wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 117

 
Obudziły mnie pocałunki składane na moim ramieniu . Lekko przetarłam swoje oczy , i spojrzałam na uśmiechniętego od ucha do ucha loczka .
-Witam piękna - pocałował mnie
-Witam piękny - uśmiechnęłam się
-Podano śniadanie na tacy . - powiedział podając mi tacę z jedzeniem
-Dzięki , jesz ze mną ?- zapytałam
-Nie ...- mówił ale nie dałam mu dokończyć
-Jesz ze mną, nie ma żadnego nie - nakazałam
-Ah , dobrze - przewrócił teatralnie oczami
Usiadł obok mnie, przykrywając się kołdrą . Wziął jednego tosta , przygotował dużo do jedzenia tosty , sok oraz sałatkę . Patrzyłam na Harrego który konsumował swojego tosta .
-Czemu tak mi się przyglądasz ? - zaśmiał się cicho patrząc w moje oczy
-Nie wiem- uśmiechnęłam się - Nie wolno mi się patrzeć , przytulać albo całować ?!-powiedziałam oburzona
-Możesz , a teraz jedz - zaśmiał się i podsunął mi talerz
Upiłam łyk soku , potem zaczęłam jeść posiłek przygotowany przez Harrego . Kiedy do pokoju wszedł Colin .
-Śniadanie do łóżka ? Harry a dlaczego mi nie zrobiłeś ? - udawał obrażonego
-Bo ty nie jesteś moją narzeczoną - zaśmiał się
-Ale będę szwagrem - śmiał się
Nastała krępująca cisza , Harry i Colin patrzyli na siebie znacząco .
-Dzisiaj idę na wizytę kontrolną - przerwałam ciszę , a chłopacy spojrzeli na mnie
-Podwieźć cię ? - zapytał Harry
-Nie , sama pójdę- uśmiechnęłam się
*****************************
Siedziałam pod gabinetem lekarza , pobrali mi krew na badaniach . I czekam na to co powie lekarz , i na to co będzie dalej . Z gabinetu wyszła kobieta w ciąży , a obok niej zapewne jej mąż . Trzymali się za ręce i patrzyli przed siebie , szli dumnym krokiem . Usłyszałam wołanie lekarza :
-Pani Hills , do gabinetu ! - na te słowa wstałam i weszłam do gabinetu , usiadłam na krzesełku obok biurka i czekałam - Wygląda pani dobrze , wyniki również .
-Czyli nie mam białaczki ? - zapytałam z nadzieją
-Nie , nie ma pani . Wszystko jest dobrze , a wczorajsze wyniki zostały nie wiadomo kiedy i jak sfałszowane.
-Och , to i tak dobrze - odetchnęłam z ulgą
-Tak , a teraz żegnam panią do widzenia - uśmiechnął się
-Do widzenia . - odpowiedział lekarz
Kiedy stałam pod budynkiem zaczęłam skakać z radości , przeżyję to ! Ja i dziecko przeżyjemy ! Nagle zobaczyłam czarny samochód Hazzy . Wysiadł i podszedł do mnie . Objął mnie w tali , swoje czoło oparł o moje . Musnął delikatnie moje usta .
-Jedziemy się przejść - uśmiechnął się
Pomógł wsiąść mi do auta , okrążył samochód i sam wsiadł . Harry trzymał swoją dłoń na moim udzie . Ja natomiast patrzyłam za okno . Pogoda tu była piękna , same słońce . Zero deszczu .
-Jesteśmy - wyrwał mnie z zamyślenia Hazz
Byliśmy na mieście , Harry pomógł wysiąść z auta . Za ręce poszliśmy w tłum . Dożo ludzi spoglądało na nas , a raczej na nasze dłonie . Wszyscy uśmiechali się na ten widok , nawet zatrzymała nas jakaś starsza pani . Gratulowała nam szczęścia , życzyła dużo miłości i szczęścia . Była miłą staruszką dała nam nawet jedną czerwoną różę, a sama nie wyglądała za dobrze , była blada , podkrążone oczy . Bardzo było mi jej szkoda m jednak co mogłam zrobić ? Szliśmy dalej , kiedy nagle zobaczyłam ... Domi ?! Patrzyłam na blondynkę , która spoglądała co jakiś czas w naszą stronę . Przetarłam oczy , kiedy spojrzałam w tamtą stronę jej już nie było . Miałam chyba jakieś zwidy .
-Harry chodźmy na jakąś ławkę .- poprosiłam
-Dobrze - odpowiedział
Poszliśmy do parku i tam usiedliśmy na ławce .
-Cz...Czy ty ... widziałeś ? - jąkałam się
-Jeśli chodzi o Domi , tak - powiedział głaszcząc mnie po plecach
-To nie możliwe , przecież ona ma nas zabić .
-Wiem , i to było dziwne .
Nagle koło naszej ławki przeszła Dominika ?! Spojrzała na nas i się uśmiechnęła . Potem stała pod drzewem. Zobaczyłam jak wyciąga broń z paska , chucha na nią i uśmiecha się . Chce was zabić - mówiła moja podświadomość . Wycelowała w nas , i ten cholerny huk . Bałam się , spojrzałam w stronę Harrego . Siedział przy mnie i patrzył w stronę gdzie powinna stać Domi . Siedzi na ziemi i trzyma swoje ramię . Podchodzę do niej powoli .
-Domi - szepczę
-Wal się suko ! - warknęła
-Ty wiesz co mówisz ? - zapytałam z łzami
-Tak mówię co naszego wroga - zaśmiała się
-To ty jesteś po stronie wroga Domi , wstrzyknęli ci truciznę i stałaś się maszyną do zabijania . Wcześniej byłyśmy przyjaciółkami , a dla mnie wciąż nią jesteś .
-Ha ha , nie kłam ździro . Oni by mnie nie oszukali .
-Tak , to zobacz - odblokowałam wyświetlacz telefonu i weszłam w galerię zdjęć . Wyszukałam zdjęcie moje i Domi i pokazałam je , jej . - No to zobacz , na pewno cię nie oszukali ?
Patrzyłam w telefon , jej oczy nabrały dawnej barwy , zamiast być ciemne stały się znowu jasne . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz