Karolina
Na ramieniu poczułam coś dużego i zimnego, ta rzeczy szybko
mnie obudziła. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Spokojnie.- szepnął mi do ucha Harry
-Nie strasz mnie więcej.- westchnęłam przyciągając do swojej
twarzy poduszkę
-Nie chciałem cie straszyć, chciałem tylko powiedzieć, że
zrobiłem wszystkim śniadanie tak samo jak tobie.- pocałował mnie w skroń
-Zaspałam?!- zdziwiłam się
-Nie, ale Clarie i Darcy były głodne więc im coś zrobiłem.
Ale potem obudziła się Avril i Melisa i tak jakoś wszyło, że zrobiłem dla
wszystkich.- zaśmiał się na moją reakcję
-Która godzina?- zapytałam
-Ósma trzydzieści kochanie.- pocałował mnie w czoło
Westchnęłam ponownie. Już się przestraszyłam, że zaspałam…
-Masz.- mój mąż podał mi ubrania
-Dzięki.- ziewnęłam ponownie
Dobrze spałam, choć zło znowu powraca… Może to przez to, że
mam obok osobę która mnie kocha najmocniej na świecie, tak samo jak ja tą
osobę.
Przebrałam się w wybrane przez Harry’ego ubrania, czyli
biały podkoszulek, czarne spodenki i szary sweter. Zagięłam rękawy swetra do
łokcia i razem zeszliśmy na dół. Tak jak mówił mój mąż, na stole stało już
śniadanie. On był naprawdę
nieprzewidywalny, za to go kocham.
Po zjedzonym śniadaniu udałam się z Harry’m do głównego
parku tutaj, miałam się spotkać z Anią przy rzeczce gdzieś w środku. Wolnym
krokiem, za ręce szliśmy w wyznaczonym przez Anię kierunku. Colin i Amber
zostali z dziewczynkami. Kiedy byliśmy na miejscu ujrzałam tylko jedną osobą na
ławce, z wielu miejsc. Ania…
-Ania?- zapytałam
Postać wstała. Tak jak podejrzewaliśmy to była moja
przyjaciółka? Sama nie wiem.
-Hej- uśmiechnęła się
-Hej.- odpowiedzieliśmy
-Przepraszam za Malika i Tomlinson’a, oni zachowują się tak
od jakiś dwóch lat.- podrapała się po karku
-Przejdź do rzeczy.- mruknął zniecierpliwiony Harry, za co
uderzyłam go w ramię
-Chodzi o to, że szukali was, choć tak to nie wyglądało. Chodzi
raczej o to, że znaleźliśmy twoją ciotkę we Francji. Ledwo przy życiu… Kazała
nam przekazać wam to…- podała mi małą białą karteczkę
Otworzyłam ją i przeczytałam, była we krwi…
Raz, dwa, trzy nie żyje ciotka,
Cztery pięć, sześć nie żyje matka,
Siedem, osiem, dziewięć nie żyjesz ty.
Wyliczanek nam nie brak, tak jak
Ludzi do gangu. Szykuj się na śmierć.
Xxx.
Biber
On jest chory. Matka nie żyje, chwila co?!
-O co tu chodzi?- zapytałam patrząc na brunetkę
-Przykro mi…- spuściła głowę
Nie, nie… To nie możliwe, zabili moją matkę ?! Nie znałam
jej tyle lat, potem nie stąd ni z nikąd się pojawiła a potem ją zostawiłam. Za
jakie grzechy ?!
-A Vivi?- zapytałam cicho
-Żyje, ale nie wiem gdzie ona jest. – odpowiedziała
Nagle zadzwonił jej telefon. Rozmawiała z kimś chwilę, a
potem się rozłączyła
-Muszę iść, pa.- szybko odeszła
Harry przyciągnął mnie do siebie i zatopił swoje usta w
moich włosach. Po moich policzkach spływały łzy. Ja się pytam za jakie grzechy,
co ja takiego zrobiłam!? Może zabiłam jakiegoś tam człowieka, ale to on chciał
zabić mnie. Moje życie ponownie staje się wielką ruiną, znowu będę musiała
walczyć za moją rodzinę. Chciałabym aby było tak jak miałam szesnaście lat.
Spokojne życie, bez stresu, planowanie co zrobię na osiemnaste urodziny… A
teraz? Mam tylko plan jak uśmiercić siebie, skończyć te nędzne życie. Czasem
chciałabym obudzić się, i powiedzieć, że to jeden, dziwny koszmar. Choć i też
nie. Dzięki Harry’emu jeszcze żyję, to on trzyma mnie przy życiu. Jest dla mnie
jak narkotyk. Uzależniłam się od jego osoby, nie mogę wytrwać kiedy nie ma go
obok, nie mogę żyć bez jego dotyku, bez ego ruchów, bez słów które potrafią
mnie uspokoić w nawet najgorszej chwili. Takiej jak teraz… Jego kojące ramiona
są na sklejanie jednej połowy mojego serca, która została brutalnie zniszczona.
Choć moją całą rodzinę mam w sercu, poły jej już nie ma. Tak jak mojego serca,
rzeczy która daje mojemu ciału życie. Gdybym miała wybrać te życie a tamte
wybrała bym te, bo chciała bym być obok Harry’ego. I jest to może głupia
decyzja, ale gdyby nie Harry nie wiadomo co by się teraz ze mną działo. Czy
miała bym tak wspaniałego męża jak jego, czy miałabym tak wspaniałe dzieci jak
teraz? Nie. Ale w tedy miała bym normalne życie, bez żadnych zabójstw, bez
Bibera.
-Wracajmy już.- powiedziałam po bolącej ciszy
-Dobrze.- szepnął całując mnie w czoło
Wolnym krokiem szliśmy do czarnego Range Rover. Mój mąż
pomógł wsiąść mi do auta, i sam je okrążył i wsiadł. Nałożył na swój nos czarne
okulary przeciw słoneczne, włożył klucze do stacyjki i ruszył auto. Między nami
panowała cisza, Harry wiedział, że potrzebuję teraz chwili aby bić się ze
swoimi myślami. Patrzyłam za okno, gdzie była piękna pogoda. Pamiętam, że gdy
byłam mała chciałam tu przylecieć z babcią po śmierci jej męża, a mojego
dziadka. Była załamana, zwiedziła cały świat licząc też Afrykę. A ja oglądałam
tylko zdjęcia, a chciałam być obok niej i poznawać cały świat. Teraz mi się to
udaje, ale to tylko przez ucieczkę przed gangiem Bibera. Jestem ciekawa co się
dzieje z Cassidy, czy ona żyje, a może nie? To było jedno z wielu pytań, na
które brakowało mi odpowiedzi. Victoria, moja kuzynka która uciekła z domu w
wieku piętnastu lat. Niestety jaki los, takie i życie się jej trafiło. Trafiła do
rodziny alkoholików. Musiała bronić swojej młodszej siostry, która miała
zaledwie pięć lat. Razem uciekły, trafiły do mojej ciotki. A teraz? Ciotka nie
żyje, i nie wiem gdzie jest Vivi i Mal. Ale gdyby tak się głęboko zastanowić,
co by było gdyby oni w tedy nie zapukali do moich drzwi, Harry by mnie nie
pocałował, nie poleciałabym z nimi do Londynu i nie poznała co to jest życie? Nie
wiem, ale wiem jedno…. Kocham go ponad życie, i nic tego nie zmieni.
***
Rozdział krótki i dziwny. Ale niestety szkoła niszczy moje plany na rozdziały. Dziękuję za 8075 wyświetleń. I już niedługo dokładnie dwudziestego piątego listopada będzie coś ważnego, może ktoś wie co. A jak na razie do kolejnego rozdzialiku ;*
Ania i Karolina <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz