Rano obudziłam się z ciężarem na brzuchu, głowa bruneta leżała na nim. Wzdrygnęłam się. Chciałam go delikatnie odsunąć, ale ona bardziej się tulił, co mogłoby się wydawać urocze, ale tak nie jest...
-Nie ruszaj się, bo cię zleję tak, że przez miesiąc nie usiądziesz.- warknął
-Nie możesz, miałeś nad sobą panować.- mówiłam spokojnie
-Raz można zaryzykować.- wzruszył ramionami- A jeśli mi jest przyjemnie to tak ma zostać.- mruknął
-Chcę iść się umyć.- szybko odczepiłam jego ręce i zepchnęłam jego głowę i pobiegłam po ubrania
Wybrałam czarne spodnie, różową koszulę w białe kropki i wzięłam swoją kosmetyczkę. Poszłam prawie biegiem do łazienki . Zdjęłam swoją piżamę wrzucając ją do kosza na brudne pranie. Ustawiłam wodę na ciepłą i weszłam do kabiny delektując się chwilą spokoju, bez bruneta. Nawet w z samego rana mi grozi? On jest naprawdę nienormlany. Opłukałam sobie twarz i wzięłam głęboki wdech a potem ze świstem je wypuściłam, to dobrze działa na odstresowanie. Przy okazji zaczęłam myć swoje włosy, wyciągając z kosmetyczki mały szampon. Musiałam je w końcu umyć, przecież nie będę chodziła z przetłuszczonymi włosami.
Umyłam się cała i wyszłam z kabiny nakładając ręcznik na głowę tworząc ,, Urban" i zaczęłam wycierać swoje ciało. Zgrabnie się ubrałam i ustałam przed lustrem, uwolniłam swoje włosy i zaczęłam je rozczesywać, tak aby nie było tam kołtuna. Nie wzięłam jednej rzeczy, suszarki... Wyłoniłam głowę za drzwi łazienkowych i zapytałam Harry'ego:
-Masz suszarkę, albo Louis, Lucy?
-Lucy pewnie ma, jak pojedziemy na zakupy to ci się kupi.- mruknął w poduszkę ciągle leżąc
-Zapytasz jej czy mi ją pożyczy?- zapytałam z nadzieją
-Sama jej spytaj, ja śpię.- przykrył się kołdrą do głowy a ja mruknęłam ciche Dzięki i wyszłam z pokoju
Skierowałam się do pomieszczenia gdzie był pokój właścicieli ogromnego domu. Zapukała dwa razy i cicho otworzyłam drzwi. Lucy siedziała przy toaletce, a Louis stał przy szafie wybierając za pewne w co się dzisiaj ubrać. I to niby kobiety długo szukają w co się ubrać...
-Hej, Lucy masz suszarkę?- zapytałam cicho
-Rose, jasne. Masz.- podała mi ją z uśmiechem
Podziękowałam cicho i wróciłam do pokoju gdzie spałam razem ze Styles'em. Tym razem siedział na łóżku, grzebiąc w MOIM telefonie. Chciałam go mu zabrać ale ten go szybko zabrał spoza mojego zasięgu.
-Kim jest Noah?- zapytał prawie warcząc
-Nie ważne, oddaj mi ten telefon.- mówiłam wystawiając dłoń po moją rzecz
-Najpierw powiedz kim jest ten pieprzony Noah!- gwałtownie wstał przewracając mnie na ziemię
-Nikim ważnym.- powiedziałam cicho
-Kurwa pytam się!- wydarł się podnosząc mnie za włosy do góry, a ja zaczęłam krzyczeć z bólu, po moich policzkach spłynął strumień łez.
-Błagam cię puść.- błagałam go
-Pytam ostatni raz, jeżeli mi nie odpowiesz to zleję cię tak, że popamiętasz mała suko.- warczał
-Przyjacielem, nikim więcej.- płakałam
Chłopak puścił mnie, a ja ponownie upadłam na ziemię z hukiem
Do pokoju wpadł jego przyjaciel i Lucy.
-Co ty wyprawiasz Styles?- zapytał Louis patrząc na niego
-Nic, nie wtrącaj się w nieswoje prawy.- warknął
-Mieszkasz tu na razie więc moja.- syknął
Lucy podeszła do mnie i pomogła wstać i szybko mnie przytuliła. Cała drżałam, bojąc się mężczyzny. Patrzył na mnie cały czas wściekły.
-Więc?- szatyn spojrzał najpierw na mnie, a potem na Harry'ego
-Nie powiedziała prawdy, ale jak się wystraszy to powie wszystko. A teraz idźcie stąd.- wypuścił powietrze z płuc ze świstem
-Śpicie oddzielnie, nie ma mowy żebyś traktował ją jak dziwkę.- mruknął Louis
-Louis, ostrzegam. Nie masz prawa decydować za nią.- spojrzał w moje oczy, a ja od razu spuściłam wzrok
-Rose, chcesz spać z nim, czy sama.- zapytał szatyn
Mężczyzna o kocich oczach patrzył na mnie wściekle chcąc wymusić abym mu uległa, co jednak działało. Bałam się go jak cholera, wiedziałam, że jest on zdolny do wszystkiego. Wbiłam wzrok w podłogę, zastanawiając się.
-Dajcie jej czas do wieczora, jest jeszcze w szoku.- powiedziała Lucy
-Dobra.- skinął głową Louis i razem ze swoją dziewczyną wyszedł
-Nie ładnie Rose, bardzo nie ładnie.- warknął ponownie przypierając mnie do ściany
Z trudem powstrzymywałam łzy, boję się go, on jest bardzo nieprzewidywalny. Strasznie agresywny.
-Nie powinnaś mi się sprzeciwiać i mówić prawdę. Ale niedługo będziemy sami, samiuteńcy w domu i tam możemy robić co chcemy. Nie będziesz mi się sprzeciwiać, wiem, że tego pragniesz.- szeptał mi do ucha, wkładając swoje dłonie pod moją koszulę na co się wzdrygnęłam- I mam nadzieję, że nie wybierzesz aby spać samą tylko moje towarzystwo. Och Rosie, jak ty na mnie działasz...- zaczął zostawiać na mojej szyi mokre pocałunki co wcale a wcale mi się nie podobało
Chciałam odepchnąć go od siebie dłońmi dotykając jego klatki piersiowej. Jego to nie obchodziło, robił co chciał. Po moich policzkach ponownie zaczęły spływać łzy.
-Ej, dlaczego płaczesz?- zapytał ocierając moje łzy
Czy on naprawdę nie wie dlaczego płaczę? Czy jest on aż taki głupi, czy tylko udaje?
-Przestań, proszę.- błagam go
Głośno westchnął przejeżdżając opuszkami palców po skroni, policzku dochodząc do moich warg. Został tam dłużej. Dotykał mojej dolnej wargi oblizując wargi, dlaczego on to robi? Ostatni raz się pochylił i musnął moje usta uśmiechając się lekko.
-Przepraszam skarbie, trochę mnie poniosło- powiedział przyciągając mnie do siebie
Moja twarz była oparta o jego tors, a jego dłonie oplatały moje ciało.

-Nie ruszaj się, bo cię zleję tak, że przez miesiąc nie usiądziesz.- warknął
-Nie możesz, miałeś nad sobą panować.- mówiłam spokojnie
-Raz można zaryzykować.- wzruszył ramionami- A jeśli mi jest przyjemnie to tak ma zostać.- mruknął
-Chcę iść się umyć.- szybko odczepiłam jego ręce i zepchnęłam jego głowę i pobiegłam po ubrania
Wybrałam czarne spodnie, różową koszulę w białe kropki i wzięłam swoją kosmetyczkę. Poszłam prawie biegiem do łazienki . Zdjęłam swoją piżamę wrzucając ją do kosza na brudne pranie. Ustawiłam wodę na ciepłą i weszłam do kabiny delektując się chwilą spokoju, bez bruneta. Nawet w z samego rana mi grozi? On jest naprawdę nienormlany. Opłukałam sobie twarz i wzięłam głęboki wdech a potem ze świstem je wypuściłam, to dobrze działa na odstresowanie. Przy okazji zaczęłam myć swoje włosy, wyciągając z kosmetyczki mały szampon. Musiałam je w końcu umyć, przecież nie będę chodziła z przetłuszczonymi włosami.
Umyłam się cała i wyszłam z kabiny nakładając ręcznik na głowę tworząc ,, Urban" i zaczęłam wycierać swoje ciało. Zgrabnie się ubrałam i ustałam przed lustrem, uwolniłam swoje włosy i zaczęłam je rozczesywać, tak aby nie było tam kołtuna. Nie wzięłam jednej rzeczy, suszarki... Wyłoniłam głowę za drzwi łazienkowych i zapytałam Harry'ego:
-Masz suszarkę, albo Louis, Lucy?
-Lucy pewnie ma, jak pojedziemy na zakupy to ci się kupi.- mruknął w poduszkę ciągle leżąc
-Zapytasz jej czy mi ją pożyczy?- zapytałam z nadzieją
-Sama jej spytaj, ja śpię.- przykrył się kołdrą do głowy a ja mruknęłam ciche Dzięki i wyszłam z pokoju
Skierowałam się do pomieszczenia gdzie był pokój właścicieli ogromnego domu. Zapukała dwa razy i cicho otworzyłam drzwi. Lucy siedziała przy toaletce, a Louis stał przy szafie wybierając za pewne w co się dzisiaj ubrać. I to niby kobiety długo szukają w co się ubrać...
-Hej, Lucy masz suszarkę?- zapytałam cicho
-Rose, jasne. Masz.- podała mi ją z uśmiechem
Podziękowałam cicho i wróciłam do pokoju gdzie spałam razem ze Styles'em. Tym razem siedział na łóżku, grzebiąc w MOIM telefonie. Chciałam go mu zabrać ale ten go szybko zabrał spoza mojego zasięgu.
-Kim jest Noah?- zapytał prawie warcząc
-Nie ważne, oddaj mi ten telefon.- mówiłam wystawiając dłoń po moją rzecz
-Najpierw powiedz kim jest ten pieprzony Noah!- gwałtownie wstał przewracając mnie na ziemię
-Nikim ważnym.- powiedziałam cicho
-Kurwa pytam się!- wydarł się podnosząc mnie za włosy do góry, a ja zaczęłam krzyczeć z bólu, po moich policzkach spłynął strumień łez.
-Błagam cię puść.- błagałam go
-Pytam ostatni raz, jeżeli mi nie odpowiesz to zleję cię tak, że popamiętasz mała suko.- warczał
-Przyjacielem, nikim więcej.- płakałam
Chłopak puścił mnie, a ja ponownie upadłam na ziemię z hukiem
Do pokoju wpadł jego przyjaciel i Lucy.
-Co ty wyprawiasz Styles?- zapytał Louis patrząc na niego
-Nic, nie wtrącaj się w nieswoje prawy.- warknął
-Mieszkasz tu na razie więc moja.- syknął
Lucy podeszła do mnie i pomogła wstać i szybko mnie przytuliła. Cała drżałam, bojąc się mężczyzny. Patrzył na mnie cały czas wściekły.
-Więc?- szatyn spojrzał najpierw na mnie, a potem na Harry'ego
-Nie powiedziała prawdy, ale jak się wystraszy to powie wszystko. A teraz idźcie stąd.- wypuścił powietrze z płuc ze świstem
-Śpicie oddzielnie, nie ma mowy żebyś traktował ją jak dziwkę.- mruknął Louis
-Louis, ostrzegam. Nie masz prawa decydować za nią.- spojrzał w moje oczy, a ja od razu spuściłam wzrok
-Rose, chcesz spać z nim, czy sama.- zapytał szatyn
Mężczyzna o kocich oczach patrzył na mnie wściekle chcąc wymusić abym mu uległa, co jednak działało. Bałam się go jak cholera, wiedziałam, że jest on zdolny do wszystkiego. Wbiłam wzrok w podłogę, zastanawiając się.
-Dajcie jej czas do wieczora, jest jeszcze w szoku.- powiedziała Lucy
-Dobra.- skinął głową Louis i razem ze swoją dziewczyną wyszedł
-Nie ładnie Rose, bardzo nie ładnie.- warknął ponownie przypierając mnie do ściany
Z trudem powstrzymywałam łzy, boję się go, on jest bardzo nieprzewidywalny. Strasznie agresywny.
-Nie powinnaś mi się sprzeciwiać i mówić prawdę. Ale niedługo będziemy sami, samiuteńcy w domu i tam możemy robić co chcemy. Nie będziesz mi się sprzeciwiać, wiem, że tego pragniesz.- szeptał mi do ucha, wkładając swoje dłonie pod moją koszulę na co się wzdrygnęłam- I mam nadzieję, że nie wybierzesz aby spać samą tylko moje towarzystwo. Och Rosie, jak ty na mnie działasz...- zaczął zostawiać na mojej szyi mokre pocałunki co wcale a wcale mi się nie podobało
Chciałam odepchnąć go od siebie dłońmi dotykając jego klatki piersiowej. Jego to nie obchodziło, robił co chciał. Po moich policzkach ponownie zaczęły spływać łzy.
-Ej, dlaczego płaczesz?- zapytał ocierając moje łzy
Czy on naprawdę nie wie dlaczego płaczę? Czy jest on aż taki głupi, czy tylko udaje?
-Przestań, proszę.- błagam go
Głośno westchnął przejeżdżając opuszkami palców po skroni, policzku dochodząc do moich warg. Został tam dłużej. Dotykał mojej dolnej wargi oblizując wargi, dlaczego on to robi? Ostatni raz się pochylił i musnął moje usta uśmiechając się lekko.
-Przepraszam skarbie, trochę mnie poniosło- powiedział przyciągając mnie do siebie
Moja twarz była oparta o jego tors, a jego dłonie oplatały moje ciało.
Dlaczego raz jest miły i kochający, a innym razem chce mnie zabić, traktuje mnie jak szmatę do podłogi?
-Boli cię coś?- zapytał tuż przy moim uchu
-Plecy.- odpowiedziałam cicho
Odwrócił mnie tyłem do siebie i zaczął ręką jeździć po bolących miejscach.
-Gdzie dokładnie boli? - zapytał cicho, przejechał po prawej stronie moich pleców a ja głośno jęknęłam- Kochanie, zachowaj te jęki na noc w innym miejscu.- zaśmiał się
-Przestań.- mruknęłam chcąc wyjść, ale ten przyciągnął mnie do siebie, nie dając mi wykonać żadnego ruchu.
***
Jak widać Harry jest coraz bardziej groźniejszy i pokazuje swoją prawdziwą twarz.
Dzisiaj jest Sylwester i chcę wam życzyć szczęśliwego roku 2016, udanej imprezki jeżeli ktoś robi, abyście się nie upili xD.
Do jutra kochani, Wasza Katy.
Tak wiem krótkie życzenia ale są ;*
***
Jak widać Harry jest coraz bardziej groźniejszy i pokazuje swoją prawdziwą twarz.
Dzisiaj jest Sylwester i chcę wam życzyć szczęśliwego roku 2016, udanej imprezki jeżeli ktoś robi, abyście się nie upili xD.
Do jutra kochani, Wasza Katy.
Tak wiem krótkie życzenia ale są ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz