-To mnie naucz.- odezwał się po chwili ciszy
-Czego?- zapytałam
-Abym panował nad sobą.- powiedział
-Ale ja nie wiem jak.- spojrzałam na swoje dłonie
-Wymyśl coś.- odpowiedział- A tak zmieniając temat jesteś głodna?
Jechaliśmy dwie godziny bez przerwy. Przez jego pytanie zaczęło burczeć mi w brzuchu, co mogło być potwierdzeniem pytania bruneta.
-Czyli tak.- parsknął śmiechem
Zatrzymał się przy jakiejś knajpce. Wysiadłam z auta i skierowałam się za nim do stolika, usiedliśmy a kelnerka podeszła do nas. Widać było, że uwodziła Styles'a, co mi jakoś nie przeszkadza.
-Sorry mała, ale ja tu jestem z dziewczyną.- powiedział chłopak uśmiechając się chytrze
Brunetka spojrzała na mnie i sztucznie się uśmiechnęła, przyjęła nasze zamówienia i z prychnięciem odeszła od stołu. Loczek wybuchł śmiechem Wzrok całego lokalu skierował się na niego.
Może nie jest taki zły... Nie, on jest potworem. Raz jest miły, a raz budzi się w nim demon.
Kiedy kelnerka przyniosła nam jedzenie jedliśmy w ciszy. Mężczyzna zamówił mi sałatkę i jakąś kanapkę na wynos oraz kawę, a sobie frytki i Colę. Zajadałam się tym, jakbym tydzień nic nie jadła albo dłużej. Zjedliśmy i ponownie poszliśmy do samochodu. I zaczęła się długa podróż do... Nawet nie wiem dokąd.
-Wiesz co?- zapytał z uśmieszkiem na twarzy
-Co?- spojrzałam na niego
-Masz bardzo ładną bieliznę, najlepsza jest ta czerwona koronka albo ta czarna z cienkim ramiączkami...- mówił a ja zrobiłam się cała czerwona
Nałożyłam na głowę kaptur od bluzy, który zakrywał mi całą głowę i czekałam, aż rumieńców nie będzie. On grzebał w mojej bieliźnie?! No jasne, że tak, przecież ktoś musiał cię pakować, debilko...
Mówiła moja podświadomość.
-Ale i tak coś ci się potem dokupi, nie będziesz ciągle chodziła w tym samym.- powiedział
-A dokąd jedziemy?- zapytałam cicho
-Do Manhattanu , tam jest mój przyjaciel. Pomieszkamy u niego kilka dni, góra trzy. Potem coś się wymyśli .- odpowiedział
Skinęłam głową i byłam cicho, Manhattan... Przecież to w Nowym Jorku! To ileś tysięcy kilometrów. Jakbyśmy nie mogli zostać w Londynie...
-Długo będziemy jeszcze jechać?- zapytałam
-Na pewno z kilka godzin, łatwiej było by płynąć promem. Jak chcesz to idź spać.- powiedział
Byłam senna. Więc zamknęłam powieki, i momentalnie odpłynęłam
Kilka godzin potem
Obudziło mnie szturchanie w ramię, jęknęłam i uderzyłam kogoś w ramię. Usłyszałam śmiech, jego śmiech. Otworzyłam oczy, a moim oczom ukazał się Styles.
-Wstajemy księżniczko.- zaśmiał się głośno
Wstałam ciągle ziewając. Jego siedzenia są nawet wygodne. Ruszyłam za chłopakiem do ogromnego, białego domu. Harry zapukał, a ja stałam tuż za nim. Drzwi otworzył szatyn o niebieskich oczach.
-Cześć stary.- loczek przywitał mężczyznę
-Cześć, to jest ta Rose?- zapytał lustrując mnie od góry do dołu
-Tak.- odpowiedział
Przyglądałam się szatynowi, uśmiechnął się szeroko . Może nie jest taki zły jak Harry, może być jeszcze gorszy...
-Witam Rose, w moich skromnych progach.- zaśmiał się- Louis jestem- podał mi dłoń
-Rose, to już wiesz.- mruknęłam ściskając jego dłoń
-Wchodźmy, nie będziemy tak stać na zewnątrz.- powiedział postawił waliki na korytarzu
Poszliśmy za nim do salonu gdzie siedziała jakaś dziewczyna, brunetka. Szybko do mnie podbiegła i przytuliła piszcząc. Nie powiem, jest to bardzo dziwne.
-W końcu jakaś dziewczyna!- pisnęła- Jestem Lucy.
-Rose.- odpowiedziałam
-Chcecie spać razem czy oddzielnie?- zapytał Louis zwracając się do mnie i Harry'ego.
-Od...- zaczęłam
-Razem.- przerwał mi Styles ukazując szereg białych zębów
-Może być, Rose?- zapytał szatyn na co niechętnie skinęłam głową
Gdybym się nie zgodziła pożałowałabym tego, wiem do czego chłopak jest zdolny i to mnie martwi. Prosi mnie o pomoc a ja nie wiem co mam zrobić. Nigdy nie miałam do czynienia z taką osobą jak on, mroczną, nieprzewidywalną. Kiedy miałam zaledwie dwanaście lat i byłam na posterunku policyjnym jakaś policjantka mówiła mi, że nie można każdemu ufać. Trzeba uważać. Uważać na kogoś takiego jak On.
-Lucy, idź z Rose na zewnątrz.- poprosił ją Louis, a ona pociągnęła mnie na zewnątrz
Usiadłam na ziemi i głośno westchnęłam. Dziewczyna zrobiła to samo co ja, widziałam jak się uśmiecha.
-Jesteś z Harry'm?- zapytała
-Nie.- odpowiedziałam szybko
-To do niego podobne.- zaśmiała się
-Niby co?- spojrzałam przed siebie
-Zabiera dziewczynę, a potem wszystko dzieje się tak jak chce on. Może z tobą zrobi inaczej.- uśmiechnęła się lekko
-Co robił z poprzednimi?- zaciekawiłam się jego historią
-Były trzy, puste głowy.- zachichotała- Za każdym razem każda dawała się nabrać na numer pójścia na spacer do lasu, potem on wracał sam. A kolejnego dnia znaleziono ich ciała z kulką w głowie.- powiedziała
Wzdrygnęłam się. On jest takim bezdusznym potworem?! Aby zabijać niewinne kobiety, które mogły mieć kochającą rodzinę, pracę, szkołę, przyjaciół. A on je zabił, bo mu się znudziły albo zrobiły coś nie tak po jego myśli?! Sama zostałaś skrzyczana dwa razy przez niego, a jeszcze magazynku w łeb ci nie wpakował. Powiedziała moja podświadomość, która mogła mieć rację. Już dwa razy go zdenerwowałam a nim mi nie jest... Na razie. Teraz pewnie się przy nim czuć nie będę...
***
Jak widać Harry ma bardzo mroczną przeszłość. Jak myślicie co może być potem? Dowiecie się jutro. Do jutra, Wasza Katy.
-Czego?- zapytałam
-Abym panował nad sobą.- powiedział
-Ale ja nie wiem jak.- spojrzałam na swoje dłonie
-Wymyśl coś.- odpowiedział- A tak zmieniając temat jesteś głodna?
Jechaliśmy dwie godziny bez przerwy. Przez jego pytanie zaczęło burczeć mi w brzuchu, co mogło być potwierdzeniem pytania bruneta.
-Czyli tak.- parsknął śmiechem
Zatrzymał się przy jakiejś knajpce. Wysiadłam z auta i skierowałam się za nim do stolika, usiedliśmy a kelnerka podeszła do nas. Widać było, że uwodziła Styles'a, co mi jakoś nie przeszkadza.
-Sorry mała, ale ja tu jestem z dziewczyną.- powiedział chłopak uśmiechając się chytrze
Brunetka spojrzała na mnie i sztucznie się uśmiechnęła, przyjęła nasze zamówienia i z prychnięciem odeszła od stołu. Loczek wybuchł śmiechem Wzrok całego lokalu skierował się na niego.
Może nie jest taki zły... Nie, on jest potworem. Raz jest miły, a raz budzi się w nim demon.
Kiedy kelnerka przyniosła nam jedzenie jedliśmy w ciszy. Mężczyzna zamówił mi sałatkę i jakąś kanapkę na wynos oraz kawę, a sobie frytki i Colę. Zajadałam się tym, jakbym tydzień nic nie jadła albo dłużej. Zjedliśmy i ponownie poszliśmy do samochodu. I zaczęła się długa podróż do... Nawet nie wiem dokąd.
-Wiesz co?- zapytał z uśmieszkiem na twarzy
-Co?- spojrzałam na niego
-Masz bardzo ładną bieliznę, najlepsza jest ta czerwona koronka albo ta czarna z cienkim ramiączkami...- mówił a ja zrobiłam się cała czerwona
Nałożyłam na głowę kaptur od bluzy, który zakrywał mi całą głowę i czekałam, aż rumieńców nie będzie. On grzebał w mojej bieliźnie?! No jasne, że tak, przecież ktoś musiał cię pakować, debilko...
Mówiła moja podświadomość.
-Ale i tak coś ci się potem dokupi, nie będziesz ciągle chodziła w tym samym.- powiedział
-A dokąd jedziemy?- zapytałam cicho
-Do Manhattanu , tam jest mój przyjaciel. Pomieszkamy u niego kilka dni, góra trzy. Potem coś się wymyśli .- odpowiedział
Skinęłam głową i byłam cicho, Manhattan... Przecież to w Nowym Jorku! To ileś tysięcy kilometrów. Jakbyśmy nie mogli zostać w Londynie...
-Długo będziemy jeszcze jechać?- zapytałam
-Na pewno z kilka godzin, łatwiej było by płynąć promem. Jak chcesz to idź spać.- powiedział
Byłam senna. Więc zamknęłam powieki, i momentalnie odpłynęłam
Kilka godzin potem
Obudziło mnie szturchanie w ramię, jęknęłam i uderzyłam kogoś w ramię. Usłyszałam śmiech, jego śmiech. Otworzyłam oczy, a moim oczom ukazał się Styles.
-Wstajemy księżniczko.- zaśmiał się głośno
Wstałam ciągle ziewając. Jego siedzenia są nawet wygodne. Ruszyłam za chłopakiem do ogromnego, białego domu. Harry zapukał, a ja stałam tuż za nim. Drzwi otworzył szatyn o niebieskich oczach.
-Cześć stary.- loczek przywitał mężczyznę
-Cześć, to jest ta Rose?- zapytał lustrując mnie od góry do dołu
-Tak.- odpowiedział
Przyglądałam się szatynowi, uśmiechnął się szeroko . Może nie jest taki zły jak Harry, może być jeszcze gorszy...
-Witam Rose, w moich skromnych progach.- zaśmiał się- Louis jestem- podał mi dłoń
-Rose, to już wiesz.- mruknęłam ściskając jego dłoń
-Wchodźmy, nie będziemy tak stać na zewnątrz.- powiedział postawił waliki na korytarzu
Poszliśmy za nim do salonu gdzie siedziała jakaś dziewczyna, brunetka. Szybko do mnie podbiegła i przytuliła piszcząc. Nie powiem, jest to bardzo dziwne.
-W końcu jakaś dziewczyna!- pisnęła- Jestem Lucy.
-Rose.- odpowiedziałam
-Chcecie spać razem czy oddzielnie?- zapytał Louis zwracając się do mnie i Harry'ego.
-Od...- zaczęłam
-Razem.- przerwał mi Styles ukazując szereg białych zębów
-Może być, Rose?- zapytał szatyn na co niechętnie skinęłam głową
Gdybym się nie zgodziła pożałowałabym tego, wiem do czego chłopak jest zdolny i to mnie martwi. Prosi mnie o pomoc a ja nie wiem co mam zrobić. Nigdy nie miałam do czynienia z taką osobą jak on, mroczną, nieprzewidywalną. Kiedy miałam zaledwie dwanaście lat i byłam na posterunku policyjnym jakaś policjantka mówiła mi, że nie można każdemu ufać. Trzeba uważać. Uważać na kogoś takiego jak On.
-Lucy, idź z Rose na zewnątrz.- poprosił ją Louis, a ona pociągnęła mnie na zewnątrz
Usiadłam na ziemi i głośno westchnęłam. Dziewczyna zrobiła to samo co ja, widziałam jak się uśmiecha.
-Jesteś z Harry'm?- zapytała
-Nie.- odpowiedziałam szybko
-To do niego podobne.- zaśmiała się
-Niby co?- spojrzałam przed siebie
-Zabiera dziewczynę, a potem wszystko dzieje się tak jak chce on. Może z tobą zrobi inaczej.- uśmiechnęła się lekko
-Co robił z poprzednimi?- zaciekawiłam się jego historią
-Były trzy, puste głowy.- zachichotała- Za każdym razem każda dawała się nabrać na numer pójścia na spacer do lasu, potem on wracał sam. A kolejnego dnia znaleziono ich ciała z kulką w głowie.- powiedziała
Wzdrygnęłam się. On jest takim bezdusznym potworem?! Aby zabijać niewinne kobiety, które mogły mieć kochającą rodzinę, pracę, szkołę, przyjaciół. A on je zabił, bo mu się znudziły albo zrobiły coś nie tak po jego myśli?! Sama zostałaś skrzyczana dwa razy przez niego, a jeszcze magazynku w łeb ci nie wpakował. Powiedziała moja podświadomość, która mogła mieć rację. Już dwa razy go zdenerwowałam a nim mi nie jest... Na razie. Teraz pewnie się przy nim czuć nie będę...
***
Jak widać Harry ma bardzo mroczną przeszłość. Jak myślicie co może być potem? Dowiecie się jutro. Do jutra, Wasza Katy.
Taka Rose <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz