zacisnęłam dłonie w pięści , zacisnęłam zęby i podeszłam do Malika . Z całej siły uderzyłam go z pięści w twarz .
-Ty chuju ! To wszystko przez te twoje głupie zakłady czy inne gówna , to przez ciebie moja córka tak mówi ! To wszystko twoja jebana wina ! To przez ciebie prawie umarłam , i to twoja wina , że jest z nami coraz gorzej !- wydarłam się na niego i kopnęłam w brzuch
Malik zwijał się z bólu , boli go , to dobrze … Niech poczuje taki sam ból , jaki czuję ja zawsze . Widziałam jak Avril i Colin zrobili wielkie oczy ze zdziwienia , a Harry stał jakby nic się nie stało . Wzięłam głęboki wdech i poszłam na górę , do pokoiku mojej córeczki . Zapukałam raz , zero odzewu . Próbuję jeszcze raz , to samo . Kolejny raz , to samo . Do trzech razy sztuka , nie ? Nacisnęłam na klamkę i weszłam do jej pokoju . Ściany były fioletowe , tak jak pościel na łóżku , a meble były białe . Zobaczyłam uchylone drzwi balkonowe , podeszłam do niech cicho i wyjrzałam . Widziałam jak siedzi na ziemi a twarz ma w kolanach . Podeszłam do niej i usiadłam obok .
-Kochanie , po prostu wujek Zayn kiedyś zrobił bardzo źle i …- zaczęłam jednak ona mi przerwała
-I przez niego wszyscy cierpią , wiem , mówiłaś mi . Ale czy to znaczy , że musicie na siebie krzyczeć ?- jej wypowiedzi dziwią mnie coraz bardziej – Czy nie możemy mieć normalnego życia , zapomnieć o nich , a oni zapomną o nas i będzie po sprawie ?
-To nie jest takie proste . Teraz jeszcze jedno kłamstwo pogarsza wszystko , bardzo źli ludzie szukają ich dawnej znajomej Cassidy . I kiedy ciocia Domi spotkała ją , dowiedzieli się też inni i także ci źli ludzie . Więc my musimy być tutaj i być bezpieczni – odparłam całując ją w głowę
-A ta Cassidy , to kto ?- zapytała
-Kiedyś była ona bardzo bliską osobą jednej ze złych osób . Ale potem była bliżej z Zaynem i on zaproponował jej , że uciekną . I kiedy to zrobili , złapali ich a potem myśleli , że Cassidy nie żyje . Bo niby umarła – odpowiedziałam
-Czyli wujek Zayn był bardzo zły m, prawda ?
-Prawda . – odpowiedziałam całując jej czółko – A teraz posiedź z Avril , ja muszę porozmawiać z tatusiem – uśmiechnęłam się lekko
Zeszłam na dół , tam siedział mój brat .
-Idź do biura , Harry tam siedzi . Uspokój go – powiedział na co ja kiwnęłam tylko głową
Poszłam w kierunku jego biura , bez pukania weszłam do pomieszczenia . Harry siedział z nogami założonymi na biurku , w jednej ręce miał papierosa a w drugiej kieliszek . Ustałam przy fotelu .
-Harry …- zaczęłam jednak on mi przerwał , czemu nie dają mi już dojść do słowa !?
-Nie mów mi , że będzie dobrze , bo nie będzie – warknął
-A czy ty myślisz , że ja ci to powiem , że ja ci to obiecam ? Nie , ja wiem , że już nigdy nie będzie dobrze . Ale nie lubię jak palisz , albo pijesz – powiedziałam spokojnie
-A ja nie lubię jak jesteś taka pouczająca i robisz wszystko tak jak chcesz , a nie słuchasz nas – odpowiedział – I co , zrobisz coś ?- teraz to był wredny
-Tylko , że ty po alkoholu jesteś właśnie taki …
-Jaki , wredny , a może raczej szczery . W końcu mówię to co chcę .
-Harry , przestań ….
-Co Harry przestań ? Mówię prawdę nie powinnaś mi mówić co mam robić , a na pewno nie we własnym domu !- powalił mnie na ziemię , jednym uderzeniem w twarz
Złapałam się za bolące miejsce , uderzył mnie … On mnie uderzył . Wstałam i chciałam uderzyć go w twarz , ale mój mąż jednym zwinnym ruchem złapał moją dłoń i przyparł do ściany .
-Mnie się nie bije , zapamiętaj – warknął
-Harry , przestań być taki dupkowaty .Upicie , nie pomoże ci odprężyć się od stresu – syknęłam
-Nie mówi mi co mam robić !- krzyknął
-A ty też całe życie mi rozkazujesz ! Też przestań !- krzyknęłam wyrywając dłoń z jego uścisku i uderzyłam go w twarz
-Ostrzegałem – warknął i powalił mnie na ziemię – Nie masz praw mnie bić ani krzyczeć , jasne ?!
-Nie !- krzyknęłam i zepchnęłam go z siebie , poczułam jak po moich policzkach spływały łzy – Nie będziesz mówić mi co ja mama robić  ! A tym bardziej mnie bić !
Widziałam w jego oczach złość , ale też strach ?! Kiedy wstałam i kierowałam się w stronę drzwi on złapał mnie za nadgarstek i wpił się w moje usta .  
************************
Przepraszam za długą nie obecność , ale miałam tyle na głowie . Sprawdzian z historii , matematyki i poprawianie ocen , bardzo was przepraszam . Mam nadzieję , że rozdział się podoba . Do kolejnego rozdziału miśki :*  
**********************************************
 

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 147

Cassidy zaprowadziła mnie do swojego domu , czyli kamienicy . Była ona z czerwonej cegły , a pod budynkiem stał jej czarny motor . Kiedy weszłyśmy po schodach na górę , blondynka otworzyła drzwi . A moim oczom ukazał się ciemny hol , oświetlała go jedynie wisząca lampa na suficie . Podłoga była z ciemnego drewna , a ściany szare . Zdjęłam buty i skierowałam się za Cassidy do salonu . Salon był połączony z kuchnią . Ściany były niebieskie a meble czarne , w salonie były dwie duże kanapy i dwa fotele i stolik do kawy i takie podstawowe rzeczy . Dziewczyna gestem ręki wskazała abym usiadła , wykonałam jej polecenie .
-Ty znasz Zayna , prawda ?- zapytała
-Tak , na początku był moim przyjacielem ale potem był moim chłopakiem . Potem były kłótnie i bił moich przyjaciół , a kiedy wszystko było dobrze gang Smitha wszystko popsuł ...- odpowiedziałam szczerze
-Niestety , ale oni tacy są . Wiem o tym ...
-Byłaś ze Smithem , dlaczego w tedy kiedy cię postrzelił nie umarłaś ?
-Eh ... Byłam tym zmęczona ... I wiedziałam , ze będzie chciał mnie zabić . I w tedy natrafiła się okazja , wskoczyłam przed Zayna i dostałam .
-Były inne wyjścia , a ty wybrałaś to ...
-Jak bym tak po prostu uciekła to i tak by mnie szukali , i znaleźli a potem nie wiadomo co zrobili - westchnęła
-A no tak ...- powiedziałam
                                                       P.O.V. Cassidy
To był prosty plan . Dać się ,, zabić " i uciec . Zmienić się i zapomnieć . Ale nie było to jednak takie proste ... Wszystkie wspomnienia z Chrisem , czyli Smithem nie dawały mi spokoju ... Te wszystkie napady , morderstwa , kiedy się do mnie zbliżał ... Nie mogłam zapomnieć tego od tak , jakoś nie mogłam . I kiedy byłam bliska zapomnienia , ta dziewczyna sobie przyszła i zapytała mnie prosto z mostu . Ale nie spodziewałam się, że Malik ją zgwałci ... Ale czasy się zmieniają , ja się zmieniłam z morderczyni na zwykłą dziewczynę która lubi czytać książki i lubię długie spacery po plażach . Nawet te samotne . Mój narzeczony Daren , jest wysokim brunetem o niebieskich oczach . Nie wie o mojej przeszłości , ale będzie trzeba mu to powiedzieć , nawet jeśli grozi mi to rozstaniem ... Ale powinien mi ufać , przecież zostawiłam to . Kto by się spodziewał , że będąc bez Smitha odsunęłam się od narkotyków , alkoholu , imprez i innych rzeczy ... A niby byłam uzależniona , bardzo ciekawe .
                                                  P.O.V. Karolina
Robiłam wszystkim domownikom śniadanie , czyli jajecznicę z kiełbasą . Nie za bardzo wytworne , ale zawsze coś . Tej nocy miałam koszmary , a to wszystko nie daje mi spokoju . Monica i Smith , te melodie , to wszystko ...

Mnie wykańczało . Miałam dosyć , ale nie czas na myślenie o tym. Niby jest wszystko dobrze , ale to cisza przed burzą . Tak sądzę … Poczułam ręce na mojej tali .
-Dzień dobry …- szepnął mi do ucha
-Dzień dobry – odpowiedziałam z lekkim uśmiechem
Odwrócił mnie w swoim kierunku , i musnął mój usta . Usadził mnie na blacie i całował linię szczęki , usta , szyję . Na co chichotałam .
-Harry ,Harry … Zaraz przypalę wam śniadanie – zachichotałam
-To co ? Zamówimy coś – zamruczał w moje usta
-Weźcie liżcie się gdzie indziej – usłyszałam śmiech mojego brata
-Mówiłam mu , że jajecznicę spalę . Ale ten się uparł – zaśmiałam się i zeskoczyłam z blatu
Ale zamiast wylądować na stopach , wylądowałam na kolanach na ziemi . Moja głowa pulsowała nie do zniesienia , widziałam jak obraz się rozmazuję . Słyszę krzyki , są one prawie nie słyszalne , zamazują się razem z tłem . Widzę ciemność …

                                     P.O.V. Colin
Moja siostra upadła na ziemię . Nie kontaktowała z nami , Harry zadzwonił po karetkę .
-Co się do cholery dzieje .- powiedział trzymając głowę mojej siostry na swoich kolanach , miała ciężki , nie równy oddech
-Nie wiem , ale musimy się dowiedzieć . – odpowiedziałem
Po chwili przyjechała karetka i ją zabrała . Darcy została z Avril w domu , my pojechaliśmy samochodem Harr’ego samochodem na pełnym gazie . Widziałem jak ściskał kierownicę , był bardzo zdenerwowany . Kiedy dojechaliśmy do szpitala oboje wyskoczyliśmy z pojazdu i pobiegliśmy do recepcji .
-Gdzie leży Karolina Styles ?- zapytał Harry
-A panowie to ? – odpowiedziała pytaniem na pytanie
-Ja jestem jej mężem , a on to jej brat – odpowiedział za mnie Harry
-Sala dwieście szesnaście – powiedziała nie patrząc na mnie
Pędem wbiegliśmy po schodach , nawet nie używając windy . Nie mogliśmy czekać , aż zjedzie . Kiedy byliśmy pod salą zobaczyłem jak lekarz rozmawia z bladą Karoliną . Jej usta były sine , a oczy podkrążone , a  policzki bez żadnych kolorów . Wyglądała strasznie , co się z nią dzieje ?! Z sali wyszedł lekarz .
-Pani Styles nadal nie czuje się dobrze po ostatnim wypadku i utracie dziecka . Ale niech wraca do domu – powiedział lekarz i sobie poszedł , gnojek jeden
Szybko weszliśmy do sali , siedziała ze spuszczoną głową tak jak jej nogi . Jej telefon wibrował . Kiedy zobaczyłem kto to , zamarłem …. 

**********************************************************************
Przepraszam , że rozdział krótki i nudny . Miał być wczoraj, wiem .... Ale wczoraj od 16 do 23:30 szukałam z koleżanką jej psa i nie miałam jak dodać . A krótki bo mam sprawdzian z polskiego , historii , matematyki w tygodniu i trzeba się uczyć . Przepraszam , do kolejnego rozdziału :* 

środa, 3 czerwca 2015

Hej !

Przepraszam , że rozdziały nie są codziennie
ale mam szkołę i teraz muszę oceny poprawiać .
Więc , jutro pojawi się rozdział 147 .Jestem
padnięta przez wf , biegałam z klasą na ileś tam
metrów , chodzenie po mieście , i jest strasznie
gorąco . A że , mam wole to będą rozdziały ;*
Do kolejnego rozdziały i mam nadzieję , że się nie
gniewacie , na razie miśki :*

wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział 146

Szybko otworzyłam oczy , podnosząc się do pozycji siedzącej . Mój oddech był przyśpieszony , a na moim czole były kropelki potu . To wszystko mnie już wykańczało , a jeszcze teraz te koszmary ...
-Karolina , co się dzieje ?- zapytał mój mąż przecierając swoje oczy
-Nic , miałam dziwny sen - odpowiedziałam pocierając swoje ramie
-Koszmar ?- zapytał
-Koszmar , to może nie ... Ale takie dziwne - ziewnęłam
-Śpij kochanie , jestem obok ...
Objął mnie w tali , przyciągając do siebie . Po chwili moje powieki się zamknęły ...
Biegnę przez łąkę pełną kolorowych kwiatów . Moje włosy są związane w wysokiego kucyka Jestem w białej sukience do kolan i na ramiączka . Biegnę boso . W oddali widzę dwie postacie , jest nie wyraźna ale z każdym krokiem widok jest coraz lepszy . Kiedy jestem blisko z sylwetek rozpoznaję , że to kobieta i mężczyzna .Wszystko ciemnieje kwiaty i niebo ... Słyszę ich śmiechy , a raczej rechoty . Po chwili te postacie odwracają się , zdejmując z głów kaptury . To Smith ... I Monic ?! To jakieś żarty ?! Nie , to przecież tylko sen ... Monica wyciąga za paska broń i strzela w moją stronę . Czuję ból w klatce piersiowej , rozchodzi się po całym ciele . Czuję jak moje ciało bezwładnie opada na ziemię , nadal słyszę ich rechoty . 
-Boże , pomóż mi - błagam ostatkami sił 
-Nikt ci nie pomoże , a teraz żegnaj - zaśmiała się ruda dziewczyna 
Czuję mocne kopnięcie w klatkę piersiową, obraz staje się rozmazany a po chwili widzę tylko ciemność  ... Ona mnie zabiła ... 
                                                          P.O.V. Domi
Siedzę w domu Ani i Jamesa . Siedząc tak na kanapie i wpatrując się w ekran telewizora , myślałam o życiu ... Współcześnie bardzo często słyszymy o miłości , opowiadają o niej piosenki , prezentują ją media , pokazują plakaty i reklamy . Zazwyczaj jednak mimo używania słowa MIŁOŚĆ , nie przedstawia się miłości, ale zakochanie , zauroczenie czy fascynację . Czym jest prawdziwa miłość ? W jaki sposób ją odnaleźć ? Skąd wiadomo , że mamy do czynienia z miłością ? No właśnie , skąd mamy to wiedzieć ?! Malik dał mi w końcu spokój , więc mogę robić co mi się żywnie podoba ... Poszłam do swojego ,, pokoju " i przebrałam w skórzane spodnie które nie były jeszcze noszone więc idealnie dopasowywały się do mojej figury , kremową bluzkę i kurtkę dżinsową , do tego czarne szpilki . Zrobiłam makijaż , a włosy rozpuściłam i wyszłam z domu . Szłam w kierunku miasta . Mieszkaliśmy gdzieś na obrzeżach Londynu , mi to nie przeszkadzało . Kiedy doszłam do miasta usiadłam z jednym przy stolików kawiarni i zamówiłam czarną kawę i jakieś czekoladowe ciastko . Z tego co mówił mi James , to Cassidy była blondynką i była piękna . Nawet pokazał mi jej zdjęcie , była całkiem całkiem ... Nagle zobaczyłam ją !? Nie to nie możliwe ... A może jednak ... A co gdyby tak w tedy uratowała się przed strzałem mając na sobie kamizelkę odporną na kule , i przeżyła . Zostawiając to wszystko i uciekając ... To jest całkiem możliwe ! Podeszłam do niej i zapytałam :
-Czy to miejsce jest wolne ?
-Tak jasne , siadaj - zabrała swoją czarną torebkę z krzesła
-Jestem Dominika .- powiedziałam
-Cassidy , dla przyjaciół Cass - posłała mi uśmiech
-Mam pytanie , może być ono nie realne . Ale czy ty byłaś kiedyś z Jackiem Smithem i on cię nie zabił ?- walnęłam prosto z mostu a ona wytrzeszczyła oczy
-O...O czym ty mówisz ?!
-Odpowiedz tak , albo nie .
-Chodźmy w inne miejsce - powiedziała podnosząc się z krzesła
Zrobiłam to co ona i poszłyśmy w kierunku plaży . Tam zdjęłyśmy nasze buty i szłyśmy brzegiem morza .
-Dlaczego mnie o to zapytałaś ?- zaczęła
-Bo mam znajomości , to prawda ? Albo tak albo nie .
-Nawet jeśli tak to kto ci , to powiedział ?
-James ...
-Dużo osób o mnie wie ?
-Cała nasza paczka ...
-Malika ?
-Dokładnie ...
-Jak się ma ?
-Dobrze , ale nie widziałam go kilka dni . To jest potwór ...- trzeba ją na moją stronę znowu sprowadzić ...
-Co zrobił ?! - oburzyła się lekko
-Zgwałcił mnie i kiedy zaszłam w ciąże dodał mi tabletki na poronienie  do mojej herbaty , a potem trafiłam do szpitala i mogę mieć możliwość nie płodności ...- tak , to idzie bardzo gładko ...
-O boże ,biedna . Nie podejrzewałam , że byłby do czegoś takiego zdolny - zakryła dłonią usta
-Wiem , ale on to zrobił !- zaszlochałam
-Chodźmy do mnie do domu - powiedziała
-Dobrze - otarłam ,, łzy "
 


 ************************************************************************
Mam do was sprawę ... A dokładnie chodzi o to , że coraz mniej osób czyta opowiadanie . A o komentarzach nie wspomnę ..... Ale nie ważne , jest rozdział 146 . Cassidy gra Indiana Evans . Do kolejnego rozdziału miśki :* 

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 145


                                                 P.O.V. Karolina
Kiedy byliśmy w domu , Colin zaprowadził mnie  na górę . Gdy byliśmy pod jakimiś drzwiami , zostawił mnie samą . Wzięłam głęboki wdech i weszłam do pomieszczenia . Zapaliłam światło . Ujrzałam stojące pod oknem czarne pianino . Podeszłam do niego i nacisnęłam jeden klawisz , dzięki czemu wydobył się od dawna wyczekiwany przeze mnie dźwięk . Muzyka dla moich uszu ... Usiadłam na stołeczku obok i zaczęłam grać . Grałam znaną mi melodię , ale nie wiedziałam skąd . Po moich policzkach spłynęło kilka łez , którym dałam swobodnie spływać .
-Mamo , dlaczego płaczesz ?- usłyszałam moją córeczkę
Otarłam łzy i spojrzałam w jej stronę . Była w białej sukience , na głowie miała wianek z białych i lekko różowych stokrotek ,jej brązowe włosy były rozpuszczone , na szyi miała złoty naszyjnik w kształcie serca , a na nadgarstku miała kilka bransoletek , a na nogach białe balerinki . W rączkach trzymała podobny do swojego wianek .
-Nie płaczę kochanie - uśmiechnęłam się lekko
-To co robisz ? - zapytała
-Gram na pianinie - odpowiedziałam
-Nauczysz mnie ?- pytaniami strzelała jak z armaty
-Oczywiście - posłałam jej uśmiech
Usiadła obok mnie . Zaczęłam klikać po kolei klawisze , ujawniając ich dźwięk . Jej rączki dotykały klawiszy z których wydobywały się dźwięki . Ma siedem lat a szybko się uczy i dużo rozumie . Kiedy skończyłam nałożyła mi wianek na głowę . Przytuliła mnie . Kiedy wstałyśmy poszłyśmy do salonu . Gdzie była Avril , mój mąż i Colin .Usiadłam obok mojego męża i oparłam głowę o jego ramię . W mojej głowie była nieznana melodia , którą grałam . Życie nie ma sensu ... Zdrady , strach , bezwładność , bezsilność , płacz ... To wszystko jest wykańczające , męczące . Gdyby nie to , że mam przyjaciół , rodzinę i kochanego męża obok dawno podcięła bym sobie żyły i było by po sprawie ... Niby takie proste , a trudne do zrobienia. Nikt nie da do tego dopuścić .
-To co dzisiaj robimy ?- zapytał Colin
 -Ja śpię w moim łóżeczku i nigdzie się nie ruszam z powodów wam nie znanych .- zachichotałam
-Masz okres ?- zamruczał mi Harry do ucha
-Nie ! - pisnęłam
-Nie potrzebujesz zatyczek ? - przygryzł płatek mojego ucha
-Nie- mruknęłam
Nie miałam okresu , jestem zmęczona . Ten cały szpital i coraz nowsze wiadomości mnie wykańczają . Harry zawsze gada mi o okresie i pyta czy nie potrzebuję zatyczek czyli tamponów . To jest zboczeniec !
-Ja mogę z tobą - powiedział Harry i puścił mi oczko
-No chyba nie . - zachichotałam
Zrobił minę zbitego szczeniaczka , ale na mnie to nie za bardzo działało . Tylko w nie których przypadkach ...
                                                  P.O.V. Nieznajomy
-Kurna , jak będziesz tak dalej się obijać to nigdy ich nie dopadniemy !- krzyczał mój szef
-Rozumiem , ale gdyby nie te smarkule nie zabili by Marcusa . - powiedziałam
-Marcus nie żyje , zrozum . A teraz do roboty bo zobaczysz co ci zrobię ! A teraz wynocha !- krzyknął
Wyszłam/ wyszedłem z pomieszczenia i poszedłem / poszłam do pokoju do treningów . Trzeba się ich pozbyć ale jak ? Mam strzelić w ich okno i po sprawie ? Wzięłam / wziąłem broń i zacząłem / zaczęłam strzelać do tarczy . Nie rozumiem mieliśmy pozbyć się Malika , a pozbywamy się wszystkich . Chore , ale takie życie. Ta Karolina jest fajna ale strasznie strachliwa ...
                                            P.O.V. Karolina
Leżałam na łóżku a obok mnie mój loczek . Gdyby nie to , że mnie trzymał poszła bym na taras . Ale on woli mieć mnie przy sobie . Nawet nie wiem kiedy moje oczy się zamknęły ...
Gdybyś tylko mogli zatrzymać to życie przez kolejny dzień . 
Gdybyśmy tylko mogli cofnąć czas . 
Wiesz , że będę . Twoim życiem , Twoim głosem , Twoim powodem 
by być . 
Moja miłość , moje serce . Oddycha dla tej chwili w czasie . 
Odnajdę odpowiednie słowa , które powiem . 
Zanim dzisiaj mnie opuścisz . 

Kolejna melodia , ale całkowicie inna ...
Ponieważ nikt inny nigdy nie wyglądał tak dobrze w sukience . 
A to boli , ponieważ wiem , że nie będziesz moja dziś wieczorem 
Nikt nigdy nie wywołał u mnie tego uczucia , jak robisz to ty . 
Kiedy się uśmiechasz ...
Kochanie , powiedz mi jak to naprawić . 
Teraz wszyscy moi przyjaciele mówią , że to naprawdę nie jest tego warte .
Lecz , nawet jeżeli to prawda . 
Nikt na świecie nie może mnie powstrzymać . 
Przed ruszeniem do przodu . 
Kochanie , nawet jeśli chciałbym ... 

Skąd znam tę melodię i skąd ona dochodzi ? Idę korytarzem do tego miejsca . Ściany są koloru ciemnego brązu , a na nich wiszą obrazy .  Na końcu hol widzę białe , uchylone drzwi a za nich wydobywa się ta muzyka . Biegnę tam . Po chwili stoję w drzwiach i patrzę ... Patrzę jak pan o czarnych włosach ubrany w białą koszulę i czarne spodnie , siedzi obok blond dziewczynki . Ona jest ubrana w niebieską sukienkę do kolan na długi rękaw a na nóżkach ma białe balerinki . Jej włosy są rozpuszczone sięgają jej do podbrzusza . Skąd ja to pamiętam ? Po chwili muzyka nie gra , a ja widzę jak dziewczynka przytula się do czarnowłosego ... 
-Tato , a kiedy nauczysz mnie grać Love me Love . To jest ciężkie a ja nie wiem jak to zagrać  - odezwała się blondynka 
-Może jutro , bo jeszcze dzisiaj muszę skończyć prezentację do pracy . - oznajmił jej mężczyzna całując w czoło 
Do pokoju wchodzi kobieta , brunetka średniego wzrostu z zaokrąglonym brzuchem  ... Mama ?! 
-Kotku tatuś też musi pracować - powiedziała wyprzedzając jęczenie dziewczynki 
-Ale mamo , ja jeszcze muszę nauczyć się grania na występ piosenki My World , my life . - zajęczała 
-Potem ci pokażę te dwie piosenki , Karolina ... A teraz idź jedz podwieczorek i idź na górę pobawić się w coś z Daisy . Nie przychodzi tu by siedzieć na górze ...- zachichotał ... Tata ?! 
-Dobrze - pocałowała kobietę i mężczyznę w polik i pobiegła do kuchni
Po chwili była tylko ciemność . Słyszałam tylko swoje myśli . Czyli , że ta melodia to , to co grała kiedyś z tatą na pianinie ?! A ta dziewczynka to ja !? To są moje wspomnienia , to z tą znam tę melodię . Daisy to była moja opiekunka .A ma taki brzuch bo jest w ciąży z Kubą ... Po chwili światło wraca . A ja jestem w stajni !? Po chwili widzę około trzynastu lat blond dziewczynka stoi przy karej klaczy , Flicka ... Czyści ją i siodła , ale jej uwagę coś przykuło ... Nowy , srokaty ogier . Podchodzi do niego i bierze na uwiąz . Kiedy go wyprowadza on staje dęba i kopie ją w głowę . Na jej twarzy widoczny jest czerwony ślad , krew ... A ten koń to Marlin ,uspali go rok po wypadku kiedy okazało się , że jet chorya , a mu nie da się pomóc . Obraz znowu zniknął , ale po chwili jest nie za bardzo wyraźny ale po woli się wyostrza . Mam piętnaście lat . Stoję w lesie i patrze gdzie iść . Każdy kierunek wygląda tak samo , zgubiłam się . Słyszę stukot kopyt , czuję jak moja krew w tedy buzuje . Po chwili za krzaków wybiega czarny koń Fryzyjski , Spartan . Podchodzi do mnie i obwąchuje . Robi ukłon i staje dęba . Szybko wskoczyłam na grzbiet ale tego pożałowałam .... Koń nie miał nigdy człowieka na grzbiecie . Poniósł blondynkę ale ta po kilkunastu metrach spadła i uderzyła głową w kamień . Straciłam przytomność ...