niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 115

 
-Idziemy dzisiaj na plażę ? - zapytał Harry
-Dobra , a ty Colin ? - zapytałam brata
-Dobra - odpowiedział
-Idę się przebrać - uśmiechnęłam się i poszłam na górę
Wybrałam niebieski komplet , poszłam do łazienki . Nałożyłam komplet , włosy związałam w kitkę . Na strój nałożyłam niebieską sukienkę , nałożyłam też okulary przeciw słoneczne .Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół , chłopacy rozmawiali o czymś . usiadłam na blacie .
-O czym tak gadacie ? - zapytałam
-O niczym ważnym - powiedział Colin - Idziemy ?
-Tak - mruknęłam
Razem wyszliśmy z domu i poszliśmy w kierunku plaży , wszystkie lafiryndy patrzyły na mojego brata i Harrego . Zazdrość zżerała mnie od środka . Kiedy nagle jakiś facet podszedł do nas , i powiedział :
-To twoi ochroniarze ? Bo ja mogę nim być - uśmiechnął się cwaniacko
-Sorry koleś , ale ja jestem jej bratem a to jej narzyczony - wskazał na Harrego - Więc lepiej nawet nie próbuj
-Aha w razie czego pracuję tam - wskazał na bar - Do zobaczenia śliczna - mrugnął
Harry złapał mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć w kierunku plaży . Wyrwałam mu rękę a ten spojrzał na mnie zdziwiony , tak samo Colin .
-Co ty robisz ? - zapytał Colin
-Czyli wszystkie laski mogą się na was patrzeć , a na mnie żaden facet  nawet spojrzeć się nie może  a co dopiero porozmawiać . -fuknęłam - Wiem o co mu chodziło , a ja nie jestem dziwką jak te lalunie - warknęłam
Harry podszedł do mnie i złapał moją rękę , splótł nasze palce . Pocałował mnie w usta i powiedział :
-Mnie te laski nie kręcą , tylko ty - mruknął
Razem poszliśmy na plażę .Gdy byliśmy na miejscu rozłożyłam koc , zdjęłam swoją sukienkę i zaczęłam się opalać. Chłopaki zdjęli koszule i poszli sprawdzić wodę czy nie jest zimna . Po chwili przyszedł do mnie Colin .
-Siostra , pływasz ? – zapytał
-Nie wiem , nie chce mi się – odpowiedziałam
-To są wakacje Karolina , nie marnuj ich – powiedział
Wstałam i poszłam do Harrego , woda była idealna do kąpieli . Chłopak patrzył w niebo , spojrzałam tam ale po chwili tego pożałowałam . Colin trzymał mnie za nogi a Harry trzymał moje ręce .
-Raz – huśtali mną – Dwa , i trzy – rzucili mną do wody
Byłam mokra do suchej nitki , moje włosy lekko lepiły się do mojej twarzy . Chłopacy zaczęli się śmiać . Wyszłam z wody i usiadłam na kocu . Słońce zasłoniły chmury , lekki wiatr powiał w naszą stronę . Zamknęłam oczy , lubiłam wiatr .

                                                  P.O.V. Josh
-Czarna Wdowa , zostaw Smitha – warknąłem
-Jeszcze raz nazwie mnie suką to zabije tego gnojka – warknęła
-Smith , przestań – westchnąłem
Do pomieszczenia wszedł Biber , ten lamus co kazał mi porwać Anię .
-Szef chce widzieć wdowę – powiedział z uśmiechem na ustach
-Wdowa , chodź – pociągnąłem ją za nadgarstek
Po chwili byliśmy na strzelnicy gdzie nasz szaf strzelał z broni w sam środek tarczy .
-Wdowa , przyszłaś . Mam propozycję – zaprzestał strzelanie
-Jaką szafie ? – zapytała
-Może chcesz wrócić do dom ? – zapytał jej
-Nie  - mruknęła
-Nie chcesz ich zabić ? – oburzył się
-Chcę , ale poczekajmy . Aż nie będą się tego spodziewać- powiedziała z bananem na twarzy
-Uwielbiam twoje myślenie – powiedział
-Wiem – odpowiedział

                                   P.O.V. Harry
Byliśmy już w domu , kiedy zadzwonił mój telefon . Odebrałem :
-Halo ?
-Harry , czy wszystko już gotowe ? – zapytał
-Tak , zapięte na ostatni guzik – powiedziałem
-Ale ona o tym wie ?
-Nie , to taka niespodzianka .
-A nie myślisz , że się tym speszy ?
-Nie , rozmawialiśmy o tym .
-Dobrze do zobaczenia – powiedziała i telefon się rozłączył
Usiadłem na kanapie i zamknąłem drzwi . Poczułem jak ktoś na mnie siada okrakiem .
-Z kim rozmawiałeś ? – zapytał cichy głosik Karoliny
-Z moją mamą – odpowiedziałem z uśmiechem , ale nadal miałem zamknięte oczy
-Co chciała ? – zapytała po raz kolejny
-Dowiedzieć się kilku rzeczy , nadal są w hotelu i wiesz …- mruknąłem
-Aha …- powiedziała
Położyła swoją głowę na moim ramieniu , jej oddech był nie równy . Raz był szybszy a raz wolniejszy . Na dodatek cała się trzęsła
-Dobrze się czujesz ? – zapytałem z troską
-T..Tak – jąkała się
Otworzyłem oczy i spojrzałem na nią , dopiero teraz zobaczyłem jaka jest blada . Jej oczy były inne , przepełnione bólem .
-Colin , dzwoń po lekarza – nakazałem
Położyłem ją na kanapie i czekałem na lekarza  . Dziesięć minut później siedzieliśmy z Colinem w kuchni , a lekarz badał moją narzeczoną . Kiedy wszedł do kuchni wstałem na równe nogi .
-Co się z nią stało ? – zapytałem
-Zwykłe przeziębienie dlatego się trzęsła , niech dużo odpoczywa – uśmiechnął się – W razie czego proszę podawać jej te leki – powiedział podając mi receptę
-Dobrze dziękuję – mruknąłem
-Do widzenia panom – powiedział lekarz
-Do widzenia – kiedy zamknął za lekarzem drzwi dodał – Chyba raczej do nie widzenia
-Colin , ale ty miły – zaśmiałem się – Tak jak twoja siostra kiedy wychodziła kiedyś ze szpitala , powiedziała tak do pielęgniarki
-Mamy to w genach , że nie lubimy szpitali – zaśmiał się

Weszliśmy do saloniku , spała ale była cała spocona . Ciągle przewracała się na bok , zaczęła krzyczeć . Razem z Colinem podbiegliśmy do niej i zaczęliśmy ją budzić . Karolina zaczęła nas bić i kopać . 

*****************************************************************************
I to jest rozdział 115 . Jak myślcie , co planuje Harry . A czy u Karoliny to tylko zwykłe przeziębienie ? Okaże się w dalszych rozdziałach Opowadania . bardzo wam dziękuję za ilość tych wyświetleń . W razie czego piszcie w komentarzach pytania a ja na nie odpowiem , ale wiem że nie będzie żadnych komentarzy .
Do kolejnego miśki ;* 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz