sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 42

Rozdział 42 ,, Zła nowina "

Leżałam na kanapie . Wszystko mnie bolało od tego upadku . Było już dawno po dwudziestej drugiej . Harry robił nam kolację . Ja robię jutro . Nagle Hazza zawołał :
-Kolacja !
Poszłam leniwym krokiem do kuchni . Na stole stało spaghetti . Zjedliśmy je ze smakiem . Potem przebrałam się w taką piżamę :






Poszliśmy spać .

                                                 ***Godzina 01:40 ***
Spałam . Nagle ku mojemu zaskoczeniu dzwonił mój telefon .Był to ..... szpital ? Poszłam do salonu i tam odebrałam . Rozmowa :
-Słucham ?
-Dzień dobry czy dodzwoniłam się do Karoliny Hills ?
-Tak w czym mogę pomóc ?
-Pani ciocia Marika Hills jest w szpitalu .
-A z jakiego powodu ?
-Miała zawał , ale nie groźny dzwonie z innej przyczyny ...
-Z jakiej ?
-Pani ciocia ma raka płuc .
-Jak to ?
-Po prostu .
-Aha , da się coś z tym zrobić ?
- Nie , przykro nam .
-Aha .
-Dziękuje , że pani odebrała i dobrej nocy .
-Dziękuje do widzenia .

Życzy mi dobrej nocy . A to co mi powiedziała ..... Eh nie ważne . No ja się załamię . Usiadłam na kanapie i schowałam głowę w ręce . Potem poszłam do kuchni . Wyjęłam z lodówki mleko . I zagrzałam je w mikrofalówce . Usiadłam na blacie . I zaczęłam pić mleko .Usłyszałam jak ktoś wyszedł z naszej sypialni . To oczywiście był Harry . Ustał po między moimi nogami . Przyciągnął mnie do siebie . I zapytał :
-Co się stało ?
-Moja ciocia ..... - odparłam byle jakim tonem
-Co ?
-Ona ma raka płuc ....
-Naprawdę ?
-Mhmmm ....
-Tak mi ....
-Nie mów , że ci przykro . Tak naprawdę nie zależało jej na nikim . Na nikim . Zależało jej tylko na kasie . Nawet nie wiem czy mi jest przykro z jej powodu .
-Karolina , nawet tak nie mów . To twoja rodzina ....
-Rodzina ? To ciotka , która nikogo nie kochała . Miała wszystkich w dupie . Nic więcej .
-Karolina ....- przytuliłam go

Tak naprawdę . Było mi jej szkoda . Nawet jeśli nie traktowała mnie rodzinę to i tak mi pomagała . Zrobiliśmy tak :


Potem wziął mnie na ręce i zaniósł mnie do naszego łóżka .

                                                          ***Rano 9:30 ***
Obudziłam się . Harry spał . Poszłam do kuchni . Zaczęłam robić nam śniadanie . Wyjęłam potrzebne produkty do robienia naleśników . Nagle poczułam jak ktoś z tyłu mnie obejmuje :
 

Odwróciłam się i powiedziałam :
-Nie przeszkadzaj mi , bo zepsuję nam śniadanie .
-Oj , ty nic nie zepsujesz ...
-Jak puścisz to nie .
-Hahahahaha .
-I z czego tak się śmiejesz ? Z tego , że zaraz nam naleśniki przypalę ?
-Tak , właśnie z tego się śmieję .
-Haha , to wtedy nie będziesz miało co jeść .
-To co ? Mam ciebie ...
-Nie jestem do jedzenia . A ty chyba kanibalem nie jesteś . - powiedziałam z uśmiechem .
-Wieeeem , no i chyba nie jestem ...
-Chyba ?
-Nooo .

Zaczęliśmy się śmiać . Zrobiłam naleśniki w kształcie serc . Kiedy je podałam Harry był zaskoczony moim osiągnięciem . Po zjedzeniu smacznego posiłku i wsadzeniu go do zmywarki . Poszłam do naszej sypialni i przebrałam się w to :



Harry ubrał się w to :



Razem wyszliśmy na dwór . Powolnym krokiem szliśmy ku plaży . Po prostu chcieliśmy się przyjść . Szliśmy śmiejąc się i rozmawiając o nie istotnych rzeczach . Gdy byliśmy na plaży zdjęliśmy buty i chodziliśmy boso . Nagle powiedziałam :
-Berek , gonisz .
-Dobra , liczę do dziesięciu .
-Ok .
-01,02,03,04,05,06,07,08,09,10 gonię .
-I tak mnie nie dogonisz !
-Zakład ?
-O co ? - krzyknęłam będąc jakieś 6 metrów dalej .
-O kto zrobi kolacje .
-Dobra to goń mnie .
-Dobra - powiedział i zaczął mnie gonić .

Zaczęłam uciekać . On był szybki . Doganiał mnie . Był coraz bliżej . W końcu . Upadłam na ziemię . Potknęłam się o jakąś kłodę . Której wcześniej nie zauważyłam . Trochę zabolało . Bo walnęłam kolanami o kamienie . Usiadłam . Z kolanami i resztą ciała było wszystko w porządku . Harry podbiegł i zapytał :
-Nic ci nie jest , kochanie ?
-Nie  , i kto wygrał zakład ?
-Jeszcze nikt chcesz mogę dać ci 15 sekund fory .
-Dobra .

Zaczęłam uciekać . Kiedy doliczył do piętnastu zaczął za mną biec . Tym razem to ja byłam szybsza i sprytniejsza . Nagle zobaczyłam jakiś most . Pobiegłam . I szybko wbiegłam po schodkach na górę . Ustałam na samym końcu i czekałam , aż przybiegnie loczek . Kiedy przyszedł . Ja siedziałam na barierce mostu . Powiedział :
-I co mam cię .
-Skąd taka pewność ?
-Skoczysz z mostu ?
-Nie .
-To co ?
-Nic .

Podszedł do mnie jeszcze bliżej . Objął mnie . Ja się w niego wtuliłam .

                                                                                                     CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz