niedziela, 4 października 2015

Rozdział 160



Harry
Przeciągnąłem się i odwróciłem się w stronę mojej żony. Miała taki piękny wyraz twarzy gdy spała, miała lekko zmarszczony nosek, oczy zamknięta, usta delikatnie rozchylone i spokojny oddech. Od kiedy jesteśmy wolni od Bibera i jego gangu, wszyscy śpimy spokojnie. Dotknąłem jej policzka, a moja żona zaczęła coś mruczeć pod nosem. Zaśmiałem się cicho i pocałowałem ją czule w czoło.
-Wstajemy kochanie.- szepnąłem do jej ucha
Zaczęła się chwilę przewracać po łóżku ale po chwili otworzyła oczy, a ja ujrzałem jej piwne tęczówki. Westchnęła i wtuliła się w mój tors. Delikatnie głaskałem jej plecy, a twarz miałem w jej włosach.
-Nie chce mi się wstawać.- jęknęła od niechcenia
-Mi też nie, ale trzeba nakarmić dzieci.- zaśmiałem się całując jej głowę
-Nich Avril sobie i dziewczynkom coś zrobi, jest duża.- ziewnęła
-A potem będziesz narzekać, że jesteś wyrodną matką.
Westchnęła ale podniosła się z łóżka i podeszła do białej szafy, którą od razu otworzyła. Wyciągnęła z niej ubrania i udała się do łazienki. Po kilku minutach i ja wstałem, wziąłem z szafy biały podkoszulek i szare dresy. Ubrałem ubrania i przejrzałem się w lustrze. Tatuaże były nadal takie jak na początku, choć może skóra jest już trochę pomarszczona… Ale jak dla mojej żony nadal jestem seksowny, więc jej wierzę. Po chwili z łazienki wyszła moja żona w krótkich spodenkach, niebieskiej bluzce na krótki rękaw a jej włosy były związane w wysokiego kucyka.
-A ty się dalej tym wyglądem zajmujesz?- zapytała
-Nie.- odpowiedziałem
Ona tylko kiwnęła głową i wyszła przez brązowe drzwi, a ja jak pies poszedłem za nią. Tylko, że ja poszedłem do kuchni, a ona budzić dziewczynki. Nalałem sobie do szklanki wody i oparłem się o blat upijając łyk cieczy. Po kilku minutach do pomieszczenia weszła moja żona, podeszła do mnie i zabrała mi z rąk szklankę i sama upiła trochę cieczy. Wyszczerzyła się do mnie i podeszła do lodówki. Wyciągała z niej potrzebne składniki do zrobienia śniadania. Westchnąłem i poszedłem do salonu, usiadłem na kanapie i zacząłem się bawić obrączką. Tyle lat razem. W środku obrączki napisane było Karolina+ Harry= Forever Love
Tamten dzień był wyjątkowy , Karolina wyglądała pięknie w swojej białej sukni, zawsze wygląda pięknie. Ponownie włożyłem obrączkę na palec. Na moich kolanach usiadła Clarie i patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem, robiąc dziwną minę.
-Co jest Clar?- zapytałem
-Cio to?- odpowiedziała pytaniem na pytanie, unosząc mój palec do góry gdzie była obrączka, uśmiechnąłem się
-Obrączka skarbie.- odpowiedziałem cicho się śmiejąc
-Po cio? – nie ustępowała
-To taka przysięga wiecznej miłości.- mówiłem, śmiałem się
-Śmiej się dalej, a ci twarz wypali!- krzyknęła moja żona a ja się uspokoiłem
-Przepraszam.- odpowiedziałem
-No ja mam nadzieję.- prychnęła
Jak zawsze droczy się ze mną, moja kochana, drobniutka żona… Wstałem z kanapy i razem z Clarie udałem się do kuchni, gdzie na stole stały już gotowe naleśniki. Tylko ona tak dobrze gotuje. Nagle usłyszałem dźwięk przychodzącego esemesa, moja żona spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu i się uśmiechnęła.
-I to ty sprawdzasz czy cię zdradzam.- mruknąłem
-Nie sprawdzam, czy mnie zdradzasz tylko, czy nie ma tam żadnych pogróżek czy coś.- odpowiedziała
-Kto napisał?- zapytałem
-Colin, będą o dwunastej.- poinformowała mnie z uśmiechem
Stęskniła się za bratem, to pewne. Choć tu czasem przyjeżdża to ona i tak tęskni. Do pomieszczenia weszły też Avril i Darcy, bez słowa zasiadły do stołu i zaczęły jeść. Spojrzałem na moją żonę, a ona na mnie. Również usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy spożywać naleśniki przygotowane przez moją żonę.
Po posiłku usiedliśmy na kanapie i oglądaliśmy filmy w telewizji. No prawie wszyscy… Calrie bawiła się z Holly, a Avril przeglądała coś na telefonie. To norma u niej, pisze ze swoim chłopakiem- Matt’em. Porządny chłopak, często do nas przychodzi. Mieliśmy obiad z jego rodzicami, również porządni ludzie. Ojciec jeden z właścicieli wspaniałej firmy, matka adwokatka. Usłyszeliśmy pukanie, Moja żona wstała i wolnym krokiem się tam udała, otworzyła je i widziałem jak przytula swojego brata. Po chwili do salonu wchodzi cała rodzina Hills’ów. Amber, żona Colina i matka pięcioletniej Melisy i sam Colin. Jak facet z facetem podaliśmy sobie dłonie, Amber przytuliłem tak samo jak małą Melisę. Usiedliśmy wszyscy na kanapie, nie zmieściliśmy się razem więc wziąłem na kolana Darcy, a moja żona Clarie.
-I jak tam u was?- zapytała Amber
-Tak jak zwykle, a u was?- odpowiedziała pytaniem na pytanie Karolina
-Dobrze, myślimy o zmianie mieszkania.- mrugnęła a moja żona pisnęła
Razem wstały i udały się do kuchni, zostawiając nas z dzieciakami. Zaśmiałem się cicho, i spojrzałem na Colina.
-Co kolejne dziecko?- zapytałem
-A żebyś wiedział, już dziesiąty tydzień się zaczyna.- westchnął
-Żeś się Colin postarał.- klepnąłem go plecach
-Jeszcze jak bliźniaki będą, to się zastrzelę.
-Ja mam trójkę dzieci, każdy w innym wieku.
-Jedno rodzone, pamiętaj.
-Przecież wiem, ale traktujemy je jak rodzone, na tym samym poziomie są.
-A jak tam u dziewczynek?
-A dobrze, Avril dalej spotyka się z Matt’em, Darcy bawi się z dzieciakami Joe jak zawsze, a Clarie jak to na Clarie przystało tylko ,, Tato, a puścisz mi bajkę? ’’ „Tato a porysujemy razem?” „ Tato, a może pójdziemy na spacer ? ” Szykuj się na takie coś.- zaśmiałem się
-Już tak miałem z Melisą.- westchnął
-Będzie dobrze stary, będziesz się cieszył.- pocieszyłem go
-Miejmy nadzieję, że tak będzie.
-Bo będzie.
Nagle ktoś zapukał, zdziwiłem się. Przecież nikogo nie zapraszaliśmy… Wstałem i podszedłem do drzwi, otworzyłem je ale nikogo tam nie było. Kiedy chciałem zamknąć drzwi ujrzałem małe pudełeczko, o co chodzi? Wziąłem je do ręki i poszedłem do kuchni, a za mną Colin. Postawiłem je na blacie i patrzyłem na moją żonę.
-Co to?- zapytała
-Nie wiem, ktoś podstawił nam to pod drzwi.- odpowiedziałem
-Otwórzmy to.- powiedział Colin
Amber patrzyła na nas z zaciekawieniem, ta, ona o niczym nie wiedziała… Westchnąłem i otworzyłem pudełko. Naszym oczom ukazało się parę zdjęć? Wziąłem je do ręki. Na jednym była cała nasza dawna paczka, a na kolejnym postacie które już nie żyły? Potrząsnąłem głową. Kolejne było gdzie ja i moja żona siedzimy na plaży i obserwujemy nasze dzieci, a potem Dominikę i Zayna ze ślubu? Wrócili… Na końcu była kartka, pusta. Ale kiedy odwróciłem ją ujrzałem napis To jeszcze nie koniec
                                                To nie był jeszcze koszmar.
                                            Koszmar dopiero wam zrobimy.
                                                    Wiecie kto
                                                                   XxxB

-Wrócili…- szepnęła moja żona chowając twarz w dłoniach
Myśleliśmy, że uciekniemy. Myliliśmy się. Podszedłem do mojej żony i przytuliłem, mamy przerąbane. Głaskałem ją delikatnie po plecach, chcąc ją jak najszybciej uspokoić. Nie może się zdenerwować, tak jak było trzy lata potem, bo znowu trafi do szpitala i nie wiadomo jak to się skończy.
-Spokojnie.- szeptałem do jej ucha
Moja bieda, dlaczego to trafiło akurat na nas? Dlaczego nie możemy mieć normalnego życia jak inni? Usłyszałem dzwonek do drzwi. Chciałem tam podejść, ale moja żona mnie wyprzedziła i szybko tam podeszła. Otworzyła je. Kiedy ujrzałem to co ona, zamilkłem…

 



 ***
Tęsknił ktoś za Colinem? Huh, bo ja tak. Może domyślacie się kto zapukał do drzwi? Pewnie tak bo jestem bardzo przewidywalna, ha ha. No niestety ale koszmar rodziny Styles'ów nie dobiegł końca, wracają do początku przygody z Biberem i resztą jego ludzi :/ 
Przepraszam, że w piątek nie pojawił się rozdział, ale byłam zajęta. Wczoraj też więc streściłam się i napisałam dzisiaj, przepraszam was bardzo za to. Mam nadzieję, że nie jesteście źli i ktoś z was nie może się doczekać nexta :) Do  wtorku ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz