czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 6

Rano obudziłam się z ciężarem na brzuchu, głowa bruneta leżała na nim. Wzdrygnęłam się. Chciałam go delikatnie odsunąć, ale ona bardziej się tulił, co mogłoby się wydawać urocze, ale tak nie jest...
-Nie ruszaj się, bo cię zleję tak, że przez miesiąc nie usiądziesz.- warknął
-Nie możesz, miałeś nad sobą panować.- mówiłam spokojnie
-Raz można zaryzykować.- wzruszył ramionami- A jeśli mi jest przyjemnie to tak ma zostać.- mruknął
-Chcę iść się umyć.- szybko odczepiłam jego ręce i zepchnęłam jego głowę i pobiegłam po ubrania
Wybrałam czarne spodnie, różową koszulę w białe kropki i wzięłam swoją kosmetyczkę. Poszłam prawie biegiem do łazienki . Zdjęłam swoją piżamę wrzucając ją do kosza na brudne pranie. Ustawiłam wodę na ciepłą i weszłam do kabiny delektując się chwilą spokoju, bez bruneta. Nawet w z samego rana mi grozi? On jest naprawdę nienormlany. Opłukałam sobie twarz i wzięłam głęboki wdech a potem ze świstem je wypuściłam, to dobrze działa na odstresowanie. Przy okazji zaczęłam myć swoje włosy, wyciągając z kosmetyczki mały szampon. Musiałam je w końcu umyć, przecież nie będę chodziła z przetłuszczonymi włosami.
Umyłam się cała i wyszłam z kabiny nakładając ręcznik na głowę tworząc ,, Urban" i zaczęłam wycierać swoje ciało. Zgrabnie się ubrałam i ustałam przed lustrem, uwolniłam swoje włosy i zaczęłam je rozczesywać, tak aby nie było tam kołtuna. Nie wzięłam jednej rzeczy, suszarki... Wyłoniłam głowę za drzwi łazienkowych i zapytałam Harry'ego:
-Masz suszarkę, albo Louis, Lucy?
-Lucy pewnie ma, jak pojedziemy na zakupy to ci się kupi.- mruknął w poduszkę ciągle leżąc
-Zapytasz jej czy mi ją pożyczy?- zapytałam z nadzieją
-Sama jej spytaj, ja śpię.- przykrył się kołdrą do głowy a ja mruknęłam ciche Dzięki i wyszłam z pokoju
Skierowałam się do pomieszczenia gdzie był pokój właścicieli ogromnego domu. Zapukała dwa razy i cicho otworzyłam drzwi. Lucy siedziała przy toaletce, a Louis stał przy szafie wybierając za pewne w co się dzisiaj ubrać. I to niby kobiety długo szukają w co się ubrać...
-Hej, Lucy masz suszarkę?- zapytałam cicho
-Rose, jasne. Masz.- podała mi ją z uśmiechem
Podziękowałam cicho i wróciłam do pokoju gdzie spałam razem ze Styles'em. Tym razem siedział na łóżku, grzebiąc w MOIM telefonie. Chciałam go mu zabrać ale ten go szybko zabrał spoza mojego zasięgu.
-Kim jest Noah?- zapytał prawie warcząc
-Nie ważne, oddaj mi ten telefon.- mówiłam wystawiając dłoń po moją rzecz
-Najpierw powiedz kim jest ten pieprzony Noah!- gwałtownie wstał przewracając mnie na ziemię
 -Nikim ważnym.- powiedziałam cicho
-Kurwa pytam się!- wydarł się podnosząc mnie za włosy do góry, a ja zaczęłam krzyczeć z bólu, po moich policzkach spłynął strumień łez.
-Błagam cię puść.- błagałam go
-Pytam ostatni raz, jeżeli mi nie odpowiesz to zleję cię tak, że popamiętasz mała suko.- warczał
-Przyjacielem, nikim więcej.- płakałam
Chłopak puścił mnie, a ja ponownie upadłam na ziemię z hukiem
Do pokoju wpadł jego przyjaciel i Lucy.
-Co ty wyprawiasz Styles?- zapytał Louis patrząc na niego
-Nic, nie wtrącaj się w nieswoje prawy.- warknął
-Mieszkasz tu na razie więc moja.- syknął
Lucy podeszła do mnie i pomogła wstać i szybko mnie przytuliła. Cała drżałam, bojąc się mężczyzny. Patrzył na mnie cały czas wściekły.
-Więc?- szatyn spojrzał najpierw na mnie, a potem na Harry'ego
-Nie powiedziała prawdy, ale jak się wystraszy to powie wszystko. A teraz idźcie stąd.- wypuścił powietrze z płuc ze świstem
-Śpicie oddzielnie, nie ma mowy żebyś traktował ją jak dziwkę.- mruknął Louis
-Louis, ostrzegam. Nie masz prawa decydować za nią.- spojrzał w moje oczy, a ja od razu spuściłam wzrok
-Rose, chcesz spać z nim, czy sama.- zapytał szatyn
Mężczyzna o kocich oczach patrzył na mnie wściekle chcąc wymusić abym mu uległa, co jednak działało. Bałam się go jak cholera, wiedziałam, że jest on zdolny do wszystkiego. Wbiłam wzrok w podłogę, zastanawiając się.
-Dajcie jej czas do wieczora, jest jeszcze w szoku.- powiedziała Lucy
-Dobra.- skinął głową Louis i razem ze swoją dziewczyną wyszedł
-Nie ładnie Rose, bardzo nie ładnie.- warknął ponownie przypierając mnie do ściany
Z trudem powstrzymywałam łzy, boję się go, on jest bardzo nieprzewidywalny. Strasznie agresywny.
-Nie powinnaś mi się sprzeciwiać i mówić prawdę. Ale niedługo będziemy sami, samiuteńcy w domu i tam możemy robić co chcemy. Nie będziesz mi się sprzeciwiać, wiem, że tego pragniesz.- szeptał mi do ucha, wkładając swoje dłonie pod moją koszulę na co się wzdrygnęłam- I mam nadzieję, że nie wybierzesz aby spać samą tylko moje towarzystwo. Och Rosie, jak ty na mnie działasz...- zaczął zostawiać na mojej szyi mokre pocałunki co wcale a wcale mi się nie podobało
Chciałam odepchnąć go od siebie dłońmi dotykając jego klatki piersiowej. Jego to nie obchodziło, robił co chciał. Po moich policzkach ponownie zaczęły spływać łzy.
-Ej, dlaczego płaczesz?- zapytał ocierając moje łzy
Czy on naprawdę nie wie dlaczego płaczę? Czy jest on aż taki głupi, czy tylko udaje?
-Przestań, proszę.- błagam go
Głośno westchnął przejeżdżając opuszkami palców po skroni, policzku dochodząc do moich warg. Został tam dłużej. Dotykał mojej dolnej wargi oblizując wargi, dlaczego on to robi? Ostatni raz się pochylił i musnął moje usta uśmiechając się lekko.
-Przepraszam skarbie, trochę mnie poniosło- powiedział przyciągając mnie do siebie
Moja twarz była oparta o jego tors, a jego dłonie oplatały moje ciało.

Dlaczego raz jest miły i kochający, a innym razem chce mnie zabić, traktuje mnie jak szmatę do podłogi?
-Boli cię coś?- zapytał tuż przy moim uchu
-Plecy.- odpowiedziałam cicho
Odwrócił mnie tyłem do siebie i zaczął ręką jeździć po bolących miejscach.
-Gdzie dokładnie boli? - zapytał cicho, przejechał po prawej stronie moich pleców a ja głośno jęknęłam- Kochanie, zachowaj te jęki na noc w innym miejscu.- zaśmiał się
-Przestań.- mruknęłam chcąc wyjść, ale ten przyciągnął mnie do siebie, nie dając mi wykonać żadnego ruchu.
***
Jak widać Harry jest coraz bardziej groźniejszy i pokazuje swoją prawdziwą twarz.
Dzisiaj jest Sylwester i chcę wam życzyć szczęśliwego roku 2016, udanej imprezki jeżeli ktoś robi, abyście się nie upili xD.
Do jutra kochani, Wasza Katy.
Tak wiem krótkie życzenia ale są ;*


środa, 30 grudnia 2015

Rozdział 5

Wieczorem Louis i Harry pili drinki a ja z Lucy siedziałyśmy obok nich i rozmawiałyśmy. Cały czas czułam na sobie wzrok zielonookiego, co było denerwujące ale powstrzymywałam się od zbędnych komentarzy, które mogłyby go zezłościć i doszło by do czegoś gorszego niż krzyki i rzucenie o ścianę... Lucy jest bardzo miła, przyjacielska, można z nią spokojnie rozmawiać bez krzyków.
-Jesteś z Louisem, albo coś?- zapytałam
-Jestem z Lou prawie dwa lata, podobno od kiedy mnie poznał zmienił się nie do poznania.- mówiła uśmiechając się szeroko
-Gratulacje.- odwzajemniłam gest
-Rodzice nie pytali czemu wyjechałaś ?- zapytała nagle
Moje serce rozsypało się na milion kawałeczków, nienawidzę o nich wspominać. To boli bardziej niż to co zrobił mi Harry przez ostatnie dni. Tak za nimi tęsknię, chodź to nic nie daje...
-Oni, oni nie żyją od dwóch lat.- szepnęłam cicha będąc bliska płaczu
Zacisnęłam mocno powieki, aby nie uronić żadnej łzy. Wzięłam głęboki wdech i oparłam głowę o kolano. Chciałam płakać, ale tu musiałam to powstrzymać.
-Ej wszystko dobrze.- usłyszałam tuż nad uchem, jego głos...
-Lucy, co ty jej powiedziałaś?!- zapytał jej Louis
-No zapytałam o rodziców, czy nie pytali czemu jej nie będzie w domu. A ona powiedziała, że ich... Nie ma.- mówiła zakłopotana
-Chcesz się napić? Podobno alkohol jest najlepszy na smutki.- zaśmiał się do mojego ucha
-Żebyś potem mnie wykorzystał i zostawił w rowie? - mruknęłam a wszyscy wybuchli śmiechem
-Nie, nie tym razem. To jak Rosie, napijesz się ze mną?- zapytał
-Dobra.- odpowiedziałam i spojrzałam na niego kontem oka
Uśmiechał się do mnie, wyciągając dłoń. Uścisnęłam ją i podniosłam z ziemi otrzepując się z niewidzialnego pyłku .
-Nie martw się, tu jest codziennie sprzątane.- zaśmiał się szatyn
-Dobrze wiedzieć.- odpowiedziałam
Usiadłam na kanapie obok Harry'ego , a on podał mi drinka. Spojrzałam na jego zawartość, prześwitujące popadające w żółty.
-To białe wino.- zaśmiał się loczek
Rozmawiają zaczęłam zapominać o smutkach, i bardziej się rozluźniać w ich towarzystwie...
Gdzieś po północy zdecydowaliśmy, że idziemy spać. Weszłam po schodach, a mężczyzna zaprowadził mnie do NASZGO pokoju, jak to dziwnie brzmi. Kiedy weszłam do pomieszczenia od razu rzuciłam się na łóżku wtulając w poduszkę i zamykając oczy.
-Jeszcze kąpiel, skarbie.- usłyszałam tuż nad uchem
-Sam idź się myć, ja zrobię to jutro.- mruknęłam w poduszkę
-Chociaż się przebierz, Rose.- mruknął mi do ucha
-Jezu, zachowujesz się jakbyś był moją niańką.- warknęłam podnosząc się z łóżka i podchodząc do waliki
-Zawsze możesz nałożyć moje rzeczy, w nich wyglądasz bardziej seksownie.- mężczyzna przygryzł płatek mojego ucha a ja go odepchnęłam, tak, że upadł na podłogę
Wybuchłam śmiechem, natomiast chłopak spojrzał na mnie spod byka.
-Przepraszaj.- mruknął
-Przepraszam, a teraz idę się przebrać.- zaśmiałam się
Złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do swojego ciała tak, że nasze klatki piersiowe się stykały.
-Daj buziaka.- powiedział z uśmiechem
-Wal się.- prychnęłam
-Rose.- ostrzegł mnie
-Nie.- odmawiałam
-Tu.- pokazał swój policzek
Przewróciłam oczami. Już chciałam dać mu całusa w policzek, kiedy przekręcił głowę i jego usta musnęły moje . Jego ręce złapały moje biodra i przyparły do ściany, natomiast ja chciałam go od siebie odepchnąć. Przeciągnął językiem po mojej dolnej wardze, aby uzyskać dostęp na co mu nie pozwoliłam. Nie będę pustą laską, która wskoczy mu do łóżka. Tak nie będzie. Mężczyzna uniósł mnie do góry łapiąc mnie za uda. Odsunął swoją twarz aby zaczerpnąć powietrza i uśmiechnął się chytrze.
-Pieprzony dupek.- warknęłam
-Czyli twój ulubiony.- uśmiech nie schodził mu z twarzy
Ponownie chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę tak, że jego usta dotknęły moje policzka. Spojrzał na mnie groźnie.
-Mi się Rose nie odmawia, bo inaczej źle skończysz.- mówił
-Panuj nad sobą.- mruknęłam- Do łóżka z tobą nie pójdę.
-Do łóżka może nie, ale całować mi ciebie nie zabronisz. Nie masz prawa, Rose.- ponownie zaczął swoimi wargami muskać moje
Byłam wściekła na niego, ale ja nie chcę jeszcze teraz skończyć w rowie, nie chcę w nim też wzbudzać zbędnych złości.
 
Był delikaty, niby marzenie każdej kobiet. Aby ich mężczyzna był taki delikatny, ale to on... On jest osobą która zabił mojego ojca, a moje matka popełniła przez niego samobójstwo.
-Teraz jesteś moje, tylko moja.- wyspała
-Nie jestem psem.- prychnęłam
-Zwierzęciem nie jesteś, ale jesteś tylko do mojej dyspozycji. Już niedługo się o tym przekonasz, i to bardzo niedługo.- Jeszcze raz musnął moje usta i mnie puścił.
Szybko wzięłam swoje ubrania i pognałam do łazienki. Zamknęłam drzwi i zdjęłam z siebie ubrania, przebierając się w bluzkę na ramiączka i krótkie spodenki. Włosy rozpuściłam i wzięłam głęboki wdech.
***
Harry taki nie wytrzymały. Jak widać Harry coś planuje, do jutra kochani, Wasza Katy <3

wtorek, 29 grudnia 2015

Zwiastun

Zwiastun wykonany przez Patrycję Gotfryd. I jest na 100% lepszy niż te co ja robiłam. Bardzo jej dziękuję za jego wykonanie. Tu macie Link, ale powstanie zakładka Zwiastuny gdzie będzie do każdej części jeden. Mam też plany związane z blogiem, ale o tym się niedługo przekonacie ;)
Link:

Rozdział 4

-To mnie naucz.- odezwał się po chwili ciszy
-Czego?- zapytałam
-Abym panował nad sobą.- powiedział
-Ale ja nie wiem jak.- spojrzałam na swoje dłonie
-Wymyśl coś.- odpowiedział- A tak zmieniając temat jesteś głodna?
Jechaliśmy dwie godziny bez przerwy. Przez jego pytanie zaczęło burczeć mi w brzuchu, co mogło być potwierdzeniem pytania bruneta.
-Czyli tak.- parsknął śmiechem
Zatrzymał się przy jakiejś knajpce. Wysiadłam z auta i skierowałam się za nim do stolika, usiedliśmy a kelnerka podeszła do nas. Widać było, że uwodziła Styles'a, co mi jakoś nie przeszkadza.
-Sorry mała, ale ja tu jestem z dziewczyną.- powiedział chłopak uśmiechając się chytrze
Brunetka spojrzała na mnie i sztucznie się uśmiechnęła, przyjęła nasze zamówienia i z prychnięciem odeszła od stołu. Loczek wybuchł śmiechem Wzrok całego lokalu skierował się na niego.
Może nie jest taki zły... Nie, on jest potworem. Raz jest miły, a raz budzi się w nim demon.
Kiedy kelnerka przyniosła nam jedzenie jedliśmy w ciszy. Mężczyzna zamówił mi sałatkę i jakąś kanapkę na wynos oraz kawę, a sobie frytki i Colę. Zajadałam się tym, jakbym tydzień nic nie jadła albo dłużej. Zjedliśmy i ponownie poszliśmy do samochodu. I zaczęła się długa podróż do... Nawet nie wiem dokąd.
-Wiesz co?- zapytał z uśmieszkiem na twarzy
-Co?- spojrzałam na niego
-Masz bardzo ładną bieliznę, najlepsza jest ta czerwona koronka albo ta czarna z cienkim ramiączkami...- mówił a ja zrobiłam się cała czerwona
Nałożyłam na głowę kaptur od bluzy, który zakrywał mi całą głowę i czekałam, aż rumieńców nie będzie. On grzebał w mojej bieliźnie?! No jasne, że tak, przecież ktoś musiał cię pakować, debilko...
Mówiła moja podświadomość.
-Ale i tak coś ci się potem dokupi, nie będziesz ciągle chodziła w tym samym.- powiedział
-A dokąd jedziemy?- zapytałam cicho
-Do Manhattanu  , tam jest mój przyjaciel. Pomieszkamy u niego kilka dni, góra trzy. Potem coś się wymyśli .- odpowiedział
Skinęłam głową i byłam cicho, Manhattan... Przecież to w Nowym Jorku! To ileś tysięcy kilometrów. Jakbyśmy nie mogli zostać w Londynie...
-Długo będziemy jeszcze jechać?- zapytałam
-Na pewno z kilka godzin, łatwiej było by płynąć promem. Jak chcesz to idź spać.- powiedział
Byłam senna. Więc zamknęłam powieki, i momentalnie odpłynęłam
Kilka godzin potem
Obudziło mnie szturchanie w ramię, jęknęłam i uderzyłam kogoś w ramię. Usłyszałam śmiech, jego śmiech. Otworzyłam oczy, a moim oczom ukazał się Styles.
-Wstajemy księżniczko.- zaśmiał się głośno
Wstałam ciągle ziewając. Jego siedzenia są nawet wygodne. Ruszyłam za chłopakiem do ogromnego, białego domu. Harry zapukał, a ja stałam tuż za nim. Drzwi otworzył szatyn o niebieskich oczach.
-Cześć stary.- loczek przywitał mężczyznę
-Cześć, to jest ta Rose?- zapytał lustrując mnie od góry do dołu
-Tak.- odpowiedział
Przyglądałam się szatynowi, uśmiechnął się szeroko . Może nie jest taki zły jak Harry, może być jeszcze gorszy...
-Witam Rose, w moich skromnych progach.- zaśmiał się- Louis jestem- podał mi dłoń
-Rose, to już wiesz.- mruknęłam ściskając jego dłoń
-Wchodźmy, nie będziemy tak stać na zewnątrz.- powiedział  postawił waliki na korytarzu
Poszliśmy za nim do salonu gdzie siedziała jakaś dziewczyna, brunetka. Szybko do mnie podbiegła i przytuliła piszcząc. Nie powiem, jest to bardzo dziwne.
-W końcu jakaś dziewczyna!- pisnęła- Jestem Lucy.
-Rose.- odpowiedziałam
-Chcecie spać razem czy oddzielnie?- zapytał Louis zwracając się do mnie i Harry'ego.
-Od...- zaczęłam
-Razem.- przerwał mi Styles ukazując szereg białych zębów
-Może być, Rose?- zapytał szatyn na co niechętnie skinęłam głową
Gdybym się nie zgodziła pożałowałabym tego, wiem do czego chłopak jest zdolny i to mnie martwi. Prosi mnie o pomoc a ja nie wiem co mam zrobić. Nigdy nie miałam do czynienia z taką osobą jak on, mroczną, nieprzewidywalną. Kiedy miałam zaledwie dwanaście lat i byłam na posterunku policyjnym jakaś policjantka mówiła mi, że nie można każdemu ufać. Trzeba uważać. Uważać na kogoś takiego jak On.
-Lucy, idź z Rose na zewnątrz.- poprosił ją Louis, a ona pociągnęła mnie na zewnątrz
Usiadłam na ziemi i głośno westchnęłam. Dziewczyna zrobiła to samo co ja, widziałam jak się uśmiecha.
-Jesteś z Harry'm?- zapytała
-Nie.- odpowiedziałam szybko
-To do niego podobne.- zaśmiała się
-Niby co?- spojrzałam przed siebie
-Zabiera dziewczynę, a potem wszystko dzieje się tak jak chce on. Może z tobą zrobi inaczej.- uśmiechnęła się lekko
-Co robił z poprzednimi?- zaciekawiłam się jego historią
-Były trzy, puste głowy.- zachichotała- Za każdym razem każda dawała się nabrać na numer pójścia na spacer do lasu, potem on wracał sam. A kolejnego dnia znaleziono ich ciała z kulką w głowie.- powiedziała
Wzdrygnęłam się. On jest takim bezdusznym potworem?! Aby zabijać niewinne kobiety, które mogły mieć kochającą rodzinę, pracę, szkołę, przyjaciół. A on je zabił, bo mu się znudziły albo zrobiły coś nie tak po jego myśli?! Sama zostałaś skrzyczana dwa razy przez niego, a jeszcze magazynku w łeb ci nie wpakował. Powiedziała moja podświadomość, która mogła mieć rację. Już dwa razy go zdenerwowałam a nim mi nie jest... Na razie. Teraz pewnie się przy nim czuć nie będę...
***
Jak widać Harry ma bardzo mroczną przeszłość. Jak myślicie co może być potem? Dowiecie się jutro. Do jutra, Wasza Katy.
Taka Rose <3

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 3

Rose
Obudziłam się z wielkim bólem głowy. Podniosłam się do pozycji siedzącej co jeszcze bardziej zwiększyło ból, jęknęłam cicho. Spostrzegłam mężczyznę z lokami leżącego obok mnie, wzdrygnęłam się. Jedyne co mnie zaniepokoiło to, to, że jestem tylko w bieliźnie. Szybko wstałam i podeszłam do szafy, ubrałam szare dresy i czarną koszulkę. Szybkim krokiem poszłam do kuchni, zaczęłam robić przeszukiwania szafek po aspirynę. Może ona pomoże... Kiedy ją wreszcie znalazłam nalałam sobie wody, i wzięłam aspirynę i zapiłam ją. W mieszkaniu było chłodno, zbyt chłodno... Podeszłam do kaloryfera który był wyłączony, zadrżałam. I tak było całą noc? Przecież ja byłam w samej bieliźnie, nie licząc ciepłej kołdry, która zapewne dostarczała mi potrzebną ilość ciepła i możliwe, że brunet leżący obok. Podeszłam do ekspresu do kawy i zaparzyłam sobie coś co pomoże mi się do końca rozbudzić. W głowie przetwarzałam co się stało wczoraj... Szef gangu w moim domu, przyparcie do ściany, groźby, nóź, łzy, krzyki i rzucenie o ścianę. Wczorajszy dzień należy do horroru, gdyby mnie zabił to bym była szczęśliwa, a tak? On jest w moim łóżku a ja robię sobie kawę, bojąc się co będzie go tu przyjdzie. Upiłam łyk kawy i spojrzałam na zegarek, trzy minuty po dziesiątej. Dość długo spałam, chodź potrafię dłużej co zależy od pory o której się położę.
-Witaj kochanie.- usłyszałam tuż przy moim uchu, siedziałam jak sparaliżowana- Dla mnie też zrobiłaś kawusię?
-Nie.- odpowiedziałam cicho
-Kiedy robisz sobie kawę, rób i mi. Potrzebuję jej rano.- mruknął a po chwili stał przy ekspresie
-Mhm.- mruknęłam i ponownie upiłam łyk kawy
-Jak skończysz to przebierz się.- powiedział
-Niby po co?- spojrzałam na niego zdziwiona
-Zobaczysz, zobaczysz Rosie.- mogłam teraz zgadnąć, że się uśmiecha
Tak jak mówił poszłam się przebrać, nie chciałam zostać ponownie rzucona o ścianę albo coś innego. Wybrałam czarne krótkie spodenki, koszulę w czerwono czarną kratkę oraz wzięłam nową bieliznę z szafy. Poszłam do łazienki, upewniłam się, że dokładnie zamknęłam drzwi. Rozebrana weszłam pod prysznic aby zmyć z siebie cały stres z wczoraj i przygotować się na dzisiejsze piekło z królem diabłów na czele... Po skończeniu przebrałam się w wybrany strój, w koszuli podwijając rękawy do łokcia. Włosy związałam w kucyka. Przejrzałam się w lustrze i z wielkim westchnieniem wyszłam z pomieszczenia, co dziwne na środku mojego pokoju leżała walizka, pełna.
-Czemu tu jest ta walizka?- zapytałam
-Wyjeżdżamy skarbie.- powiedział chłopak jakby nie było to oczywiste
-Ale ja nigdzie nie jadę.- zaprotestowałam
Chłopak zacisnął ręce, a jego mięśnie się spięły. Nie będzie dobrze, ponownie będzie krzyk i płacz. Odwrócił się do mnie z zaciśniętą szczęką. Jego oczy znowu były czarne jak węgiel.
-Nie jedziesz?! Czy myślisz mała suko, że twoja odmowa coś dla mnie znaczy!?- wykrzyczał, a ja milczałam stojąc z kamiennym wyrazem twarzy przypatrując mu się, więc on kontynuował- Nie! Więc rusz tą dupę, weź swoje dokumenty, telefon, klucze, i co chcesz i idziesz do samochodu! Rozumiesz!?- pokiwałam lekko głową, tak, że nie mógł zobaczyć, ale ujrzał
Głośno westchnął i wziął walizkę, zapewne do samochodu. Szybko wzięłam torebkę i wpakowałam do niej potrzebne rzeczy jak ładowarka, słuchawki, telefon, klucze, portfel i zdjęcie rodzinne. Chciałam mieć je blisko siebie, tak jak zawsze. Zamknęłam drzwi od mieszkania i zeszłam schodami ze spuszczoną głową. Mężczyzna stał oparty o maskę czarnego BMW, nerwowo stukając w swoje kolano. Kiedy mnie zobaczył bez słowa wsiadł do auta co i uczyniłam ja. Nie chcę mieć kłopotów, jest on nieprzewidywalnym człowiekiem, któremu przydałaby się wizyta u psychologa albo psychiatry. Włożył kluczyk do stacyjki i ruszył. Patrzyłam w okno, oglądając obraz Londynu do którego mogę nie wrócić. Nie wiadomo gdzie wiezie mnie mężczyzna, a co najgorsze co chce zrobić?
-Możesz włączyć radio?- zapytałam cicho
-Tak, jasne.- odpowiedział zwyczajnie, jakby piętnaście minut temu nic się nie stało
Kiedy włączył urządzenie do moich uszu dobiegła piosenka Adel Hello . Może nie za specjalnie lubię tą piosenkę, ale było lepsze to niż głucha cisza. Mimo własnej woli zaczęłam ją nucić pod nosem, mając nadzieję, że brunet nie zwróci mi uwagi bo jest zbyt skupiny na jeździe autem. Ponownie tego dnia zrobiło mi się zimno, moje ciało przeszła fala dreszczy. Wyciągnęłam rękę w stronę przycisków gdzie można było włączyć ogrzewanie, to samo zrobił chłopak. Nasze ręce się zetknęły, jego dłoń była ciepła. Szybko zabrałam dłoń, a chłopak włączył ogrzewanie. Ponownie wzięłam się za wypatrywanie czegoś ciekawego za oknem, aby uniknąć rozmowy z brunetem. Nie chciałam go denerwować, nie wiadomo do czego jest zdolny.
Ogrzewanie nie pomagało, ciągle było mi zimno. Niestety ubrałam się nie dobrze na panującą porę roku, jest wiosna a ja latam w krótkich spodenkach.
-Zimno ci?- usłyszałam jego zachrypiały głos
-Trochę.- odpowiedziałam cicho nie zerkając na niego
Mężczyzna zjechał na pobocze . Otworzył bagażnik i poszedł coś z niego wyjąć, może ciepły koc? Przydałaby się kołdra... Po chwili wrócił z granatową bluzą z kapturem w ręku.
-Masz.- powiedział podając mi ją
Podziękowałam mu cicho i nałożyłam ją zapinając się pod samą szyję, sięgała mi za uda. Było mi w niej cieplej, i to o wiele .
-Mam pytanie, Rose...- zaczął brunet
-Słucham.- spojrzałam na niego zdziwiona, zawsze wali prosto z most a teraz...
-Boisz się mnie?- zapytał
-Jak cholera.- odpowiedziałam bez namysłu
Ale gdyby tak się zastanowić to tak, mężczyzna nie panował nad sobą czasem co doprowadzało do różnych skutków zaczynając od płaczu kończąc na traceniu przytomności przez rzucenie o ścianę.
-Dlaczego- zapytał, jakby nie znał powodów przez które boję się go bardziej niż piekła
-Nie panujesz nad sobą. I to nie ma cię zranić tylko uprzedzić do tego abyś najpierw myślał a potem robił. A nie doprowadzał ludzi do płaczu lub traktował ich jak szmaty do podłogi.- wyjaśniłam mu
Widziałam jak zaciska dłonie na kierownicy, walczył ze sobą. Walczył czy nakrzyczeć na mnie, czy zachować spokój i ze mną porozmawiać lub zamilczeć...
***
Jak widać coś się po woli dzieje. Facet zmienny jest, raz bokser a raz pantofel :')
Słowa mojej przyjaciółki z dzisiaj. Jak widać Harry jest taki zmienny, ale zobaczycie co się stanie potem, kiedyś. Do jutra :)
Taki Harry <3
Wasza Katy
 

niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 2


Tak jak chciał zrobiłam mu kanapki i postawiłam na stole a sama usiadłam na krześle nie mając apetytu. W trakcie jedzenia chłopak spojrzał na mnie uśmiechnięty.
-Nic nie jesz, Rosie?- zapytał
-Nie jestem głodna.- odpowiedziałam
-Powinnaś jeść, bo inaczej schudniesz. A co ja zrobię z takim chudym ciałkiem?- parsknął śmiechem
-Nie dotkniesz mnie.- prychnęłam
Widziałam jak uśmiechał się pod nosem, a oczami badał każdą część mojego ciała. Było to dla mnie obrzydliwe, ten mężczyzna nie zna granic.
-A teraz skarbie porozmawiamy.- złapał mnie za ramię i zaprowadził mnie do salonu usadzając na kanapie
-Niby o czym?- spojrzałam na niego zdziwiona
-Zapłacisz za to co zrobił twój tatuś.- uśmiechnął się głupio
-Niby co on zrobił?- zapytałam
-Dwa lata temu, akcja pod bankiem na West Street. Śmierć funkcjonariusza policyjnego i jednego członka gangu. Twój ojczulek zabił mojego przyjaciela...- mówił
-Przecież on tam zginął, więc czego ty chcesz!?- gwałtownie wstałam
-Oddałem mu tym samym.- zaśmiał się głośno
To on... On zabił moje tatę, to przez niego moja matka popełniła samobójstwo, to przez niego zostałam sama, nie umiałam sobie sama poradzić... Nagle strach do jego osoby minął, a nastała nienawiść. Zaczęłam uderzać go w tors, co doprowadziło go tylko do śmiechu. Pod przypływem emocji uderzyłam do z całej siły w twarz.
-Ty pieprzony dupku!- wykrzyknęłam
Skończył się śmiać, a w jego oczach była furia, tęczówki nie były zielone, a czarne. Złapał moje dłonie w swoje i już wiedziałam, że dobrze nie będzie...
-Mam cię nauczyć suko, że na mnie się ręki nie podnosi!? Ja mogę ciebie uderzyć, kopnąć, zabić ale ty nie masz tu żadnych praw! To ja żądzę tobą, ty nędzna suko!- wykrzyczał i rzucił mną o ścianę
Złapałam się za tył głowy, który bolał niemiłosiernie. Po moich policzkach spływały łzy. Ten mężczyzna był gorszy niż mówiono o nim w telewizji. Nie widziałam już go, nie słyszałam. Obraz był zamazany przez łzy, było coraz gorzej. A ból przemijał...
Harry
Cholera, co ja zrobiłem ?! Poniosło mnie. Złapałem się za głowę i zacząłem myśleć. Brunetka była nieprzytomna. Ja jestem osobą która nie potrafi trzymać nerwów na krótkiej wodzy od razu wybucham. Nie przeszkadzało mi to, że biła mnie po torsie bo było to śmieszne niż bardziej bolące. Ale kiedy dała mi liścia, to wybuchłem i pod przypływem emocji rzuciłem nią o ścianę. Wziąłem głęboki wdech i podniosłem ją. Szukałem sypialni, a kiedy ją znalazłem to położyłem ją . Jej policzki są jeszcze mokre od łez które spływały po jej policzkach kilka minut temu. Nagle usłyszałem dzwonek telefonu, dochodził z jej kieszeni w spodniach. Westchnąłem i wziąłem jej telefon, North. Pewnie jej przyjaciółka. Kiedy skończyła dzwonić odblokowałem jej telefon i wszedłem w galerię zdjęć. Prawie na każdym zdjęciu byli ludzie, pewnie jej przyjaciele, ale rzadko na którym zdjęciu znajdowała się ona. Czyżby byłą to dziewczyna która nie lubi swojego ciała. Ponownie dzwoniła jej przyjaciółka, odbiorę, powiem, że nie ma Rose i rozłączę się bo innego wyboru . Chyba, ze o wyłączyć ale ona może tu przyjść...
-Halo?- odebrałem
-Jest Rose?- zapytał głos z drugiej stornie
-Nie, poszła się kąpać. Cześć.- chciałem się rozłączyć ale przerwało mi pytanie
-Kim ty jesteś?
-Chłopakiem Rosie, nara.- szybko się rozłączyłem
Spojrzałem na blondynkę która spała sobie spokojnie. Wstałem i poszedłem szukać łazienki, trzeba się ogarnąć. Kiedy znalazłem łazienkę rozebrałem się i wszedłem pod ciepłą wodę, trzeba się rozluźnić przed snem. Myślami byłem przy śpiącej blondynce, trzeba ją przebrać. Chyba nie będzie spała w dżinsach i bluzce.
Kiedy umyłem się i wytarłem swoje ciało ubrałem bokserki i wróciłem do sypialni. Rose leżała na łóżku, ruszała się tylko jej klatka piersiowa która unosiła się do góry i opadała do dołu. Zdjąłem z niej kołdrę i zdjąłem ubrania pozostawiając ją w samej czarnej bieliźnie. Jej ciało jest zgrabne, ale inne od tych wszystkich które widziałem. Przynajmniej nie jest oszpecona tatuażami, jak dziwki. Zadzwonię jeszcze do Louisa trzeba go powiadomić o naszym przybyciu do niego...
-Halo?- usłyszałem zaspany głos mojego kumpla
-Słuchaj Lou, jutro przyjadę z kimś.- powiedziałem szybko
-Z kim?- zdziwi ł się
-Zobaczysz, bądź gotowy, że przyjedziemy popołudniu albo wieczorem.- mruknąłem
-Dobra do jutra, Styles.- ziewnął
-Do jutra.- powiedziałem z uśmieszkiem
Położyłem się obok blondynki z uśmieszkiem, i teraz zacznie się prawdziwa zabawa... Rose nie wie co będzie przeżywać...
***
Jak widać Harry coś planuje co do Rose, mam nadzieję, że wam się podoba odnowa. Możecie podać w komentarzach co sądzicie o postępowaniu Harry'ego do Rose, i co może on jej zrobić. Do jutra kochani, wasza Katy <3

sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział 1

Sobota, dzień wolny, kiedy nie trzeba nic robić. Można siedzieć na kanapie i przeglądać portale jak Facebook czy Instagram itp. Ale nie, ja chodzę wieczorem po galerii z przyjaciółką w poszukiwaniu idealnej sukienki na bal. Który jest za dwa miesiące, ale ona chce być lepsza i mieć wszystko wcześniej załatwione. North kocha zakupy a ja... Nie tak bardzo jak ona.
-A ta?- zapytała wychodząc z przebieralni ubrana w czarną sukienkę z wielkim dekoltem, odkryte całe plecy, sięgająca za uda
-Też ładna, North nie mam gustu do ubrań.- mruknęłam
-Dobra, dobra... Czarna czy czerwona?- nie zwróciła uwagi na moją wypowiedź
Czarną miała na sobie, a czerwona była do ziemi. Bez jakichkolwiek rękawów. Znam ją, i wiem jak postąpi.
-Czarna.- powiedziałam
-Czyli czerwona, dzięki za pomoc kochana.- posłała mi uśmiech i schowała się w przebieralni aby się przebrać w normalne ubrania - A ty nie szukasz sukienki?
-Nie idę na bal.- mruknęłam
-Och, szkoda.- powiedziała- Potem pójdziemy do jakiegoś Fast Food'a, jestem głodna jak wilk.- zaśmiała się
-Jasne.- odpowiedziałam
Przecież dziewczyny tyle jedzą, ale nie tyją. I tak uważa szatynka, i tak jest.
-I odwieś tą sukienkę na wieszak, Rose.- poprosiła
Wypełniłam jej prośbę. Przecież jesteśmy przyjaciółkami. Odwiesiłam piękną czarną sukienkę na wieszak i poszłam do kasy gdzie North płaciła za czerwoną sukienkę, która nie była za ładna. Przynajmniej dla mnie. Po zapłaceniu poszłyśmy z torbą do KFC i zamówiłyśmy jedzenie. Ja sałatkę ona coś podobnego, ale z mięsem. Opróżniłam całą miskę i wyrzuciłam ją do kosza. Wzięłam swoją kurtkę i zaczęłam się ubierać.
-A ty tak szybko idziesz?- zapytała
-Tak, muszę ogarnąć i odrobić zadanie z fizyki. Do zobaczenia North.- powiedziałam szybko
-Do zobaczenia, Rose.- uśmiechnęła się
Wyszłam z galerii i ciemnymi ulicami Londynu szłam ku mojej kamienicy śpiewając piosenkę Human .
-I can hold my breath
I can bite my tongue
I can stay awake for days
If that’s what you want
Be your number one
I can fake a smile
I can force a laugh
I can dance and play the part
If that’s what you ask
Give you all I am...
Weszłam do mojego mieszkania, jedyne co mnie zdziwiło to, to , ze światło w salonie było zapalone. Czyżbym go nie zgasiła przed wyjściem? Zdjęłam z siebie kurtkę i odwiesiłam na haczyk a buty wstawiłam do szafeczki. Kiedy weszłam do salonu brutalnie zostałam pchnięta na ścianę, a przy moich ustach znalazła się czyjaś dłoń. Chciałam krzyczeć, ale napastnik na to nie pozwalał. Przed sobą widziałam mężczyznę z lokami na głowie, ciemne oczy które gdyby mogły potrafiłyby zabić. Chciałam go odepchnąć, ale jest on zbyt silny...
-Spokojnie malutka nic ci nie grozi, na razie...- mówił jakby to było normalne
No tak, ktoś włamuje ci się do domu, przypiera do ściany i cię ucisza i to jest normalne, no jasne !
-Kim ty do cholery jesteś i czego chcesz?!- zapytałam kiedy odsłonił moje usta i spokojnie mogłam mówić
-Mam mały problem, Rose . Nieprawdaż? - zaśmiał się cicho- Rose, piękne imię. Kojarzy mi się z różą, czy to nie twój ulubiony kwiat?
-Skąd ty to wiesz?!- zaczęłam się coraz bardziej denerwować
-Imię, nazwisko, wiek wszystkie informacje w dowodzie w szafie, w domu masz pełno róż. Łatwo się domyślić kochanie.- zaśmiał się
-Nadal nie powiedziałeś czego chcesz...- powiedziałam, gdyby nie to, że przypiera on mnie do ściany zadzwoniłabym na policję
-Mam problem, a ty mi pomożesz. Ścigają mnie psy, zwiałem. Ty jako bardzo miła osóbka mnie tu przenocujesz i potem będzie wszystko dobrze. - mówił jakby to było normalne, on jest gangsterem, nie mogę!
-Nie.- powiedziałam szybko
-Nie?- powtórzył
-Nie.- przytaknęłam
-To się zdziwisz kochanie...
Szybko kopnęłam go wolną nogą w krocze i pobiegłam do kuchni. Wzięłam nóż i telefon aby zadzwonić po policję. Do kuchni wbiegł mężczyzna, którego imię i nazwisko było znane na całą Anglię albo i dalej... Harry Styles.
-Odłóż to.- mówił poważnie
-Nie podchodź bo oberwiesz...- mówiłam
-Nie radzę ci tak mówić, nie wiesz chyba na co mnie stać.
W mgnieniu oka pojawił się przy mnie wykręcając mi nóż z ręki i przypierając ponownie do ściany, tym razem z nożem na gardle.
-Radzę ci mnie słuchać na przyszłość, kotku.- uśmiechnął się
-Kilka nocy.- mruknęłam cicho
-Kilka nocy tu, a potem przenosimy się do mnie. Rosie.- powiedział tuż przy moich wargach
-Słucham?!- oburzyłam się
-To co słyszysz.- zaśmiał się- A teraz zrób mi coś do jedzenia, jestem głodny.- mruknął
To będzie istny horror...
***
To jest pierwszy rozdział Nowego Unlimited Love. Jak widać Harry nie jest tu taki sercowy jak wcześniej. To jest chłopakiem, który wie czego chce i to osiągnie. Dowiecie się co będzie dalej czytając dalsze losy Rose i Harry'ego. Jutro napiszę drugi rozdział. Nie wiem jak to będzie po nowym roku, ale będę starała się pisać regularnie :)
Do jutra, wasza Katy
Taki Harry na dobranoc. Dobranoc kochani, dziękuję za wszystko,
najbardziej za to, że jesteście <3

Prolog

,,Co kryje prawda ?"

                  Podobno tuż przed śmiercią całe życie staje człowiekowi przed oczami..
Szczerze mówiąc, wyobrażenie siebie i innej kochającej ciebie osoby jest wcale nie podobne do tego co przeżywamy na co dzień. W marzeniach widzimy to co chcemy, a w rzeczywistości przeżywamy istny koszmar. Podobno lepiej żyć chwilą puki jest, a nie potem chcieć aby ona wróciła. Zawsze marzyłam o byciu kochaną, być budzoną przez pocałunki, słodkie słówka które poprawią każdy zepsuty dzień.
                   Skłamałabym jednak mówiąc, że osoba która wstąpiła nie proszenie do mojego życia nie kochałam. Ale prawda jest taka, że kocham całym życiem i chcę być obok niego bo przy nim czuję się bezpiecznie . Pragnę być kochana, chyba jak większość osób...


I so Sorry

Może nie wiecie o co chodzi, a może jednak. I zgaduję, że według was te opowiadanie straciło sens. Wiem, narobiłam jakiś głupot. I może to nie pierwsza notatka jaką piszę. Ale chcę wam powiedzieć, że teraz zacznie się coś czego tu nigdy nie było... Akcja. Tu wszystko się powtarza. Teraz zrobię coś nowego, coś odmiennego dotychczas co robiłam. Nie kończę Unlimited Love, zbyt się do niech przywiązałam. I może waszym zdaniem jest tak, że jak mogłam się do niech przywiązać skoro długo mnie nie ma. Otóż w głowie cały czas miałam rodzinę Styles'ów, wiedziałam co chcę z nimi zrobić. Ale nie mogę często pisać bo mam szkołę która jest trudniejsza od poprzedniej. Tu nie mogę sobie nic nie robić i pisać rozdział. Chcę zrobić wszystko od początku Nie usunę starych rozdziałów, zostaną. To moja ciężka praca, przecież dobiliśmy tu do 163 rozdziałów i 8784 wyświetleń. To jest wielkie, to co robiłam mnie cieszyło. Zrozumiałam, że nie dam rady bez pisania. Chcę zacząć nowe historie Harry'ego i Rose ( to ta sama bohaterka tylko zmienione imię, więc to taka Karolina). Części bloga będą miały po 30 rozdziałów, bohaterowie nie będą miały polskich imion a angielskie. Zajdą tu zmiany. Uczucia bohaterów nie będą się tak szybko rozwijały jak wcześniej. Dzisiaj lub jutro postaram się napisać nowy prolog i rozdział 1 oraz zrobić zwiastun.
Chciałam do was to wiele razy napisać, ale czas nie pozwalał. Do potem kochani, jeśli ktoś tu jest :)
Zobaczycie zmiany jakie nastąpią .

niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział 163



 
Miesiąc potem
Nasze życie nie uległo zmianie, no dobra może trochę… Jest ze mną jak wcześniej, boję się wszystkiego jak cholera. Boje się wyjść z domu, ale wychodzę- z bronią w pasku. Avril wyjechała na college, nie żałuje jej decyzji. Niech ma normalne życie, bez morderstw i innych rzeczy. Darcy i Clarie są grzeczne, ale martwią się o mnie… Widzą jak zmieniło się moje zachowanie, zbyt się boję aby racjonalnie myśleć. Wyglądałam za okno sprawdzając czy nikogo nie ma. Popadłam w ludzką paranoję i wiem to, powinnam iść do psychologa, ale nie chcę zostawiać Harry’ego ani dziewczynek.
-Mamo co tam patrzysz?- zapytała Darcy
-Nic, nic skarbie idź się bawić.- pogłaskałam ją po główce i pocałowałam w czółko
-Przecież widzę, mamo…- mówiła
-Powiedziałam coś Darcy i bez żadnego „ale”.- delikatnie podniosłam głos
Dziewczynka bez słowa odwróciła się i poszła wolnym korkiem do białych drzwi. Stanęła przy framudze drzwi i odwróciła się w moją stronę. Ze łzami w oczach powiedziała:
-Gdzie podziała się moja dawna mama….
Wyszła. A moje serce uległo zniszczeniu, rozsypało się na miliony kawałków. Usiadłam na ziemi i zaczęłam płakać, płakać jak dziecko. Już nawet moja własna córka mnie nie poznaje, jestem okropną i niepotrzebną matką. Najlepiej by było gdybym umarła…
Harry
Siedziałem w biurze i podpisywałem różne papiery kiedy zadzwonił mój telefon, Darcy.
-Co jest kwiatuszku?- zapytałem odbierając
-Mama płacze.- powiedziała, przygnębiona
-A dlaczego mamusia płacze?- zacząłem się coraz bardziej martwić
-No powiedziałam jej coś, co ją chyba zabolało… I płacze, ja naprawdę nie chciałam.
-Co powiedziałaś?
-No że nie jest jak dawna ona… Cały czas patrzy w okna, każe mi się bawić z Clarie….- mówiła a ja słyszałem jak jej głos się łamał
-Zaraz będę, tylko nic nie mów mamię.- wstałem od biurka zabierając ze sobą płaszcz
-Dobrze.- odpowiedziała rozłączając się
Cholera. Co się dzieje z moją żoną?!
-Lilianno, kiedy indziej uzupełnię te papiery, a spotkania odwołaj albo przełóż na inny termin.- przekazałem to swojej asystentce
-Panie Styles, to już drugi raz…- mówiła
-Nie obchodzi mnie to, masz je przełożyć i koniec.- warknąłem
Szybko wybiegłem z budynku wsiadając do mojego auta, włożyłem kluczyk do stacyjki i z piskiem opon ruszyłem ku domu. Dlaczego ona się tak zmieniła, jest taka jak w tedy. Przecież na razie przez ten miesiąc nic się nie działo, nawet nie widzieliśmy Malika i jego bandy.
Kiedy byłem pod domem, zaparkowałem na podjeździe i wyszedłem z auta kierując się ku drzwiom wejściowym. Otworzyłem je i wszedłem do środka. Zacząłem się rozglądać, ale nie było tu żadnej żywej duszy. Nagle usłyszałem jak ktoś krząta się po kuchni, szybko tam poszedłem a moim oczom ukazała się… Moja żona. Robiła coś przy blacie kuchennym. Cicho podszedłem do niej i odgarnąłem włosy z jej karku, a potem złożyłem na nim delikatnym pocałunek. Poczułem jak jej ciało drętwieje, ale po chwili głośno wypuszcza powietrze.
-Co tu robisz, myślałam, że wrócisz po osiemnastej.- powiedziała nadzwyczaj spokojnie
-Nie cieszysz się?- złożyłem kilka pocałunków na jej szyi
-Nie no cieszę, tylko tak pytam…
-A teraz tak na poważnie.- odwróciłem ją w swoją stronę- Co się z tobą dzieje…
-Ale o co ci chodzi?- zdziwiła się
-Nie mówi, że nie wiesz… Dzwoniła do mnie Darcy. Ciągle wyglądasz za okna, płaczesz… Co się dzieje.- mówiłem
-Nie prawda…- próbowała wybrnąć
-Nie kłam, powiedz mi prawdę…
-No, no bo mi się wydaje, że ktoś nas śledzi…- wyznała spuszczając głowę
-Czemu nic mi nie powiedziałaś?!- zdenerwowałem się
-No bo mi się wydaje Harry.- westchnęła
Wzięła do ręki kubek z wodą i jakąś tabletkę a potem ją zapiła. Szybko do niej podszedłem i wziąłem pudełko i zacząłem czytać co to jest.
-Po co ci to?!- warknąłem
-Na serce przecież.- odpowiedziała
-Oby.- mruknąłem
-Czy nasze małżeństwo się już nie kończy?- zapytała nagle
-O czym ty mówisz.- warknąłem zdenerwowany
-Ciągle jesteś na mnie wściekły, podejrzewasz mnie o wszystko, wysłuchasz wszystkich poza mną. Coraz rzadziej jesteś w domu, dzieci za tobą tęsknią…- mówiła
-Chcę was tylko obronić.- powiedziałem
-Nie musisz. Dzieci cię bardziej potrzebują….
-A ty?- spojrzałem w jej oczy, które dawne straciły swój blask
-Nie wiem, powoli tracę nadzieję w to, że mnie jeszcze kochasz.- powiedziała cicho
Chciałem do niej podejść ale mnie odepchnęła i szybko odeszła, a po chwili słyszałem trzask drzwi naszej sypialni… Dlaczego ona tak myśli? W domu nie ma mnie dlatego bo chcę je bronić, chcę aby były bezpieczne… Kocham ją i nigdy nie zdradziłem. Szybko wszedłem po schodach i zapukałem do drzwi naszej sypialni, zero reakcji.
-Karolina, otwórz.- prosiłem
-Zostaw mnie.- krzyknęła a po chwili słyszałem tłuczenie się tam czegoś
-Karolina wpuść mnie!- walnąłem w drzwi
-Odejdź, idź do kogoś innego. Jego kochaj, nie mnie…- gadała bzdury…
-O czym ty mówisz?- coraz bardziej się denerwowałem
-Idź do tej Lily czy kogoś innego, zostaw mnie w spokoju.- znowu tłuczenie się czegoś, cholera co tam się dzieje
-Otwieraj!- kopnąłem w drzwi
-Nie kochasz mnie, przyznaj się.- mówiła dalej
-Kocham, czy gdybym cię nie kochał stałbym tu i walił w te pieprzone drzwi martwiąc się o to co się tam dzieje.- mówiłem
-Możesz udawać. Zostaw mnie Harry, zostaw kogoś takiego jak mnie, nie chcesz mnie, nie chcesz dziewczyny z depresją.- płakała
Nie wytrzymałem. Nacisnąłem na klamkę, która uległa. Drzwi były otwarte. Wszedłem do pokoju, a na podłodze ujrzałem moją żonę siedzącą w odłamkach szkła.
-Kochanie…- westchnąłem cicho
-Nie podchodź.- wyszeptała, a po chwili w jej dłoniach była broń wycelowana we mnie
Stanąłem w miejscu i przypatrywałem się jej z lękiem, Jezu co ja jej zrobiłem… Zniszczyłem ją przychodząc do jej domu kilkanaście lat temu…
-Kochanie, odłóż to i ze mną porozmawiaj.- poprosiłem ją
-Nie.- odpowiedziała
Westchnąłem nie widząc co zrobić.
-Kochasz mnie?- zapytałem
-Kocham.- odpowiedziała cicho
-Ja ciebie też myszko, pamiętasz naszą przysięgę na ślubie. Nic się od tamtej pory nie zmieniło…- mówiłem podchodząc do niej po woli
Widziałem, że powoli się poddawała. W tamtym momencie miała atak paniki, rzadko go ma ale teraz, wyglądał on o wiele poważniej niż wcześniejsze. Kiedy byłem blisko niej chciałem sięgnąć po jej broń kiedy usłyszałem huk z broni…. Widziałem strach w jej oczach, to nie ona, to…. 
 
***
Przepraszam, że wcześniej nie było rozdziału ale się rozchorowałam, i w moim życiu dzieją się teraz przykre momenty... Postaram się napisać rozdział jeszcze w tym tygodniu. Mam nadzieję, że się wam spodoba.
Do kolejnego ;* 

piątek, 23 października 2015

Długa Notatka



Kiedy zaczynałam pisać Opowiadania wiele w moim życiu się zmieniło. Nie powiem, że na gorsze bo przez zaczęcie pisania zaczęłam to kochać, to jest moja pasja. Kiedy zaczynałam pisać Opowiadania rozdziały były z wieloma błędami, krótki i działy się sceny nie po kolei. Dlaczego tak było? Otóż Głupie program gdzie mogłam pisać rozdziały usunął je, mogłam pisać tam tylko miesiąc a potem moje zapiski by się usnęły. Przeniosłam się na Blogera, tu zaczęła się moja prawdziwa przygoda. Na początku pisałam to dla siebie, myśląc, że nikt tego nawet nie czyta. Lecz po pewnym czasie zrozumiałam, zrozumiałam ,że piszę to dla osób które czytają moje wypociny. Zrozumiałam, że ktoś naprawdę chce to czytać a ja daję mu tą przyjemność. Opowiadania miały być spokojne, bez morderstw ani śmierci. Ale po pewnym czasie wiedziałam ,że jest tam potrzebna akcja, nie może być tam ciągłego miziania. Takim cudem powstała druga część pełna mordu, sekretów, problemów z przed laty, łez i nienawiści do drugiego człowieka. Nadeszły też zmiany, zamiast jakiś dziewczyn z Internetu wybrałam aktorkę, która dobrze potrafiła wczuć się w rolę Karoliny. Krok po kroku Opowiadania zmieniły się na lepsze. Potem przyszedł czas na zmiany, zmiana tytułu, tła, wszystkiego. Przez okres kiedy pisałam czułam się znakomicie, codziennie rozdziały. Lecz przyszedł czas gimnazjum, muszę się wziąć w garść, to czas kiedy nie mogę zbytnio pisać Unlimited Love, na każdej lekcji, przerwie czy kiedy mam czas w domu wyciągam kartkę czy wchodzę na laptopa i piszę rozdział ( przynajmniej się staram). Po pewnym czasie kiedy dodałam pierwszy rozdział Unlimited Love zrozumiałam, że to cząstka mnie, taka prawdziwa, taka której już się nie da pozbyć.
Dlaczego piszę coś takiego? Otóż jestem w gimnazjum. Chcę pisać rozdziały, piszę, ale widzę, że one zrobiły się rutyną, zdziecinniały, zmieniły… Zmieniły dlatego, że ja się zmieniłam? Może i nie jestem sobą, mam nowy okres życia ale dalej chcę pisać historię Karoliny i Harry’ego, chcę to zakończyć w odpowiednim momencie. Niestety szkoła żre, i choć się staram o te rozdziały nie mogę, nauka zbyt mnie pochłania. Rutyna to jeden powód przez który Unlimited Love wam się nie podoba- ciągłe strzelaniny, grożenie, szpital, śmierć.
Już tydzień temu zrozumiałam, że to jest rutyną, nudne… Przez prawie rok zalewałam was głupimi wpisami o miłości, śmieciach i tak dalej nie myśląc co wy o tym myślcie. I może ta notka jest głupie, bez sensu, idiotyczna ale chcę wam jakoś przekazać, że staram się napisać coś innego bez tej rutyny. Kiedy napisała do mnie jedna z czytelniczek, to zabolało… Wytknęła mi wszystko, co sądzi o Opowiadaniach o tym jakie dziecinne jest moje pisanie. Niestety kiedy zaczynałam miałam dwanaście lat, teraz mam prawie czternaście. I chcę wam napisać, że pisanie to jest jednak to co potrzebuję w życiu, chcę się z wami dzielić tym. Ale widzę, że dla was jest to nudne. Jeżeli ktokolwiek to czyta niech chociaż napisze co o nich sądzi. Największa krytyka jest dla mnie do przyjęcia. Rozumiem jestem jeszcze dzieciakiem z gimnazjum… Chcę znać wasze opinie na temat mnie, opowiadania, na temat wszystkiego.
I jeszcze jedno, jedna czytelniczka napisałam, że się ,, ZMIENIŁAM” może zmieniłam, zmieniłam pisanie ale to wina mojego otoczenia w jakim jestem, prze ludzi którzy mnie otaczają, przez ich krytyki, przez to, że jestem tam tylko do słuchania a nie do mówienia. Ja tam po prostu w tej grupce osób stoję i słucham.
To tyle z notatki, wiem głupia jest ona ale to jest to co miałam w głowie przez ostatni czas. Proszę napiszcie coś, zwykła kropka wystarczy. Martwię się, że Unlimited Love upada, dobiega czasu kiedy nikt nie chce czytać moich wypocin, choć robię to dla was.
                                         Kocham was, jeżeli ktokolwiek tu jest, Karolina <3    
Ps. Dziękuję za 8323 wyświetlenia ;) 
Ps2: rozdział pojawi się w przyszłym tygodniu, w tym weekendzie muszę nadrobić szkołę :* 
 

piątek, 9 października 2015

Rozdział 162



Karolina
Na ramieniu poczułam coś dużego i zimnego, ta rzeczy szybko mnie obudziła. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Spokojnie.- szepnął mi do ucha Harry
-Nie strasz mnie więcej.- westchnęłam przyciągając do swojej twarzy poduszkę
-Nie chciałem cie straszyć, chciałem tylko powiedzieć, że zrobiłem wszystkim śniadanie tak samo jak tobie.- pocałował mnie w skroń
-Zaspałam?!- zdziwiłam się
-Nie, ale Clarie i Darcy były głodne więc im coś zrobiłem. Ale potem obudziła się Avril i Melisa i tak jakoś wszyło, że zrobiłem dla wszystkich.- zaśmiał się na moją reakcję
-Która godzina?- zapytałam
-Ósma trzydzieści kochanie.- pocałował mnie w czoło
Westchnęłam ponownie. Już się przestraszyłam, że zaspałam…
-Masz.- mój mąż podał mi ubrania
-Dzięki.- ziewnęłam ponownie
Dobrze spałam, choć zło znowu powraca… Może to przez to, że mam obok osobę która mnie kocha najmocniej na świecie, tak samo jak ja tą osobę.
Przebrałam się w wybrane przez Harry’ego ubrania, czyli biały podkoszulek, czarne spodenki i szary sweter. Zagięłam rękawy swetra do łokcia i razem zeszliśmy na dół. Tak jak mówił mój mąż, na stole stało już śniadanie.  On był naprawdę nieprzewidywalny, za to go kocham.
Po zjedzonym śniadaniu udałam się z Harry’m do głównego parku tutaj, miałam się spotkać z Anią przy rzeczce gdzieś w środku. Wolnym krokiem, za ręce szliśmy w wyznaczonym przez Anię kierunku. Colin i Amber zostali z dziewczynkami. Kiedy byliśmy na miejscu ujrzałam tylko jedną osobą na ławce, z wielu miejsc. Ania…
-Ania?- zapytałam
Postać wstała. Tak jak podejrzewaliśmy to była moja przyjaciółka? Sama nie wiem.
-Hej- uśmiechnęła się
-Hej.- odpowiedzieliśmy
-Przepraszam za Malika i Tomlinson’a, oni zachowują się tak od jakiś dwóch lat.- podrapała się po karku
-Przejdź do rzeczy.- mruknął zniecierpliwiony Harry, za co uderzyłam go w ramię
-Chodzi o to, że szukali was, choć tak to nie wyglądało. Chodzi raczej o to, że znaleźliśmy twoją ciotkę we Francji. Ledwo przy życiu… Kazała nam przekazać wam to…- podała mi małą białą karteczkę
Otworzyłam ją i przeczytałam, była we krwi…
Raz, dwa, trzy nie żyje ciotka,
Cztery pięć, sześć nie żyje matka,
Siedem, osiem, dziewięć nie żyjesz ty.
Wyliczanek nam nie brak, tak jak
Ludzi do gangu. Szykuj się na śmierć.
                             Xxx. Biber

On jest chory. Matka nie żyje, chwila co?!
-O co tu chodzi?- zapytałam patrząc na brunetkę
-Przykro mi…- spuściła głowę
Nie, nie… To nie możliwe, zabili moją matkę ?! Nie znałam jej tyle lat, potem nie stąd ni z nikąd się pojawiła a potem ją zostawiłam. Za jakie grzechy ?!
-A Vivi?- zapytałam cicho
-Żyje, ale nie wiem gdzie ona jest. – odpowiedziała
Nagle zadzwonił jej telefon. Rozmawiała z kimś chwilę, a potem się rozłączyła
-Muszę iść, pa.- szybko odeszła
Harry przyciągnął mnie do siebie i zatopił swoje usta w moich włosach. Po moich policzkach spływały łzy. Ja się pytam za jakie grzechy, co ja takiego zrobiłam!? Może zabiłam jakiegoś tam człowieka, ale to on chciał zabić mnie. Moje życie ponownie staje się wielką ruiną, znowu będę musiała walczyć za moją rodzinę. Chciałabym aby było tak jak miałam szesnaście lat. Spokojne życie, bez stresu, planowanie co zrobię na osiemnaste urodziny… A teraz? Mam tylko plan jak uśmiercić siebie, skończyć te nędzne życie. Czasem chciałabym obudzić się, i powiedzieć, że to jeden, dziwny koszmar. Choć i też nie. Dzięki Harry’emu jeszcze żyję, to on trzyma mnie przy życiu. Jest dla mnie jak narkotyk. Uzależniłam się od jego osoby, nie mogę wytrwać kiedy nie ma go obok, nie mogę żyć bez jego dotyku, bez ego ruchów, bez słów które potrafią mnie uspokoić w nawet najgorszej chwili. Takiej jak teraz… Jego kojące ramiona są na sklejanie jednej połowy mojego serca, która została brutalnie zniszczona. Choć moją całą rodzinę mam w sercu, poły jej już nie ma. Tak jak mojego serca, rzeczy która daje mojemu ciału życie. Gdybym miała wybrać te życie a tamte wybrała bym te, bo chciała bym być obok Harry’ego. I jest to może głupia decyzja, ale gdyby nie Harry nie wiadomo co by się teraz ze mną działo. Czy miała bym tak wspaniałego męża jak jego, czy miałabym tak wspaniałe dzieci jak teraz? Nie. Ale w tedy miała bym normalne życie, bez żadnych zabójstw, bez Bibera.
-Wracajmy już.- powiedziałam po bolącej ciszy
-Dobrze.- szepnął całując mnie w czoło
Wolnym krokiem szliśmy do czarnego Range Rover. Mój mąż pomógł wsiąść mi do auta, i sam je okrążył i wsiadł. Nałożył na swój nos czarne okulary przeciw słoneczne, włożył klucze do stacyjki i ruszył auto. Między nami panowała cisza, Harry wiedział, że potrzebuję teraz chwili aby bić się ze swoimi myślami. Patrzyłam za okno, gdzie była piękna pogoda. Pamiętam, że gdy byłam mała chciałam tu przylecieć z babcią po śmierci jej męża, a mojego dziadka. Była załamana, zwiedziła cały świat licząc też Afrykę. A ja oglądałam tylko zdjęcia, a chciałam być obok niej i poznawać cały świat. Teraz mi się to udaje, ale to tylko przez ucieczkę przed gangiem Bibera. Jestem ciekawa co się dzieje z Cassidy, czy ona żyje, a może nie? To było jedno z wielu pytań, na które brakowało mi odpowiedzi. Victoria, moja kuzynka która uciekła z domu w wieku piętnastu lat. Niestety jaki los, takie i życie się jej trafiło. Trafiła do rodziny alkoholików. Musiała bronić swojej młodszej siostry, która miała zaledwie pięć lat. Razem uciekły, trafiły do mojej ciotki. A teraz? Ciotka nie żyje, i nie wiem gdzie jest Vivi i Mal. Ale gdyby tak się głęboko zastanowić, co by było gdyby oni w tedy nie zapukali do moich drzwi, Harry by mnie nie pocałował, nie poleciałabym z nimi do Londynu i nie poznała co to jest życie? Nie wiem, ale wiem jedno…. Kocham go ponad życie, i nic tego nie zmieni. 
***
Rozdział krótki i dziwny. Ale niestety szkoła niszczy moje plany na rozdziały. Dziękuję za 8075 wyświetleń. I już niedługo dokładnie dwudziestego piątego listopada będzie coś ważnego, może ktoś wie co. A jak na razie do kolejnego rozdzialiku ;*
 
 Ania i Karolina <3

środa, 7 października 2015

Słuchajcie!

Mam już problemy z trzech przedmiotów bo w każdym mam jedną jedynkę( tak no rzecz do chwalenia). Chodzi o to, że będę musiała chodzić na korki z tych przedmiotów i jest tak, że we wtorki kończę po ośmiu lekcjach, choć mam tylko sześć, ale mam korki z tych dwóch. I w czwartki też kończę po ośmiu lekcjach. I teraz przechodzę do rzeczy. Chodzi o to, że jak ja mam pisać rozdziały kiedy po tych ośmiu godzinach muszę jeszcze odrobić lekcje i tak dalej... Więc niestety nie wiem kiedy będę dodawała rozdziały ale obiecuję, że będą się one pojawiały minimum dwa razy w tygodniu a jak mi się uda to trzy razy. I to tyle a tak to do piątku ( postaram się) ;*

wtorek, 6 października 2015

Rozdział 161



Karolina
 
Kiedy otworzyłam drzwi, znieruchomiałam… Moim oczom ukazała się Dominika, Zayn, Niall, Liam, Louis, Ania i jakiś facet. Nie wiedziałam co zrobić… Czy ich przytulić, czy wydrzeć się, że dopiero teraz nas szukali i trzasnąć drzwiami przed ich nosami. Jednak Ania szybko zniszczyła mój drugi plan i mnie przytuliła. Tęskniłam za nimi, ale dlaczego tak późno nas znaleźli? Jeżeli nas w ogóle szukali…
Wpuściliśmy ich do domu. Avril zabrała dzieciaki na górę. Usiadłam na kolanach mojego męża, i czekałam co oni nam powiedzą.
-No i co macie do powiedzenia?- zapytał Colin
-A mamy coś do powiedzenia? Szukaliśmy was trzy lata, a was nigdzie nie było.- prychnął Malik
-Szukaliście, no i co jeszcze? Hm? Trzy lata się nigdzie stąd nie ruszaliśmy, i tyle wam to zajęło?- zaśmiał się Harry
-Myślicie, że tak łatwo pozbyć się ludzi Bibera z pięt?- warknął Louis
-My daliśmy radę uciec.- prychnął Colin
Było dziwnie. Między nami panowała nienawiść, niezręczność… Dlaczego oni tacy byli dla siebie? Przecież nas szukali, ale Zayn czy Louis nie są nam równi. Są jeszcze gorsi.
-Od razu ze ślubu, a my mieliśmy ich ciągle na ogonie.- mruknął Niall
-Bo chcę aby moja rodzina była bezpieczna.- warknął Harry
-Rodzina? Mówisz tylko o swojej żoneczce, jednym biologicznym dzieciaku, dziewiętnastoletniej morderczyni i trzyletniej córce Payne? – prychnął Malik
-Przestańcie! Zachowujecie się jak dzieci, które zabrały sobie zabawki i teraz chcą je odzyskać! Myślałam, że normalnie porozmawiamy. Ale nie, między wami jest tylko nienawiść. Jak tak dalej ma być, to lepiej stąd idźcie.- prychnęłam
Zeszłam z kolan mojego męża i poszłam na górę, mam dosyć Malika i tego wszystkiego.
Harry
-Wyjdźcie.- warknąłem
-A co jeśli nie?- zaśmiał się Malik
-Rozstrzelamy wam łby.- prychnął Colin sięgając do paska od spodni, trzyma jeszcze broń przy sobie? Ja mam w szafce…
-Jak sobie chcecie.- warknął
Wszyscy wyszli, a ja wziąłem do ręki jakąś figurkę i rzuciłem o ścianę. Usłyszałem pisk, a po chwili zobaczyłem moją żonę, a za nią małą Clarie. Wystraszyła się. I co Styles, coś ty zrobił?! Clarie szybko uciekała, a moja żona pokręciła głową i poszła za nią. Znowu wszystko się wali…
-Idź do nich.- powiedział Colin
Westchnąłem i wolnym krokiem wszedłem po schodach, drzwi do pokoju mojej najmłodszej córki były zamknięte. Przystawiłem ucho do białych drzwi i przysłuchałem się trwającej tam rozmowie.
-Clarie, nie płacz…- mówiła moja żona
-Tata jest stlasny…- szlochała Clar
-Tatuś się tylko zdenerwował.
-Stlasny.
-Zdenerwowany nie oznacza, że straszny.
Nie chciałem dalej tego słuchać. Nie chcę słuchać, tego jaki ja jestem straszny. To jednak bolało, usłyszeć to od córki, choć nie mówiła mi tego w twarz, tylko mojej żonie. Wziąłem butelkę piwa z lodówki i poszedłem na balkon, gdzie usiadłem na ławeczce i zacząłem popijać zimny alkohol. Własne dziecko się mnie boi. Czuję się teraz jakbym był najgorszym człowiekiem na świecie. Gdyby nie ten Malik, Clarie by się mnie nie bała. Zayn wyprowadził mnie z równowagi, jest naprawdę nieznośnym facetem. Mam nadzieję, że moja żona wytłumaczy małej, że to było tylko zdenerwowanie a nie agresja. Naprawdę zależy mi na tym, abyśmy żyli jak wcześniej, żeby Clarie się mnie nie bała. Nagle poczułem ręce wokoło mojego brzucha, Karolina…
-Będziesz musiał z nią porozmawiać jak się obudzi.- szepnęła mi do ucha
-Jestem potworem.- westchnąłem
-Nie jesteś. Jesteś wspaniałym mężem i kochającym tatą. To tylko zdenerwowanie.- powiedziała
-Wmawiaj sobie- warknąłem wstając – Byłem potworem i jestem.
-To ty sobie wmawiasz , Harry. Nie jesteś potworem. I wiedz jedno… Mimo wszystko dalej cię kocham.
Westchnęła i wyszła z balkonu. Jej słowa wiele dla mnie znaczyły Mimo wszystko dalej cię kocham.
Mój skarb dalej mnie kocha, przynajmniej to dobrze wiedzieć. Sam westchnąłem i udałem się tam gdzie spodziewałem się ją znaleźć, do naszej sypialni. Tak jak myślałem, tak było. Moja żona siedziała na końcu łóżka, odwrócona do mnie plecami. Po cichu do niej podszedłem i wtuliłem się w jej plecy. Jej ciało momentalnie się spięło. Spojrzałem na jej dłonie, które trzymały telefon…
Od: Zastrzeżony
Do: Ja
Pamiętasz słowa Luke? A dokładniej
wszyscy, których kochasz wkrótce
będą martwi? Połowa już
wypełniona jeszcze reszta ….
                       XxxB

Zabiję ich. Zabiję za to, że nie dadzą nam normalnie żyć, za straszenie mojej żony…
-Będzie dobrze.- szepnąłem całując ją w czoło
-Nigdy nie było dobrze, i nigdy nie będzie dobrze.- mówiła załamanym głosem- Nigdy nas nie zostawią, a my nie będziemy mieli normalnego życia.
-Będziemy mieli normalne życie, dożyjemy razem spokojnej starości. Będziemy mieli dużo wnuków, mieszkali sami gdzieś na skraju lasku. – całowałem każdy skrawek jej twarzy, po każdym wypowiedzianym słowie
-Jeżeli w ogóle dożyjemy kolejnego dnia.
-Dożyjemy razem do końca, obiecuję ci to.- musnąłem jej usta
Jej telefon ponownie dał o sobie znaki. Poczułem jak jej ciało zaczyna drgać, boi się. Wyrwałem jej telefon z dłoni i odebrałem.
-Czego?!- warknąłem
-Harry, daj mi Karolinę.- usłyszałem głos Ani?
-Ania, co jest?- zapytałem
-Nie mogę długo rozmawiać bo się domyślą, jutro o dziesiątej w parku. Bądźcie tam oboje.- poprosiła i się rozłączyła
-Ania?- zapytała cicho moja żona patrząc na mnie
-Jutro o dziesiątej w parku.- powiedziałem
-Ciekawe po co…- westchnęła
-Nie wiem jutro się przekonamy. A teraz idziemy spać.- zarządziłem
-Muszę się umyć…- zaczęła ale ja przerwałem jej długim pocałunkiem
-Nie idziesz się myć, idziemy spać razem i koniec.- zarządziłem ponownie a ona przytaknęła głową
Zaśmiałem się cicho o pocałowałem czule jej czółko. Zdjąłem z siebie koszulkę i jej ją podałem. Zdjęła swoją niebieską bluzkę i odwróciła się do mnie plecami, co mnie rozśmieszyło. Nadal się mnie wstydzie, moja kruszynka. Nałożyła moją koszulkę i zdjęła swoje spodenki, włosy rozpuściła i usiadła na łóżku. Ja zdjąłem jeszcze moje dresy i usiadłem obok niej, aby po chwili powalić ją na łóżku i zacząć całować jej szyję. Usłyszałem jak chichocze, ma cudowny chichot, cała jest cudowna. Moje dłonie sunęły niżej, aż dotarły do jej tali i zaczęły badać każdy skrawek jej boskiego ciała.
-Kocham cię.- szepnąłem
-Kocham cię.- mruknęła ciągnąc za moje loki a ja cicho westchnąłem z przyjemności
Ona wie co dla mnie dobre, moja kochana. Spojrzałem w jej piwne oczy i pocałowałem w jej słodki nosek. Który moim zdaniem odziedziczyła po niej Darcy.
-Idźmy spać.- zarządziła
-Jak sobie życzysz, kochanie.- pocałowałem jej zaróżowione usta i położyłem się obok niej
Przykryłem nas kołdrą i wtuliłem się w jej ciało. 
***
Kolejny rozdział ;*

niedziela, 4 października 2015

Zakładka

Jak można się domyśleć to tytule powstała nowa zakładka.
A mianowicie Bohaterowie. Będą tam zdjęcia i gify bohaterów
Są tylko wypisani niektórzy z nich, bo reszta będzie
dodawana kiedy dana postać wystąpi w rozdziale.
Przez to możecie poznawać ich wygląd i czasem
sobie coś wyobrazić. No to do wtorku ;*

Rozdział 160



Harry
Przeciągnąłem się i odwróciłem się w stronę mojej żony. Miała taki piękny wyraz twarzy gdy spała, miała lekko zmarszczony nosek, oczy zamknięta, usta delikatnie rozchylone i spokojny oddech. Od kiedy jesteśmy wolni od Bibera i jego gangu, wszyscy śpimy spokojnie. Dotknąłem jej policzka, a moja żona zaczęła coś mruczeć pod nosem. Zaśmiałem się cicho i pocałowałem ją czule w czoło.
-Wstajemy kochanie.- szepnąłem do jej ucha
Zaczęła się chwilę przewracać po łóżku ale po chwili otworzyła oczy, a ja ujrzałem jej piwne tęczówki. Westchnęła i wtuliła się w mój tors. Delikatnie głaskałem jej plecy, a twarz miałem w jej włosach.
-Nie chce mi się wstawać.- jęknęła od niechcenia
-Mi też nie, ale trzeba nakarmić dzieci.- zaśmiałem się całując jej głowę
-Nich Avril sobie i dziewczynkom coś zrobi, jest duża.- ziewnęła
-A potem będziesz narzekać, że jesteś wyrodną matką.
Westchnęła ale podniosła się z łóżka i podeszła do białej szafy, którą od razu otworzyła. Wyciągnęła z niej ubrania i udała się do łazienki. Po kilku minutach i ja wstałem, wziąłem z szafy biały podkoszulek i szare dresy. Ubrałem ubrania i przejrzałem się w lustrze. Tatuaże były nadal takie jak na początku, choć może skóra jest już trochę pomarszczona… Ale jak dla mojej żony nadal jestem seksowny, więc jej wierzę. Po chwili z łazienki wyszła moja żona w krótkich spodenkach, niebieskiej bluzce na krótki rękaw a jej włosy były związane w wysokiego kucyka.
-A ty się dalej tym wyglądem zajmujesz?- zapytała
-Nie.- odpowiedziałem
Ona tylko kiwnęła głową i wyszła przez brązowe drzwi, a ja jak pies poszedłem za nią. Tylko, że ja poszedłem do kuchni, a ona budzić dziewczynki. Nalałem sobie do szklanki wody i oparłem się o blat upijając łyk cieczy. Po kilku minutach do pomieszczenia weszła moja żona, podeszła do mnie i zabrała mi z rąk szklankę i sama upiła trochę cieczy. Wyszczerzyła się do mnie i podeszła do lodówki. Wyciągała z niej potrzebne składniki do zrobienia śniadania. Westchnąłem i poszedłem do salonu, usiadłem na kanapie i zacząłem się bawić obrączką. Tyle lat razem. W środku obrączki napisane było Karolina+ Harry= Forever Love
Tamten dzień był wyjątkowy , Karolina wyglądała pięknie w swojej białej sukni, zawsze wygląda pięknie. Ponownie włożyłem obrączkę na palec. Na moich kolanach usiadła Clarie i patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem, robiąc dziwną minę.
-Co jest Clar?- zapytałem
-Cio to?- odpowiedziała pytaniem na pytanie, unosząc mój palec do góry gdzie była obrączka, uśmiechnąłem się
-Obrączka skarbie.- odpowiedziałem cicho się śmiejąc
-Po cio? – nie ustępowała
-To taka przysięga wiecznej miłości.- mówiłem, śmiałem się
-Śmiej się dalej, a ci twarz wypali!- krzyknęła moja żona a ja się uspokoiłem
-Przepraszam.- odpowiedziałem
-No ja mam nadzieję.- prychnęła
Jak zawsze droczy się ze mną, moja kochana, drobniutka żona… Wstałem z kanapy i razem z Clarie udałem się do kuchni, gdzie na stole stały już gotowe naleśniki. Tylko ona tak dobrze gotuje. Nagle usłyszałem dźwięk przychodzącego esemesa, moja żona spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu i się uśmiechnęła.
-I to ty sprawdzasz czy cię zdradzam.- mruknąłem
-Nie sprawdzam, czy mnie zdradzasz tylko, czy nie ma tam żadnych pogróżek czy coś.- odpowiedziała
-Kto napisał?- zapytałem
-Colin, będą o dwunastej.- poinformowała mnie z uśmiechem
Stęskniła się za bratem, to pewne. Choć tu czasem przyjeżdża to ona i tak tęskni. Do pomieszczenia weszły też Avril i Darcy, bez słowa zasiadły do stołu i zaczęły jeść. Spojrzałem na moją żonę, a ona na mnie. Również usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy spożywać naleśniki przygotowane przez moją żonę.
Po posiłku usiedliśmy na kanapie i oglądaliśmy filmy w telewizji. No prawie wszyscy… Calrie bawiła się z Holly, a Avril przeglądała coś na telefonie. To norma u niej, pisze ze swoim chłopakiem- Matt’em. Porządny chłopak, często do nas przychodzi. Mieliśmy obiad z jego rodzicami, również porządni ludzie. Ojciec jeden z właścicieli wspaniałej firmy, matka adwokatka. Usłyszeliśmy pukanie, Moja żona wstała i wolnym krokiem się tam udała, otworzyła je i widziałem jak przytula swojego brata. Po chwili do salonu wchodzi cała rodzina Hills’ów. Amber, żona Colina i matka pięcioletniej Melisy i sam Colin. Jak facet z facetem podaliśmy sobie dłonie, Amber przytuliłem tak samo jak małą Melisę. Usiedliśmy wszyscy na kanapie, nie zmieściliśmy się razem więc wziąłem na kolana Darcy, a moja żona Clarie.
-I jak tam u was?- zapytała Amber
-Tak jak zwykle, a u was?- odpowiedziała pytaniem na pytanie Karolina
-Dobrze, myślimy o zmianie mieszkania.- mrugnęła a moja żona pisnęła
Razem wstały i udały się do kuchni, zostawiając nas z dzieciakami. Zaśmiałem się cicho, i spojrzałem na Colina.
-Co kolejne dziecko?- zapytałem
-A żebyś wiedział, już dziesiąty tydzień się zaczyna.- westchnął
-Żeś się Colin postarał.- klepnąłem go plecach
-Jeszcze jak bliźniaki będą, to się zastrzelę.
-Ja mam trójkę dzieci, każdy w innym wieku.
-Jedno rodzone, pamiętaj.
-Przecież wiem, ale traktujemy je jak rodzone, na tym samym poziomie są.
-A jak tam u dziewczynek?
-A dobrze, Avril dalej spotyka się z Matt’em, Darcy bawi się z dzieciakami Joe jak zawsze, a Clarie jak to na Clarie przystało tylko ,, Tato, a puścisz mi bajkę? ’’ „Tato a porysujemy razem?” „ Tato, a może pójdziemy na spacer ? ” Szykuj się na takie coś.- zaśmiałem się
-Już tak miałem z Melisą.- westchnął
-Będzie dobrze stary, będziesz się cieszył.- pocieszyłem go
-Miejmy nadzieję, że tak będzie.
-Bo będzie.
Nagle ktoś zapukał, zdziwiłem się. Przecież nikogo nie zapraszaliśmy… Wstałem i podszedłem do drzwi, otworzyłem je ale nikogo tam nie było. Kiedy chciałem zamknąć drzwi ujrzałem małe pudełeczko, o co chodzi? Wziąłem je do ręki i poszedłem do kuchni, a za mną Colin. Postawiłem je na blacie i patrzyłem na moją żonę.
-Co to?- zapytała
-Nie wiem, ktoś podstawił nam to pod drzwi.- odpowiedziałem
-Otwórzmy to.- powiedział Colin
Amber patrzyła na nas z zaciekawieniem, ta, ona o niczym nie wiedziała… Westchnąłem i otworzyłem pudełko. Naszym oczom ukazało się parę zdjęć? Wziąłem je do ręki. Na jednym była cała nasza dawna paczka, a na kolejnym postacie które już nie żyły? Potrząsnąłem głową. Kolejne było gdzie ja i moja żona siedzimy na plaży i obserwujemy nasze dzieci, a potem Dominikę i Zayna ze ślubu? Wrócili… Na końcu była kartka, pusta. Ale kiedy odwróciłem ją ujrzałem napis To jeszcze nie koniec
                                                To nie był jeszcze koszmar.
                                            Koszmar dopiero wam zrobimy.
                                                    Wiecie kto
                                                                   XxxB

-Wrócili…- szepnęła moja żona chowając twarz w dłoniach
Myśleliśmy, że uciekniemy. Myliliśmy się. Podszedłem do mojej żony i przytuliłem, mamy przerąbane. Głaskałem ją delikatnie po plecach, chcąc ją jak najszybciej uspokoić. Nie może się zdenerwować, tak jak było trzy lata potem, bo znowu trafi do szpitala i nie wiadomo jak to się skończy.
-Spokojnie.- szeptałem do jej ucha
Moja bieda, dlaczego to trafiło akurat na nas? Dlaczego nie możemy mieć normalnego życia jak inni? Usłyszałem dzwonek do drzwi. Chciałem tam podejść, ale moja żona mnie wyprzedziła i szybko tam podeszła. Otworzyła je. Kiedy ujrzałem to co ona, zamilkłem…

 



 ***
Tęsknił ktoś za Colinem? Huh, bo ja tak. Może domyślacie się kto zapukał do drzwi? Pewnie tak bo jestem bardzo przewidywalna, ha ha. No niestety ale koszmar rodziny Styles'ów nie dobiegł końca, wracają do początku przygody z Biberem i resztą jego ludzi :/ 
Przepraszam, że w piątek nie pojawił się rozdział, ale byłam zajęta. Wczoraj też więc streściłam się i napisałam dzisiaj, przepraszam was bardzo za to. Mam nadzieję, że nie jesteście źli i ktoś z was nie może się doczekać nexta :) Do  wtorku ;*