środa, 30 grudnia 2015

Rozdział 5

Wieczorem Louis i Harry pili drinki a ja z Lucy siedziałyśmy obok nich i rozmawiałyśmy. Cały czas czułam na sobie wzrok zielonookiego, co było denerwujące ale powstrzymywałam się od zbędnych komentarzy, które mogłyby go zezłościć i doszło by do czegoś gorszego niż krzyki i rzucenie o ścianę... Lucy jest bardzo miła, przyjacielska, można z nią spokojnie rozmawiać bez krzyków.
-Jesteś z Louisem, albo coś?- zapytałam
-Jestem z Lou prawie dwa lata, podobno od kiedy mnie poznał zmienił się nie do poznania.- mówiła uśmiechając się szeroko
-Gratulacje.- odwzajemniłam gest
-Rodzice nie pytali czemu wyjechałaś ?- zapytała nagle
Moje serce rozsypało się na milion kawałeczków, nienawidzę o nich wspominać. To boli bardziej niż to co zrobił mi Harry przez ostatnie dni. Tak za nimi tęsknię, chodź to nic nie daje...
-Oni, oni nie żyją od dwóch lat.- szepnęłam cicha będąc bliska płaczu
Zacisnęłam mocno powieki, aby nie uronić żadnej łzy. Wzięłam głęboki wdech i oparłam głowę o kolano. Chciałam płakać, ale tu musiałam to powstrzymać.
-Ej wszystko dobrze.- usłyszałam tuż nad uchem, jego głos...
-Lucy, co ty jej powiedziałaś?!- zapytał jej Louis
-No zapytałam o rodziców, czy nie pytali czemu jej nie będzie w domu. A ona powiedziała, że ich... Nie ma.- mówiła zakłopotana
-Chcesz się napić? Podobno alkohol jest najlepszy na smutki.- zaśmiał się do mojego ucha
-Żebyś potem mnie wykorzystał i zostawił w rowie? - mruknęłam a wszyscy wybuchli śmiechem
-Nie, nie tym razem. To jak Rosie, napijesz się ze mną?- zapytał
-Dobra.- odpowiedziałam i spojrzałam na niego kontem oka
Uśmiechał się do mnie, wyciągając dłoń. Uścisnęłam ją i podniosłam z ziemi otrzepując się z niewidzialnego pyłku .
-Nie martw się, tu jest codziennie sprzątane.- zaśmiał się szatyn
-Dobrze wiedzieć.- odpowiedziałam
Usiadłam na kanapie obok Harry'ego , a on podał mi drinka. Spojrzałam na jego zawartość, prześwitujące popadające w żółty.
-To białe wino.- zaśmiał się loczek
Rozmawiają zaczęłam zapominać o smutkach, i bardziej się rozluźniać w ich towarzystwie...
Gdzieś po północy zdecydowaliśmy, że idziemy spać. Weszłam po schodach, a mężczyzna zaprowadził mnie do NASZGO pokoju, jak to dziwnie brzmi. Kiedy weszłam do pomieszczenia od razu rzuciłam się na łóżku wtulając w poduszkę i zamykając oczy.
-Jeszcze kąpiel, skarbie.- usłyszałam tuż nad uchem
-Sam idź się myć, ja zrobię to jutro.- mruknęłam w poduszkę
-Chociaż się przebierz, Rose.- mruknął mi do ucha
-Jezu, zachowujesz się jakbyś był moją niańką.- warknęłam podnosząc się z łóżka i podchodząc do waliki
-Zawsze możesz nałożyć moje rzeczy, w nich wyglądasz bardziej seksownie.- mężczyzna przygryzł płatek mojego ucha a ja go odepchnęłam, tak, że upadł na podłogę
Wybuchłam śmiechem, natomiast chłopak spojrzał na mnie spod byka.
-Przepraszaj.- mruknął
-Przepraszam, a teraz idę się przebrać.- zaśmiałam się
Złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do swojego ciała tak, że nasze klatki piersiowe się stykały.
-Daj buziaka.- powiedział z uśmiechem
-Wal się.- prychnęłam
-Rose.- ostrzegł mnie
-Nie.- odmawiałam
-Tu.- pokazał swój policzek
Przewróciłam oczami. Już chciałam dać mu całusa w policzek, kiedy przekręcił głowę i jego usta musnęły moje . Jego ręce złapały moje biodra i przyparły do ściany, natomiast ja chciałam go od siebie odepchnąć. Przeciągnął językiem po mojej dolnej wardze, aby uzyskać dostęp na co mu nie pozwoliłam. Nie będę pustą laską, która wskoczy mu do łóżka. Tak nie będzie. Mężczyzna uniósł mnie do góry łapiąc mnie za uda. Odsunął swoją twarz aby zaczerpnąć powietrza i uśmiechnął się chytrze.
-Pieprzony dupek.- warknęłam
-Czyli twój ulubiony.- uśmiech nie schodził mu z twarzy
Ponownie chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę tak, że jego usta dotknęły moje policzka. Spojrzał na mnie groźnie.
-Mi się Rose nie odmawia, bo inaczej źle skończysz.- mówił
-Panuj nad sobą.- mruknęłam- Do łóżka z tobą nie pójdę.
-Do łóżka może nie, ale całować mi ciebie nie zabronisz. Nie masz prawa, Rose.- ponownie zaczął swoimi wargami muskać moje
Byłam wściekła na niego, ale ja nie chcę jeszcze teraz skończyć w rowie, nie chcę w nim też wzbudzać zbędnych złości.
 
Był delikaty, niby marzenie każdej kobiet. Aby ich mężczyzna był taki delikatny, ale to on... On jest osobą która zabił mojego ojca, a moje matka popełniła przez niego samobójstwo.
-Teraz jesteś moje, tylko moja.- wyspała
-Nie jestem psem.- prychnęłam
-Zwierzęciem nie jesteś, ale jesteś tylko do mojej dyspozycji. Już niedługo się o tym przekonasz, i to bardzo niedługo.- Jeszcze raz musnął moje usta i mnie puścił.
Szybko wzięłam swoje ubrania i pognałam do łazienki. Zamknęłam drzwi i zdjęłam z siebie ubrania, przebierając się w bluzkę na ramiączka i krótkie spodenki. Włosy rozpuściłam i wzięłam głęboki wdech.
***
Harry taki nie wytrzymały. Jak widać Harry coś planuje, do jutra kochani, Wasza Katy <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz