P.O.V. Karolina

Jechaliśmy w stronę lotniska , powstrzymywałam łzy . Będę tęsknić za dziewczynami . Poczułam jak Harry opuszkami palców dotyka mojej dłoni . Spojrzałam na niego , lekko się do mnie uśmiechał . Odwzajemniłam uśmiech . Splótł palce u naszych dłoni . Kiedy Harry wpatrywał się uważnie w drogę , ja przyglądałam mu się uważnie . Widziałam , że i on będzie tęsknił za chłopakami . Bez tych żartów Lou , śmiechu Horana , pouczania Liaśia , zazdrości Malika do Domi . Ale teraz ma się zacząć nowy dział w naszym życiu . Bez ludzi Smitha i Bibera , bez strachu . Dziewczynki pójdą do szkoły , będą miały nowe życie , przyjaciółki . Kiedy byliśmy na lotnisku , wysiedliśmy z czarnego tarana . Przeszliśmy przez rozprawy i wsiedliśmy do samolotu , Usiadłam na miejscu przy oknie , Harry usiadł obok mnie . Dziewczynki usiadły za nami . Oparłam głowę o okno i patrzyłam jak samolot wznosi się do góry . Poczułam lekkie pocałunki , składane na moim odkrytym ramieniu .
-Kocham cię - szepnął mi do ucha Harry
-Też cię kocham , Harry - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam
Oparłam głowę o jego ramię i zasnęłam .
Obudził mnie głos pilota :
-Moi drodzy pasażerowie , dolecieliśmy do Francji - oznajmił
Harry przeciągnął się , a ja wiedziałam , że on też zapewne spał . Uśmiechnął się do mnie szeroko i pocałował w nos . Wyszliśmy całą rodzinką z samolotu i poszliśmy do odpraw . Potem staliśmy pod lotniskiem i czekaliśmy na taksówkę . Kiedy podjechała taksówka , Harry i kierowca wsadzili walizki do bagażnika . Kiedy wsiedliśmy kierowca zapytał :
-Jaka ulica ?
-Long Street 234 - powiedział spokojnie Harry
-Dobrze - odpowiedział i widziałam jak co jakiś czas zerkał na dłoń moją i Harr'ego
Jechaliśmy chwilę przez zaludnione miasto , po chwili skręciliśmy na drogę , która była z kamieni . Oparłam głowę o ramie Hazzy .
-Jesteśmy - oznajmił kierowca - dwadzieścia pięć trzydzieści - oznajmił nam cenę
Harry wyjął z portfela gotówkę i podał ją kierowcy . Wysiedliśmy i po chwili staliśmy pod domem . Wzięliśmy walizki i zaczęliśmy iść w kierunku drzwi . Przeszliśmy przez jedną parę drzwi , i znaleźliśmy się w szklanym przedpokoju . Przeszliśmy przez drugą parę drzwi i staliśmy w dużym pokoju . Ściany były białe oraz brązowe . Stały tam dwie kanapy czarna i biała . Telewizor wisiał na ścianie , potem była kuchnia i inne pokoje . Zaczęliśmy rozpakowywać swoje walizki . Kiedy domykałam ostatnią szufladę gdzie schowałam bluzki , poczułam ręce Harr'ego pod swoją bluzką .
-I jak się podoba ? - zapytał tuż przy moim uchu
-Piękny - odpowiedziałam
-Cieszę się .
Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam w oczy . Uśmiechnął się cwaniacko .
-Nawet o tym nie myśl - pogroziłam mu palcem
-Nawet pomarzyć mi nie można , co za świat- zaśmiał się cicho
Pochylił się nade mną , i pocałował mnie . Całował mnie brutalnie , przejechał językiem po mojej dolnej wardze . Otworzyłam usta , jego język pieścił moje podniebienie , po chwili połączył nasze języki w wielkiej bitwie . Wlałam w ten pocałunek tyle energii , że aż głowa boli . Oderwaliśmy się od siebie z uśmiechami . Harry miał na twarzy ogromnego banana .
-Gorąco - zaśmiał się
-Bardzo, gorąco - również się zaśmiałam i pocałowałam go w nos
-Bardzo , bardzo , bar...- przerwałam mu
-Nieskończoność razy bardzo . -
-Zgadza się - uśmiech nie schodził z jego twarzy
P.O.V. Harry
Wieczorem poszedłem pod prysznic . Rozebrałem się i wszedłem do kabiny . Najpierw włączyłem zimną wodę na orzeźwienie , potem leciała ciepła dla przyjemności . Nałożyłem świeże bokserki , i umyłem zęby . Orzeźwiony wyszedłem z toalety , w sypialni zastałem Karolinę zwiniętą w kłębek . Jej dłonie były zaciśnięte w pięści na kołdrze , widziałem , że śni jej się jakiś koszmar . Po chwili słyszałem jej krzyk . Krzyczała w niebo głosy . Była cała spocona . Zacząłem ją budzić , potrząsałem nią i mówiłem do niej .Otworzyła oczy , widać było w nich strach . Ciężko i szybko oddychała .Szybko się do mnie przytuliła . Czułem jak po jej policzkach spływają łzy .
-Spokojnie kochanie , to był tylko zły sen ...- mówiłem do niej spokojnie głaszcząc ją po plecach
-O...On t...t...tam b...b..był ...- jąkała się płacząc
-Kto ?- zapytałem zmartwiony
-S....S...Smith ...-powiedziała jego imię a we mnie ,aż się buzowało - On zabił wszystkich , mówił to co Luke ....- zaszlochała
-To był tylko koszmar , to się nie stanie na pewno . Nikt z nas nie umrze .
-Wiem , że niektórzy z nas umrą . Ale ja nie chcę tracić ciebie ...-położyłem się , i usadowiłem Karolinę przy moim torsie
-Nie stracisz , obiecuję ci to - głaskałem jej policzek
-Nie obiecuj czegoś co i tak może się nie przetrwać - powiedziała cicho , ale spokojniej
-To jest prawda , nie opuszczę cię nigdy . Ale ty też mi musisz coś obiecać ...
-Co ?
-Ty też masz być ze mną do końca , też masz mnie nie zostawić .
-Wiesz , że bym tego nie zrobiła . - pocierała głową o mój tors
-Wiem -uśmiechnąłem się lekko- Poczekaj chwilę .
Wstałem z łóżka i poszedłem do kuchni . Zrobiłem nam herbatę , i wróciłem do naszej sypialni . Siedziała po turecku na łóżku . Podałem jej kubek ciepłego napoju . Upiła łyk .
-Lepiej ? - zapytałem z uśmiechem
-Lepiej - odwzajemniła uśmiech
Do pokoju wpadły dziewczyny .
-Co to było ?!- zapytała Arvil
-Ale co ? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie
-No te krzyki ?!
-To ja - odpowiedziała Karolina
-Co się stało ?- zapytała Darcy
-Koszmar - mówiła upijając za każdym słowem łyk herbaty
Darcy podeszła do mojej żony i przytuliła ją , mówiąc
-Kocham cię .
-Ja ciebie też , Darcy - powiedziała całując główkę naszej siedmioletniej córeczki
Nie była już mała , rozumiała dużo . Rozumiała co dzieje się na około , wiedziała o tym co dzieje się teraz , o co chodzi za Smithem i Biberem . Teraz rozmyślam czy kiedy będzie w wieku Arvil to będzie tak samo chciała się przytulać czy będzie latała tylko za chłopakami . Jeśli będzie latała za chłopakami to najpierw będę sprawdzał ich papiery , nie ma innej możliwości . Nie dam żadnemu gnojkowi jej skrzywdzić , Arvil też . Może i jest ,, adoptowana " , ale jest dla mnie jak córka . Już nie mogłem się doczekać kiedy urodzi się nasze trzecie dziecko . Chciałem je wziąć na ręce , przytulić i powiedzieć , że może być szczęśliwe . Bo ma najlepszą mamę na świcie i super tatę , oraz śliczne siostrzyczki . Ale nie chciałem aby urodziło się tak jak Logan . On ... Umarł kiedy Karolina była w śpiączce . Moja mama nam o tym nie powiedziała , ale nie chciała nas w tedy jeszcze bardziej dobijać . Ale wolę znać prawdę , niż całe życie żyć w kłamstwach . Poczułem czyjeś ręce na moich ramionach . Z nałogu myśli wyrwała mnie Karolina , siedziała na moich kolanach i patrzyła w moje oczy . Jej piękne , zawsze brązowe oczy , były ciemne , pełne bólu . Położyłam swoją głowę na moim ramieniu .
-Ej miało być bez smutasów - powiedziałem
-Mhm ...- mruknęła
-Idziemy spać ?- zapytałem
-Możemy -odpowiedziała
Wślizgnąłem się pod kołdrę , Karolina również . Wtuliła się w mój tors , objąłem ją ramieniem i zasnęliśmy .

Jechaliśmy w stronę lotniska , powstrzymywałam łzy . Będę tęsknić za dziewczynami . Poczułam jak Harry opuszkami palców dotyka mojej dłoni . Spojrzałam na niego , lekko się do mnie uśmiechał . Odwzajemniłam uśmiech . Splótł palce u naszych dłoni . Kiedy Harry wpatrywał się uważnie w drogę , ja przyglądałam mu się uważnie . Widziałam , że i on będzie tęsknił za chłopakami . Bez tych żartów Lou , śmiechu Horana , pouczania Liaśia , zazdrości Malika do Domi . Ale teraz ma się zacząć nowy dział w naszym życiu . Bez ludzi Smitha i Bibera , bez strachu . Dziewczynki pójdą do szkoły , będą miały nowe życie , przyjaciółki . Kiedy byliśmy na lotnisku , wysiedliśmy z czarnego tarana . Przeszliśmy przez rozprawy i wsiedliśmy do samolotu , Usiadłam na miejscu przy oknie , Harry usiadł obok mnie . Dziewczynki usiadły za nami . Oparłam głowę o okno i patrzyłam jak samolot wznosi się do góry . Poczułam lekkie pocałunki , składane na moim odkrytym ramieniu .
-Kocham cię - szepnął mi do ucha Harry
-Też cię kocham , Harry - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam
Oparłam głowę o jego ramię i zasnęłam .
Obudził mnie głos pilota :
-Moi drodzy pasażerowie , dolecieliśmy do Francji - oznajmił
Harry przeciągnął się , a ja wiedziałam , że on też zapewne spał . Uśmiechnął się do mnie szeroko i pocałował w nos . Wyszliśmy całą rodzinką z samolotu i poszliśmy do odpraw . Potem staliśmy pod lotniskiem i czekaliśmy na taksówkę . Kiedy podjechała taksówka , Harry i kierowca wsadzili walizki do bagażnika . Kiedy wsiedliśmy kierowca zapytał :
-Jaka ulica ?
-Long Street 234 - powiedział spokojnie Harry
-Dobrze - odpowiedział i widziałam jak co jakiś czas zerkał na dłoń moją i Harr'ego
Jechaliśmy chwilę przez zaludnione miasto , po chwili skręciliśmy na drogę , która była z kamieni . Oparłam głowę o ramie Hazzy .
-Jesteśmy - oznajmił kierowca - dwadzieścia pięć trzydzieści - oznajmił nam cenę
Harry wyjął z portfela gotówkę i podał ją kierowcy . Wysiedliśmy i po chwili staliśmy pod domem . Wzięliśmy walizki i zaczęliśmy iść w kierunku drzwi . Przeszliśmy przez jedną parę drzwi , i znaleźliśmy się w szklanym przedpokoju . Przeszliśmy przez drugą parę drzwi i staliśmy w dużym pokoju . Ściany były białe oraz brązowe . Stały tam dwie kanapy czarna i biała . Telewizor wisiał na ścianie , potem była kuchnia i inne pokoje . Zaczęliśmy rozpakowywać swoje walizki . Kiedy domykałam ostatnią szufladę gdzie schowałam bluzki , poczułam ręce Harr'ego pod swoją bluzką .
-I jak się podoba ? - zapytał tuż przy moim uchu
-Piękny - odpowiedziałam
-Cieszę się .
Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam w oczy . Uśmiechnął się cwaniacko .
-Nawet o tym nie myśl - pogroziłam mu palcem
-Nawet pomarzyć mi nie można , co za świat- zaśmiał się cicho
Pochylił się nade mną , i pocałował mnie . Całował mnie brutalnie , przejechał językiem po mojej dolnej wardze . Otworzyłam usta , jego język pieścił moje podniebienie , po chwili połączył nasze języki w wielkiej bitwie . Wlałam w ten pocałunek tyle energii , że aż głowa boli . Oderwaliśmy się od siebie z uśmiechami . Harry miał na twarzy ogromnego banana .
-Gorąco - zaśmiał się
-Bardzo, gorąco - również się zaśmiałam i pocałowałam go w nos
-Bardzo , bardzo , bar...- przerwałam mu
-Nieskończoność razy bardzo . -
-Zgadza się - uśmiech nie schodził z jego twarzy
P.O.V. Harry
Wieczorem poszedłem pod prysznic . Rozebrałem się i wszedłem do kabiny . Najpierw włączyłem zimną wodę na orzeźwienie , potem leciała ciepła dla przyjemności . Nałożyłem świeże bokserki , i umyłem zęby . Orzeźwiony wyszedłem z toalety , w sypialni zastałem Karolinę zwiniętą w kłębek . Jej dłonie były zaciśnięte w pięści na kołdrze , widziałem , że śni jej się jakiś koszmar . Po chwili słyszałem jej krzyk . Krzyczała w niebo głosy . Była cała spocona . Zacząłem ją budzić , potrząsałem nią i mówiłem do niej .Otworzyła oczy , widać było w nich strach . Ciężko i szybko oddychała .Szybko się do mnie przytuliła . Czułem jak po jej policzkach spływają łzy .
-Spokojnie kochanie , to był tylko zły sen ...- mówiłem do niej spokojnie głaszcząc ją po plecach
-O...On t...t...tam b...b..był ...- jąkała się płacząc
-Kto ?- zapytałem zmartwiony
-S....S...Smith ...-powiedziała jego imię a we mnie ,aż się buzowało - On zabił wszystkich , mówił to co Luke ....- zaszlochała
-To był tylko koszmar , to się nie stanie na pewno . Nikt z nas nie umrze .
-Wiem , że niektórzy z nas umrą . Ale ja nie chcę tracić ciebie ...-położyłem się , i usadowiłem Karolinę przy moim torsie
-Nie stracisz , obiecuję ci to - głaskałem jej policzek
-Nie obiecuj czegoś co i tak może się nie przetrwać - powiedziała cicho , ale spokojniej
-To jest prawda , nie opuszczę cię nigdy . Ale ty też mi musisz coś obiecać ...
-Co ?
-Ty też masz być ze mną do końca , też masz mnie nie zostawić .
-Wiesz , że bym tego nie zrobiła . - pocierała głową o mój tors
-Wiem -uśmiechnąłem się lekko- Poczekaj chwilę .
Wstałem z łóżka i poszedłem do kuchni . Zrobiłem nam herbatę , i wróciłem do naszej sypialni . Siedziała po turecku na łóżku . Podałem jej kubek ciepłego napoju . Upiła łyk .
-Lepiej ? - zapytałem z uśmiechem
-Lepiej - odwzajemniła uśmiech
Do pokoju wpadły dziewczyny .
-Co to było ?!- zapytała Arvil
-Ale co ? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie
-No te krzyki ?!
-To ja - odpowiedziała Karolina
-Co się stało ?- zapytała Darcy
-Koszmar - mówiła upijając za każdym słowem łyk herbaty
Darcy podeszła do mojej żony i przytuliła ją , mówiąc
-Kocham cię .
-Ja ciebie też , Darcy - powiedziała całując główkę naszej siedmioletniej córeczki
Nie była już mała , rozumiała dużo . Rozumiała co dzieje się na około , wiedziała o tym co dzieje się teraz , o co chodzi za Smithem i Biberem . Teraz rozmyślam czy kiedy będzie w wieku Arvil to będzie tak samo chciała się przytulać czy będzie latała tylko za chłopakami . Jeśli będzie latała za chłopakami to najpierw będę sprawdzał ich papiery , nie ma innej możliwości . Nie dam żadnemu gnojkowi jej skrzywdzić , Arvil też . Może i jest ,, adoptowana " , ale jest dla mnie jak córka . Już nie mogłem się doczekać kiedy urodzi się nasze trzecie dziecko . Chciałem je wziąć na ręce , przytulić i powiedzieć , że może być szczęśliwe . Bo ma najlepszą mamę na świcie i super tatę , oraz śliczne siostrzyczki . Ale nie chciałem aby urodziło się tak jak Logan . On ... Umarł kiedy Karolina była w śpiączce . Moja mama nam o tym nie powiedziała , ale nie chciała nas w tedy jeszcze bardziej dobijać . Ale wolę znać prawdę , niż całe życie żyć w kłamstwach . Poczułem czyjeś ręce na moich ramionach . Z nałogu myśli wyrwała mnie Karolina , siedziała na moich kolanach i patrzyła w moje oczy . Jej piękne , zawsze brązowe oczy , były ciemne , pełne bólu . Położyłam swoją głowę na moim ramieniu .
-Ej miało być bez smutasów - powiedziałem
-Mhm ...- mruknęła
-Idziemy spać ?- zapytałem
-Możemy -odpowiedziała
Wślizgnąłem się pod kołdrę , Karolina również . Wtuliła się w mój tors , objąłem ją ramieniem i zasnęliśmy .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz