Rozdział 88
Harry dalej robił śniadanie . A ja się źle czułam . Jak bym miała zaraz upaść na ziemię ... I film mi się urwał .
P.O.V Harry
Podbiegłem do leżącej Karoliny . Była rozpalona . Wziąłem ją na ręce i zawiozłem do szpitala , tam czekałem na lekarzy . W końcu wyszedł lekarz .
-I jak z nią ?!- zapytałem
-Jest chora , ma gorączkę. To było typowe osłabnięcie . Ale dzisiaj wraca do domu .
-Dobrze dziękuję - powiedziałem
P.O.B Karolina
Wyszłam z sali a tam coś we mnie pękło . Harry obściskiwał się z jakąś laską . Szybko ją odepchnął i zaczął iść w moim kierunku .
-Nie podchodź do mnie !- krzyknęłam
-Karolina ! To nie tak jak myślisz ! - powiedział
Wybiegłam ze szpitala do domu . Wbiegłam na strych i zamknęłam je na klucz . Teraz zobaczyłam że jest tu pianino . Podeszłam do niego i usiadłam na stołku i zaczęłam grać melodie piosenki Ola - Jej Ostatni Rok . Ktoś dobijał się do drzwi ale nie otwierałam nie chciałam teraz nikogo widzieć . Zaczęłam podśpiewywać .
-Prawdziwa miłość połączyła ich
walczyli do końca, choć brakło sił
Ona nie chciała by każdego dnia
musiał patrzeć jak upada tak
pomyśl jaki to był dla nich ból
wiedząc, że w końcu odejdzie znów
wiedząc, że w końcu nadejdzie czas
że wezwie ją do góry, że odejdzie w dal...
Noc ona sama siedzi znów,
przypomina sobie chwile w których już
nie przeżyje nigdy więcej drugi raz,
za szybko ścigają ten czas
planowali, że przez życie razem będą iść
lecz Bóg inaczej rozplanował i
nadchodzi dzień wizyty w którym dowie się,
czy jej plany miały zmienić bieg
On cały dzień przy niej był
wciąż ocierał jej łzy
gdy w końcu potwierdziło się,
że przez raka miała skrócić życie swe
nie odstępował jej na krok
chciał być przy niej cały rok,
w którym tyle miało zmienić się
już nigdy nie będzie tak samo nie...
Prawdziwa miłość połączyła ich
Walczyli do końca, chociaż brakło sił
Ona nie chciała by każdego dnia
Musiał patrzeć jak upada tak
Pomyśl jaki to był dla nich ból
Wiedząc, że w końcu odejdzie znów
Wiedząc, że w końcu nadejdzie czas
że wezwie ją do góry, że odejdzie w dal...
Dalej zegar bił, a poprawy brak
Jej ciało z dnia na dzień straciło blask
mimo, że organizm walczył cały czas
Ona była jedną z najszczęśliwszych gwiazd
On całe dnie spędzał obok niej
z zapartym tchem patrzył w oczy jej
nieważne, że kończył jej się czas
dopóki byli razem, mogli radę dać
mijały dni, gorzej z nią
zbliżamy się do końca choć...
wie, że z życiem musi żegnać się
odchodzi szczęśliwa, bo on przy niej jest
Uczucie pomogło jej pokonać strach, walczyć tak
On pod koniec pocałował ją i
szepnął do jej ucha: Zawsze razem, mimo to...
Prawdziwa miłość połączyła ich
walczyli do końca, chociaż brakło sił,
ona nie chciała by każdego dnia
musiał patrzeć jak upada tak
pomyśl jaki to był dla nich ból
wiedząc, że wkrótce odejdzie znów
wiedząc, że w końcu nadejdzie czas
że wezwie ją do góry, że odejdzie w dal
Prawdziwa miłość połączyła ich
walczyli do końca, choć brakło sił,
ona nie chciała by każdego dnia
musiał patrzeć jak upada tak
pomyśl jaki to dla nich ból
wiedząc, że końcu odejdzie znów
wiedząc, że w końcu nadejdzie czas
że wezwie ją do góry, że odejdzie w dal
Ale zrobiłam coś jeszcze ... Zerwałam ze ścian wszystkie wspólne zdjęcia, byłam załamana. Kochałam
go, a on tak po prostu mnie zdradził. Rzuciłam się na kanapę , łzy moczyły
poduszkę. Usłyszałam, że
ktoś biegnie. Pewnie znów gdybym
zobaczyła Hazze bym mu wybaczyła. Usiadłam na fotelu na przeciw okna,
patrzyłam nie przejmując się niczym. Uświadomiłam sobie ile w tym
momencie straciłam. Po raz kolejny zadano mi cios w serce po którym z
pewnością zostanie blizna. Moje życie w jednaj chwili z wesołego i
przepełnionego miłością stało się zimne i smutne. Nie obchodziło mnie
nic. Siedziałam w tym samym miejscu klika dni. Nie jadłam i nie nie
piłam prawie wcale. Od czasu do czasu wzięłam gryza kanapek, które Harry
codziennie zostawiał mi pod drzwiami. Setki nieprzeczytanych SMSów ,
dziesiątki nieodebranych połączeń...to wszystko od niego. Co ja mam
teraz ze sobą zrobić ? A więc co? Mam umrzeć ? Wtedy nie chciałam
niczego innego... chciałam tylko śmierci Ale nie mogłam przecież tak
bez pożegnania odejść, musiałam sobie przynajmniej z nim wszystko
wyjaśnić. Moje serce niestety nie zniosłoby widoku jego zielonych oczu,
pękło by po raz kolejny. Dni mijały, a ja nadal siedziałam z nogami
zadartymi na parapet.
Usłyszałam pukanie do drzwi i cichy głos szepczący moje imię . Nie zwracałam na to uwagi .Drzewa, które poruszały się wraz z listopadowym wiatrem, były takie
wolne...tez chciałam taka być. Zaczęłam chudnąć, można powiedzieć, że
byłam już wychodzona . Chciałam nie żyć ....
CDN