wtorek, 8 września 2015

Rozdział 158



 
Rano obudziłem się sam w łóżku, czego bardzo nie chciałem. Chciałem się obudzić obok mojej pięknej żony, którą kocham ponad życie. Podniosłem się i spojrzałem na zegarek, dziesiąta. Wstałem z łóżka i ubrałem szare dresy i białą koszulkę. Zszedłem po schodach , a w kuchni ujrzałem moją żonę opierającą się o blat i karmiącą Clarie po przez butelkę, Avril i Darcy jadły śniadanie z uśmiechami na twarzach.
-Śniadanie masz na blacie.- powiedziała moja żona
Posłałem jej uśmiech i wziąłem talerz po drodze całując ją w czoło, usiadłem przy blacie i zacząłem jeść.
-Trzeba kupić nowy samochód co nie ?- zapytała Avril
-Ta, ale najpierw pojadę do kogoś w odwiedziny.- powiedziałem szybko zjadając jajecznicę
-Nie jedziesz do Malika!- warknęłam moja żona patrząc na mnie wrogo
-Skąd wiesz, że chcę jechać do Malika ?- zdziwiłem się
-Znam cię zbyt długo, nie pojedziesz do niego i koniec.
-A jak pojadę ?
-To chcę rozwodu.- powiedziała a ja zakrztusiłem się jedzeniem
-Co?!- wstałem od stołu
-To co słyszałeś, ostrzegam. – wyszłam z pomieszczenia a ja usiadłem na krześle i oparłem głowę o stół
-Co kłopoty w małżeństw?- zapytała Avril
-Cicho już bądź.- warknąłem
Jak to weźmie rozwód ?! Przecież jesteśmy razem tyle lat, a ona mówi mi od tak, że jeżeli pojadę do Malika to weźmie ze mną rozwód . Muszę z nią porozmawiać, nie mogę dopuścić do rozpadu tego co tyle lat razem tworzyliśmy . Szybko skończyłem posiłek i poszedłem do salonu gdzie siedziała moja żona z Clarie na rękach.
-Nie mówiłaś tego naprawdę.- powiedziałem siadając naprzeciwko niej
-Mówiłam.- odpowiedziała
-Chcesz zniszczyć to, co tworzymy razem przez te wszystkie lata ?!
-To nie ja to niszczę tylko ty. Wychodzisz kiedy najbardziej ciebie potrzebuje, kiedy dzieci ciebie potrzebują. Ale ty masz to gdzieś ! – wstała
Po chwili do pokoju weszła Avril i wzięła od mojej żony Clarie, i szybko weszła po schodach.
-Kochanie, robie to…- zacząłem
-Robisz to dla naszego bezpieczeństwa, może i tak . Ale pomyśl o tym co czujemy my z dziewczynkami. Ile razy Darcy chciała abyś był przy niej a ciebie nie było, ile razy ja potrzebowałam ciebie. – uderzyła pięścią w stół
Szybko do niej podszedłem i wpiłem się w jej usta, przypierając jej ciało do najbliższej ściany. Chciała mnie odepchnąć ale byłem zbyt silny, ale to zrobiła. W końcu musiała odwzajemnić pocałunek, położyłem dłonie na jej delikatnie zaróżowionych policzkach. Całowałem ją zachłannie, tak jakby był to już nasz ostatni pocałunek ale tak nie było. Kiedy się od niej oderwałem z powodu braku tlenu . Chciałem ponownie ją pocałować ale usłyszałem wybijanie szyb a po chwili strzelanie. Szybko pobiegłem w tamtym kierunku, a za mną moja żona.
-Idź na górę do dziewczyn.- nakazałem a blondynka szybo wypełniła moje polecenie
Stałem w kuchni, okna miały dziury po strzałach z broni- Malik. Szybko podbiegłem do okna, ale nikogo tam nie było. Zemszczę się, ale tak aby nikt się nie dowiedział. Wszedłem po schodach do pokoju dziewczynek, otworzyłem drzwi i ujrzałem moją żonę siedzącą obok małej Darcy, która jest wtulona w jej ramie, Calrie na rękach Avril a szesnastolatka siedzi u drugiego boku mojej żony.
-Co się stało?- zapytała moja żona
-Przestrzelili nam szyby.- mruknąłem siadając obok Darcy
                          P.O.V. Ania
Sama siedziałam w swoim salonie. Czułam się samotna z powodu braku mojego chłopaka czy Amelii. Josh, stracił życie za pomoc nam. Kochałam go, i choć miał mnie zabić wybaczałam mu to wszystko. Amelka, przyjaciółka którą znałam od piątej klasy podstawówki . Nasza piątka bardzo się zżyła. Teraz jest nas tylko trójka, ja, Domi ,Karolina plus jeszcze Cassidy. Dziewczyna która również ryzykuje swoje życie dla nas. Jest mi brak naszych przyjaciół, których nie ma na tym świecie. Teraz mam ochotę tulić się do misia i płakać, może i jest to dziwne ale to moje upodobania. Ale jestem wytrzymała, przez to wszystko co dzieje się muszę być dzielna. Wszyscy się zmieniliśmy, ale nie wiem czy na lepsze czy na gorsze… Czasem czuję się jakbym nie miała serca, kiedy widziałam jak Biber zabijał ludzi miałam to  gdzieś, ale gdy tracę osobę bliską czuję się jakby z mojego serca odpadał kolejny kawałek. Domi radzi mi aby sobie kogoś znalazła, ale nie mogę. Zbyt kochałam Josha, i choć nie ma go na tym świecie czuję, że jest obok mnie i pomaga mi przeżywać każdy dzień, pilnuje mnie abym nie zrobiła nic głupiego, nie zrobiła tego co nasza Karolina, która popełniła samobójstwo. Długo nie mogłam sobie tego wybaczyć, że tamtego dnia nie zostałam z nią w domu, a poszłam z paczką do klubu. W tedy może mogłabym ją uratować, ale zachowałam się jak suka. Brakuje mi tych osób, których nie ma. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi , wstałam i podeszłam patrząc przez wizjer czy ktoś tam jest, ale nikogo nie było. Kiedy otworzyłam drzwi ujrzałam paczkę, z Tokio . Zadzwonił również mój telefon, zastrzeżony. Wystraszona odebrałam.
-White, wiem, że jeszcze mnie nie znasz , ale poznasz i to nie długo.- sprawdziłam skąd dzwoni ta osoba, Tokio
Rozmówca rozłączył się. A ja szybko wybiegłam z domu, paczka wybuchła razem z moim domem a ja poleciałam na chodnik . Mój dom był jedną wielką ruiną, nie wiedziałam kto to. Ale wiem jedno, ta osoba mi za to zapłaci. Nie był to Biber, był to ktoś kogo z moimi przyjaciółmi poznam. I to niedługo.  Wstałam z ziemi i w samych skarpetach udałam się do Karoliny, do której miałam najbliżej. Harry i Karolina, zgodna para. Żadnych kłótni, wyprowadzek czy innych takich. Są dla siebie stworzeni, ich miłość rośnie każdego dnia. Mają trzy wspaniałe córki, choć tylko jedna jest biologiczna . Ale kochają je tak samo mocno, traktują tak samo. Karolina przebaczyła Avril i żyją jak matka z córką. Mała Clarie, Liam jej nie chce, biologiczna matka nie żyje więc Am tylko przybranych rodziców, którzy ją kochają. Kiedy doszłam do domu zapukałam, a drzwi momentalnie otworzyła mi moja przyjaciółka.
-Ania.- przytuliła mnie, a ja odwzajemniłam uścisk- Czemu nie masz butów?
-Wejdźmy do domu wszystko ci wytłumaczę.- poprosiłam
Kiedy weszłyśmy do środka usiadłyśmy w salonie.
-Co się stało?- zamartwiała się
-Dostałam paczkę z Tokio co mnie bardzo zdziwiło, a potem dzwoni ktoś z zastrzeżonego i mówi, cytuję ,, White, wiem, że jeszcze mnie nie znasz , ale poznasz i to nie długo” ta osoba też dzwoniła z Tokio. Mamy kolejnego wroga. I mam pytanie … Mogę u was nocowaćkilka nocy? Ktoś wysadził mi dom w powietrze. – mówiłam
-Zostań na ile chcesz, cichu też ci pożyczę.- uśmiechała się
Po chwili na dół zszedł Harry.
-Co jest?- zapytał stając za kanapą i opierając się o jej oparcie
-Wysadzili dom Ani w powietrze i ktoś do niej dzwonił z Tokio i groził i nie ma domu i może nocować u nas ?- spojrzała na niego maślanymi oczkami
-Może.- zaśmiał się i pocałował ją w czoło , skierował się w stronę kuchni- A rano chciałaś jeszcze rozwodu.- usłyszałam
-Zrób mi herbatę.- poprosiła, a zachowywała się jakby nie usłyszała tego co on powiedział
-Oczywiście.- zaśmiał się
                                            P.O.V. Karolina
Wieczorem kiedy dałam Aniu ubrania do spania, sama położyłam do łóżka czytając książkę Wypowiedz jej imię . Ciekawa książka o Krwawej Mery. Czytania nie przerwał mi nawet mój mąż wchodzący do pomieszczenia , i rzucający się na łóżko.
-Misiu.- jęknął przeciągle
-Słucham?- zapytałam odrywając wzrok od książki, kładąc ją na szafkę obok
-Bolą mnie plecy, pomasujesz mnie?- zrobił maślane oczka, jak ja dzisiaj
Po chwili siedziałam na dole jego pleców i rozmasowywałam jego plecy.
-Niżej.- jęknął z bólu?
-Sam se masuj jak się nie podoba.- prychnęłam ponownie siadając na swoim miejscu, zabierając się za dalsze rozdziały książki
-Misiu!- jęczał – No proszę, misiu !
Po chwili mój mąż wyrwał mi z dłoni książkę, rzucając ja na podłogę.
-Ej! Harry co ty robisz?!- oburzyłam się wstając i podnosząc przedmiot otrzepując go z niewidzialnego kurzu
-Nie interesujesz się mną, to trzeba coś zrobić.- jęczał
-Znowu zaczynasz? Mam ci przypomnieć co mówiłam rano, ja dbam o dzieci a ich ojciec jakoś nie za bardzo. – fuknęłam
Wzięłam poduszkę i kołdrę i wyszłam z pokoju.
-Gdzie idziesz?- zapytał wychodząc za mną
-Do gościnnego, nie mam zamiaru spać z tobą.- warknęłam zamykając drzwi na klucz
Rzuciłam pościel na łóżko a sama usiadłam przy oknie wyglądając za nie. Słyszałam jak Harry pukał do drzwi, chciał abym otworzyła. Ale nie chciałam z nim rozmawiać na ten temat, choć to sama ja go stworzyłam. Ale to jest prawda. Ja siedzę z dziećmi najwięcej, a on ciągle gdzieś jeździ, jest to bardzo męczące. Więc powiedziałam mu albo rozwód albo jest super tatą.
-Dobranoc misiu.- usłyszałam jego szept z pod drzwi
Sama chciałam mu powiedzieć dobranoc ale się powstrzymałam. Może powinniśmy zrobić sobie przerwę, niektórzy tak robią i podobno związki się wzmacniają. Nie wiem co jest właściwe, to wszystko już mnie wykańcza. Kiedy urodziła się Darcy , Harry był wzorowym ojcem, obchodził się z naszą córką jakby była za szkła, dbał o nią, tulił, kochał ponad wszystko jak mnie. A teraz ważniejsze są wyjścia niż rodzina. Jego oczkiem w głowie była nasza córeczka, a teraz ? Nie wiem, nie wiem co on myśli, choć bym chciała. Poczułam uścisk w podbrzuszu, a po chwili chęć wymiotowania. Szybko wstałam i pobiegłam do toalety, która była w pokoju. Ukucnęłam przy ubikacji i czekałam aż zwymiotuję , choć nic takiego nie miało zajścia. Po prostu klęczałam tam, dalej czując odruchy wymiotne. Ale nic więcej. Usiadłam pod ścianą, łapiąc się za bolące miejsce. Chciałam bym teraz zawołać mojego męża, ale obawiałam się tego, że mnie nie usłyszy. Że nie usłyszy tego, że potrzebuję go teraz, potrzebuję obok mnie. On pomógł by mi jakoś, ale jestem suką i chcę radzić sobie sama. Ból podbrzusza nie ustawał, a ja czułam się coraz gorzej. Chciałam wstać, ale ból który mi towarzyszył nie pozwalał na żaden ruch. Siedziałam tak pod ścianą, czekając aż straszliwy ból ustąpi. Przymknęłam oczy chcąc aby to się skończyło, aby nawet moje życie się skończyło. Moje życie to jedna wielka ruina, gdyby nie moja rodzina to załamałabym się. Ja nie mam przyjaciół, ja ma rodzinę. Rodzinę którą kocham ponad życie, osoby z którymi jestem związana, Ania, Domi, Lou, Liam, Niall, Harry, Avril, Darcy, Clarie itd. Wszyscy bliscy to moja rodzina. Nie chcę ich tracić, a tracę . Dzieje się to tak szybko, wszyscy tak szybko odchodzą, że czasem nie da się z nimi pożegnać bo ich serca przestają funkcjonować, ciała stają się zimne, nieruchome, mózg również przestaje funkcjonować a powieki zamykają się na zawsze. Oglądanie czegoś takiego to dla człowieka horror, widzi jak osoba bliska znika z jego życia na zawsze a zostaje tylko w sercu . Kiedy otworzyłam powieki znowu poczułam ból, ból klatki piersiowej. Podbrzusze również bolało, ale bardziej martwiłam się o klatkę piersiową. Czułam się jakby ktoś mnie ściskał tak mocno, jakby ktoś chciał skurczyć mi płuca. Złapałam się za serce, które jakby przestało na moment bić a po chwili waliło jak oszalałe. Nie wiedziałam co dzieje się w tej chwili, nie mogłam nic zrobić. Czułam jakbym umierała. Zaczęłam dławić się powietrzem, nie mogłam złapać tchu. Czułam się jak w podstawówce kiedy było trzeba przebiec ileś tam kilometrów i jest się bardzo zmęczonym, tak, że nie można złapać powietrza. Chciałam zawołać Harry’ego, ale nie miałam jak. Kiedy ból klatki piersiowej, oraz bark powietrza ustał wstałam opierając się o zlew. Spojrzałam na swoja twarz. Odeszły z niej wszystkie kolory, byłam cała blada a moje oczy zamglone . Podeszłam do łóżka, kładąc się na nie chcąc jak najszybciej zasnąć.
Rano obudziłam się po ósmej. Wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę naszej sypialni. Harry’ego tam nie było, czyżby gdzieś wyszedł ? Przebrałam się w czarne legginsy i białą koszulę. Zeszłam na dół gdzie poczułam zapach naleśników, zaczęłam się rozmarzać, ze to mój mąż stoi tam i robi naleśniki całej rodzinie. Ale czy jest to możliwe ? Kiedy po kryjomu zajrzałam do kuchni ujrzałam dziewczynki siedzące przy stole , zajadające się naleśnikami a mój mąż miał na rękach małą Clarie, którą karmił różową buteleczką. Szybko schowałam głowę za ścianę i złapał się za serce, czując … szczęście? Tak to właściwe określ, mój mąż zaczął dbać o rodzinę. On cały czas o nią dbał… Idiotko. Powiedziała moja podświadomość. Miała rację, on dbał o nas. Ale dla nas to było za mało? Sama nie wiem… Wzięłam głęboki wdech i weszłam do kuchni, przywitałam wszystkich delikatnym uśmiechem. Mój mąż podszedł do mnie i przytulił całując w głowę.
-Przeszło ci ?- zapytał cicho
-Chyba tak.- mruknęłam w jego ramię na co on zachichotał
Nagle znowu poczułam ten ból co w tedy . Nie mogłam złapać powietrza, klatka piersiowa, serce, głowa, ciemność, strach … Jedyne co usłyszałam to moje imię wykrzyknięte po przez Harry’ego, a potem nie widziałam nic… Tylko nicość w której się cierpi. Czy ja umieram? Czy to koniec mojej historii? Nicość, idę w jej stronę… 

No to się porobiło... Oni są słodcy ! Kochają się. Ciekawi was co się dzieje Karolinie? Mogę was zapewnić, że nie jest to ciąża. To do czwartku . Mam nadzieję, że rozdział się podoba :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz