Harry
Przeciągnąłem się i odwróciłem się w stronę mojej żony.
Miała taki piękny wyraz twarzy gdy spała, miała lekko zmarszczony nosek, oczy
zamknięta, usta delikatnie rozchylone i spokojny oddech. Od kiedy jesteśmy
wolni od Bibera i jego gangu, wszyscy śpimy spokojnie. Dotknąłem jej policzka,
a moja żona zaczęła coś mruczeć pod nosem. Zaśmiałem się cicho i pocałowałem ją
czule w czoło.
-Wstajemy kochanie.- szepnąłem do jej ucha
Zaczęła się chwilę przewracać po łóżku ale po chwili
otworzyła oczy, a ja ujrzałem jej piwne tęczówki. Westchnęła i wtuliła się w
mój tors. Delikatnie głaskałem jej plecy, a twarz miałem w jej włosach.
-Nie chce mi się wstawać.- jęknęła od niechcenia
-Mi też nie, ale trzeba nakarmić dzieci.- zaśmiałem się
całując jej głowę
-Nich Avril sobie i dziewczynkom coś zrobi, jest duża.-
ziewnęła
-A potem będziesz narzekać, że jesteś wyrodną matką.
Westchnęła ale podniosła się z łóżka i podeszła do białej
szafy, którą od razu otworzyła. Wyciągnęła z niej ubrania i udała się do łazienki.
Po kilku minutach i ja wstałem, wziąłem z szafy biały podkoszulek i szare
dresy. Ubrałem ubrania i przejrzałem się w lustrze. Tatuaże były nadal takie
jak na początku, choć może skóra jest już trochę pomarszczona… Ale jak dla
mojej żony nadal jestem seksowny, więc jej wierzę. Po chwili z łazienki wyszła
moja żona w krótkich spodenkach, niebieskiej bluzce na krótki rękaw a jej włosy
były związane w wysokiego kucyka.
-A ty się dalej tym wyglądem zajmujesz?- zapytała
-Nie.- odpowiedziałem
Ona tylko kiwnęła głową i wyszła przez brązowe drzwi, a ja
jak pies poszedłem za nią. Tylko, że ja poszedłem do kuchni, a ona budzić
dziewczynki. Nalałem sobie do szklanki wody i oparłem się o blat upijając łyk
cieczy. Po kilku minutach do pomieszczenia weszła moja żona, podeszła do mnie i
zabrała mi z rąk szklankę i sama upiła trochę cieczy. Wyszczerzyła się do mnie
i podeszła do lodówki. Wyciągała z niej potrzebne składniki do zrobienia
śniadania. Westchnąłem i poszedłem do salonu, usiadłem na kanapie i zacząłem się
bawić obrączką. Tyle lat razem. W środku obrączki napisane było Karolina+
Harry= Forever Love
Tamten dzień był wyjątkowy , Karolina wyglądała pięknie w
swojej białej sukni, zawsze wygląda pięknie. Ponownie włożyłem obrączkę na
palec. Na moich kolanach usiadła Clarie i patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem,
robiąc dziwną minę.
-Co jest Clar?- zapytałem
-Cio to?- odpowiedziała pytaniem na pytanie, unosząc mój
palec do góry gdzie była obrączka, uśmiechnąłem się
-Obrączka skarbie.- odpowiedziałem cicho się śmiejąc
-Po cio? – nie ustępowała
-To taka przysięga wiecznej miłości.- mówiłem, śmiałem się
-Śmiej się dalej, a ci twarz wypali!- krzyknęła moja żona a
ja się uspokoiłem
-Przepraszam.- odpowiedziałem
-No ja mam nadzieję.- prychnęła
Jak zawsze droczy się ze mną, moja kochana, drobniutka żona…
Wstałem z kanapy i razem z Clarie udałem się do kuchni, gdzie na stole stały
już gotowe naleśniki. Tylko ona tak dobrze gotuje. Nagle usłyszałem dźwięk
przychodzącego esemesa, moja żona spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu i
się uśmiechnęła.
-I to ty sprawdzasz czy cię zdradzam.- mruknąłem
-Nie sprawdzam, czy mnie zdradzasz tylko, czy nie ma tam
żadnych pogróżek czy coś.- odpowiedziała
-Kto napisał?- zapytałem
-Colin, będą o dwunastej.- poinformowała mnie z uśmiechem
Stęskniła się za bratem, to pewne. Choć tu czasem przyjeżdża
to ona i tak tęskni. Do pomieszczenia weszły też Avril i Darcy, bez słowa
zasiadły do stołu i zaczęły jeść. Spojrzałem na moją żonę, a ona na mnie.
Również usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy spożywać naleśniki przygotowane przez
moją żonę.
Po posiłku usiedliśmy na kanapie i oglądaliśmy filmy w
telewizji. No prawie wszyscy… Calrie bawiła się z Holly, a Avril przeglądała
coś na telefonie. To norma u niej, pisze ze swoim chłopakiem- Matt’em. Porządny
chłopak, często do nas przychodzi. Mieliśmy obiad z jego rodzicami, również
porządni ludzie. Ojciec jeden z właścicieli wspaniałej firmy, matka adwokatka.
Usłyszeliśmy pukanie, Moja żona wstała i wolnym krokiem się tam udała,
otworzyła je i widziałem jak przytula swojego brata. Po chwili do salonu
wchodzi cała rodzina Hills’ów. Amber, żona Colina i matka pięcioletniej Melisy
i sam Colin. Jak facet z facetem podaliśmy sobie dłonie, Amber przytuliłem tak
samo jak małą Melisę. Usiedliśmy wszyscy na kanapie, nie zmieściliśmy się razem
więc wziąłem na kolana Darcy, a moja żona Clarie.
-I jak tam u was?- zapytała Amber
-Tak jak zwykle, a u was?- odpowiedziała pytaniem na pytanie
Karolina
-Dobrze, myślimy o zmianie mieszkania.- mrugnęła a moja żona
pisnęła
Razem wstały i udały się do kuchni, zostawiając nas z
dzieciakami. Zaśmiałem się cicho, i spojrzałem na Colina.
-Co kolejne dziecko?- zapytałem
-A żebyś wiedział, już dziesiąty tydzień się zaczyna.-
westchnął
-Żeś się Colin postarał.- klepnąłem go plecach
-Jeszcze jak bliźniaki będą, to się zastrzelę.
-Ja mam trójkę dzieci, każdy w innym wieku.
-Jedno rodzone, pamiętaj.
-Przecież wiem, ale traktujemy je jak rodzone, na tym samym
poziomie są.
-A jak tam u dziewczynek?
-A dobrze, Avril dalej spotyka się z Matt’em, Darcy bawi się
z dzieciakami Joe jak zawsze, a Clarie jak to na Clarie przystało tylko ,,
Tato, a puścisz mi bajkę? ’’ „Tato a porysujemy razem?” „ Tato, a może
pójdziemy na spacer ? ” Szykuj się na takie coś.- zaśmiałem się
-Już tak miałem z Melisą.- westchnął
-Będzie dobrze stary, będziesz się cieszył.- pocieszyłem go
-Miejmy nadzieję, że tak będzie.
-Bo będzie.
Nagle ktoś zapukał, zdziwiłem się. Przecież nikogo nie
zapraszaliśmy… Wstałem i podszedłem do drzwi, otworzyłem je ale nikogo tam nie
było. Kiedy chciałem zamknąć drzwi ujrzałem małe pudełeczko, o co chodzi?
Wziąłem je do ręki i poszedłem do kuchni, a za mną Colin. Postawiłem je na
blacie i patrzyłem na moją żonę.
-Co to?- zapytała
-Nie wiem, ktoś podstawił nam to pod drzwi.- odpowiedziałem
-Otwórzmy to.- powiedział Colin
Amber patrzyła na nas z zaciekawieniem, ta, ona o niczym nie
wiedziała… Westchnąłem i otworzyłem pudełko. Naszym oczom ukazało się parę
zdjęć? Wziąłem je do ręki. Na jednym była cała nasza dawna paczka, a na
kolejnym postacie które już nie żyły? Potrząsnąłem głową. Kolejne było gdzie ja
i moja żona siedzimy na plaży i obserwujemy nasze dzieci, a potem Dominikę i
Zayna ze ślubu? Wrócili… Na końcu była kartka, pusta. Ale kiedy odwróciłem ją
ujrzałem napis To jeszcze nie koniec
To nie był jeszcze koszmar.
Koszmar dopiero wam zrobimy.
Wiecie kto
XxxB
-Wrócili…- szepnęła moja żona chowając twarz w dłoniach
Myśleliśmy, że uciekniemy. Myliliśmy się. Podszedłem do
mojej żony i przytuliłem, mamy przerąbane. Głaskałem ją delikatnie po plecach,
chcąc ją jak najszybciej uspokoić. Nie może się zdenerwować, tak jak było trzy
lata potem, bo znowu trafi do szpitala i nie wiadomo jak to się skończy.
-Spokojnie.- szeptałem do jej ucha
Moja bieda, dlaczego to trafiło akurat na nas? Dlaczego nie
możemy mieć normalnego życia jak inni? Usłyszałem dzwonek do drzwi. Chciałem
tam podejść, ale moja żona mnie wyprzedziła i szybko tam podeszła. Otworzyła
je. Kiedy ujrzałem to co ona, zamilkłem…
***
Tęsknił ktoś za Colinem? Huh, bo ja tak. Może domyślacie się kto zapukał do drzwi? Pewnie tak bo jestem bardzo przewidywalna, ha ha. No niestety ale koszmar rodziny Styles'ów nie dobiegł końca, wracają do początku przygody z Biberem i resztą jego ludzi :/
Przepraszam, że w piątek nie pojawił się rozdział, ale byłam zajęta. Wczoraj też więc streściłam się i napisałam dzisiaj, przepraszam was bardzo za to. Mam nadzieję, że nie jesteście źli i ktoś z was nie może się doczekać nexta :) Do wtorku ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz