poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 3

Rose
Obudziłam się z wielkim bólem głowy. Podniosłam się do pozycji siedzącej co jeszcze bardziej zwiększyło ból, jęknęłam cicho. Spostrzegłam mężczyznę z lokami leżącego obok mnie, wzdrygnęłam się. Jedyne co mnie zaniepokoiło to, to, że jestem tylko w bieliźnie. Szybko wstałam i podeszłam do szafy, ubrałam szare dresy i czarną koszulkę. Szybkim krokiem poszłam do kuchni, zaczęłam robić przeszukiwania szafek po aspirynę. Może ona pomoże... Kiedy ją wreszcie znalazłam nalałam sobie wody, i wzięłam aspirynę i zapiłam ją. W mieszkaniu było chłodno, zbyt chłodno... Podeszłam do kaloryfera który był wyłączony, zadrżałam. I tak było całą noc? Przecież ja byłam w samej bieliźnie, nie licząc ciepłej kołdry, która zapewne dostarczała mi potrzebną ilość ciepła i możliwe, że brunet leżący obok. Podeszłam do ekspresu do kawy i zaparzyłam sobie coś co pomoże mi się do końca rozbudzić. W głowie przetwarzałam co się stało wczoraj... Szef gangu w moim domu, przyparcie do ściany, groźby, nóź, łzy, krzyki i rzucenie o ścianę. Wczorajszy dzień należy do horroru, gdyby mnie zabił to bym była szczęśliwa, a tak? On jest w moim łóżku a ja robię sobie kawę, bojąc się co będzie go tu przyjdzie. Upiłam łyk kawy i spojrzałam na zegarek, trzy minuty po dziesiątej. Dość długo spałam, chodź potrafię dłużej co zależy od pory o której się położę.
-Witaj kochanie.- usłyszałam tuż przy moim uchu, siedziałam jak sparaliżowana- Dla mnie też zrobiłaś kawusię?
-Nie.- odpowiedziałam cicho
-Kiedy robisz sobie kawę, rób i mi. Potrzebuję jej rano.- mruknął a po chwili stał przy ekspresie
-Mhm.- mruknęłam i ponownie upiłam łyk kawy
-Jak skończysz to przebierz się.- powiedział
-Niby po co?- spojrzałam na niego zdziwiona
-Zobaczysz, zobaczysz Rosie.- mogłam teraz zgadnąć, że się uśmiecha
Tak jak mówił poszłam się przebrać, nie chciałam zostać ponownie rzucona o ścianę albo coś innego. Wybrałam czarne krótkie spodenki, koszulę w czerwono czarną kratkę oraz wzięłam nową bieliznę z szafy. Poszłam do łazienki, upewniłam się, że dokładnie zamknęłam drzwi. Rozebrana weszłam pod prysznic aby zmyć z siebie cały stres z wczoraj i przygotować się na dzisiejsze piekło z królem diabłów na czele... Po skończeniu przebrałam się w wybrany strój, w koszuli podwijając rękawy do łokcia. Włosy związałam w kucyka. Przejrzałam się w lustrze i z wielkim westchnieniem wyszłam z pomieszczenia, co dziwne na środku mojego pokoju leżała walizka, pełna.
-Czemu tu jest ta walizka?- zapytałam
-Wyjeżdżamy skarbie.- powiedział chłopak jakby nie było to oczywiste
-Ale ja nigdzie nie jadę.- zaprotestowałam
Chłopak zacisnął ręce, a jego mięśnie się spięły. Nie będzie dobrze, ponownie będzie krzyk i płacz. Odwrócił się do mnie z zaciśniętą szczęką. Jego oczy znowu były czarne jak węgiel.
-Nie jedziesz?! Czy myślisz mała suko, że twoja odmowa coś dla mnie znaczy!?- wykrzyczał, a ja milczałam stojąc z kamiennym wyrazem twarzy przypatrując mu się, więc on kontynuował- Nie! Więc rusz tą dupę, weź swoje dokumenty, telefon, klucze, i co chcesz i idziesz do samochodu! Rozumiesz!?- pokiwałam lekko głową, tak, że nie mógł zobaczyć, ale ujrzał
Głośno westchnął i wziął walizkę, zapewne do samochodu. Szybko wzięłam torebkę i wpakowałam do niej potrzebne rzeczy jak ładowarka, słuchawki, telefon, klucze, portfel i zdjęcie rodzinne. Chciałam mieć je blisko siebie, tak jak zawsze. Zamknęłam drzwi od mieszkania i zeszłam schodami ze spuszczoną głową. Mężczyzna stał oparty o maskę czarnego BMW, nerwowo stukając w swoje kolano. Kiedy mnie zobaczył bez słowa wsiadł do auta co i uczyniłam ja. Nie chcę mieć kłopotów, jest on nieprzewidywalnym człowiekiem, któremu przydałaby się wizyta u psychologa albo psychiatry. Włożył kluczyk do stacyjki i ruszył. Patrzyłam w okno, oglądając obraz Londynu do którego mogę nie wrócić. Nie wiadomo gdzie wiezie mnie mężczyzna, a co najgorsze co chce zrobić?
-Możesz włączyć radio?- zapytałam cicho
-Tak, jasne.- odpowiedział zwyczajnie, jakby piętnaście minut temu nic się nie stało
Kiedy włączył urządzenie do moich uszu dobiegła piosenka Adel Hello . Może nie za specjalnie lubię tą piosenkę, ale było lepsze to niż głucha cisza. Mimo własnej woli zaczęłam ją nucić pod nosem, mając nadzieję, że brunet nie zwróci mi uwagi bo jest zbyt skupiny na jeździe autem. Ponownie tego dnia zrobiło mi się zimno, moje ciało przeszła fala dreszczy. Wyciągnęłam rękę w stronę przycisków gdzie można było włączyć ogrzewanie, to samo zrobił chłopak. Nasze ręce się zetknęły, jego dłoń była ciepła. Szybko zabrałam dłoń, a chłopak włączył ogrzewanie. Ponownie wzięłam się za wypatrywanie czegoś ciekawego za oknem, aby uniknąć rozmowy z brunetem. Nie chciałam go denerwować, nie wiadomo do czego jest zdolny.
Ogrzewanie nie pomagało, ciągle było mi zimno. Niestety ubrałam się nie dobrze na panującą porę roku, jest wiosna a ja latam w krótkich spodenkach.
-Zimno ci?- usłyszałam jego zachrypiały głos
-Trochę.- odpowiedziałam cicho nie zerkając na niego
Mężczyzna zjechał na pobocze . Otworzył bagażnik i poszedł coś z niego wyjąć, może ciepły koc? Przydałaby się kołdra... Po chwili wrócił z granatową bluzą z kapturem w ręku.
-Masz.- powiedział podając mi ją
Podziękowałam mu cicho i nałożyłam ją zapinając się pod samą szyję, sięgała mi za uda. Było mi w niej cieplej, i to o wiele .
-Mam pytanie, Rose...- zaczął brunet
-Słucham.- spojrzałam na niego zdziwiona, zawsze wali prosto z most a teraz...
-Boisz się mnie?- zapytał
-Jak cholera.- odpowiedziałam bez namysłu
Ale gdyby tak się zastanowić to tak, mężczyzna nie panował nad sobą czasem co doprowadzało do różnych skutków zaczynając od płaczu kończąc na traceniu przytomności przez rzucenie o ścianę.
-Dlaczego- zapytał, jakby nie znał powodów przez które boję się go bardziej niż piekła
-Nie panujesz nad sobą. I to nie ma cię zranić tylko uprzedzić do tego abyś najpierw myślał a potem robił. A nie doprowadzał ludzi do płaczu lub traktował ich jak szmaty do podłogi.- wyjaśniłam mu
Widziałam jak zaciska dłonie na kierownicy, walczył ze sobą. Walczył czy nakrzyczeć na mnie, czy zachować spokój i ze mną porozmawiać lub zamilczeć...
***
Jak widać coś się po woli dzieje. Facet zmienny jest, raz bokser a raz pantofel :')
Słowa mojej przyjaciółki z dzisiaj. Jak widać Harry jest taki zmienny, ale zobaczycie co się stanie potem, kiedyś. Do jutra :)
Taki Harry <3
Wasza Katy
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz